Helga&Ares Posted October 21, 2009 Posted October 21, 2009 Miał być happy end... Młodziutki, ok. roczny piesek w typie Yorka trafił do schroniska ponad 2 tygodnie temu. Od razu wiedzieliśmy, że z domkiem nie będzie problemu, Yorki w końcu na topie. Nie myliliśmy się - w przeciągu kilku dni było w jego sprawie tyle telefonów, ze spokojnie mogliśmy "wydziwiać" w domkach. Jeden okazał się najbardziej odpowiedzialny, Groszek pojechał.. W owym domu była wcześniej Jamniczka zabrana ze schroniska, którą pracownicy określili na ok. roku, a w rzeczywistości miała 8. Chorowała, bala się zostawać sama, więc zawsze ktoś z nią był. W ostatnim "momencie" swojego życia więcej czasu spędzała w klinikach, aniżeli w domu... Odeszła w wieku 16-17 lat... Ludzie po roku od straty jamnisi w końcu dojrzeli do tej decyzji, by adoptować kolejna bidkę - padło na Grosia. Codziennie dzwonili, by dopytać jak mały się miewa. Zakupili cała wyprawkę i przyjechali po psa. Radości nie było końca... Pierwszy chwile w domu - same dobre wieści, Groszek został zapisany na wizytę u fryzjera, ma apetyt... Cuda zaczeły się dziać dopiero kolejnego dnia...A w zasadzie juz w nocy.. Od godziny 4 do samego rana pies szczekał, wył. Pani wstawała do niego, miała nadzieję, że przestanie, niestety nic nie pomagało. Kolejnego dnia Groszek zaczął biegać po stołach, po parapetach, zrzucajac wszystko co napotkał na swojej drodze na ziemię. Zjadł swój koszyczek do spania, kocyk zamienił sie w strzępy, ręczniki pogryzione, dywany, nadgryzione kanapy - słowem wszystko, co da się zniszczyc nie umknęło jego uwadze. Nieustannie drapie w drzwi wyjściowe, mimo długich, kilkugodzinnych, meczących spacerów. Nie muszę chyba dodawać, że Groszek cierpi na lęk separacyjny... Załamani, świezi właściciele zadzwonili by zrelacjonować sytuację. Podjęli wiele prób zwalczenia zachowania u Groszka, niestety bezskutecznie. 1) Próba z kongiem i innymi inteligentnymi zabawkami - porażka. Groszka nie interesuje jedzenie, ogromny minus 2) Próba z porządnym wymęczeniem psa - porażka. Zabrano go na męczący spacer na długiej lince(zbyt wcześnie, by spuścić go ze smyczy), aportował, biegał, szalał. Jego siły nigdy się nie kończą...To terrier... 3) próba zwalczenia lęku separacyjnego - porażka. Polegała ona na zostawieniu psa z innym pomieszczeniu na, początkowo, 2s, niestety, wg relacji, pies momentalnie zaczyna szczekać i drapać w drzwi 3) Próba zostawienia "materiału do zniszczenia" - porażka. Bardziej interesujące okazały się stoły, parapety, meble itp. Nikt się nie spodziewał, że Groszek będzie aż tak problematyczny. w schronisku ciężko było coś takiego zauważyć. Piesek wraca. Szukamy dla Niego doświadczonego z takimi przypadkami DS..Albo DT, w którym adoptujący będą w stanie poradzić sobie z tym nieokrzesanym wulkanem energii. Trzeba "wyczuć" Groszka, znaleźć metodę, która zadziała w jego przypadku, pomóc zrozumieć, jak należy zachowywać się w domu - PODEJRZEWAM, ŻE WCZEŚNIEJ MIESZKAŁ NA DWORZE! ZDJĘCIA: Picasa Web Albums - Dominika - Groszek KONTAKT: Dominika (0) 608686679 domi.nika@o2.pl Quote
beka Posted October 22, 2009 Posted October 22, 2009 A może dom z innym psem by pomógł. Jak nie byłby sam może by się uspokoił. Quote
Helga&Ares Posted October 22, 2009 Author Posted October 22, 2009 Dlatego wyjściem byłby doświadczony DT, byśmy mogli go "rozpracować" i lepiej poznać. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.