azzie5 Posted August 21, 2007 Author Posted August 21, 2007 ojejku, to cudownie, wyobrażam ją sobie taką w pełni szczęśliwą nawet i bez zdjęć.:) No to Miki teraz masz swój własny psi cień, który będzie chciał nieodłącznie chodzić wszędzie za Tobą, to coś niesamowitego. A walka o kiełbasę - to dopiero musiało wyglądać.:evil_lol: Quote
Miki Posted September 7, 2007 Posted September 7, 2007 Diana wróciła z wakacji. Trochę się bała wsiąść do samochodu, ale jak już wsiadła było wszystko dobrze. Za to tu, w Warszawie bardzo wesoło wpakowała się do windy i z radością obleciała cały dom.:multi: Quote
Ania-Sonia Posted September 9, 2007 Posted September 9, 2007 Widzę to oczami wyobraźni! ;) Cały czas się bardzo cieszę i przesyłam w Waszym kierunku dużo ciepłych myśli! :loveu: Quote
azzie5 Posted September 16, 2007 Author Posted September 16, 2007 a ja niedobra dawno się nie odzywałam... Pisz nam Mika jak tam Diana? :) w tym tygodniu powinnam odzyskać swój naprawiony aparat, więc chętnie nim posłużę w uwiecznianiu szczęśliwych psiołapych chwil.:razz: Quote
Aga_Mazury Posted September 16, 2007 Posted September 16, 2007 Ja też bardzo chciałabym nacieszyć oczy.....zdjęciami DIanki :)... Quote
Miki Posted September 19, 2007 Posted September 19, 2007 A czy pańcia azzie znajdzie czas by nas odwiedzić, najlepiej w duecie z aparatem ? Serdecznie zapraszamy ! :multi: Quote
azzie5 Posted September 25, 2007 Author Posted September 25, 2007 przepraszam za opóźnienie, w tym tyg. od dzisiaj do czwartku jestem już wolna, bardzo chętnie odwiedzę Dianę, aparat już naprawiony. Zaraz się do Ciebie odezwę. :) Quote
azzie5 Posted September 30, 2007 Author Posted September 30, 2007 jak miło było znów zobaczyć Dianę! czy uwierzycie jak ona schudła?? coś niesamowitego, dzisiaj pokazywałam zdjęcia odchudzonej Dianki w schronisku (a bo właśnie, zdjęcia miały przy tej okazji miejsce:) ) to pani z biura nie mogła uwierzyć i tak jak ja - bardzo się cieszyła. Dianie kondycja poprawiła się bardzo, widać że czuje się świetnie kochane suczydło.:loveu: Tak więc mam zdjęcia z tej miłej wizyty tylko kłopot ze wstawieniem, gdybym mogła kogoś do tego celu perfidnie wykorzystać... Quote
azzie5 Posted October 3, 2007 Author Posted October 3, 2007 tak strasznie.... boli Diany nie ma już wśród nas, choć trudno w to uwierzyć. Nie ma też suczki Miki, która mieszkała razem z Dianą u Miki. Obie zatruły się przez przypadek trucizną na slimaki z jakiejś kałurzy.:-( Przegladam zdjęcia, Diana w schronisku w boksie, na spacerze zimą, latem, w kazdej porze roku, przez kolejne lata, Diana jadaca samochodem do WOTu, potem w innych boksach schroniska, wreszcie Diana w nowym domu, wreszcie naprawdę szczęśliwa. Na wszystkich zdjęciach tak bardzo uśmiechnięta. Tak trudno uwierzyć, że jej i Mikuli już nie ma. Tak boli... Quote
Aga_Mazury Posted October 3, 2007 Posted October 3, 2007 Boże Dianaaaaaaaaaaaaa....jak to? dopiero się cieszyliśmy....z jej wakacji, z jej szczęścia... Miki nie potrafię wyrazić jak strasznie mi przykro... <*> brakuje mi słów.. Quote
Ania-Sonia Posted October 3, 2007 Posted October 3, 2007 Nie!!!!!!!! Nie zgadzam się!!!! :shake::shake::shake::shake: To ma być nagroda od życia dla tej wspaniałej rodziny, która przed Dianą otworzyła serca i dom??? Wiem, że psy mają inne poczucie czasu i dla Diany ten czas spędzony w końcu we własnym domu był długi, ale to potwornie niesprawiedliwe. :placz::placz::placz: Quote
Miki Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 To tak strasznie niesprawiedliwe, nie mogę opanować rozpaczy, jest mi tak ciężko. Jedna chwila nieuwagi i wszystko przepadłoCały mój misternie wymyślony plan na resztę życia , Teraz wiem, że nie nadaję sie do niczego Tak strasznie je zawiodłam. Nie wiem czy dam radę napisać wszystko, ale chociaż zacznę. Zobaczycie wtedy ogrom mej tragedii. Najpierw jednak chcę przeprosić wszystkich,którzy Dianę znali i kochali, którzy szukali jej domu nie wiedząc, co ten dom jej przyniesie. Było to tak. W zeszłym tygodniu, tuż przed wizytą Azzie u nas byłam na "Kocławce" - naszym gospodarstwie na Mazurach. Ponieważ mój TZ gdzieś wyjechał i popsuł mu się samochód dojechałam sama na miejsce. Nie miałam kluczy do domu, więc 3 godziny czekaliśmy z Ajaksem - naszym tamtejszym psem - w ogródku koło domu. Była piękna pogoda, zrywałam poziomki, Ajaks leżał koło mnie w trawie, trochę się tarzał, trochę też coś skubał. Dlaczego o tym piszę? Bo było tam tak cudownie, tak spokojnie, tak bezpiecznie. Nie mogłam przewidzieć, że w tym miejscu za kilka dni rozegra się tragedia. Kiedy dowiedziałam sie, że dzieci chcą jechać na jakiś obóz, ucieszyłam się, że jeszcze raz tam sobie pojedziemy. TZ nie miał czasu, ale zgodził się w końcu przyjechać po nas. W drodze trochę się pokłóciliśmy, co później wzmogło tylko jego wyrzuty sumienia. O co ? O to że wzięłam Dianę do przodu. Diana nie czuła się zbyt pewnie w samochodzie, dlatego wolałam mieć ją przy sobie. No i się nasłuchałam, że psy są dla mnie zawsze najważniejsze itp. Od Pułtuska nie odzywaliśmy się do siebie. Diana trzymała łepek na mojej nodzę i wpatrywała się we mnie długo wzrokiem wyrażającym morze miłości, a ja gładziłam ją po tym czarnym futerku między oczkami. W Mrągowie zatrzymaliśmy się by zrobić zakupy i Diana wyskoczyła z samochodu. Pomyślałam wtedy tak - czyżby nie chciała jechać na Kocławkę - czy wyczuła jakieś niebezpieczeństwo? Dlaczego tak pomyślałam, Czasami mam taką właśnie myśl, myśl-ostrzeżenie. I wiem już na pewno, że powinnam jej słuchać, chociaż wydaje sie to zupełnie bez sensu. Wtedy na tym parkingu przypomniało mi się takie zdarzenie. Quote
Ania-Sonia Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 Miki napisał(a):To tak strasznie niesprawiedliwe, nie mogę opanować rozpaczy, jest mi tak ciężko. Jedna chwila nieuwagi i wszystko przepadłoCały mój misternie wymyślony plan na resztę życia , Teraz wiem, że nie nadaję sie do niczego Tak strasznie je zawiodłam. Nie wiem czy dam radę napisać wszystko, ale chociaż zacznę. Zobaczycie wtedy ogrom mej tragedii. Najpierw jednak chcę przeprosić wszystkich,którzy Dianę znali i kochali, którzy szukali jej domu nie wiedząc, co ten dom jej przyniesie. Kochana, jak możesz pisać tak o sobie. Nieszczęścia się zdarzają, życiem rządzi przypadek, ślepy los, nie sposób przewiedzieć wszystkiego... Zrobiłaś wspaniałą rzecz dając Dianie dom i pamiętaj - nic tego nie zmieni! Jeśli możesz dokończ swą opowieść, nie sądzę, żeby ktoś mógł Cię obwiniać o cokolwiek. Jestem z Tobą, przesyłam Ci najcieplejsze myśli droga Miki... Quote
Miki Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 Tak szczegółowo to opisuje, bo cały czas o tym myślę. Szukam momentu w którym mogłam je uratować. Przyszedł do nas pies sąsiadów /2kilometry/ o którym wiedziałam że jest chory na uszy. Pomyślałam wtedy, że on przyszedł, abym do zabrała do Warszawy i wyleczyła - jechaliśmy następnego dnia. Ale nie posłuchałam wtedy tego głosu. Bałam się sprzeciwu Zt , mojego ojca i właściciela psa. Zadzwoniliśmy po niego, Pies nie chciał iśc i miał rację. Dwa tygodnie później odszedł za tęczowy most. Brutus - nie pomogłam Ci wtedy:shake: i zawsze będzie mnie to dręczyć. I taki właśnie przekaz dostałam od Diany."Jestem w niebezpieczeństwie - pomóż mi" Postanowiłam nie spuszczać ich z oka. Bałam się, że gdzieś pobiegną oszołomione wolnością i zginą. Tak bardzo się myliłam. :-( :-( :-( Rozpakowałam rzeczy z samochodu, przywitałam się z Ajaksem. W tym czasie sunie biegały tuż koło domu. Zauważyłam, że Diana coś liże, jakby po prostu błoto, tuż przy budzie Ajaksa. Zawołałam wszystkich do domu. Później przestało padać i wyszłiśmy. Postanowiłam przejść się z nimi dłużej, więc wruciłam do domu po kalosze, klucze telefon i polar. Naprawdę nie trwało to długo. Wszystkie trzy psy były w ogródku. Poszliśmy na spacer. Psy radośnie biegały, próbowały na coś tam polować w trawie. Byłam szczęśliwa patrząc na nie. Nie wiedziałam, że najprawdopodobniej wyrok już zapadł. Potem znów zaczęło podać. Przed snem wyszłam z nimi jeszcze może na minutę. Deszcz lał, nie było sensu wychodzić na dłużej. - nie wiedziałam, że za rogiem domu, w ogródku,gdzie spędziliśmy ostatnio takie miłe chwile z Ajaksem, w kartonie jest worek, w którym jest resztka resztka środka na ślimaki. Nie wiedziałam, że taki środek znajduje się na naszym terenie i co najgorsze nie wiedziałam, ze sunie dobrały się do tego worka.:-( :-( :-( Mój mąż, który postawił tam ten karton nie przypuszczał, że pies lub kot może się czymś tak chemicznie smierdzącym zainteresować. Na opakowaniu nie było zadnie informacji, że może to być środek szkodliwy dla ludzi lub zwierząt. Inaczej by wtedy to traktował. Chemikalia są u nas zwykle dobrze chronione, zamknięte na wiele kłódek i podwójne drzwi. Kiedy mąż był dzieckiem jego matka zatruła się poważnie i od tego czasu dmuchał na zimne. Nie tym razem. Przedstawiciel firmy w której kupił to świństwo, powiedział, że to na bazie feromonów ślimaczych i im się myli dzień z nocą i wychodzą na żer w dzień. Nie wspomniał, że to śmiertelna trucizna. Chodzilł tam z Ajaksem na papierosa i nie schował tego. Dopiero kiedy usłyszałam nad ranem głośny oddech Diany i powiedziałam, że chyba się zatruła, przypomniał sobie o tym. Zadzwonił zaraz do instytutu toksykologii w Warszawie. Tam niby podali nam odtrutkę, ale jak się za chwilę okazało była to tylko osłona wątroby. Lekarz nie zdążył pomóc Dianie, ale nie zdołał też pomóc Mice, chociaż przyjechał tuż po wystąpieniu obiawów. Jest mi tak strasznie żal. Oddałabym wszystko by cofnąć czas. Nie wiem czy dam radę z tym żyć. Quote
MagYa^^ Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 ..to bardzo smutne :( przykro mi. Nie mozesz jednak obwiniac sie o smierc suń. Chcialas dla nich jaknajlepiej.. Tak mi przykro :( :candle: Quote
Ania-Sonia Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 Straszna historia... :placz: Bardzo Ci współczuję, ale proszę nie zadręczaj się. Widać los, okrutny los tak chciał i już... :-( Nie wiem, co można powiedzieć w takiej sytuacji, żeby Cię pocieszyć, wesprzeć na duchu. Chyba tylko to, że Diana na pewno nie chciałaby, żebyś tak strasznie się zadręczała, że jest Ci wdzięczna za miłość i dom, że liczą się tylko te radosne, wspólne chwile o których tak pięknie napisałaś Uważam tylko, że trzeba interweniować u producenta tego świństwa, żeby koniecznie umieszczał informację na opakowaniu, że jest to śmiertelna trucizna. A Ajaks? Mam nadzieję, że on przeżył? Quote
Aga_Mazury Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 Miki.....bardzo mi przykro...:( nie ma takich słów które ukoją ból Quote
Miki Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 Aniu-Soniu, dziękuję Ci za słowa wsparcia. Bardzo są mi teraz potrzebne. Myślę, że one obie wiedzą jak bardzo je kochałam. SZkoda ,że los tak sobie ze mnie zakpił. Co do Ajaksa - nie próbował tego świństwa, a przecież drżałam i o niego W Sprawie ślimaksu już interweniowaliśmy. Jak zdobędę więcej informacji napiszę. Oby ta tragedia nie powtórzyła sie więcej. Przecież równie dobrze mogło to zjeść jakieś zakatarzone małe dziecko. Quote
azzie5 Posted October 6, 2007 Author Posted October 6, 2007 Miki - nie pisz tak, jak parę postów wyżej. To nie jest Twoja wina! Nikt nie byłby w stanie przewidzieć tego, co się stało i nikt nie miał na to wpływu. Nam bardzo brakuje Diany, ale myślę tak jak Ania-Sonia, najcenniejsze jest to, co jej dałaś, to, że mogła być naprawdę szczęśliwa i nie chciałaby, żebyś cierpiała. Diana zawsze była pogodna, nawet w chwilach smutku. Quote
Irkowa Posted October 7, 2007 Posted October 7, 2007 miki-nie obwiniaj sie.To byl wypadek , cholerny wypadek :( nie znalam Diany , znalam Aksamitną - serce mnie boli kiedy pomysle ze jej juz nie ma .Ale jestem szczesliwa ze miala Ciebie osobe ktora kochala ja z calego serca.Trzymaj sie Miki-domyslam sie jak Ci ciezko . Straszny ten swiat.... Quote
Miki Posted October 7, 2007 Posted October 7, 2007 Świat jest straszny. Ale słuchajcie pomóżcie mi. Wiem, że popełniłam błąd. Wiemy, że mój mąż też popełnił błąd. Ale jeżeli ten błąd zdażył się jemu, który miał jedyny na roku 5 z chemii organicznej, który jest znany ze swojej dużej dużej wiedzy o środkach ochrony roślin, który chodzi po jarach i zbiera wnyki zastawione na sarny i który płakał po Mice jak bóbr, to znaczy, że ten błąd łatwo było popełnić. Na etykiecie zamieszczonej w necie przez producenta tego preparatu jest taka informacja "Chronić zwierzęta domowe przed dostępem do trutki(zwłaszcza psy)" Czyli, że producent ma świadomość co to jest, a na opakowaniu - na takim worku 25 kg jak do kartofli nie ma żadnego ostrzeżenia. Mamy duże gospodarstwo, nie chodzimy po środki do sklepu, przedstawiciele firm przyjeżdżają do nas. Rozmawiałam z trzema. Nie mieli bladego pojęcia, że coś takiego mogło sie zdażyć. Nam sprzedał to dyrektor sprzedaży na Polskę pn-wsch wielkiej międzynarodowej firmy. Nie miał pojęcia co sprzedaje. Mówił, że to feromony, że ślimaki są zdezorientowane, że nie żerują. Też nie wiedział, że to trucizna. Mice i Dianie nie mogę już pomóc. Myślę, że trzeba zmusić producenta do zamieszczania tej informacji na każdym opakowaniu. Jak to zrobić? Może macie jakieś pomysły? Może ktoś zna kogoś kto się na tym zna? Może uda się uratować jeszcze jakiegoś psa zanim pęknie mi serce. Quote
Ania-Sonia Posted October 7, 2007 Posted October 7, 2007 Miki napisał(a):Mice i Dianie nie mogę już pomóc. Myślę, że trzeba zmusić producenta do zamieszczania tej informacji na każdym opakowaniu. Jak to zrobić? Może macie jakieś pomysły? Może ktoś zna kogoś kto się na tym zna? Może uda się uratować jeszcze jakiegoś psa zanim pęknie mi serce. Może jakaś petycja? Zebralibyśmy podpisy tu na dogo, na innych psich forach, wśród znajomych. Przecież ten problem może dotknąć każdego kto ma dom z ogrodem lub działkę. Miki, tak bardzo mi przykro, że tak strasznie rozpaczasz. Nie zasłużyłaś na to :shake: Quote
Niewiasta_21 Posted October 7, 2007 Posted October 7, 2007 Miki....ból jest straszny,a wyrzuty sumienia jeszcze wieksze,ale tak poprostu miało być i nikt nie mógł tego zmienic. Diana , Mika ['] Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.