Behemot Posted March 21, 2006 Author Posted March 21, 2006 PsychoSzczurek napisał(a):Czy jest jakiś sposób na nauczenie sygnalizowania potrzeby? Nie jestem pewna, czy psa da się tego "nauczyć". Myślę, że powinieneś po prostu bacznie ją obserwować, nauczyć się odczytywać sygnały, jakie daje: niespokojne kręcenie się po mieszkaniu, wpatrywanie się w Ciebie, itd. Moja Sonia sama nauczyła się sygnalizować potrzebę wyjścia, ale zaczynałyśmy właśnie od takich subtelnych zmian w jej zachowaniu. Ciekawi mnie jeszcze jedno: jak wyglądają i jak długo trwają Wasze spacery? Co na nich robi Twoja sunia? Czy tylko "wpatruje się w ptaki"? ;) Może po prostu są dla niej zbyt nudne i suni się nie opłaca wychodzić na dwór, żeby się załatwić? Czy robisz coś, żeby je uprzyjemnić? Pamiętaj, że po intensywnej zabawie psom często chce się siusiu, więc może spróbuj wydłużyć czas spacerów i porządnie zmęczyć na nich sunię? Quote
coztego Posted March 21, 2006 Posted March 21, 2006 PsychoSzczurek napisał(a): Czy jest jakiś sposób na nauczenie sygnalizowania potrzeby? Może spróbuj sposobu z dzwonkiem, który był opisywany tutaj Quote
PsychoSzczurek Posted March 21, 2006 Posted March 21, 2006 Behemot napisał(a):Ciekawi mnie jeszcze jedno: jak wyglądają i jak długo trwają Wasze spacery? Co na nich robi Twoja sunia? Czy tylko "wpatruje się w ptaki"? ;) Może po prostu są dla niej zbyt nudne i suni się nie opłaca wychodzić na dwór, żeby się załatwić? Czy robisz coś, żeby je uprzyjemnić? Pamiętaj, że po intensywnej zabawie psom często chce się siusiu, więc może spróbuj wydłużyć czas spacerów i porządnie zmęczyć na nich sunię? Pierwszy spacerek jest krótki(10-20minut przed wyjściem do szkoły) Gdy nas nie ma, wszystko jest dobrze, nigdy nie zastałam w domu niespodzianki. Następne spacerki są już dłuższe(na razie ok 1h, eeh ta pogoda:mad: ), na nich Crazy jest puszczana, bawimy się piłeczką i szkolimy, próbuję ją zmęczyć(między innymi oduczam ją tego gapienia się na ptaki, ale to szetland, jest trudno:evil_lol: uczę ją skupiania się na mnie) Potrzebę wysiusiania się już odnotowuję - wtedy robi się rozgryziona, ale niestety przy kupce ona nie daje praktycznie żadnych sygnałów. Najgorsze, że załatwia się w nocy, a wtedy nie ma możliwości sprawdzenia czy jakoś sygnalizuje potrzebę:shake: Z drugiej strony, jak szykujemy się do wyjścia, ona biega wokół i piszczy cały czas:angryy: Domyślam się, że powodem luźniejszej kupki był trening agility w niedzielę(dużo psów, zamieszanie, trochę stresu, kurze serca...) Ale jak załatwiała sie normalnie, to wytrzymywała i nie robiła w domu, dlatego martwi mnie ten brak sygnalizowania gdy jest nagła potrzeba... Quote
coztego Posted March 21, 2006 Posted March 21, 2006 PsychoSzczurek napisał(a):Ale jak załatwiała sie normalnie, to wytrzymywała i nie robiła w domu, dlatego martwi mnie ten brak sygnalizowania gdy jest nagła potrzeba... Jeśli kupka w domu zdarza się tylko w sytuacjach krytycznych, kiedy zdrowie zawiedzie, to myślę, że nie ma się czym martwić. Z czasem pewnie zacznie wyraźniej sygnalizować, a może Wy nauczycie się ją "czytać" i będzie dobrze. Quote
Behemot Posted March 21, 2006 Author Posted March 21, 2006 PsychoSzczurek napisał(a): Potrzebę wysiusiania się już odnotowuję - wtedy robi się rozgryziona To znaczy, że podgryza Was albo meble? Quote
PsychoSzczurek Posted March 22, 2006 Posted March 22, 2006 Behemot napisał(a):To znaczy, że podgryza Was albo meble? w zasadzie to, co jej pod paszczę podejdzie(nie mocno, ale żeby zwrócić na siebie uwagę) Dzisiaj robi już normalną kupkę, a więc na dworzu:loveu: Czyli wygląda na to, że mamy problem gdy są luźne kupy:-? Quote
Behemot Posted March 22, 2006 Author Posted March 22, 2006 Pisałam już o tym w dziale "Wszystko o psach", ale powtórzę sprawę i tutaj: co zrobić, kiedy człowiek czuje się tak źle, że nie może się zwlec z łóżka i wyprowadzić psa na spacer, a nie ma go kto w tym wyręczyć? :cool1: Ostatnio w poniedziałek miałam taką sytuację. Czułam się koszmarnie, więc mój mąż musiał wziąć dzień urlopu, żeby zająć się i mną, i Sonią. Całe szczęście, że mógł to zrobić! A gdyby nie mógł? :-( Moi rodzice, siostra, przyjaciele na pewno byliby chętni do pomocy, ale przecież każdy ma swoje sprawy, a Sonia wciąż musi 5 razy dziennie wyjść na spacer. Co zrobić, kiedy taka sytuacja się powtórzy? Słyszałam, że są ludzie, którzy odpłatnie wyprowadzają psy na spacer, ale czy można im zaufać??? I gdzie znaleźć ich namiary? Quote
Behemot Posted March 22, 2006 Author Posted March 22, 2006 PsychoSzczurek napisał(a): Czyli wygląda na to, że mamy problem gdy są luźne kupy:-? No to trzeba wyeliminować problem luźnych kup ;) Zmienić karmę, godziny żywienia...? Quote
coztego Posted March 23, 2006 Posted March 23, 2006 Behemot napisał(a): co zrobić, kiedy człowiek czuje się tak źle, że nie może się zwlec z łóżka i wyprowadzić psa na spacer, a nie ma go kto w tym wyręczyć? :cool1: Człowiek się zwleka i wychodzi, tylko na chwileczkę, żeby piesio załatwił potrzeby... :roll: Jak mus to mus ;) Quote
Behemot Posted March 23, 2006 Author Posted March 23, 2006 coztego napisał(a):Człowiek się zwleka i wychodzi, tylko na chwileczkę, żeby piesio załatwił potrzeby... :roll: Jak mus to mus ;) Coztego, bywają takie dolegliwości, które uniemożliwiają człowiekowi wstanie z łózka, a co dopiero wyjście z domu choćby na 5 minut..... :-( Quote
coztego Posted March 23, 2006 Posted March 23, 2006 Behemot napisał(a):Coztego, odbierz PW, proszę. Odebrałam ;) Quote
justynia Posted March 23, 2006 Posted March 23, 2006 Behemot napisał(a):Pisałam już o tym w dziale "Wszystko o psach", ale powtórzę sprawę i tutaj: co zrobić, kiedy człowiek czuje się tak źle, że nie może się zwlec z łóżka i wyprowadzić psa na spacer, a nie ma go kto w tym wyręczyć? :cool1: Ostatnio w poniedziałek miałam taką sytuację. Czułam się koszmarnie, więc mój mąż musiał wziąć dzień urlopu, żeby zająć się i mną, i Sonią. Całe szczęście, że mógł to zrobić! A gdyby nie mógł? :-( Moi rodzice, siostra, przyjaciele na pewno byliby chętni do pomocy, ale przecież każdy ma swoje sprawy, a Sonia wciąż musi 5 razy dziennie wyjść na spacer. Co zrobić, kiedy taka sytuacja się powtórzy? Słyszałam, że są ludzie, którzy odpłatnie wyprowadzają psy na spacer, ale czy można im zaufać??? I gdzie znaleźć ich namiary? Bohemot, a nie masz jakiś dobrych sąsiadów? Albo dzieci sąsiadów? Pewnie o takich ciężko, zresztą pewnie byś się bała powierzać im Sońkę. Kiedyś spotkałam na spacerze starszą panią, jakoś w rozmowie powiedziała, że jak nie mo siły wyjść z psem, to daje jej szmatkę i na nią psinka sika. No, ale to nie był szczeniak, zresztą ja bym się bała zaryzykować, że może pomyśli, że sika się na szmatkę a nie na polu. Nie wiem, jak to by pies zrozumiał, czy w ogóle by pojął, żeby się wysikać tam :roll: To tyle, co mi do głowy przychodzi, z Wawy nie jestem, a u nas w STalowej usług wyprowadzania psów nie świadczą, więc pojęcia nie mam ile to może kosztować. Zresztą, co do sąsiadów, to może jakiś dzieciak by się skusił na drobniaki pobiegać z pieskiem (jakby za darmo się nie dało :evil_lol:)?? A, jeszcze mi przychodzi coś do głowy- jeśli Sonia do tej pory wychodziła z Tobą i mężem, to może nie chcieć iść z obcym na spacer :shake: Moja poprzednia psinka nie za bardzo chciała wychodzić nawet z wujkiem... Quote
Behemot Posted March 23, 2006 Author Posted March 23, 2006 justynia napisał(a):Bohemot, a nie masz jakiś dobrych sąsiadów? Albo dzieci sąsiadów? Sąsiadów mam takich sobie, dziecku nie powierzyłabym opieki nad Sonią. Miejscowych psiarzy dopiero zaczynam lepiej poznawać - ale może to jest jakieś wyjście na podbramkowe sytuacje? Quote
mmbbaj Posted March 23, 2006 Posted March 23, 2006 [quote name='Behemot']Sąsiadów mam takich sobie, dziecku nie powierzyłabym opieki nad Sonią. Miejscowych psiarzy dopiero zaczynam lepiej poznawać - ale może to jest jakieś wyjście na podbramkowe sytuacje? Behemot, chyba trochę panikujesz ;) Jest was dwoje więc nie musi się zdarzyć, że zachorujecie w tym samym czasie! No, a , jeśli nawet to wyobraz sobie, że masz dziecko :roll: I co? szukałabyś obcych ludzi do opieki? Chyba nie :lol: Sonia rośnie i wieku jej przybywa, za "chwilę" nie będzie musiała wychodzić 5 razy dziennie! Wyprowadzenie psa "za potrzebą" w czasie choroby to jeszcze nie jest koniec świata, najwyżej w tym trudniejszym okresie nie będzie wybiegana, nadrobicie to pózniej. Mnie już zdarzyło się, że dysk mi wyskoczył (:evil_lol:...na szkoleniu), bolało, była zima, ale wychodziłam z Bajanem i do głowy mi nie przyszło prosić kogoś o zastępstwo, a już na pewno nie obcych ludzi :shock:Ja bym w łóżku z niepokoju nie uleżała :lol: A jeśli już tak się zdarzy, że absolutnie wychodzić ja czy mąż by nie mógł z powodu choroby to obowiązek wychodzenia spadłby na to drugie! Jest mnóstwo ludzi, którzy mają psy, a normalnie codziennie wychodzą na parę godzin do pracy i psem zajmują się po powrocie. Nie każdy pies ma taką luksusową sytuację jak Sonia czy Bajan, że pańcia jest w domku ;) Quote
Behemot Posted March 23, 2006 Author Posted March 23, 2006 [quote name='mmbbaj']Behemot, chyba trochę panikujesz ;) Chciałabym móc Ci przyznać rację... ;) Quote
Behemot Posted March 26, 2006 Author Posted March 26, 2006 Czy to jest możliwe, by Sonia reagowała na weekendową zmianę naszego trybu życia? (Np. na to, że mąż nie idzie do pracy)? Zupełnie jej się rozregulował harmonogram wychodzenia na spacery: znowu musimy z nią latać co 2 godziny :roll: (Choć zdarzyła sie i przerwa ponad 5-godzinna). Szlag mnie trafia :angryy: Nawet w weekend nie mogę sobie odpocząć :angryy: Do tego jeszcze od jakiegoś czasu rano budzi nas warczeniem i poszczekiwaniem w reakcji na odgłosy budzącego się dnia :angryy: pies stróżujący się znalazł! :angryy::cool3: Quote
Behemot Posted March 26, 2006 Author Posted March 26, 2006 Opowiem Wam pewną historię. Ciekawa jestem, co Wy na to? Parę dni temu byłam z Sonią na długim spacerze, podczas którego moja sunia bawiła się z dwoma pieskami: 11 miesięcznym kundelkiem i 5-miesięcznym posokowcem bawarskim. My (właścicielki) siedziałyśmy na ławce przy osiedlowym skwerku, a nasze pieski bawiły się tuż koło nas. Nagle posokowiec podszedł do jakiejś młodej pani z kilkuletnim dzieckiem, która przechodziła koło nas. Tylko podszedł, nawet nie zaczął ich obwąchiwać, ani nic! A ta kobieta zaczęła się drzeć: "Czyj jest ten pies?! Idę po straż miejską!" Jej wściekłość była nieco nieadekwatna: ten posokowiec to był jeszcze szczeniak, łagodny i uroczy. Wiem, przechodnie mają prawo nie chcieć, by podchodził do nich pies bez smyczy i kagańca, ale czy ona trochę nie przesadziła? :shake: Swoją drogą, właścicielka posokowca rzeczywiście jest dosyć beztroska (ale przecież nie będę się wtrącać). Ja zawsze b. pilnuję, by Sonia nikomu nie przeszkadzała, a jeśli już jej się to zdarzy, szczerze przepraszam. To jest wielki problem z puszczaniem psów ze smyczy.... Przecież nie mogę wiecznie prowadzać Soni na smyczy i w kagańcu - zwł., że to jeszcze szczeniak.... Quote
justynia Posted March 26, 2006 Posted March 26, 2006 Behemot napisał(a):Czy to jest możliwe, by Sonia reagowała na weekendową zmianę naszego trybu życia? (Np. na to, że mąż nie idzie do pracy)? Zupełnie jej się rozregulował harmonogram wychodzenia na spacery: znowu musimy z nią latać co 2 godziny :roll: (Choć zdarzyła sie i przerwa ponad 5-godzinna). Szlag mnie trafia :angryy: Nawet w weekend nie mogę sobie odpocząć :angryy: Do tego jeszcze od jakiegoś czasu rano budzi nas warczeniem i poszczekiwaniem w reakcji na odgłosy budzącego się dnia :angryy: pies stróżujący się znalazł! :angryy::cool3: Hi hi! Jasne, że możliwe. Ale pewnie każdy psies inaczej reaguje :evil_lol: Tama np. jest o wiele radośniejsza, bo zazwyczaj przed południem śpi, dopiero ożywia się jak już jesteśmy we trójkę :lol: No a w weekend chyba się cieszy, że rodzinka w komplecie ;) Może Sońka wykorzystuje sytuację- zawsze dwie osoby to nie jedna, więc można częściej spacerować :diabloti: Tak w ogóle, to zauważyłam, że z tymi spacerkami to różnie jest- raz chce się psiakowi co 3 godzinki, raz co 6... Pewnie zależy od ilości wody wychlipanej, od rodzaju żarełka... Dziś Tama mnie wyciągnęła po 2 godz. od pierwszego spacerku, ciekawa jestem, co by było, jakby została 8 godzin sama- no mam nadzieję, że by wytrzymała... :roll: Pozdrowienia dla Waszego wymuszacza spacerków :loveu:! Quote
Behemot Posted March 26, 2006 Author Posted March 26, 2006 justynia napisał(a): Może Sońka wykorzystuje sytuację- zawsze dwie osoby to nie jedna, więc można częściej spacerować :diabloti: Manipulatorka jedna, no! :diabloti: Wymyśliłam: będę ją spuszczać z okna w wilklinowym koszu na sznurku :diabloti: Quote
coztego Posted March 26, 2006 Posted March 26, 2006 [quote name='Behemot'] To jest wielki problem z puszczaniem psów ze smyczy.... Jest problem, w dodatku spuszczanie w miejscach uczęszczanych przez ludzi jest zakazane... :cool3: Ja chodzę z Kreśką kawał drogi, żeby ją wybiegać na mało uczęszczanych łąkach. Jeśli jest spuszczana na osiedlu, do zabawy z innymi psami, to w godzinach wczesnoporannych, kiedy nie ma ludzi i odbywa się to na boisku, po którym bezpsiowi ludzie nie chadzają. A odkąd zaatakowała jednego pieska- już nie zostanie spuszczona na osiedlu bez kagańca- za duże ryzyko. Pewnie reakcja tej pani była mocno przesadzona, ale prawo było po jej stronie... :roll: Czy to jest możliwe, by Sonia reagowała na weekendową zmianę naszego trybu życia? Jest możliwe :cool1: Quote
justynia Posted March 26, 2006 Posted March 26, 2006 [quote name='Behemot']Opowiem Wam pewną historię. Ciekawa jestem, co Wy na to? (...) To jest wielki problem z puszczaniem psów ze smyczy.... Przecież nie mogę wiecznie prowadzać Soni na smyczy i w kagańcu - zwł., że to jeszcze szczeniak.... No fakt, z tym rzeczywiście mamy problem:shake:, chociaż ja się jeszcze z taką sytuacją nigdy nie spotkałam (a poprzednią suńkę miałam 13 lat :lol:). Ale przyznam się, że ilekroć wychodziłam z nią bez smyczy- a zazwyczaj tak było- patrzyłam w prawo i lewo, czy przypadkiem nie ma na horyzoncie straży, albo policji (chociaż nie wiem, czy mają uprawnienia). Teraz Tamę spuszczam teraz raczej wieczorem, jak nie ma ludzi, bo ugania się za nimi :evil_lol:, szczególnie za dziećmi. Może wtedy pobrudzić łapami, albo dzieciaka przestraszyć. Ale na smyczy przeważnie podbiega i jak na razie nikt nie był tak agresywny jak ta pani, o której Bohemot pisałaś... Zresztą, małe pieski, szczególnie szczeniaczki, krzywdy nie zrobią, Twoja Sonia, choć duża, tez na pewno nie. Ostatnio widziałam na targu pana, nie wiem, czy nie był podpity, z ogromnym bernardynem- naprawdę oooogromnym :lol: Był z nim w tłumie ludzi, jak to na targu bywa, a drugi facet- kolega jego- drażnił się z nim, pies zaczął warczeć. Rozumiem, że taka sytuacja jest już nie za bardzo zbyt ciekawa i ludzie mogliby zacząć panikować (chociaż nikt nic nie mówił, tylko ludzie przechodzili łukiem koło nich:evil_lol:). Co do tej pani, to niestety, są tacy ludzie, może kiedyś ich pies pogryzł i taki uraz został. Tyle, że robią krzywdę dziecku, bo potem ono po prostu będzie się piesków bać... Quote
justynia Posted March 26, 2006 Posted March 26, 2006 Behemot napisał(a):Wymyśliłam: będę ją spuszczać z okna w wilklinowym koszu na sznurku :diabloti: A wiesz co, mi się kiedyś śniło (jak jeszcze miałam poprzednią suńcię), że właśnie psiaka spuszczam z okna, ale nie w koszyku, tylko na szelkach :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Ciekawie to chyba by wyglądało, bo wtedy mieszkałam na 3 piętrze :lol: Quote
Behemot Posted March 26, 2006 Author Posted March 26, 2006 justynia napisał(a): Co do tej pani, to niestety, są tacy ludzie, może kiedyś ich pies pogryzł i taki uraz został. Tyle, że robią krzywdę dziecku, bo potem ono po prostu będzie się piesków bać... Co dziwne, to dziecko w ogóle się nie przestraszyło (bo i nie było czego!). Wiem, można mieć uraz, alergię, itd. ale niektórzy naprawdę przesadzają... :cool1: Ja jako malutkie dziecko przeżyłam przykrą przygodę z psem. Gonił mnie jakiś duży pies - chciał się bawić, nie ugryźć, ale ja o tym nie wiedziałam. Zaczęłam uciekać, a miałam w buzi cukierka, który wpadł mi do tchawicy :-( Zaczęłam się dusić. Moja mama zupełnie straciła głowę. Na szczęśćie znalazł się jakiś rozsądny przechodzień, który złapał mnie za nóżki i wytrząsnął ze mnie tego cukierka. Gdyby nie on, może już by mnie nie było na tym świecie..... A mimo wszystko nie miałam potem żadnego urazu do psów. Oczywiście rozumiem, że niektórzy psów się boją, mają wręcz fobię i szanuję ich podejście - ale w sytuacji, którą opisałam, fobię miała raczej ta pani, a nie jej dziecko... Quote
Behemot Posted March 26, 2006 Author Posted March 26, 2006 justynia napisał(a):A wiesz co, mi się kiedyś śniło (jak jeszcze miałam poprzednią suńcię), że właśnie psiaka spuszczam z okna, ale nie w koszyku, tylko na szelkach :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Ciekawie to chyba by wyglądało, bo wtedy mieszkałam na 3 piętrze :lol: :lol::lol::lol::lol: Z szelkami też dobry pomysł :lol: Ja mieszkam na 2 piętrze, więc szelki muszą być wytrzymałe :cool3::cool3::cool3: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.