Kasie Posted December 24, 2005 Author Posted December 24, 2005 To będą pierwsze Święta bez Ciebie Przyjacielu. Ale wiem, ze bedziesz z nami, tuż koło choinki, jako prezent gwiazdkowy. Twoj amiłosc i wiernośc była dla nas właśnie takim prezentam... Quote
Yorczka Posted December 30, 2005 Posted December 30, 2005 Bardzo ci współczuje moja Kaja odeszła 1 wrześniabyłam zrozpaczonatroszke wiem co teraz czujesz........ Quote
Kasie Posted January 5, 2006 Author Posted January 5, 2006 Aresiku, co Ty teraz robisz? To dla Ciebie: <'><'><'> Quote
voc Posted January 14, 2006 Posted January 14, 2006 wczoraj miną drugi miesiąc od śmierci Aresa Od Kasi [*][*][*] Quote
Kasie Posted February 1, 2006 Author Posted February 1, 2006 Ares, pamiętam... Teraz koło Twojej brzózki biega Aszot, ale nigdy po tym miejscu na którym Ty śpisz. Piesku, nadal jesteś obecny w naszym domu i w naszych sercach. Ale Ty o tym i tak wiesz. Quote
Kasie Posted April 4, 2006 Author Posted April 4, 2006 W zeszłym roku o tej porze jeszcze chodziliśmy razem po ogrodzie. Już i tak większość czasu polegiwałeś. Ja jeszcze byłam nieświadoma twojej choroby. A już zbliżał sie twój koniec. Często myślę o Tobie piesku, porównuję Cie z Aszotem, nadal czasem wydaje mi sie że jak wchodzę do domu to Ty sie podnosisz, tak powoli, majestatycznie i idziesz na spotkanie ze mną. Myslę, że za Tęczowym Mostem teraz też idzie wiosna, w powietrzu jest ten zapach. I że jestes szczęśliwy. Quote
nika27 Posted April 4, 2006 Posted April 4, 2006 Współczuje Ci naprawdę strasznie,wiem co Przezyłas bo sama przez to przechodziłam 5 lat temu jak odchodziła na moich rękach moja kochana dobermanka Dora:placz: Quote
Guest Jamnik Posted April 4, 2006 Posted April 4, 2006 Mój Ami odszedł tak nagle.... W pełni zdrowia.. Po powrocie z wieczornego spacerku.... BAAAAARDZO Ci współczuję.... Jamnik Quote
Agga Posted April 4, 2006 Posted April 4, 2006 [quote name='Kasie']DZiękuje WAM Przyznam, ze czekałam na ten moment. Po Aresie widac było zmęczenie, czasem nie chciał, aby go głaskać, chciał być sam... Blask w jego oczach znikł już ponad miesiąc temu... Wiedziałam, ze będzie bolało. Ale na to nie można sie przygotować. Ciągle mam wrażenie że jest tuż obok... Odszedł... Już nic nie boli, juz nie ma karmienia na siłę, wciskania ciągle leków, odwadniania. Bardzo mi przykro. Wiem co czujesz też w tym roku straciłam swoją sunię. Ból jest ogromny. Quote
Kasie Posted April 13, 2006 Author Posted April 13, 2006 DZiękuje Wszystkim, którzy tu zaglądają. DZiś w nocy upłynie 5 miesięcy jak nie ma Aresa ze mną. Nadal go brakuje ale boli już inaczej, już potrafię sie uśmiechać myślac o nim. I mam nadzieję, że On to widzi. Ares <'><'><'> Quote
Kasie Posted July 13, 2006 Author Posted July 13, 2006 DZiś minie 8 miesięcy jak odszedł Ares. Ubiegłe wakacje i tak spedzilismy w lecznicy: kroplówki i ciągła huśtawka: będzie lepiej, będzie gorzej... Nadal go mi brakuje. Nadal o nim pamiętam. Nadal go wspominam o o nim opowiadam. To był mój Aresik. I gdziekolwiek jesteś, a gdzies jesteś, to zamachaj teraz do nas ogonem... Quote
Kasie Posted August 17, 2006 Author Posted August 17, 2006 Nadal liczę czas odkąd nie ma Aresa ze mną. Rozumieliśmy się bez słów, wystarczyło że na mnie popatrzył a wiedział o co chodzi i tak samo ja: patrzyłam na niego i już wiedziałam czego chce. Ares był duży, był czas kiedy ważył 89 kg. Kiedyś pojechałam z nim do koleżanki na wieś podkrakowską na weekend. Idziemy taką polną drogą a zaczepia nas rolnik: pani, ile chcesz pani za to ciele. Ares zawsze wierzył, ze jest mały. Jak przychodzili goście to po powitaniu sie z nimi odwracał sie tyłem i cofał tak długo aż nie usiadł u kogos na kolanach. Wtenczas tylne łapy rozkraczał tak smiesznie wyprostowane na boki, przednimi sie podpierał i siedział z mina prawdziwie zadowoloną patrzac na innych. Niestety, takiego gościa który miał moją myszke na kolanach trzeba było ratować, zwłaszcza jak to była któraś z nobliwych cioć. Nie pozwalałam mu wchodzić na łóżko, zresztą nie lubił tego: było za miekkie, uginało sie pod nim, czuł sie niepewnie. Ale lubił się przytulać: przychodził, kładł cały ten swój wielki pysk z faflami i przesuwał sie powoli acz systematycznie w głąb łóżka aż przednie łapy tak śmiesznie podgięte nie wylądowały w całosci na łóźku. Oczywiście cała slina z fafli była przy tym wcierana skutecznie w pościel. Taki był mój Ares... Quote
LAZY Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Jest mi bardzo przykro. Doskonale wiem co czujesz. Wiem jak to jest jak patrzysz na swojego cierpiącego psa i chcesz, aby ten koszmar się skonczył. Ja odczułam ogromną ulge jak Lazy zadecydowała za mnie. Tez postanowiłam pozwolic jej odejsc, a ona zadecydowała za mnie i odeszła sama rano. Poczułam prawdziwą ulge, że juz nic jej nie boli, ale jednocześnie dopiero wtedy zaczęłam tak prawdziwie cierpieć. Wtedy to mnie zaczęło bardzo boleć i boli do dziś. A minęly juz 4 miesiące..., a w zasadzie dopiero 4 miesiace a mi się wydaje, że to cała wiecznośc.... Trzymaj się dzielnie! Dla psiaka...(') Quote
Agga Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Pamiętamy[`] Biegaj po zielonych łąkach... Quote
Kasie Posted November 13, 2006 Author Posted November 13, 2006 Rok temu przed 12 w nocy zasnął Ares na moich kolanach. Do tej pory pamietam tak wiele chwil spędzonych razem, tyle przygód... Mój wspaniały dog: Quote
Kasie Posted February 6, 2007 Author Posted February 6, 2007 Pożegnałam kolejnego psiego Przyjaciela. Ares i Aszot... Ktoś kiedyś w tym wątku napisał tak: "Kto pożegnał przyjaciela - wie jaki pusty staje się świat.Kto cierpiał razem z nim wie, ze to gorsze od pożegnania" I takie jest sedno. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.