Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Kasie, też siedzę i ryczę...
Dopiero w niedzielę pożegnałam swoją Herę :(
Nawet zestaw chorób prawie ten sam: serce, guzy na wątrobie, nerki...
Walczyłam 1,5 miesiąca... Ale od kilku tygodni ona już nie chodziła - leżała tylko i powoli słabła... Wciskanie leków, weterynarze, zpuszczanie wody z brzucha...
Codziennie po pracy leciałam do domu, czasami (wyrywam sobie włosy teraz na głowie !!!) lekko już rozdrazniona i zmęczona, że znów trzeba będzie zmienić zabrudzone posłanie i obmyć wcale niemałego psa... Ale jak przychodziłam i widziałam te smutne oczy pełne choroby, to gryząc się w język, żeby nie zaryczeć, szykowałam jej leki i...
Od dwóch dni nie chcę wracać do domu ... Nie mam do kogo :(
TAK TU JEST PUSTO I SMUTNO!!!
W odróżnieniu od Ciebie musiałam poprosić o pomoc weterynarza w tych ostatnich chwilach :( Ona już umierała... i to bardzo boleśnie... nie piła i nie jadła od kilku dni, miala torsje, dusila się... Nie mogłam ją dalej męczyć.
Pochowałam ją w sadzie u przyjaciółki pod pieknym berberysem.
Codziennie przed snem mam migawki w oczach jej ostatnich dni i koca, ktorym przykryłam ją przed przysypaniem ziemią... :(
Mam nadzieję, że spotka się z twoim Aresem na zielonych łąkach za Tęczowym Mostem i będą tam znow młodzi, zdrowi i szczęśliwi... A kiedyś i my tam do nich dołączymy - bo gdzież po śmierci mieli by iść psiarze, jak nie za Tęczowy Most do swoich przyjaciół?
Trzymaj się Kasie.

  • Replies 69
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Jeszcze raz Wszystkim dziękuje. Na pewno wiecie ile to znaczy, gdy można o tym pisać, pożalic się i usłyszeć ze inni też tak czują.
I cieszę się, że nie jestem sama.
Aresik został pochowany też na kocyku, ułożylismy go tak, jakby spał, przykryliśmy białą narzytką żeby mu nie było zimno...
I przykryliśmy ziemią. Bo tak trzeba było... To jest prawie pod oknem mojego pokoju...
Dziś już 3 dzień bez niego, bez myszeczki....
Ilamrej, pisałyśmy na weterynarii, i tam przeżywałysmy to samo: ta sama choroba, objawy, szał różnych wetów, może inny pomoże. A teraz spotykamy sie tutaj...
Ty też sie trzymaj....

Posted

Trzymaj sie - siersci jest cale mnostwo w mieszkaniu, nawet p roku czasu ja znajdywalam klaczki Atosa, co mnie cieszylo.
Wiem, ze to boli, mnie - nadal, nadal placze....

Posted

Kasie...tak mi przykro :( Nic nie jest w stanie wyrazic bólu jaki sie czuje przy utracie kogos kogo tak bardzo sie kochało...Kiedyś na jakiejs stronce znalazlam takie pienke zdanie:

"Kto pożegnał przyjaciela - wie jaki pusty staje się świat.Kto cierpiał razem z nim wie, ze to gorsze od pożegnania" ['][']['] :cry:

Posted

I znowu płaczę...
Przypomniałam sobie jego ostatni dzień, ostatnie godziny. On wiedział, że odchodzi. Chciał być ze mną. Już długo nie patrzył mi w oczy a przez te ostatnie chwile nie odrywał ich ode mnie. Opowiedziałam mu jak bedzie za teczowym mostem. Że kiedys ja tez tam przyjdę i znowu się przytulimy, oprze głowe na moim ramieniu a ja mu będe mówiła jaki jest śliczny, jaki dobry... Bede go drapała za uchem. A później drapałam go tak właśnie za uchem jak Ares juz szedł teczowym mostem. I jeszcze mówiłam, jak szedł już, żeby pamietał mój głos jak sie kiedyś spotkamy, jak go zawołam, zeby mnie odnalazł.
A później przykryłam go kocykiem, tak sobie po prostu spał. I dopiero zawołałam rodziców. I tak spał do rana. A później go pochowaliśmy pod brzózką... Z głową ułożoną na wschód, gdzie wschodzi słońce, nowy dzień, nowe życie.

Biegaj sobie na razie z innymi naszymi pieskami... I badź szcześliwy bo byłeś tak mocno kochany...

Posted

Wiesz - Ares pieknue odchodzil, podbnie jak moj Atos, z czego jestem bardzo dumna. Balam sie, ze kiedy przujdzie ten dzien, uciekne, gdzies. bo przerosnie mnie sytuacja. Ale Atos odchodzil za Teczowy Most, a ja mowilam tul;ac gGo do siebie, zeby biegl, zeby biegl tam szybko jak najszybciej mogl, bo bedzie tam szczesliwy.
Cche Ci jeszcze cos dopisac - kiedy jest mi tak stasznie zle i teskno za Toniem, a jest to kilka razy dziennie, wowczas mocno przytulam mojego pocieszka i mowie mu jak bardzo go kocham i jakiego ma fantastycznego brata, tam wysoko....

Posted

Kasie napisał(a):
A myslisz, ze Ares z Atosem TAM sie spotkali? Tak jak my tutaj? I też o nas rozmawiają?


Ja myślę, że nie tylko Ares z Atosem się tam spotkali, ale także wszystkie nasze pożegnane psy. I nie tylko o nas rozmawiają, ale wręcz "plotkują" sobie o nas. Każdy z psów opowiada o swojej ziemskiej rodzince.

Posted

Kasie, Ares pięknie odchodził :cry: Tak samo przekraczały Tęczowy Most moje psinki i wiem jak bardzo to boli, ale ... wiem, również, że nie były same w tej chwili, wśród obcych ludzi i zapachów...
Wiem, że teraz Ares biega już ze wszystkimi naszymi pożegnanymi przyjaciółmi :( Z naszymi dożkami i innymi psiakami :cry:
Trzymaj się ciepło i myśl o Nim bez żalu... Kiedyś się spotkacie. Wierzę w to mocno [']

Posted

Kasie bardzo współczuje wiem co to jest stracić doga i bardzo bardzo mi przykro ale podpisuje się pod słowa Lagunki że każdy z nas spotka nasze słońce za tęczowym mostem przynajmniej ja mam taką nadzieje i starsznie chciałabym spotkać Kolumba po tamtej stronie :cry::cry::cry:

P.S I znowu płacze

Posted

Dzis spadł u nas śnieg. Poszłam na grób Aresa jak tylko wstałam i
odcisnełam na nim ślady rąk.
SZukałam śladów jego łapek... Ale nie było.
Aresik lubił biegać po śniegu, cieszył sie jak opetany. A później
wracalismy do domu i wsadzał łapy pod kaloryfer! Raz w zimie po spacerze
na ulicy zapomniałam mu umyć łapki. Miał biedak później takie czerwone i
gorące. To od soli. Moczyłam mu później łapka po łapce w wodzie z szarym
mydłem. I posmarowałam balsamem Dove. I przeszło!

Żale się i żalę. A obiecałam sobie, ze już nie będe. Tylko tak jakoś pusto... Ares nei lubił jak byłam smutna, wtenczas się martwił. Układał sie zawsze tak, zeby mnie widziec. A jak płakałam, to nie było ludzkiej siły żeby go wypędzic z pokoju.
Czy Wasze psiaki też takie były? Wyczuwały emocje, uczestniczyły w życiu?

Posted

No i czytam i płaczę i żal mi okropnie że mój Harley nie umarł w moich ramionach w domu tylko w samochodzie kiedy to pędzilismy, łamiąc wszystkie zakazy , po ratunek . Jeszcze tam wet . próbował robić masaż serduszka ale było ju za późno :cry: tak bardzo mi żal , tak tęsknię. On zawsze wiedział kiedy smutno mi i źle , był jak barometr wyczuwający nastrój :( . Kocham go bezustannie . Ozzy jest inny , bardziej samodzielny , ale też 8) kochany .

Posted

Nie nie mam doswiadczeń z odejsc moich psów.Pierwszy odszedl jak mialam 6 lat(byl ze mna 5dni) Drugi poprostu odszedł...gdzies pobiegl i nie wrocil.Ares żyje...Mam jednak za sobą śmierć przecudwonego przyjaciela - Aziego.Moze nie byl psem, co z tego ze nie był.Był koniem i choc nie mieszkal ze mną i z przyjaciolkami z ktorymi go uratowalam (byl z Bodzentyna) to czekal na nas. Czekal az przyjedziemy...strasznie cierpial.Zaden wet nie chcial mu pomoc bo byla niedziela i po 23:00.Odszedl z głową na naszych kolanach...patrząc nam w oczy.Ale chcial byśmy przy nim były...czekał i jak juz poszedl z nami na ostatni spacer...przewrocil sie i odszedl w strasznym bólu ale otoczony wielką miłością :cry: To bylo w czerwcu a ja nadal placze jak o tym mysle...

Nasze zwierzaki są teraz najszczesliwsze na swiecie i patrza na nas z góry - czekają. [']

Posted

Kasie tak bardzo mi przykro. Ja też już wiem co znaczy stracić ukochanego doga :) Nie da się nawet opisać pustki i smutku jaki człowiek nosi w sobie... Mimo, że minęło już troszkę czasu, czytając Twoje słowa wszystko wróciło tak dotkliwie... Ja nigdy nie przestanę myśleć o swojej pierwszej, tej najukochańszej dożycy...
Jednakże w tym wielkim nieszczęściu miałaś przynajmniej szanse być przy nim do kresu jego drogi - ja tej szansy nie miałam. Rozstałam się z moją dożycą w momencie gdy vet. zamknął drzwi... i tak bardzo czekałam, by wyszedł i powiedział, że On i Ona dali radę... niestety drzwi otwarły się zbyt szybko by mogły wróżyć szczęśliwe słowa.... I tak żegnałam się z moim najlepszym przyjacielem, jednakże Ona już tego nie słyszała... choć ja wierzę że była gdzieś przy mnie... przez wiele tygodni miałam wrażenie, że słyszę stukanie pazurków po posadzce w domku... tak b. umysl starał się dopasować do innych dźwięków ten właśnie...
Spotkasz go kiedyś... a tak jak piszesz, teraz już przynajmniej Twój towarzysz nie cierpi i może biegać po zielonych łąkach za Tęczowym Mostem...
Twój Ares miał wielkie szczęście, że miał Taką panią.... a Pani że miała Aresa...

[*] [*] [*]
dla Aresa

Posted

Kasie - muszę Ci napisać, że ten ból, ten żal nigdy chyba nie przechodzi. Zwłaszcza w przypadku takich psów jak Twój Atos. Jest tu gdzieś wątek o mojej Maxi. Nie ma jej juz ponad 3 lata - ale to był pies ideał, pies przyjaciel, pies uczący chodzić moją córkę. Nie umierała tak pięknie, na moich rękach - odeszła w klinice, po 4 operacjach, z nowotworem i przeżutami, chuda, bezsilna. Lekarz skrócił jej męki. Nie ma swego grobu, nie miałam gdzie jej pochować. Siedze i wyję nad nią. Czy kiedyś mi to wybaczy.
To była mała sunia, owczarek szetlandzki. Czy wasze duże psiaki mogą ją pokochać, taką małą, subtelną, delikatna sunię. Czy powiedza jej, jak ogromnie ja kochałam i kocham. I że żaden pies, już nigdy mi jej nie zastąpi.
Chciałabym kiesys byc za TM, ale czy ona będzie czekać.
Kasie - popros swego wspaniałego przyjaciela o opieke nad Maxi, ona bała sie psów, trzymała się z daleka, c hoc opiekowała się słabszymi, maleńkimi szczeniakami i kotkami.
Mam nadzieję, że nie jest samotna.
Ty tez kasie - nie jestes samotna. Wszyscy tu jesteśmy z Tobą, płaczemy z Tobą i spotkamy sie kiedys, kiedys na pewno!
[*] [*] [*]

Posted

Supergoga, oczywiście że Aresik poznał już Maxi! Po tamtej stronie mostu jest inaczej: nie ma już strachu, lęków. Tam jest inny świat.
Tak samo Elu Twoja psinka już tam nei cierpi.
A My mielismy wielki eszczeście że one były z nami. Po prostu coś zmieniły w naszym życiu, dzięki nim jesteśmy tacy jacy jesteśmy. I to jest ich najwspanialszy pomnik! Ten na zawsze!

Posted

Dzisiaj rano były śliskie schody.
Ares zawsze pamiętał, że schody mogą byc śliskie jak jest śnieg. Schodził tak powoli, wręcz próbował łapą czy na tym da sie stać. Obserwując go wiedziałam, jak jest ślisko. DZiś musiałam to sama sprawdzić.
Mam nadzieje, ze za Teczowym Mostem nie ma zimna i zimy... Aresik tak bardzo lubił ciepło. :cry:

Posted

Ares...
Wiesz jak mi Cię brakuje piesku.
Oglądam Twoje zdjęcia. To było tak niedawno. Jeszcze nawet miesiac nie minał.
Wierzę, że jest Ci teraz lepiej. I pomimo, że tesknimy za sobą, to i tak mieliśmy szcześbie ze przez tak długi czas sie mieliśmy wzajemnie.
Zamieszka u nas Aszocik. Jemu trzeba teraz pomóc. Wiem, że bedziesz na nas patrzył z boku, cały czas, prawda?

Posted

och, Kasiu... dopiero dzisiaj zobaczylam ze Aresika juz z nami nie ma. Tak bardzo mi przykro. Jemu jest juz dobrze... Ale wiem ze Ty cierpisz :(
Przypomnialo mi sie jak umieral moj Boss - 16.10. ubieglego roku. Do dzis mam to zywo przed oczami i czuje sie winna, ze cierpial, ale i ze podjelam taka decyzje...
Jestesmy z Toba, Kasiu...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...