Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

zakla napisał(a):
Czyli? Można prosić troszkę dokładniej? Bo nie bardzo wiem jak to ma wyglądać, na czym polegać ;)

Dzieki za rady :)


Jeśli możesz, to wsiadasz na konisia na oklep ( np rano jak wychodzi na padok ), wsiadasz przy psiaczku - żeby cię widział i spokojnie stępikiem udajecie się na wybieg. Możesz zsiadać, żeby otworzyć padok, potem znów wsiąść i pojechać na srodek wybiegu na koniu, albo zrobić małą rundkę dookoła wybiegu. Cały czas wołasz psiaka, jak zsiądziesz pobaw sie chwilkę przy koniu, konia zostaw na wybiegu, a sama wróc z psiakiem do domku - po drodze dużo się baw.
Dla przystosowania konia możesz się z psiakiem bawić na wybiegu, rzucać mu piłeczki (pierw blisko, bo gwałtowne przemieszczanie się psa może konia przestraszyć, potem troszkę dalej), czasem podnieś psa, niech sie powącha z koniem.

  • Replies 99
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

WItam,
Ja mam dosyć osobliwe przeżycia z psami i konikami. Psów mam 3 a koni 9.
Kiedyśą jeden z psów (wyżeł) chapsnął jednego konia w szynke :mdrmed: za co ten odpowiedzial mu kopniakiem i pies uciekał gdzie pieprz rośnie :evillaug:

Inny bardzeej interesujący przypadek jest taki, gdy jedna z klaczy osierociła 3 dniowego źrebaka, jego wykarmienie przypadło mi i mojemu ojcu, mniej wiecej w tym samym czasie dostałam szczeniaka:ekmm: malamuta.
Tydzień po tygodniu obserwowałam jak szczeniak (w sensie dosłownym) zaprzyjaźnia się ze źrebakiem. W tej chwili obydwoje mają po 1 rok. I naprawde jest to szczera przyjaźń między psem a koniem. :grins:

Pozdrawiam

:vamp:

Posted

Ja mojego psa od poczatku brałem do stajni, a teraz mam stajnię przy domu, więc psy siłą rzeczy są z końmi.

W tereny zacząłem brać psa, gdy już odpowiednio reagował na polecenia "noga" i "wyjdź". Oba bardzo przydatne, bo dzięki temu wiedział, że ma się ustawić na pozycji przy łopatce konia, a jednocześnie nie włazić mu pod nogi. Z czasem, gdy pies zrozumiał co to takiego koń, zaczął bez mojej kontroli poruszać się zarówno z przodu, przy łopatce, jak i z tyłu. Obyło się bez jednego kopniaka.

Dobrym rozwiązaniem jest prowadzenie konia w jednej, a psa w drugiej ręce. Tylko i koń i pies muszą być nauczone - jedno chodzenia w ręku na uwiązie, drugie przy nodze na smyczy.

Ja moje psy uczę, że na teren padoku ABSOLUTNIE NIE WOLNO WEJŚĆ. Do ogrozenia mogą biegać swobodnie, od ogrodzenia zakaz wstępu. Dla ich bezpieczeństwa i spokoju pasących się koni.

Posted

Jazz calkiem fajnie dogaduje sie z koniem, choc dalej nie moze zrozumiec dlaczego pańcia jest tam na gorze:hmmmm: Na razie jeżdzimy tylko na stępokłus do lasu i jest całkiem fajnie. Jazz sie pilnuje mnie i konia czasami nawet az za bardzo a Kaskada ze zblazowana mina idzie dalej, nawet jesli pies paleta sie jej pod brzuchem lub za zadem. Na razie nie jezdzimy daleko ale mysle ze z czasem bedziemy jezdzic coraz dalej.

Posted

O balagm, tylko nie na oklep na Bydyniu:lol: Najbardziej kosciasty obzartuch, na jakim kiedykolwiek jezdzilam ;) A ze jezdze glownie na nim, to drugi raz nie popelnie tego bledu i nie wsiade na niego na oklep :eviltong:

So somku nie bardzo mam gdzie pojsc, bo w siodlarni zamknieta jadowita ONka, a w domku mieszkalnym siedza dwa whippy i jeden kundzio ;)

Zostaje nam stajnia :)

Teraz tylko musze znow wrocic na konski grzbiet, bo juz trzy miesiace na koniu nie siedzialam... Ale to chyba dopiero na wiosne, jak sie jezdzic bedzie dalo...

Posted

zakla napisał(a):
No dobra... W piatek jade na konisie:multi: ( o ile nie bedzie odwilzu a nastepnie mrozu, bo nie chce konikowi nog polamac;)).


Ja popylam co i już w śniegu i bywa wesoło :p zwłaszcza jak się ma białe psiaki, których nie widać w śniegu. Biegną sobie obok ciebie lub [przed tobą, nagle się zatrzymują i wtapiają w tło. Zgadnijcie co robi koń, jak psiaki się nagle ruszą ??:diabloti:

Posted

zakla napisał(a):
No nie mam pomyslu:lol: Musi byc wesolo :eviltong:


I to bardzo :diabloti: :evil_lol: , a jak jeszcze konik wesoły - bo biało dookoła, to jazda jest pasjonująca - do tej pory tylko raz z konisiem miałam dachowanko tej zimy:cool3:

Posted

Noo ameliace wśród swoich:lol:
Entera tylko raz zabrazłam do stadniny. Miał takiego stracha że schował się do samochodu. Źrebak dotknął go pyskiem a ten w nogi do auta ;)
A co do śnieżnego terenu to mogę się wypowiedzieć bo byłam i nie zniechęciło mnie nawet -2 stopnie :evil_lol: Dostałam największą ciamajdę-Lecytynę która cały czas się ślizgała:lol: Ale najgorsze są gałęzie w galopie. Co chwilę dostajesz ową po twarzy:diabloti: i jesteś cały w śniegu
Może w sobotę pojadę, ale to niepewne

Posted

ameliace napisał(a):
A co do śnieżnego terenu to mogę się wypowiedzieć bo byłam i nie zniechęciło mnie nawet -2 stopnie :evil_lol: Dostałam największą ciamajdę-Lecytynę która cały czas się ślizgała:lol: Ale najgorsze są gałęzie w galopie. Co chwilę dostajesz ową po twarzy:diabloti: i jesteś cały w śniegu
Może w sobotę pojadę, ale to niepewne


Jak dobrze jeździsz i masz ułożonego konia, to nawet w galopie ominiesz gałęzie.:evil_lol: Ja przynajmniej takiego mam :diabloti:

Posted

Jak dobrze jeździsz i masz ułożonego konia, to nawet w galopie ominiesz gałęzie.:evil_lol: Ja przynajmniej takiego mam :diabloti:
Lecytyna Jedzie na oślep:eviltong::eviltong:
Jakbym mogła wziąść moja ukochaną Librę to co innego, ale będzie miała źrebaka za 3 tyg. i już siedzi w stajni

Posted

Hehe, ja dobrze nie jezdze, wiec dostaje galeziami po twarzy, a najgorzej do juz jest jak sie jedzie w dwa konie obok siebie i sa nisko i waska drzewka:lol: Pamietam moj pirwszy galop w terenie(zreszta nie tak dawno, bo w ubiegle wakacje), ktory nie mial vbyc galopem, ale mialam delikatnie mowiac narwanego Ogórka:eviltong: I nie moglam go zatrzymac, pojechalam w las, az w koncu Jacek mnie wyprzedzil i przeja wodze:lol: Niezapomniane przezycie ;)
Teraz znow bede musiala sobie wszystko przypokniec, dluga przerwa byla...:(

Posted

zakla napisał(a):
Hehe, ja dobrze nie jezdze, wiec dostaje galeziami po twarzy, a najgorzej do juz jest jak sie jedzie w dwa konie obok siebie i sa nisko i waska drzewka:lol: Pamietam moj pirwszy galop w terenie(zreszta nie tak dawno, bo w ubiegle wakacje), ktory nie mial vbyc galopem, ale mialam delikatnie mowiac narwanego Ogórka:eviltong: I nie moglam go zatrzymac, pojechalam w las, az w koncu Jacek mnie wyprzedzil i przeja wodze:lol: Niezapomniane przezycie ;)
Teraz znow bede musiala sobie wszystko przypokniec, dluga przerwa byla...:(


Też miała podobny przypadek i musiałam dziewczynę hamować - czułam się jak na westernie :multi: iiihha !

Posted

A dluga ja gonilas?? ;) Bo ja zaczelam jechac KLUSEM za jackiem, poczym Ogórek wpadl w galop (to byl chyba moj 4 galop w zyciu ;)), wyprzedzil Jack, pobiegl prosto zamiast w lewo, Jacek za nami skrecil w lewo, my sie zatzrymalismy jakies 50 metrow za skretem, zakrecilismy i znow galopem przez las do Jack, znow go wyprzedzilismy, skrecilismy przed torami w prawo, po czym na zakrecie Jacek scia zakret i nas zlapal:lol: Byla very ciekawie ;) Zreszta to nie byl ostatni galop w tym terenie, tyle ze reszta byla juz zaplanowana i bardziej opanowana:cool1:

Posted

zakla napisał(a):
A dluga ja gonilas?? ;) Bo ja zaczelam jechac KLUSEM za jackiem, poczym Ogórek wpadl w galop (to byl chyba moj 4 galop w zyciu ;)), wyprzedzil Jack, pobiegl prosto zamiast w lewo, Jacek za nami skrecil w lewo, my sie zatzrymalismy jakies 50 metrow za skretem, zakrecilismy i znow galopem przez las do Jack, znow go wyprzedzilismy, skrecilismy przed torami w prawo, po czym na zakrecie Jacek scia zakret i nas zlapal:lol: Byla very ciekawie ;) Zreszta to nie byl ostatni galop w tym terenie, tyle ze reszta byla juz zaplanowana i bardziej opanowana:cool1:

No to było na ściernisku ( otwarta przestrzeń) i miałyśmy pogalopować (pole 20 h, więc duuuże, a dookoła też tylko pola:lol: ). Prowadziła moja mamuśka, potem jechała ta dziewczyna, a na końcu ja. Wszystko było ok dopóki kobyłki nie doszły do wniosku, że jak przyśpieszą, to bedą szybciej w domku:diabloti: . Zaczęły iść obok siebie i się podkręcać, moja matka zaczęła hamować ( ma nadpobudliwą kobyłę i długo się ją uspokaja jak się zdenerwuje, więc nie mogła hamować tamtej dziewczyny), a ja dojechałam do uciekinierki i zaganiałam ją do kobyłki mojej mamuśki - gadzina usiłowała iść po prostej przed siebie. Po dwóch kołach galopu stwierdziłam, że koniec tego dobrego i się uczepiłam wodzy tuż przy kółkach wędzidłowych. Kobyła była tak podkręcona, że następne pół koła ją hamowałam.:lol:

Posted

Hehe, Monika ode mnie ze stajni jak uczyla konika klaniac sie, to wyladowala z nadkruszona dlonia w szpitalu...:cool1: No ale kiedy to bylo, miala chyba wtedy 16 lat ;)
Ja osobiscie taka prawdziwa spadke mialam jedna, przez dwa tygonie nie moglam potem ruszac glowa. Bylo to na moim ukochanym w ten czas gniadulcu, razem z kolezanka, ktora jechala na huculku Pralce, jezdzilysmy sobie po blotnistym i mokrym padoku. Jezdzilysmy kolo siebie, konie ciagle szly do bramki(byl to chyba drugi miesiac naszego jezdzenia;)), troche galopowalysmy, troche klusem, troche stepem. I w pewnym momencie, jak zaczelysmy galopowac, to konisie zaczely sie scigac... :cool3: No i moj miesiek wpadl w poslizg, zatzrymal sie praktycznie na pastuchu, no i stana deba(nie ma to jak konie tresowane do filmow;)). Spadlam, bylam cala brudna i poobijana, ale obeszlo sie bez szpitala :eviltong:
Jak pierwszy raz galopowalam, jeszcze na lpnzy, to tez Jacek wpuscil konia w galop, a ja wsio i spadam, ale zlapalam sie kurczowo konia i tak wisialam, dopoki sie nie zatrzymal ;) Ale jak sie zatrzymal to spadlam :lol:

A tym czasem to juz sie nie moge doczekac, az wisade na konisia:) Tak strasznie juz sie stesnilam za konskim grzbiecie :D
JA CHCE NA KONISIA!!!!!!!!!!! tylko ta beznadziejna pogoda....Wrr...:(

Posted

PARSONRK napisał(a):
Też miała podobny przypadek i musiałam dziewczynę hamować - czułam się jak na westernie :multi: iiihha !

:crazyeye: :crazyeye: o matko!! Naszczescie nie mialam takiego "wypadku" ufff..:lol:
A co do westernu to sie zgodze, mozecie startowac do filmu.. :evil_lol:

Posted

[quote name='Loara']Jako ze jestem zapalona milośniczka tegoż sportu postanowilam ze Jazz bedzie mi towarzyszyl w wyjazdach w teren . W piatek odbyl swoja pierwsza wyprawe w to "inne" miejsce. Jestem z niego zadowolona bo koni nie zjada w calosci :D Jak jezdzilam to pilnowal go moj kolega, a on patrzyl na mnie z mina: Gdzieś ty wlazła . Uwazaj!!!!!!!
Potem jak wymienialismy z kolega zdania nt konia Jazz przeslizgnal sie pod plotem i w najlepsze obwachiwal sobie klaczke po czym wycofal sie z mina ok jestes wieksza juz sobie ide 8)
Czy wiecie jak przyzwyczaja sie konie do wspolnych wypadow w teren, zeby nie oddalał sie ale tez nie wchodzil pod kopyta- tak zeby bylo bezpiecznie????????
Ja mam i konie i psy i zawsze się świetnie dogaduja co mnie ździwiło to - to że moje psy rozpoznaja MOJE konie od obcych , chyba po zapachu, kiedy ktoś mnie odwiedzi na innym koni niż z naszej stajni to obszczekuja go. jak uda mi się zamiescic zdjecie to zobacz...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...