ewatr Posted February 17, 2007 Posted February 17, 2007 taki piekny pies a tak długo czeka :oops: Quote
Pianka Posted February 19, 2007 Posted February 19, 2007 Witam. Nero się nazywam. Mam 3 lata i posturę dobermana ale wyglądam znacznie przyjaźniej, niestety nikt tego nie widzi. Przebywam w schronisku od 2 lat, tak wiele razy miałem szanse na dom. Tak wiem, byłem niegrzeczny, ale dajcie mi jeszcze jedną szanse, obiecuje, że tym razem jej nie zmarnuje. Kiedy po raz pierwszy trafiłem do schroniska we wakacje 2005 roku, jacyś ludzie dali mnie na wielki wybieg, gdzie było dużo psów. A ja się tak strasznie bałem. Ale tego nikt nie rozumiał. Najlepsze co mogłem robić to siedzieć w budzie, tam przecież jest bezpieczniej. Codziennie widywałem jak odważniejsze psy przechodziły koło mojej budy. Niektóre zachęcały mnie do wyjścia, chciały się bawić. Czasem uległem i wyszedłem, ale wtedy przyszłe inne psy, które mnie pogoniły. A ja byłem taki słaby, nie umiałem się obronić przed tak dużą ilością psów. Czasem wyszedłem coś zjeść, ale i tu zostałem przegoniony. Przecież to było jedzenie innych psów... Przyszła zima.... sam się dziwie dlaczego jeszcze wtedy żyłem. Przecież te psy mogły mnie zagryźć w każdej chwili. Tak, tak, zdecydowanie buda to najbezpieczniejsze miejsce na tym wybiegu. Marzec 2006 rok- no i stało się, zostałem dotkliwie pogryziony. Ale walczę, nie chce odchodzić niekochany przez nikogo. Jestem teraz w cieplutkim pomieszczeniu. Tu przynajmniej nie ma tak dużo psów, czuje się bezpieczniejszy. Zdrowieje, a psów chorych przybywa, dlatego musze opuścić ciepłe pomieszczenie i ustąpić miejsca innym. No cóż powędrowałem do swojej ulubionej budy, bo cóż robić. Bo i tak nikt mnie nie zauważa, oprócz psów, które najchętniej zjadły by mnie żywcem. Maj 2006 roku- przyszli jacyś ludzie, siłą mnie wyciągali z budy, bo nie chciałem wyjść. I gdzieś mnie zabrali. Pomyślałem, że może w końcu ktoś mnie zabierze do ciepłego mieszkania. Ale nie. Zabrali mnie na mniejszy wybieg. Początkowo byłem nieufny, ale szybko przekonałem się, że tu jest o wiele lepiej. Psy już nie dokuczały. Mogłem pokazywać się ludziom i błagać o dom. Codziennie wypatrywałem, patrzyłem jak ludzie zabierali inne psy, dlaczego mnie nikt nie chciał? Któregoś dnia poszedłem na swój pierwszy spacer. Początkowo trochę się bałem, bo nie wiedziałem co ode mnie oczekują. Ale później zrozumiałem- w końcu mogłem pochodzić po zielonej trawce, pobawić się patykami. Było super. Ale potem trzeba było wracać do schroniska... Od tego czasu chodziłem od czasu do czasu na spacerki z wolontariuszami. Ale ciągle brakowało mi tego domowego ciepełka. Aż w końcu dostałem swoją szanse. 22 czerwca 2006 roku do schroniska przyszło młode małżeństwo co prawda maja małe mieszkanie w bloku ale zdecydowali się mnie zabrać. Pan obiecywał, że nie będę zostawał nigdy sam i będę z nim chodził do pracy. Tak bardzo się cieszyłem. Jednak któregoś dnia pan zostawił mnie samego. Myślałem, że już nigdy nie wróci, przecież obiecał mnie nie zostawiać. Zacząłem skakać po meblach, próbowałem jakoś wyjść przez okno, ale się nie dało. Gdy mój pan wrócił bardzo się ucieszyłem, skakałem z radości, lecz on tego nie dostrzegł i krzyknął „Co zrobiłeś!” Dopiero teraz zorientowałem się jaki zrobiłem bałagan, skuliłem ogon i próbowałem przeprosić, ale się nie dało. 26 czerwca wróciłem do schroniska. Gdy mnie zamknęli w klatce zacząłem wyć, wołałem pana, żeby wrócił. Ale nic z tego. Znów byłem bezdomny... Co gorsza znów trafiłem na duży wybieg, jednak tym razem mój pobyt tam nie trwał długo. Po kilku dniach przenieśli mnie z powrotem na boks. Tam dalej wypatrywałem swojego człowieka... Pamiętam jak któregoś dnia poszedłem na spacer i zostałem spuszczony ze smyczy. Co za radość. W końcu mogłem biegać. Było po prostu cudownie. Szkoda, że nie może to trwać wiecznie...Tak, tak teraz to spacerki były dla mnie jedynym wybawieniem z tej okrutnej rzeczywistości. Aż w końcu dostałem swoją drugą szanse. 20 sierpnia przyszło małżeństwo po dużego , łagodnego, ale odstraszającego psa do domku z ogrodem. Wybrali mnie. Radość mnie aż rozpierała. Ludzie obiecali, że będę mieszkał na dworze, ale będę mógł wchodzić do domku. Gdybym wiedział co znów los mi przyniesie.... Poszedłem z tymi ludźmi do domku, ale jakie było moje zdziwienie, kiedy zamiast domu z ogrodem zobaczyłem malutkie mieszkanie. Ale to nic, ważne, że w końcu będzie mnie ktoś kochał. Tak właśnie myślałem. Problem się zaczął kiedy ci ludzie zaczęli mnie zostawiać samego. A ja się bałem być sam. Zacząłem wyć, próbowałem gdzieś znaleźć jakaś dziurę żeby pobiegnąć ich szukać. Ale nic z tego. Znów wróciłem do schroniska 26 sierpnia. Ale ludzie obiecali, że jak skończą budowę domu za 2 tygodnie to przyjadą po mnie....Nie przyjechali... Wiem, że to po części moja wina, niepotrzebnie robiłem tyle bałaganu, ale obiecuje poprawę, naprawdę. Czasami już mi brakuje sił na wiarę, że kiedyś ktoś mnie przygarnie i pokocha takim jakim jestem...... Czy ktoś pokaże mi, że na świecie są jeszcze dobrzy ludzie? Czy ktoś jeszcze może pokochać strachliwego psa? Czy ktoś mi pokaże, że nadzieja umiera ostatnia? Czy ktoś jeszcze uważa, że mam szanse na prawdziwy dom? Czy ktoś mi pokaże, że szczęście naprawdę istnieje? Quote
Monika_tbg Posted February 20, 2007 Posted February 20, 2007 Nero hopsasa na pierwszą stronke:cool3: Quote
lila138 Posted February 28, 2007 Posted February 28, 2007 Pianka napisał(a):Witam. Nero się nazywam. Mam 3 lata i posturę dobermana ale wyglądam znacznie przyjaźniej, niestety nikt tego nie widzi. Przebywam w schronisku od 2 lat, tak wiele razy miałem szanse na dom. Tak wiem, byłem niegrzeczny, ale dajcie mi jeszcze jedną szanse, obiecuje, że tym razem jej nie zmarnuje. Kiedy po raz pierwszy trafiłem do schroniska we wakacje 2005 roku, jacyś ludzie dali mnie na wielki wybieg, gdzie było dużo psów. A ja się tak strasznie bałem. Ale tego nikt nie rozumiał. Najlepsze co mogłem robić to siedzieć w budzie, tam przecież jest bezpieczniej. Codziennie widywałem jak odważniejsze psy przechodziły koło mojej budy. Niektóre zachęcały mnie do wyjścia, chciały się bawić. Czasem uległem i wyszedłem, ale wtedy przyszłe inne psy, które mnie pogoniły. A ja byłem taki słaby, nie umiałem się obronić przed tak dużą ilością psów. Czasem wyszedłem coś zjeść, ale i tu zostałem przegoniony. Przecież to było jedzenie innych psów... Przyszła zima.... sam się dziwie dlaczego jeszcze wtedy żyłem. Przecież te psy mogły mnie zagryźć w każdej chwili. Tak, tak, zdecydowanie buda to najbezpieczniejsze miejsce na tym wybiegu. Marzec 2006 rok- no i stało się, zostałem dotkliwie pogryziony. Ale walczę, nie chce odchodzić niekochany przez nikogo. Jestem teraz w cieplutkim pomieszczeniu. Tu przynajmniej nie ma tak dużo psów, czuje się bezpieczniejszy. Zdrowieje, a psów chorych przybywa, dlatego musze opuścić ciepłe pomieszczenie i ustąpić miejsca innym. No cóż powędrowałem do swojej ulubionej budy, bo cóż robić. Bo i tak nikt mnie nie zauważa, oprócz psów, które najchętniej zjadły by mnie żywcem. Maj 2006 roku- przyszli jacyś ludzie, siłą mnie wyciągali z budy, bo nie chciałem wyjść. I gdzieś mnie zabrali. Pomyślałem, że może w końcu ktoś mnie zabierze do ciepłego mieszkania. Ale nie. Zabrali mnie na mniejszy wybieg. Początkowo byłem nieufny, ale szybko przekonałem się, że tu jest o wiele lepiej. Psy już nie dokuczały. Mogłem pokazywać się ludziom i błagać o dom. Codziennie wypatrywałem, patrzyłem jak ludzie zabierali inne psy, dlaczego mnie nikt nie chciał? Któregoś dnia poszedłem na swój pierwszy spacer. Początkowo trochę się bałem, bo nie wiedziałem co ode mnie oczekują. Ale później zrozumiałem- w końcu mogłem pochodzić po zielonej trawce, pobawić się patykami. Było super. Ale potem trzeba było wracać do schroniska... Od tego czasu chodziłem od czasu do czasu na spacerki z wolontariuszami. Ale ciągle brakowało mi tego domowego ciepełka. Aż w końcu dostałem swoją szanse. 22 czerwca 2006 roku do schroniska przyszło młode małżeństwo co prawda maja małe mieszkanie w bloku ale zdecydowali się mnie zabrać. Pan obiecywał, że nie będę zostawał nigdy sam i będę z nim chodził do pracy. Tak bardzo się cieszyłem. Jednak któregoś dnia pan zostawił mnie samego. Myślałem, że już nigdy nie wróci, przecież obiecał mnie nie zostawiać. Zacząłem skakać po meblach, próbowałem jakoś wyjść przez okno, ale się nie dało. Gdy mój pan wrócił bardzo się ucieszyłem, skakałem z radości, lecz on tego nie dostrzegł i krzyknął „Co zrobiłeś!” Dopiero teraz zorientowałem się jaki zrobiłem bałagan, skuliłem ogon i próbowałem przeprosić, ale się nie dało. 26 czerwca wróciłem do schroniska. Gdy mnie zamknęli w klatce zacząłem wyć, wołałem pana, żeby wrócił. Ale nic z tego. Znów byłem bezdomny... Co gorsza znów trafiłem na duży wybieg, jednak tym razem mój pobyt tam nie trwał długo. Po kilku dniach przenieśli mnie z powrotem na boks. Tam dalej wypatrywałem swojego człowieka... Pamiętam jak któregoś dnia poszedłem na spacer i zostałem spuszczony ze smyczy. Co za radość. W końcu mogłem biegać. Było po prostu cudownie. Szkoda, że nie może to trwać wiecznie...Tak, tak teraz to spacerki były dla mnie jedynym wybawieniem z tej okrutnej rzeczywistości. Aż w końcu dostałem swoją drugą szanse. 20 sierpnia przyszło małżeństwo po dużego , łagodnego, ale odstraszającego psa do domku z ogrodem. Wybrali mnie. Radość mnie aż rozpierała. Ludzie obiecali, że będę mieszkał na dworze, ale będę mógł wchodzić do domku. Gdybym wiedział co znów los mi przyniesie.... Poszedłem z tymi ludźmi do domku, ale jakie było moje zdziwienie, kiedy zamiast domu z ogrodem zobaczyłem malutkie mieszkanie. Ale to nic, ważne, że w końcu będzie mnie ktoś kochał. Tak właśnie myślałem. Problem się zaczął kiedy ci ludzie zaczęli mnie zostawiać samego. A ja się bałem być sam. Zacząłem wyć, próbowałem gdzieś znaleźć jakaś dziurę żeby pobiegnąć ich szukać. Ale nic z tego. Znów wróciłem do schroniska 26 sierpnia. Ale ludzie obiecali, że jak skończą budowę domu za 2 tygodnie to przyjadą po mnie....Nie przyjechali... Wiem, że to po części moja wina, niepotrzebnie robiłem tyle bałaganu, ale obiecuje poprawę, naprawdę. Czasami już mi brakuje sił na wiarę, że kiedyś ktoś mnie przygarnie i pokocha takim jakim jestem...... Czy ktoś pokaże mi, że na świecie są jeszcze dobrzy ludzie? Czy ktoś jeszcze może pokochać strachliwego psa? Czy ktoś mi pokaże, że nadzieja umiera ostatnia? Czy ktoś jeszcze uważa, że mam szanse na prawdziwy dom? Czy ktoś mi pokaże, że szczęście naprawdę istnieje? MALUTKI JESZCZE DOZNASZ SZCZSCIA I MIŁOSCI....POTRZEBUJESZ TEGO I NAPRAWDE ZASŁUGUJESZ NA TO!!!! GDYBYM NIE MIAŁA ZADNEGO PSIAKA ...WZIEŁA BYM CIE Z PEWNOSCI DO SIEBIE...BO BARDZO MI PRZYPOMINASZ MOJEGO KRAWCIA..MOJEGO DOBCIA KTÓREGO SZUKAM BO MI ZAGINAŁ..... ZNAJDZIESZ DOMKEK I BEDZIESZ SZCZESLIWYM PSIAKIM ZNAJDZY MU PRAWDZIWY DOM!!! DO GÓRU NERO Quote
paros Posted March 4, 2007 Posted March 4, 2007 Pianka, Twój tekst jest piekny i smutny :-( może wykorzystać go do allegro jako wyznanie smutnego psiaka. :-( Co Ty na to? :roll: Quote
zaba14 Posted March 4, 2007 Author Posted March 4, 2007 paros napisał(a):Pianka, Twój tekst jest piekny i smutny :-( może wykorzystać go do allegro jako wyznanie smutnego psiaka. :-( Co Ty na to? :roll: Wczoraj wystawilam Nera na allegro bo zakonczyla sie aukcja, nastepnym razem wykorzystam ten tekst. Quote
paros Posted March 4, 2007 Posted March 4, 2007 zaba14 napisał(a):Wczoraj wystawilam Nera na allegro bo zakonczyla sie aukcja, nastepnym razem wykorzystam ten tekst. Kiedy wczoraj przeczytałam, że kończy się Twoja aukcja to pomyślałam, aby zrobić mu allegro właśnie z tekstem Pianki, jako list zmartwionego psiaka, z tytułem "Tak się staram i dlaczego nikt mnie nie chce??" Podsuwam pomysł do wykorzystania. Ale trzymam kciuki aby już następna aukcja nie była potrzebna :thumbs: :thumbs: :thumbs: Ja już pierwszego psiaka wystawiłam na allegro - to Kubuś z Zabrza :roll: Mam nadzieje, że znajdzie domek :roll: Quote
Pianka Posted March 4, 2007 Posted March 4, 2007 paros napisał(a):Pianka, Twój tekst jest piekny i smutny :-( może wykorzystać go do allegro jako wyznanie smutnego psiaka. :-( Co Ty na to? :roll: Własnie po to pisze te teksty- żeby je wykorzystać w ogłoszeniach;) Quote
paros Posted March 4, 2007 Posted March 4, 2007 Pianka, to pozwolisz, że następnym razem już nie będę pytać tylko będę wykorzystywać Twoje teksty :lol: Quote
Pianka Posted March 4, 2007 Posted March 4, 2007 paros napisał(a):Pianka, to pozwolisz, że następnym razem już nie będę pytać tylko będę wykorzystywać Twoje teksty :lol: To sobie wykorzystuj. Pare psów juz ma moje teksty:eviltong: Quote
Mysia_ Posted March 5, 2007 Posted March 5, 2007 Podniosę Nerusia, szkoda, że tylko tyle mogę :-( Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.