Szamanka Posted November 10, 2005 Posted November 10, 2005 Canis_lupus_husky napisał(a):No racja-najlepiej i najłatwiej jest przyzwyczajać psa od małego do luzu... Mój hasa od 3 m-ca życia ;) i hasa sobie dalej. A mój od jakiegoś 4 miesiąca ;) wcześniej bałam się go puszczać ;) Canis_lupus_husky napisał(a):Na każdy spacer biorę jedną do kilku kosteczek psiej karmy, czasem kawałek kiełbasy-w ten sposób Arti nauczył się, że komenda "Smycz!" oznacza coś do schrupania, albo przynajmniej coś miłego, pochwała, podrapanie za uchem itp. ;) Ja nigdy nic nie nosilam, żadnych przysmaków. Szaman uczył się wzamian za pochwały słowne :P Canis_lupus_husky napisał(a):Nie da się chodzić z psem na smyczy non stop, no i widok huskiego hasającego w zaroślach, pędzącego jak wiatr przez pola, czy też buszującego po śniegu jest przecież jednym z najpiękniejszych widoków... ;) Dokładnie :D Taki widok jest jedyny w swoim rodzaju :D A ja uwielbiam go obserwować ;) choć niekoniecznie jak jego biały kuper miga mi tuż za kuprami uciekających saren ;) Quote
Canis_lupus_husky Posted November 10, 2005 Posted November 10, 2005 Szamanka napisał(a):Ja nigdy nic nie nosilam, żadnych przysmaków. Szaman uczył się wzamian za pochwały słowne Tak też dobrze 8) Szamanka napisał(a):Dokładnie Taki widok jest jedyny w swoim rodzaju A ja uwielbiam go obserwować choć niekoniecznie jak jego biały kuper miga mi tuż za kuprami uciekających saren Oj tak, tak, ten widok też znam... ;) raz miałam okazję patrzeć jak jakieś 30m ode mnie mój pies wyskakuje z krzaków, przecina mi drogę i leci w pole za sarną... oczywiście co wtedy zrobiłam? Poleciałam za nim ;) nie zapomnę tych nerwów... I tej radości, jak stojąc gdzieś w szczerym polu i nawołując, usłyszałam głośne sapanie i ujrzałam mojego dupka przedzierającego się w moją stronę przez osty... Cóż, strzeliłam focha na tamto miejsce i już nigdy więcej go tam nie puszczam :roll: ale tam, gdzie nie ma saren, Arti będzie mógł hasać do woli. :) wilczuch wstrętny :D Pozdr. Quote
SH Posted November 13, 2005 Posted November 13, 2005 Miło się czyta te Wasze spacerowe opowieści :D Cieszą mnie wszystkie relacje o husky, które dobrze rozumieją się ze swoimi właścicielami i znają radość kontrolowanej swobody. Quote
dachenoceras Posted November 13, 2005 Posted November 13, 2005 Kontrolowana swoboda i to bardzo - moje miesce gdzie puszczam psa luzem jest starannie przemyślane - błonia nad Sanem, z jednej strony wał i ogrodzenia ogródków działkowych a z drugiej zarośla, krzaki i takie tam odgradzające bezpośredni i łatwy dostep do rzeki (największym moim przerażeniem jest myśl, że kiedyś wlezie do rzeki i przepłynie na drugą stronę) - zero dziczyzny, trochę ptactwa i kila dróg do jazdy - mo i niekiedy ktoś inny z innym psem - najcześciej jadę wałem a pies gania dołem i mam z góry na cały rejon widok co pozwala mi reagować na sytuacje awaryjne - resztę załatwia specyficzny śfist no i sięgnięcie ręką do lewej kieszeni po smakołyk, nigdzie sie bez nich nie ruszam- ale oczywiście nigdy nie puszczam psa luzem na mieście, no chyba że jest to ogrodzony teren. Quote
SH Posted November 14, 2005 Posted November 14, 2005 No właśnie - na ogrodzonym terenie jest extra :D i superbezpiecznie! Zazdroszczę troszkę łodzianom otwartego z wielką pompą Psiego Parku... W 3mieście też jest kilka ogrodzonych psich skwerków... A w moim całkiem sporym mieście są tylko otwarte wybiegi dla psów :roll: Albo inne nieogrodzone tereny zwyczajowo traktowane jako psie "spacerniaki". A jak to wygląda u Was? Quote
Canis_lupus_husky Posted November 14, 2005 Posted November 14, 2005 No w M-ku niestety nic takowego nie ma... Jest park, na parku spora polana-i o ile "Pomezania" nie ma tam meczów piłki nożnej, to ludzie chodzą tam z psami na spacery. Jest też droga żużlowa nad Nogatem, wokół pole, i trawa, i drzewa, wał,. dopiero domki i ulica. Żadnych saren. Właśnie w tej okolicy mieszkam, mam ok. 3 minuty aby zejść na dół nad rzekę, i tam najczęściej chodzę, ogólem jest to "trasa spacerowa" dla ludzi, ludzi z psami i rowerów... Ale nie ma żadnego ogrodzonego wybiegu tylko dla psów. Niestety... Pozdr. Quote
Szamanka Posted November 14, 2005 Posted November 14, 2005 U mnie jest inaczej.. Ja generalnie mieszkam na osiedlu w lesie ;) no prawie w lesie, bo zaczyna sie tu trochę cywilizować ;) Na samym osiedlu nie spuszczam psa ze smyczy. Kiedyś korzystałam jeszcze z popadającego w ruinę boiska, które stało się spacerniakiem psów wraz z właścicielami. Niestety złomiarze szaleją i boisko, które jeszcze niedawno było ogrodzone wysoką siatką - dziś jest prawie bez ogrodzenia :-? Tak więc skończyły sie spacery na boisku. Najczęściej chodzę z nim na łąki, gdzie szaleje w trawach..czasem niestety trafia się jakaś dziczyzna ;) Ale póki co Szaman jeszcze nie zabił żadnego żyjątka (tfu tfu tfu ;) ), a łąka jest spokojnym miejscem, gdzie nikt z osiedla z psem nie przychodzi. Quote
SH Posted November 14, 2005 Posted November 14, 2005 Czyli u Was też kiepsko z "psimi parkami" :( Szkoda, że włodarze miast nie dbają o to aby psy miały swoje bezpieczne miejsca spacerów. A przecież wtedy łatwiej by było wyegzekwować sprzątanie po naszych milusińskich i z czasem zwykłe parki oraz place zabaw i boiska byłyby może wolne od psich kup :roll: Dostępność bezpłatnych urządzeń do treningu z psami skłoniła by być może nawet większość właścicieli do ćwiczenia z psami, a co za tym idzie stopień posłuszeństwa i wyszkolenia psów by się poprawił :roll: Ech... marzenia :-? Quote
dachenoceras Posted November 14, 2005 Posted November 14, 2005 Jak dla mnie w mieście najlepszymi miejscówkami zostaną tereny sportowe szkół czy innych placówkej edukacyjnych - ogrodzone no tylko że raczej lepiej pojawiać sie tam w nocy - ja mam pełnowymiarowe boisko i jeszcze ze dwa małe za płotem no i ogrodzone - co naj ważniejsze. Tylko powtarzam wieczorem - bo jakiś czas temu jednak psa mi poniosło no i rozproszył bieg dziewcząt na 800 m już jakiś czas po starcie. Psie miasteczka to jakaś - dla mnie - lekko nierealna idea - tak mnie się to widzi patrząc na ogół społeeczeństwa - no chyba że to przywatne właśności będą - to może by dało radę to utrzymać w jakimś użytkowym stanie. Quote
SH Posted November 15, 2005 Posted November 15, 2005 dachenoceras napisał(a):Jak dla mnie w mieście najlepszymi miejscówkami zostaną tereny sportowe szkół czy innych placówkej edukacyjnych - ogrodzone Tylko, że na ich teren nie można legalnie wchodzić z psami podobnie jak na ogrodzone place zabaw dla dzieci :evilbat: Poza "zagrożeniem" poślizgowym stwarza to bowiem zagrożenie epidemiologiczne -> odchody często zawierają pasożyty :roll: Co do trwałosci Psich Parków w naszym uroczym kraju to niestety chyba masdz rację :-? W Europie Zachodniej, a zwłaszcza w Skandynawii, takie tereny to standard. Ale tam obok innej kultury w ogóle jest też inna kultura kynologiczna. Psy są masowo szkolone oraz nikt nie dziwi się wymogom sanitarnym dotyczacym sprzątania po psach, kiedy załatwią swoje potrzeby w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym. Czy u nas kiedyś też tak będzie? Quote
danek Posted November 22, 2005 Posted November 22, 2005 Ja mieszkam w Częstochowie, i tam nie mam większych kłopotów ze znalezieniem miejsca, gdzie Chinook może się wybiegać całkowicie luzem. Niestety wszędzie gdzie chodzę (najczęściej nad rzeki) jest całe mnóstwo zwierzyny. Nie ma spaceru bez ścigania bażantów, na których nawoływanie pies dostaje delirki :D , zdarza się też zając (po gonitwie, bywa że piesio jest tak zmęczony jak po 10 km treningu), a czasami zdaży się sarenka co jest chyba najgorsze. Ogólnie puszczam psa luzem od małego szczeniaczka i zauważyłem że z biegiem czasu i nabytym przez Niego doświadczeniem, jest lepiej, tzn. pies nie ucieka na oślep byle dalej, ale stale kontroluje kierunek spaceru- co kilka minut pojawia sie w zasięgu wzroku(zaleznie od terenu są to różne odległości). Nauczyłem go też że pokazuję mu kierunek wyciągniętą ręką i jednoczesnie wołam: CHINOOK TAM i on się w tym orientuje. Sprawdza sę to np. w lesie , gdzie mamy mnóstwo skrzyżowań duktów. Oczywiście były też niemiłe sytuacje. Pamiętam jakiś rok temu w byłem na rybach (jestem wędkarzem- spinningistą) oczywiscie z Przyjacielem, i idąc z nim leśną drużką, wzdłuż rzeki od której oddzielał nas pas bagiennych jeziorek na jakies 2-3 km długich. Pies nagle zobaczył dałe stado saren. Trzeba dodać że Chinook był po raz pierwszy w tym terenie, a ja niewiele więcej. Pobiegł za nimi a one go wyciągnęły na przesmyk, między rzekę a te jeziorka. Pobiegł tak daleko że nie słyszał ani mnie, ani nie mogł wrócić po sladach(bo biegł po wodzie, miejscami głębokawej). Wtedy to zginął na jakieś 4-5 godzin. Tyle zajęło mi odszukanie skurczybyka. Oczywiście rybek nie połowiłem :D . Tak zdartego gardła nie maiłem nigdy nawet po jakimś koncercie albo śpiewach pod wpływem :lol: . W końcu znalazłem diabła w największych krzakach, ale cóż na drugim brzegu jeziorek! Sytuacja nie do pozazdroszczenia (woda do pasa nie wiadomo jaka warstwa mułu, GRUDZIEN i śnieg na brzegach). Na szczęscie pies był już nauczony wskazywania kierunku i obeszło się bez kąpieli brrrr. Pies jak w końcu dotarł do mnie był tak zestresowany ze nie miałem serca go karać. Po oględzinach okazał się do tego niesamowicie gruby, aż do niewyobrażenia! Myślałem że coś upolował i zjadł. Ale nie: wyobrażcie sobie, że miał w żołądku mnóstwo wody z tych jeziorek. Zwrócił ją jak wracaliśmy do samochodu. I nie wiem czy chciał je wypic :D , czy w stresie tak się zachował. Nie pamiętam jak się te zachowania nazywają ale charakteryzują się tym, że zwierzęta( ludzie też) w stresowych sytuacjach zachowują się w sposób nietypowy i irracjonalny(np. ptaki w konflikcie i jeden z nich zaczyna najspokojniej w świecie-pozornie-szukać pokarmu). Takie Przygody własnie nauczyły mojego hasiora ze lepiej jednak mieć baczenie gdzie jest pan, i dokąd idzie :). I tak po kilku nieciekawych w ogólnym rozrachunku ucieczkach pies zaczął używać oprócz instynktu także głowy :D . Oczywiście ze wszystkimi pieskami to nie przejdzie, ale zachęcam jeśli tylko macie mocne nerwy(i gardło) do luznych spacerów. Bardfzo wazny jest silny kontakt z psem, i wyprawy od małego, najpierw w znany sobie a nie psu, teren (najlepiej jakiś z góry obmyślany, i przewidywalny -nie możliwe :P ). Aha no i pies musi bezwzgłędnie przychodzić na zawołanie( jak nie ma np sarny, bo jak jest to nic nie pomoże) co nie jest łatwe do wytrenowania :D ale możliwe. Naprawdę po kilkugodzinnym spacerze pies jest tak zmęczony, że jak mi się kiedys zdażyło spał w sosnowym młodniku i tylko ze była zima i śnieg za kolana, udało mi się go wytropić po sladach i przerwac słodki sen :D , jak naprawdę po dobrym treningu, i co najmniej tak samo szczęśliwy jesli nie bardziej, bo zawsze inna droga i nie ciągnie jakiegoś leniwego dwunoga , który jeszcze się drze akurat gdy ma ochotę siknąć na drzewko :D Quote
SH Posted November 22, 2005 Posted November 22, 2005 Świetny tekst danek :D Wynika z niego jasno, że można dojść do porozumienia z własnym haszczakiem, choć z pewnością nie jest to łatwe i wymaga sporo inwencji oraz czasem mocnych nerwów :evilbat: Niezwykle cenna jest też uwaga o tym, że do każdego psa należy podchodzić indywidualnie - nie ma jednego klucza do wszystkich drzwi :P Są, co prawda tacy, którzy używają wytrycha :wink: Ale w przypadku psów jest to droga do nikąd :-? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.