Yorkina Posted October 8, 2005 Posted October 8, 2005 Ja zmojego doświadczenia powiem że dużo.Mo żesz mieć z tym problem my nie mamy puszczamy binga w pola są za naszym domem i sobie biega aż w końcu wróci z kurą,ptakiem, a ostatnio z lisem.Możesz też przez smycz w samochodzie. Quote
Yorkina Posted October 8, 2005 Posted October 8, 2005 Psiak w wieku 6 miechów może nawyżej pszy rowerze lub wolno prz samochodzie.Ja polecam przy samochodzie bo nie dość że się psiak wybiega to jeszcze nie wciągnie cie w krzaki czy gdzieś indziej Quote
SH Posted October 8, 2005 Posted October 8, 2005 Przy samochodzie :o :evil: Biedne to Twoje psisko :( Zamiast przyjemnego biegania ma inhalację spalinami :evil: W krzaki Cię nie wciagnie, ale za to może wpaść pod samochód. Gratuluję braku wyobraźni :evil: I proponuję więcej rozwagi w doradzaniu komukolwiek czegokolwiek przy tak krótkim i mizernym doświadczeniu jakie posiadasz. BTW Yorkina popracuj nad ortografią :wink: Quote
Yorkina Posted October 8, 2005 Posted October 8, 2005 Są różńe szkoły i każdy ma inną.Muj nie wpada pod samochód albo ma inchalizacje spalinami .Wyprzedza samochód.Ostatnio jak jechałam z nim rowerem wciągnął mnie w jakiś płot.Za błędy przepraszam. Quote
Canis_lupus_husky Posted October 8, 2005 Posted October 8, 2005 Żeby pies ładnie ciągnął rower, trzeba z nim ćwiczyć. I nie zniechęcać się. ja kilka wypadków zaliczyłam, od czego przednie koło miałam poluzowane i dzisiaj mi odpadło w czasie jazdy... Wjechanie w krzaki, zarośla, zjechanie z drogi, wpadnięcie w dziurę czy kałużę, wywrotkla przez zaplątaną linkę-można by długo wymieniać. Ale im częściej się jeździ, tym łatwiej pies zapamiętuje co ma robić. Co ważne-linka. Musi być długa, bo krótka jest niewygodna zarówno dla psa, jak i dla nas. I co zauważyłam, mniej bezpieczna. Oczywiście nie mówię o jakiejś bardzo długiej, bo wtedy łatwo się zaplątuje, ale tylne nogi psa powinny być conajmniej metr od przedniego koła roweru. Tak więc zwykła smycz nie zdaje egzaminu. Co drugie ważne-pies nie może załatwiać się podczas biegu. Tak więc przed przejażdżką trzeba psa wyprowadzić na siusiu, kupkę, i dopiero jechać. I w żadnym wypadku nie pozwalać obsikiwać drzewek. Co trzecie ważne-komendy. Mój, wstyd przyznać, ale komend nie zna. Jak widzi że ruszam to biegnie, chociaż i tak wydaję komendę "Go!", żeby skojarzył. Jak chcę skręcić, to wołam "lewo" albo "prawa" i jakoś sobie radzę, chociaż na ostrych zakrętach muszę zsiąść, bo nawet bez psa mi ciężko-albo mój rower jest mało skrętny, albo ja naprawdę jestem skończoną rowerową łąmagą ;) Co czwarte ważne-nie wolno się zniechęcać. Jak ja jeździłam z Arthasem? W styczniu kilka razy, potem rpzestałam, miałam nawrót w maju, przestałam, we wrześniu-i znowu przestałam. Pod koniec września zaczęłam znowu, a że w końcu dobrze mi idzie, to nie przestanę, póki mi się rower nie sypnie a ostatnia linka ze sznurka od bielizny nie przetrze ;) co chyba też nie nastąpi tak szybko, no, chyba że znowu koło odpadnie... Ale linkę mam wytrzymałą, nie przetarła się jeszcze, a tyle razy już się wplątywała w koło. Nie są to wypady porównywalne do pracy w zaprzęgu-nieduży dystans, jakieś 5-6km, wolniutkim tempem (no, jeden kłusujący pies) ale chyba źle nie jest. ;) Ale pies przy samochodzie.... Jak to w ogóle wygląda, bo nie mogę sobie wyobrazić :o Quote
Szamanka Posted October 9, 2005 Posted October 9, 2005 No jak dla mnie bieganie psa przy samochodzie jest też bardzo egzotyczne :o :-? Kolejny przykład ludzkiego lenistwa - po co się męczyć na rowerze skoro pies może pobiec za samochodem.. :-? Tylko jak wtedy czuje się pies? - może myśli że pan chce go zostawić..? no a jeśli NIBY jest przyzwyczajony w mniemaniu właścicielki to radzę uważać, żeby tak kiedyś nie pobiegł za innym samochodem :-? bo wtedy nie trudno o nieszczęście... Quote
SH Posted October 10, 2005 Posted October 10, 2005 szamanka napisał(a):No jak dla mnie bieganie psa przy samochodzie jest też bardzo egzotyczne Kolejny przykład ludzkiego lenistwa - po co się męczyć na rowerze skoro pies może pobiec za samochodem.. Masz 100% racji, niestety :roll: I tacy ludzie mają husky :evil: :evil: :evil: Widziałam już podobnego "artystę" z dobermanem. Biedne psisko ganiało za rozpartym wygodnie w fotelu swojego samochodu, "kochającycm" właścicielem :evil: Po co tacy ludzie biorą sobie psa potrzebującego ruchu? Czy nie lepiej dla yorkini byłoby mieć , zgodnie z nick'iem - yorka :roll: Podobno niektóre z nich załatwiają się do kuwety :o A już na pewno nie potrzebują tyle ruchu co husky. Quote
dachenoceras Posted November 3, 2005 Posted November 3, 2005 No i stało się - podpiołem psa do roweru, nac i las - krótko ot tak z ciekawości ale ten sport ma coś z hardcoru - myśle że zaczę jeździć w kasku. Docieramy sie z Demonem - po pierwsze i najważniejsze stosujac nadal zasadę ograniczonego zaufania do psa puszczam go wolno i tak biega przy roweze bez żadnej smyczy, swoim tempen w różnych kierunkach ale najważniejsze że się pilnuje - ja jajdę i jadę i jadę a on biega jak chce. Ale oczywiście nie od razu Rzym zbudowano - przepełniony opowieściami o naturze ucikiniera nie wyobrażałem sobie puszczania go luzem stad początkowy okres spędził na smyczy - ale przecież nie można tak całe życie - rozpoczeliśmy naukę pilnowania się i przychodzenia na zawołanie. Fajnie bo mam koło siebie duże trawiaste boisko szczelnie ogrodzone i tam wraz z pochłanianymi smakołykami nauczyliśmy się pilnować i wracać na mój specjalny świst. Nauczyliśmy sie też aportować ale nie doskonalimy tej umiejętności - no i zawsze uczyliśmy się już po zmierzchu, zabawy w krycie sie uciekanie itd.... Zdaję sobię sprawę że to wszystko w obliczu pewnych warunków moż nie wystarczyć ale .... jak jadę to staram się kontrolować teren pokąd widać i uprzedzać niebepieczeństwa .... no jeszcze z miesiąc i pojedziemy luzem do lasu., Bez klasyczych spacerów i wieczornego biegania luzem po boisku robimy właśnie taki rowerowy spacer myślę że maksymalnie 10 km no a zchodzi nam z tym coś ponad godzinę. Jak go najlepiej potem podpiąć pod bieganie z ciągnięciem tak coby skód jemu no i sobie nie narobić, chodzi mi o dystanse no i obciążenia. Quote
Szamanka Posted November 3, 2005 Posted November 3, 2005 Ja nie jestem aż tak odważna by po zmierzchu jeździć z Szamanem na rowerze ;) Bo to rzeczywiście niezły hardcore ;) Ja zawsze na poczatku wycieczki rowerowej puszczam go luzem by pozałatwiał swoje potrzeby. Dopiero potem go przypinam. Nie muszę się specjalnie rozpędzać, bo ciągnie bardzo solidnie, a ja pomagam mu głównie jak mamy pod górkę. Generalnie jednak teren u nas jest płaski, więc trasy mamy proste. Teraz jednak nie mam kiedy chodzić z nim na rower.. gdy wracam z pracy, jem obiad i już jest ciemno. Pozostają tylko weekendy. Mam jednak obawy bo na takie wycieczki wybieram się do lasu i graniczące z nim łąki - ostatnio na pieszym spacerku wyskoczyły nam na takiej właśnie łące piękne 2 sarenki.. nie muszę chyba mówić, że instynkt łowiecki zagłuszył wszystko i na nic zdały się moje nawoływania :-? No ale wrócił. To najważniejsze.. Quote
SH Posted November 4, 2005 Posted November 4, 2005 Mimo, że moje psiaki są regularnie puszczane luzem na ogromnej, nieogrodzonej łące (lotnisku sportowym) i nie mam problemów z ich przywołaniem to jednak nie odważyłabym się puścić ich luzem w lesie. Po pierwsze ze względu na instynkt myśliwski, a po drugie ze względu na przepisy, które nakazują w lesie psa prowadzić na smyczy (z wyjątkiem psów myśliwskich w rewirze polowania). Jeśli pies ma pracować przy rowerze to puszczanie go w podobnych sytuacjach luzem jest bez sensu. Pies nie będzie rozumiał dlaczego czasem może zboczyć za kuszącym zapachem w krzaczki, a kiedy indziej wywołuje to wielkie niezadowolenie pana :roll: To samo dotyczy załatwiania potrzeb fizjologicznych - na rower wsiadamy dopiero pies jest gotowy do pracy tzn. "załatwiony". W przeciwnym razie psiak może mieć potem tendencje do obsikiwania krzaczków w czasie pracy. Czym grożą takie nagłe skoki w bok i zatrzymania to chyba nie muszę pisać :evilbat: Dlatego m.in. kask jest niezbędnym wyposażeniem nie tylko w czasie rowerowych wycieczek z psem. Jest nawet stosowny zapis w regulaminie zawodów. Co do sposobu podpinania psa do roweru to jest conajmniej kilka szkół. Najlepiej pooglądać jak to robią profesjonaliści. Wiele fotek można obejrzeć na stronie www.lodowejezioro.com w dziale fotoreportaże/zawody Quote
sairisa Posted November 7, 2005 Posted November 7, 2005 SH napisał(a): a po drugie ze względu na przepisy, które nakazują w lesie psa prowadzić na smyczy (z wyjątkiem psów myśliwskich w rewirze polowania). Z tego co wiem, to mysliwi mają prawo odstrzelić wolno biegającego psa 200m od zabudowań :evil: no i kilka takich przypadków już było :( wiec nie polecam puszczania psów luzem 200m od zabudowań, no chyba, że mamy duże pole widzenia (łaki) i z daleka zobaczymy zbliżającego sie mysliwego, a pies nas sie słucha i na zawołanie wróci, bo jak trafimy na mysliwego - "maniaka zabijania zwierzat" - to po prostu odstrzeli nam psa i jeszcze nic nie będziemy mogli mu zrobic, bo prawo bedzie po jego stronie :evil: Quote
Marta.. Posted November 7, 2005 Posted November 7, 2005 stad początkowy okres spędził na smyczy - ale przecież nie można tak całe życie Owszem można.. mojego Barego kupiłam jak miał już 2 lata... Widać było [ jest nadal] , że jest prawidłowo ułożonym psem, ale poprostu bałam się go spuszczać, nie znałam jego charakteru... Na posesji słucha jak się go zawoła, rodzice uważali i uważają nadal, że pies jak zostanie puszczony luzem nie ucieknie, ale ja nie mam pewności i wole nie ryzykować... I to, że pies nie jest spuszczany na łąkach czy w lasach w niczym nie przeszkadza żeby był szczęśliwy i żeby miał odpowiednio dużo ruchu... Wiadomo nie pobawi się na spacerach tak swobodnie jak byłby spuszczony, ale zastąpiłam to 10 m linką, na której zawsze troszke pobiega, a poza tym regularnie ciągnie z Brando [mój drugi pies] rower :D . A więc jednak da się żyć jeśli pies nie jest puszczany luzem i chodzi na psacery na smyczy lub lince . I jakoś nie przeszkadza nam ta sytuacja w normalnym "funkcjonowaniu" . :P Quote
SH Posted November 8, 2005 Posted November 8, 2005 Zyć się da tylko... co to za życie :roll: :( Pies nie ucieka od stada, z którym mu dobrze tzn. które zaspokaja jego potrzeby :P Ale oczywiście masz Marta prawo decydować o stylu życia Twojego psa. No i z pewnością niczego mu u Ciebie nie brakuje :D Quote
Canis_lupus_husky Posted November 8, 2005 Posted November 8, 2005 SH napisał(a):Pies nie ucieka od stada, z którym mu dobrze tzn. które zaspokaja jego potrzeby Ale jakie dokładnie potrzeby:?::) Quote
SH Posted November 8, 2005 Posted November 8, 2005 Wszystkie :P :lol: Począwszy od biologicznych i emocjonalnych po te wyższego rzędu :evilbat: (te ostatnie są niezwykle istotne zwłaszcza w przypadku husky :wink: ) Quote
Szamanka Posted November 8, 2005 Posted November 8, 2005 ...Pamiętam, że strasznie się bałam spuszczać mojego psa gdy był mały. Zwłaszcza po tym jak pewnego razu postanowił, że chce już do domku i zwiał mi niezły kawał...ale dogoniłam go na wycieraczce przed drzwiami...;) Fakt, że miał szczęście, że nie wpadł pod jakiś samochód bo mogło sie tak zdarzyć. Stwierdziłam jednak, że lepiej go uczyć zachowania jak jest spuszczony.. Dziś puszczam go tam gdzie nie ma ludzi i innych zwiarzaków. Są to zazwyczaj duże łąki. Nie wyobrażam sobie by miał zawsze być na smyczy czy na lince.. :roll: Szkoda by mi go było.. Przecież haszczaki tak uwielbiają hasać i pędzić przed siebie. Widzę to gdy spuszczam mojego ze smyczy - gna przed siebie jak dziki mustang i piękny jest to widok :D ale wraca.. zawsze wraca :) Quote
SH Posted November 8, 2005 Posted November 8, 2005 I niech mu tak zostanie :D Moje babki też zawsze wracają - jedna robi to już ponad 9 lat :evilbat: tzn. ma już tyle, a zawsze była puszczana i zawsze wracała :lol: Oczywiście takie luziki mają tylko w sprawdzonym, rozległym terenie. Absolutnie nie ufam im w lesie i w mieście. No... może tej najstarszej w mieście już tak 8) Beni ma prawo do swobodnego spaceru nawet w pobliskim, małym parku. Ale ona jest już na tyle "stacjonarna", że mam pewność, iż nie ruszy za żadnym psem czy inną zwierzyną (np. wiewiórką) :lol: Quote
Canis_lupus_husky Posted November 8, 2005 Posted November 8, 2005 SH napisał(a):Wszystkie Począwszy od biologicznych i emocjonalnych po te wyższego rzędu (te ostatnie są niezwykle istotne zwłaszcza w przypadku husky ) Hmmm, żryć mu dadzą, pić dadzą, pogłaszczą, pobawią się, na spacer wyjdą, rower pociągnie-ale jak nadarzy się okazja, to ucieka z chaty pies niewierny ;):roll: Chociaż dobrze, że tej okazji nie szuka-nie kopie dziur, nie przeskakuje przez płot (odpukać! 8) ) ale jednak... Za to na spacerach nie ucieka, no i zawsze wraca. Pod warunkiem, że w okolicy nie ma saren, zajęcy czy lisów, chociaż nawet jak pogoni, to wraca, chociaż po czasie ;) Pozdr. Quote
SH Posted November 9, 2005 Posted November 9, 2005 No bo najpierw by trzeba ustalić, co to znaczy "ucieka" :lol: To, że biegnie przed siebie ile sił w łapach? :roll: To, że lubi pogonić kota czy zająca? :roll: Raczej nie jest to ucieczka tylko naturalne zachowanie husky :lol: A ponieważ część, co bardziej nerwowych, właścicieli w tym momencie zaczyna "uciekiniera" gonić z dzikimi okrzykami to nie nie ma się co dziwić, że delikwent jeszcze szybciej przebiera łapam :evilbat: Toż to super zabawa kiedy Pan biegnie za mną... ciekawe kto bedzie szybszy :lol: Nieco inaczej ma się sprawa ze zwiedzaniem świata na własną łapę podczas "ucieczek" z posesji, kojca itp. Te są już znacznie bardziej niebezpieczne i trudniejsze do opanowania :-? Quote
Canis_lupus_husky Posted November 9, 2005 Posted November 9, 2005 Nie, na spacerach nie ucieka. Co najwyżej pogoni jakiegoś zwierzaka... Ale nie biegnie jak najszybciej naprzód kiedy go tylko spuszczę ;) no i zawsze wraca... SH napisał(a):Toż to super zabawa kiedy Pan biegnie za mną... ciekawe kto bedzie szybszy Heh, kto dogoni psa :D pamiętam, p[amiętam, zawsze tak było zanim nauczyłam go przychodzić na zawołanie ;) No, na spacerach jest dobrze, tylko właśnie czasem ucieka z domu... Najgorzej jest jak gdzieś wychodzę a nie mogę go zabrać (czyt. do szkoły) wtedy czasem boję się wracać... Dlatego zawsze staram się w miarę możliwości przed szkołą pójść z nim na rower, czy chociaż na spacer, bo potem idzie spać i nie myśli o głupotach przez parę godzin... ;) Pozdr. Quote
Szamanka Posted November 9, 2005 Posted November 9, 2005 Hehe...a mój Szaman zawsze jak go tylko spuszczę ze smyczy - biegnie przed siebie :D piękny to widok - niczym dziki mustang - ale bez obaw - biegnie przed siebie,a w pewnym momencie zatacza łuk i biegnie spowrotem. Poza tym spuszczam go tylko w okreslonych miejscach. Mieszkam w bloku, więc nie mam problemu z ucieczkami ;) Mam jednak ogródek działkowy, ale nawet tam mój psiak nie wpadł na pomysł przekopania się pod, lub przeskoczenia nad - dość mizernym ogrodzeniem ;) Nie miał na to czasu bo zawsze tam z nim szalałam :D Więc mu głupoty po głowie nie chodziły :D :P Quote
Canis_lupus_husky Posted November 9, 2005 Posted November 9, 2005 Mój biegnie przed siebie i zatacza koła kiedy tylko załatwi problemy fizjologiczne :lol: i też tylko w niektórych miejscach go spuszczam ;) Pozdr. Quote
SH Posted November 10, 2005 Posted November 10, 2005 I właśnie o to chodzi :D Husky nie musi być więźniem smyczy! Przepis na udane pożycie z "wolnym" husky może, więc brzmieć np. tak: dobre wychowanie + ograniczone, ale jednak zaufanie + odpowiednia porcja uwagi poświęcanej psu + możliwość bezpiecznego wydatkowania energii :D Quote
Szamanka Posted November 10, 2005 Posted November 10, 2005 Tak sobie pomyslałam, że gdybym nie spuszczała Szamana ze smyczy to mój strach przed zrobieniem tego - tylko by narastał :roll: No bo im pies starszy, tym trudniej przewidzieć jak by się zachował, gdyby jakoś uwolnił się ze smyczy. Ogarnięty szałem nagłej wolności mógłby dopiero dać mi w kość. A tak, gdy puszczam go by sobie pohasał - wiem jak się zachowa w określonej sytuacji, nauczyłam go przychodzić na zawołanie i nigdy nie miałam problemu z zapięciem go znowu na smycz. Często się czyta, że rozbawiony pies ucieka przed panem który chce go zapiąć. Mój na hasło: "chodź, zapniemy" momentalnie idzie spokojnie w moją stronę, fakt, że czasem się ociąga ;) ale idzie i bez problemu go zapinam. Quote
Canis_lupus_husky Posted November 10, 2005 Posted November 10, 2005 No racja-najlepiej i najłatwiej jest przyzwyczajać psa od małego do luzu... Mój hasa od 3 m-ca życia ;) i hasa sobie dalej. Na każdy spacer biorę jedną do kilku kosteczek psiej karmy, czasem kawałek kiełbasy-w ten sposób Arti nauczył się, że komenda "Smycz!" oznacza coś do schrupania, albo przynajmniej coś miłego, pochwała, podrapanie za uchem itp. ;) Szamanka napisał(a):Często się czyta, że rozbawiony pies ucieka przed panem który chce go zapiąć. Bo tak jest :lol: albo pies przyjdzie sam, albo nie przyjdzie, ale złapać się go da tylko wtedy, jak zacznie kopać albo załatwiać nagłe potrzeby fizjologiczne ;) szamanka napisał(a):Tak sobie pomyslałam, że gdybym nie spuszczała Szamana ze smyczy to mój strach przed zrobieniem tego - tylko by narastał Oj, pamiętam mój strach i nerwy, keidy puszczałam go ze smycyz po raz pierwszy (jak wspomniałam miał wtedy zaledwie 3 m-ce) ;) a teraz... Gdybym teraz miała zacząć go puszczać luzem, wątpię, czy bym się odważyła... :roll: ale dobrze, że jest jak jest. Nie da się chodzić z psem na smyczy non stop, no i widok huskiego hasającego w zaroślach, pędzącego jak wiatr przez pola, czy też buszującego po śniegu jest przecież jednym z najpiękniejszych widoków... ;) Pozdr. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.