Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Witaj Mariolko, jak dobrze znów Cię widzieć. Azula cudna :loveu:.
Piękne macie tereny do biegania. Śliczna okolica. Ucałuj obie dziewczyny ode mnie, a Azulkę najmocniej i bardzo gorąco. Trzymajcie się cieplutko.

  • 5 months later...
Posted



Mika nie żyje(*)...
Córeczka Azy umarła...



Taką wiadomość otrzymałam od Marzeny, która ją adoptowała. Pół roku temu Marzena wyjeżdżała na wakacje do Holandii, pytałam wtedy kto zajmie się psami... odpowiedziała mi żebym się odczepiła bo ją "wnerwiam" tym ciągłym dopytywaniem się o Mikę... psami miała się zająć jej mama...
Od pół roku nie miałam z Marzeną kontaktu, nie odpowiadała na moje maile i smsy...
Dziś ją dorwałam na nk...

Kazała mi się odczepić i napisała że Mika umarła...

Brak mi słów...
Napisała, że potrącił ją samochód...
próbuję się dowiedzieć kiedy, Marzena każe mi się odczepić... nie odpisuje...

Strasznie się pomyliłam w wyborze domku dla Miki...
Przepraszam sunieczko, Kochanie, do zobaczenia, kocham Cię......

Posted

Ja jej nie wierzę, nie ufam już...

Może Mika nie umarła wcale, tylko Marzena oddała ją komuś na łańcuch... a mnie tak powiedziała, żebym się "odczepiła"?????

Pomijając już fakt, że bardzo Marzenie w swoim czasie pomogłam... stawałam na głowie, wysyłałam jej paczki, choć sama byłam bez grosza, bo nie pracowałam... kolejny raz przejechałam się na "człowieku"...

Pomijając ten fakt, boję się, że nie dojdę prawdy, że Mika może stoi gdzieś na krótkim łańcuchu, głodna, zmarznięta i tęskni za tą karykaturą człowieka...

Bo pies kocha bezwarunkowo...

Czy ktoś z krakowskich wolontariuszy pomógłby mi dotrzeć do prawdy???
Czy ktoś pofatygowałby się do Marzeny na ul.Lnianą w Krakowie i porozmawiał z nią, zobaczył czy Mika nie stoi na podwórku na łańcuchu?????

Marzenę daję na czarne kwiatki. To zwykła zbieraczka. Razem z Miką przygarnęła jeszcze jednego szczeniaka, który po 4 miesiącach zachorował i umarł.
Na nk od roku nie pisała o niczym innym, tylko o "swojej Kuleczce". O Mice ani słowa. Kuleczka to mix jamnika, kolejny przygarnięty, potem wzięła jeszcze jednego i kilka kotów i kotkę. Kotka się okociła więc były jeszcze kocięta, całe stado. Brała też fretki... i cholera wie co jeszcze.

Bieda aż piszczy, dzieciaki nie miały co jeść (czworo) a ta przygarnia kolejne...

O tym, że u Marzeny jest ciężka sytuacja materialna dowiedziałam się od Pauli, która w grudniu 2005 r.była tam i ratowała ciężko chorą Mikę... ale na własne oczy zobaczyłam jak tam jest, gdy pojechałam do Marzeny po pogrzebie Pauli... już wtedy powinnam odebrać jej Mikę... ale...
... właśnie, ale...
Widać było, że Marzena kocha Mikę z wzajemnością, że dba o nią w miarę swoich możliwości, że Mika jest bardzo do niej przywiązana (była już u niej ponad rok wtedy). A ja nie miałam sumienia odbierac psinie pani, którą pokochała, no i nie miałam innego domu dla Miki. Po tym zdarzeniu pomagałam Marzenie bardzo dużo materialnie... Mika dostawała ode mnie paczki z karmą, Marzena jedzenie i ciuchy dla dzieci i dla niej...

Aż jej mąż 2 lata temu wyjechał do Holandii do pracy, sytuacja finansowa uległa znacznej poprawie, nawet, powiedziałabym, że stać ją było na wszystko... i zaczęła mnie olewać...

Na każde pytanie o Mikę odpowiadała lakonicznie i niechętnie. Aż w końcu powiedziała, że ją "wkurzam" bo ciągle o Mikę wypytuję...

Aż do wczoraj... napisała mi, że Mika umarła, że wpadła pod samochód. Próbowałam się dowiedzieć chociaż kiedy to się stało, otrzymałam odpowiedź, że to są jej prywatne sprawy i nie ma obowiązku nikomu się tłumaczyć i kazała mi się odczepić...

Taka jest wdzięczność "człowieka"...

Chcę dojść prawdy, chcę tylko dowiedzieć się czy Mika naprawdę nie żyje, kiedy zginęła i jak to się stało. Kto mi w tym pomoże?

Posted

Dziś Marzena odpisała mi na NK, żebym się odczepiła od niej. Na moje przypomnienie, ze podpisywała umowę adopcyjną (z krakowskiego TOZu zresztą) i obowiązuje ją powiadomienie mnie, jeśli coś się stanie psu, stwierdziła, że żadnej umowy nie podpisywała :crazyeye:,a ja jestem ponoć porąbana...
I zablokowała mnie.
Nic od niej nie chciałam oprócz tego, żeby mi napisała kiedy umarła Mika i czy nie cierpiała...

Ona nie kontaktowała się ze mną od lipca, a ja próbowałam się z nią skontaktować i dowiedzieć co u Miki. Po 7 miesiącach "molestowań" napisała mi, żebym się od niej odczepiła, a Mika nie żyje...
Na pytanie jak i kiedy to się stało napisała, że nie będzie mi się tłumaczyć bo to są jej prywatne sprawy.
Nie chce mi powiedzieć kiedy Mika zginęła. Odmówiła mi tej informacji. Z łaski, po wielu nagabywaniach napisała mi "nie będę ci się tłumaczyć, jeśli już koniecznie chcesz wiedzieć to potrącił ją samochód".

Jak można tak postępować z człowiekiem???????????????????
Na dodatek z takim, który przez ponad 2 lata utrzymywał Mikę i pomagał rodzinie??????????????
Jak widać, można!!!!!!!!!!!!!!
Tylko "człowiek" to potrafi!!!!!!!!!

W związku z powyższym podejmuję radykalne kroki i PRZYSIĘGAM, żeby mnie miało to kosztować resztkę zdrowia, masę czasu i pieniędzy, ta perfidna baba zapłaci mi za to.

Nie mogę sobie wydarować, że wpakowałam tyle kasy w tą szuję...
Trzeba było te pieniądze dać psiakom...
Ale mi było szkoda dzieci, szkoda jej, bo "taka biedna" była...

Jak widać, perfidnie mnie wykorzystała, wyssała jak cytrynę, a gdy już nie byłam jej potrzebna, wyrzuciła jak śmiecia, bo zaczęłam jej "przeszkadzać" dopytywaniem się o psiaka... O MOJEGO PSIAKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Przestrzegam wszystkich dogomaniaków przed Marzeną F. z Krakowa z ul. Lnianej. To zbieraczka!!!! Nie oddawajcie jej żadnego psa, kota ani nawet robaka!!!! Jestem pewna, że niedługo będzie próbowała adoptować kolejnego szczeniaka...

Nie umiem wejść na Czarne kwiatki na nowym dogo. Może ktoś podesłać link?

Posted

Miałem (teraz wiem, że wątpliwą) przyjemność rozmawiać z Marzeną przez tel.
Było to wtedy, kiedy była w "dołku". Pomoc, jaka została jej okazana, pozwoliła jej przetrwać ten trudny okres. Była wtedy tak wdzięczna, że nie potrafiła tego wyrazić.
Aż trudno uwierzyć w to, że po tym co otrzymała m.in. od Ani, wypięła się na nią...
Jeśli zaś chodzi o dawanie wiary w jej słowa...
Moim zdaniem zachowuje się irracjonalnie, co każe poddać w wątpliwość jej wszelkie tłumaczenia.
Czy ktoś, kto w tragicznych okolicznościach traci swojego psiego przyjaciela, reaguje agresją na zapytanie o niego? Mogło być jej głupio, mogła się wstydzić przyznać do niefrasobliwości, ale nie powinna rzucać się na Anię "z pazurami". Z tego co wiem, użyła bardziej "wyszukanych" zwrotów, których Ania nie chciała cytować na forum...
Mając na względzie powyższe, nie można wykluczyć, że oddała/sprzedała komuś Mikę.
Po pierwsze, w tym samym czasie pojawiła się jej ukochana "kuleczka", a po drugie, nie miała już problemu z wyjazdem całą rodziną na wakacje.
O uśpienie suni nie podejrzewam jej, ponieważ na swój sposób kocha zwierzęta, które masowo przygarnia.
Moim zdaniem, zanim podejmie się oficjalne działania, powinno się ustalić, czy rzeczywiście miał miejsce wypadek o którym opowiada. Przez okolicę w której mieszka, nie przebiega żadna arteria komunikacyjna, a jedynie mało uczęszczana droga dojazdowa do niewielu posesji (ta jest jedną z ostatnich). O ile mi wiadomo, sąsiad zza płota nie pała do niej sympatią, więc pewnie chętnie udzieliłby stosownych informacji. Trzeba tylko to dobrze rozegrać.

Posted

supergoga napisał(a):
To jakiś koszmar. Też wtedy bpomogłam tej kobiecie.
Nie można jej jakoś "upupić".


Gosiu, choćbym miała jechać na koniec świata, poruszę niebo i ziemę, ale dojdę co się stało/dzieje z Miką.

Frotka była u Marzeny, ale nikogo nie zastała w domu. Ma jechać w weekend.
Być może była w domu, ale boi się otworzyć, bo obiecałam jej, że ja tak tego nie zostawię...

Poza tym, jedna rzecz jest mocno podejrzana... przy budzie na podwórku nie było ZADNEGO psa. A Marzena, oprócz "swojej Kuleczki" miała jeszcze dwa ( przy budzie, w tym Mikę).

Coś mi tu brzydko pachnie... Coś mi mówi, że ona Mikę i tego drugiego psiaka sprzedała lub komuś oddała. Mika była przepięknym psem, prawie rasowym Onkiem, długowłosa, ciemna sierść, stojące uszka, po prostu piękna.... mogła ją sprzedać do jakiejś pseudohodowli...

Na razie muszę czekać, choć krew się we mnie gotuje... pojechałabym tam i udusiła to babsko gołymi rękami.

Posted

Frotka była u Marzeny dziś po południu.
Piszę o tym, choć nie mogę, łzy płyną na klawiaturę, żal rozrywa serce...

Z relacji Marzeny wynika, że Mika wpadła pod samochód tuż po Świętach Bożego Narodzenia. Podobno Marzena była z Miką u swojej matki w dzielncy Azory i tam Mika zerwała się jej ze smyczy i wpadła pod samochód i zginęła na miejscu...

Marzena... zapakowała ciało Miki w worek i zostawiła pod osiedlowym śmietnikiem... swojego, podobno, najlepszego przyjaciela... sunię, której śmierć podobno bardzo do dziś opłakuje... tak bardzo, że nie chciała ze mną w piątek rozmawiać, bo rzekomo bardzo cierpi mówiąc o tym...

Jeśli Mika naprawdę nie żyje, to... NIE MA NAWET GROBU!!!!! Zostawiła ją pod śmietnikiem jak... śmiecia...

Cytat z jej wiadomości do mnie na NK-wyjęty żywcem:
"mika nie żyje i nasz kontakt się kończy ja też to przeżyłam myślisz że ja nie mam serca to dziwne że mam tyle zwierząt w domu może dla zabawy?"

Serce??????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????
Albo ona jest nienormalna, albo sobie jaja ze mnie robi!!!!!!!!!!

Nikt, kto ma serce nie zostawia swojego ukochanego psa po śmierci pod osiedlowym śmietnikiem... NIKT!!!!


Frotka stwierdziła, że w jej opowiadaniu nie było nawet cienia emocji, żadnego żalu, ani przykrości... opowiadała o śmierci psa, jakby opowiadała o tym, co jadła wczoraj na obiad...

Kolejna sprawa, która mi śmierdzi... dzielnica Azory to teren, gdzie nie przebiega żadna arteria komunikacyjna, jeśli nie liczyć osiedlowych dróżek dojazdowych... nie ma tam samochodów jeżdżących z taką prędkością, żeby mogły zabić dużego psa...

Poza tym taka przyjęta przez Marzeną wersja zeznań chroni ją, bo nie ma ciała. Poza tym rzecz miała miejsce z dala od domu więc zabezpieczyła się też przez ewentualnym podpytaniem sąsiadów...

Drugi psiak, nieduży, czarno-biały, stoi na krótkim łańcuchu przy nieocieplonej budzie, po kolana w błocie...
Kuleczka jest w domu. Kotów nie ma (pozbyła się, wiem, że miała latem kilkanaście), są jeszcze rybki i papugi...
Frotka zobowiązała Marzenę do wyłożenia psinie terenu przed budą i ocieplenia jej. Za jakiś czas będzie mieć znowu kontrolę.

Frotka sprawdzi jeszcze czy Marzena nie brała psów z krakowskiego schroniska.

Frotko, serdeczne dzięki :Rose:

Nadal nie wiem jednak co się stało z Miką. Boję się, że Marzena sprzdedała ją jakiemuś pseudohodowcy. Może jest bita, może ktoś się nad nią znęca...

A może faktycznie nie żyje i nie ma nawet grobu, przy rodzinie, którą przecież tak kochała...

To wszystko to jakiś koszmar.

Rozpoczynamy w każdym razie śledztwo na własną rękę. Zrobię wszystko co w ludzkiej mocy, żeby ustalić co faktycznie się stało.

Bedę Was informować na bieżąco.

Czy mogę liczyć na pomoc krakowiaków? Potrzebny mi ktoś rzutki i sprytny, to przedstawię mu plan awaryjny i poproszę o małe śledztwo...

Posted

Po tym co przeczytałem, ja również mam poważne wątpliwości co do przedstawionego opisu wydarzeń.
Wygląda to tak, jakby ktoś wcześniej przygotował sobie korzystną (z jego punktu widzenia) wersję.
Nie ma miejsca pochówku, nie ma szans na udowodnienie kłamstwa. Tłumaczyłoby to również brak emocji w trakcie opowiadania o rzekomym zdarzeniu. Jeśli jednak jest to prawdą, nie zasługuje ona na miano człowieka... Trzeba być potworem, żeby swojego przyjaciela zostawić... na śmietniku :angryy:.

Posted

W moim rozumowaniu nie mieści się to, co ona zrobiła. Być może jestem zbyt "tępa" :angryy:

I jeszcze wrzeszczy na mnie, że ona "strasznie kocha zwierzątka, a ja jestem kopnięta"... być może, ale jeśli "normalni" porzucają swojego przyjaciela po śmierci na śmietniku, jeśli "normalni" nie karmią bezdomnych zwierząt "zeby sobie poszły", jeśli "normalni" głodzą, biją i katują, to ja chcę być nienormalna!!!!! Ja za taką "normalność" dziękuję!!!

I nienormalne jest to, że chcę odkopać zwłoki mojego Juniorka, który odszedł 8 lat temu, żeby buldożery po nim nie jeździły (likwidacja działek pracowniczych).

No i Kochani, wszyscy tu jesteśmy nienormalni. Bo "nienormalnie" pomagaliśmy Marzenie, jak była u niej bieda z nędzą. No kopnięci jesteśmy i już!!!

W ogóle każdy poryw serca, każdy ludzki odruch jest nienormalny... wiele razy już to słyszałam... więc wolę być nienormalną. To zaszczyt być nienormalną w dzisiejszym świecie!!! Tylko strasznie ciężko żyć wśród tych "normalnych"...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...