Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Dzięki trzymanie kciuków.
Dostałam zwiększoną dawkę leków na wątrobę, bo niestety ona bardzo źle znosi leczenie onkologiczne. Skutki uboczne leków coraz bardziej mnie dopadają, a najbardziej moją wątrobę. Zobaczymy jak będzie za 3 miesiące, mam nadzieje, że coś się ruszy w tym kierunku.. Jestem dopiero na półmetku leczenia. Przede mną jeszcze 2,5 roku łykania prochów, ale nie narzekam. Jestem grzeczną dziewczynką i łykam codziennie jak Bóg przykazał.
Jolu , Psonia tez była u specjalistów, u najlepszych. Miała robione wszystkie z możliwych badań i....... nikt, nawet ci wybitni weci nie skojarzyli leku p.zapalnego z jej objawami. Wykluczyli wszystkie choroby za wyjątkiem zapalenia gardziołka , na który dostawała antybiotyk i lek p. zapalny i zaczęło się piekło. Piła jak smok, wymiotował, ciągle siusiała. Robili jej cukier, wszystkie możliwe analizy , badania obrazowe i nic... wszystko książkowe, a pies był coraz słabszy. W końcu zaczęła tracić przytomnośc jedna z lekarek wpadła na pomysł kolejnego zbadania poziomu cuku i wyszło szydło z worka. Pod wpływem sterydów doszło do zaburzeń hormonalnych i wzrostu poziomu cukru. Zapadka w śpiączkę, płukali ją, robili cuda, ale było za późno . Psonia .... odeszła. Szukali wszystkiego- chorób nerek, wątroby, macicy, żołądka itd....a przyczyna była zupełnie inna.
Gdyby po wykluczeniu innych chorób zbadali jej ponownie cukier w trakcie gdy słabła, pewnie żyłaby do dzisiaj. Nie mogę sobie tego darować. Nie mogę i nie wierzę wetom. Już nie. I nie chodzi mi o wydane pieniądze na ratowanie jej życia. Bylismy gotowi wydac o wiele więcej, a gdyby brakło to się zapożyczyć, byle ją ratować.
Ona była czymś więcej niż psem, pupilkiem. Ona dla mnie kimś wyjątkowym, była niczym moje dziecko.
Minęło tyle czasu, a to tak strasznie boli i wcale nie przestaje. To wraca jak bumerang.

Dziękuję ci mój psi aniołeczku za trzymanie tych łapinek. Ty wiesz jak bardzo na nie liczyłam prawda?
Kocham cię mój okruszku, moja ślicznotko.

Posted

Szajbus, nawet nie wiesz jak dobrze znów przeczytać Twoje słowa.
Znam doskonale tę pretensję do lekarzy. Gdy Norcia była chora najprawdopodobniej zbyt późno podano jej potrzebne leki, o kilka dni za późno:( Nie wiem jakby się sytuacja potoczyła w innym wypadku, ale gdzieś został żal i niepewność... W tej chwili z naszą Sarą jeździmy w inne miejsce i mimo wszystko zdarza mi się mieć chwile niepewności, chociaż 2 razy uratowali Saruśce życie. Zazwyczaj po prostu zamęczam lekarzy pytaniami i drążę temat. Czasem aż się lekarze śmieją, że tak się bardzo przejmuję:)

  • 2 weeks later...
Posted

Ja też zadaje masę pytań w takich sytuacjach. Jestem upierdliwa jak wrzód na d..pie. Jednak nie potrafię tak do końca zaufać.

Psoniu znów zawitała zima. Oj nie przepadałaś za tą porą roku mój ciepłolubny czpiocie.
Kocham i tęsknię.
NA ZAWSZE W MYM SERCU I MEJ PAMIĘCI

Posted

Czytałam swój wcześniejszy post..i powiem Wam,że zmieniłam wetkę..Bo zostałam zostawiona z moim Koktuszkiem bez pomocy..Nie chce mi się pisac o szczegółach, powiem tylko,że czasem jak zaufam robię się naiwna.
Koktuszek lepiej :) choć pozostanie świnką specjalnej troski...Ale ciągle jeszcze czuję tą bezsilność i gulę w gardle, jak sobie uświadomiłam,że pozostałam ze swoim problemowym ,chudnącym Koktuszkiem sama...Ile nerwów,ile niepotrzebnego stresu..(to wszystko działo się wtym tygodniu..)
Zmieniam weterynarzy,jak mi podpadną,jak się zorientuję ,ze są niekompetentni..
Ze świnkami Białystok tylko doraźnie,w razie nagłej potrzeby..Planowo-Warszawa i to już nie wszędzie...
Jeszcze trochę czasu upłynie i będę podobna do Ciebie Szajbusku :)

Aniu jak tam badania? myslę ,ze muszą wyjść dobrze,skoro Psonia zaciska łapki..

Posted

Wróciła, a ja nie mogę się doczekać mojej i Psoni ukochanej pory roku - wiosny.

Jolu, dobrze, że sprawa skończyła się tak , a nie gorzej. Najważniejsze, że Koktuszkowi jest lepiej. Fakt, czasem weci narażają nas na taka nerwówkę, że włosy stają na głowie. Ktoś by powiedział "po co to robicie, przecież to tylko zwierze"
A to guzik prawda. To jest przede wszystkim członek rodziny.

Badania? Mój organizm buntuje się coraz bardziej , nie lubi moich prochów i skutki uboczne są coraz bardziej dotkliwe. Dziś mija 2,5 roku odkąd zaczynam je łykać, a przede mną jeszcze raz tyle.
Nie ma co narzekać. Coś za coś. Nie ma nic za darmoche. Grunt, że żyje. Psioczenie na nic się tu nie zda.

Psoniu, dmuchnij no w nasza stronę choć namiastkę wiosny.
Kocham cie moje słonko.

Posted

Szajbus, trzymam kciuki za Twoje zdrowie, tyle tylko mogę (czasem też wspomnę w wieczornej modlitwie, mam nadzieję, że nie przeszkadza).

Posted

Aniu, w sumie to trudno się dziwić,że organizm się buntuje..każdy by się burzył..ale jak pomaga i łajadactwo nie wraca- to niech się trochę pobuntuje, jeszcze tylko 2,5 roku zostało..
Musi być dobrze ( no nie Psonia??? No przecież jasne,że tak :))..
Szajbus nie masz wyjścia- musisz się wylekować :)
Z Koktuszkiem bujamy się dalej, wojujemy jak możemy..już 2 razy podpisywałam zgodę na operację,w ostaniej chwili była rezygnacja..może i dobrze się stało, więcej nie zostawię Koktusia w zadnym szpitalu, nie podpiszę zgody na operację,chyba,że ze względów bezpośredniego zagrożenia życia...
Te stresy..one się pieknie odbijają na zdrowiu..u mnie-przeskok z jednej infekcjii wirusowej w drugą..
Aniu to jak- umowa stoi- zdrowiejemy ??? :) :) :)
A ty Psotnico jedna (ciekawe czy wiesz,jak Twoja Pani za Tobą tęskni),trzymaj łapki..i resztę rozbrykanego towarzystwa namów..niech ściskają łapki,a co...:)

Posted

Oj Joluś, Joluś, od początku założyłam sobie zdrowienie i nie psioczę póki co, choć zaczynam chodzić jak Robocop bez oliwiarki. Moje wnętrzności mówią
" babo jedna daj nam spokój z tymi prochami",
a ja im wiecznie odpowiadam
" spoko, wytrzymamy , jesteśmy na półmetku. Póki co, nie buntować mi się tutaj za mocno"
Leczenie upierdliwe jak wrzód na d..pie, długie, ale konieczne, więc nie ma co marudzić , tylko się śmiać z tych rzeczy i dopadającej mnie sklerozy.
Jak to ostatnie zacznie się pogłębiać to se wytatuuję na czole imie , nazwisko i adres zamieszkania i tez będzie dobrze, byle gadzina nie wracała.
Prosiłam Psonię o namiastkę wiosny i co?
Proszę , jaka piękna pogoda. Psotuś dzięki ci mój okruszku .

Dziś ja ci przynoszę i innym psiaczkom za TM troszkę wiosny

Posted

Psoniu nadal trzymajcie łapinki za Saruskę.

Dziś jest piękne słonce, choć wieje zimny wiatr. Mam nadzieję, że wiosna idzie ku nam wielkimi krokami.
Nie ma dnia, żebyśmy cie nie wspominali. Patrzymy na te nasze sunie, obserwujemy ich wspólne zabawy, psoty i wtedy któreś z nas zaczyna " a pamiętacie jak Psonia........"
Pamiętamy, bo nie sposób zapomnieć.
Kocham cię mój okruszku

Pamiętam

Posted

W sobotę wieczorem też zebrało się nam na wspomnienia. Byliśmy u brata mojej żony, który lubił Norcię i nie obeszło się bez wspomnień.

Posted

Psoniu, dziś odwiedziła mnie moja siostra . Jej Sara pobiegła za TM. Psoniu zaopiekuj się nią.
Tereska bardzo płacze. Nie moze się z tym pogodzić, bo Sara odeszła nagle. Do konca się bawiła, jadła, była taka jak zawsze. Dlaczego??? Weterynarz podejrzewa, że zatrzymało się serduszko.
Ciężko się pogodzić gdy zdrowy, radosny psiak schodzi z tego świata w jednej chwili. Nawet nie wiem czy na dobermana 12 lat to dużo.
Elci Dżekuś ma raka. Jest wynik histopatologiczny. Będą o niego walczyć. Bidulek ma już 16 lat. Czy to wytrzyma? Marysi Dianka jest przed zabiegiem operacyjnym. Co się dzieju Psoniu????????
Trzymaj lapinki za Dżekusia i Diankę.
Kocham Cie maleńka.

Posted

Dla Sary na pewno była lepsza taka śmierć, nie chorowała, nie cierpiała. A twoja siostra nie musiała żyć ze świadomością, że niedługo nadejdzie koniec.

Dla Sary [']

Posted

29 marca odszedł mój Kotuś po ponad 5-mięsiecznej chorobie...Robiłam co mogłam,nie udało się...
Koktuś zasnął na moich rękach, w domu...było tak źle,że poprosiłam kolegę anestezjologa,żeby Mu pomógł przejść na tamten świat...
Psoniu myslę,ze powitaliscie Go za TM...
Jeśli kiedykolwiek mogłabym wybierać-choroba czy nagłe odejście wybrałabym to drugie...Zwierzak nie choruje,nie męczy się..to najważniejsze...A,że człowiekowi żal...Zawsze żal kiedy odchodzą..Podjęcie decyzji o tzw eutanazji też nie jest proste.To decyzja na miarę życia..Kiedy ją podjąć? czy nie za późno...czy nie za wcześnie...U Koktusia stan pogorszył się nagle, zero watpliwości..chciałam tylko,zeby już nie cierpiał...nie poczuł nawet ostatniego zastrzyku...
Mam nadzieję,że kiedyś się spotkamy...

Posted

Jolu, tak bardzo mi przykro.
Koktuś już jest szczęśliwy, nic go nie boli i wiem, że Psonia otoczy go tam szczególną opieką. Kochała świnki morskie.
Tak bardzo chciałam, żeby Koktusiowi się udało, los chciał jednak inaczej.
Jolu, każdemu zwierzakowi życzę takiej pańci jak TY.
Koktuś byl kochany, wręcz uwielbiany przez ciebie. Walczyłaś o niego do końca. Pomimo swojego cierpienia czul twoja milośc i był szczęśliwy.
Jolu, nie wiem co powiedzieć.

Koktusiu, niech płonie ci to światełko pamięci i bądź szczęśliwy za TM.



Psoniu, pokaż mu to co najpiękniejsze i zaprowadź do naszej Kuleczki.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...