Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Psoniu, nadal jestem chora.
Po pogrzebie dostałam temperaturę, kaszel , katar i ległam w łóżku jak długa.
Coś ta zaraza nie chce mnie opuścić.
Jest mi bardzo ciężko, smutno, nie mogę sie pozbierać. Wchodzę do pokoju mamy, żeby zrobić jej opatrunki, a jej tam nie ma. Nakładam obiad i podaję dla niej talerz, zachowuje się tak jakby ona była nadal a potem ryczę, bo uświadamiam sobie, że ona odeszła. Moja tesciowa też nie może sobie znaleźć miejsca. Nasłuchuje kiedy mama zawoła do toalety itd.
Nadal do nas przychodzi mamy ksiądz, przyzwyczaił się do naszej rodziny i od odejścia mamy odwiedził nas już 4 razy. Powiedział, że sporo czasu upłynie zanim się przyzwyczaimy do nowej sytuacji.
Psoniu szepnij mamci do uszka, że za nią bardzo tęsknimy, żeby odwiedziła mnie we śnie tak, żebym go zapamiętała, a nie tak jak do tej pory, że wiem, że mi się śniła, ale nie pamietam jak.
[img]http://img376.imageshack.us/img376/4969/ponceserceiv3.gif[/img]

Posted

Aniu zdrowiej!!!
Pewnie to stres związany z chorobą i śmiercią Mamy teraz się na Tobie odbija...
Mam nadzieję,że powoli przejdziecie przez ten trudny okres...choć z własnego doświadczenia wiem ,że takie rany goja się powoli..I nie ma na to rady...Czas znieczula,ale się nigdy nie zapomina...
Aniu a Twoja Mama lubiła Psońkę?

Posted

Mama uwielbiała Psońkę. Czasami sie spierałyśmy kto jest jej właścicielką. Najśmieszniejsze było to, że gdy Psonia trafiła do nas jako mały berbeć to książeczka zdrowia była wydana na moje nazwisko, w komputerze u weta też była na mnie, ale mama z zazdrości poszła do urzędu zarejestrować ją na swoje nazwisko.
Gotowała jej specjalne potrawki, bo malutka była chora i zabiedzona, trzymała ją na kolanach, nosiła na rękach. Gdy Psonia dorosła to wybaczała jej wspaniałomyślnie wszystkie psoty.
Psonia nienawidziła wszystkiego co miało fioletowy kolor. Pamiętam jak mamcia kupiła sobie fioletowa podomkę. Wtedy powiedziałam " mamuś, ale ona jest fioletowa, a wiesz, ze Psonia nie cierpi fioletów". Mama ubrała się w tą podomkę, było jej naprawdę ślicznie. Niestety mogła się nią nacieszyć tylko tego dnia, bo gdy wstała z łózka następnego ranka z podomki zostały strzępy.
Kochała ją bardzo i do końca ją wspominała. W jej pokoju było Psoni zdjęcie. Ciągle na nie patrzyła i wspominała te psoty.
Jolu, kiedy mama wróciła ze szpitala sparaliżowana ( wtedy nawet nie siedziała), to Psonia bezwarunkowo trzymała wartę w jej pokoju. Wystarczyło, że mama się poruszyła a Psonia wszczynała alarm i przybiegała po mnie. Najwiekszy problem miałam, gdy do domu przyjeżdżała karetka pobrać mamie krew do badań. Mama bardzo się bała pobierania krwi. Psonia nie dała pielęgniarce się zbliżyć do mamy, pielęgniarka się bała Psoni, mama nie pozwalała Psoni wyprowadzić z pokoju i był cyrk.
Nie mogę się pozbierać. Na nic nie mam ochoty, nic mnie nie cieszy, prawie wcale nie zaglądam na dogo na PwP. Jest to do mnie niepodobne, ale takie są fakty.

Posted

Ale fajna ta Twoja opowieść o Mamie i Psoni...
A przynajmniej za przerobienie podomki na strzępy Psonia otrzymała reprymendę???
Aniu nikt od Ciebie nie wymaga,zebyś była w euforii i zeby wszystko była jak zawsze..
Mama odeszła, pewnie tam sobie spogladaja z Psonią na Ciebie :)..
Daj sobie czas i czasem skrobnij coś...
Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymaj się...

Posted

Aniu, daj sobie czas, tyle ile potrzeba jak pisze Evelin. Przyjdzie ten właściwy moment to skrobniesz kilka słów.
Pozdrawiam z całego serca.

Posted

"Śmierć jest wielkością niezmienną, jedynie ból jest wielkością zmienną, która może nieskończenie wzrastać."
[FONT=&quot] Georg Christoph Lichtenberg[/FONT]



Tak mi smutno, tak bardzo tęsknię :placz::placz::placz:

Posted

Cokolwiek by nie napisać zawsze będzie za mało, nie tak jak potrzeba. Zaglądam tu obecnie właściwie po to żeby powiedzieć, że pamiętam.

Posted

Z radości powstał smutek
Z codziennych uśmiechów powstały słone łzy
Z wesołych dni powstały szare, puste sny.


Pamiętam


Psoniu, dziś ostatni maluszek odjechał do nowego domu. Jest mi ciężko. Takie małe szkraby potrafią wywrócić człowiekowi życie do góry nogami i złapać za serducho. Tęsknię za nimi. Jakbym mogła to bym zostawiła je wszystkie u siebie, ale rozsadek podpowiadał inaczej. Całkowicie nie nadaje się na psia mamę. Teraz siedzę i ryczę z tęsknoty za tymi szczylkami. Do bani z tym wszystkim.

Posted

Szajbus, faktycznie z takimi maleństwami trudno się rozstać. Na pocieszenie pomyśl, że będą miały swoje miejsce na Ziemi.
Pozdrawiam

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...