Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Z mamą nie jest niestety dobrze. Wygląda tak, jakby się poddawała, jakby nie chciała już żyć.
Mamie od pewnego czasu wdała sie martwica stopy w sparaliżowanej kończynie. Przy pierwszych objawach gdy pojawiła sie maluśka ranka na palcu wzywaliśmy dermatologa, potem chirurga. Ten drugi leczył ją kilka miesięcy, w końcu powiedział, że martwica będzie się pogłębiała i trzeba bedzie odjąc stopę. Niestety międzyczasie mama dostała astmę sercową , jest po udarze, w sędziwym wieku i jest obawa czy przetrzyma narkozę.
Ostatnio wezwany lekarz zaproponował szpital i operacje, ale mama kategorycznie odmówiła. Do sparaliżowanej stopy nie dochodzi krew. Ma rany już na wszystkich palcach lewej stopy i poniżej plucha. W tej chwili jest na antybiotyku.
Sama stopa nie jest jak określił lekarz zagrożeniem życia. Mama słabnie. trzeba dosłownie wmuszać z nią jedzenie i piecie, traci na wadze, jest bardzo słaba. Zrobiliśmy badania krwi, powtórzyliśmy je ponownie dla pewności. Zdaniem lekarzy jak na ten wiek są rewelacyjne.
Mama nie chce juz pracowac z rehabilitantem, którego uwielbiała i który do niej przychodzi od początku paraliżu. Zaraz po udarze nawet nie siedziała, nikt nie dawał jej szans na to, że mama usiądzie czy będzie chodziła. Dzięki codziennej rehabilitacji po pół roku usiadła, a po 10 miesiącach stanęła z nasza pomocą i trzymając się kuli na nogach. Dzięki temu mogła kilka razy dziennie robić spacerki wokół mieszkania i chodzić do toalety. Sprawną ręka przytrzymywała się kuli, my podtrzymywaliśmy jej lewą stronę i chodziła. Dziś broni się przed zrobieniem kroczku. Nie słucha też zaleceń lekarzy. Wie wszystko lepiej niż oni wszyscy do kupy wzięci.
Nie wiem jak mam jej pomóc. Mama stała się płaczliwa, chce, żeby cały czas siedzieć przy niej, co dwa dni mówi, że umiera. Serce mi pęka, chodzę po kątach i popłakuję, bo nie wiem co robić. Ostatnio wezwałam do niej trzech lekarzy ( jej prowadzący był na urlopie) wszyscy mi mówią, że na starość jeszcze nikt nie wynalazł leku. Codziennie słyszę od niej, że od jutra zacznie normalnie jeść, obiecuje pracować nad sobą i NIC.
W tym tygodniu stan nieco się poprawił, ale nie jest tak jak być powinno.
Ja czuję potworną niemoc w tym wszystkim.

Radku, dziękuję ci za te słowa i za modlitwy. Jestem wierząca i też nie ustaje w modlitwach.

Psoniu nagadaj mamie we śnie do ucha i daj jej przysłowiowego kopniaka. ma się wziąć w garść!!!!

Posted

Szajbus, szczerze Ci współczuję; wiem, że najtrudniejsze jest to poczucie bezsilności, bo sama to przeżywam chociaż w innej sytuacji. Mnie pomaga nadzieja i świadomość, że nie możemy mieć wszystkiego pod kontrolą. Zrobiłaś i robisz wszystko na co masz wpływ. A ja dołączam się do apelu skierowanego przez Ciebie do Psoni.

Posted

Aniu napisałaś chyba wszystko co można napisać...rad cudownych nie znam..
przeżyłam cos podobnego w odniesieniu do swojej Babci z którą byłam bardzo związana..W pewnym momencie kategorycznie odmówiła pójścia do szpitala,zgodziła się tylko na doraźne leczenie w domu..Jej życzenie zostało uszanowane,nic na siłę..Nikt nie potrafił znaleźć argumentu,żeby Ja przekonać..
Nam się nie udało, może Wam się jakoś uda..
Powiedz Mamie,że Twoi przyjaciele z dogo trzymają za Nią kciuki..i życza wszysstkiego najlepszego..
Tobie Aniu życze wiele sił,bo to naprawdę bardzo trudny czas dla Ciebie..

Posted

Dziekuje wam za słowa wsparcia. Dla mnie to naprawdę trudny 0\okres w życiu. Jakby tego było mało mam kolejny kłopot. Dziś albo ktoś podrzucił, albo matka porzuciła 4 małe 2, góra 3 tygodniowe kotki. No i co miałam zrobić? Przejśc obok nich i udawać, że ich nie widzę? Koteczki były porzucone po drugiej stronie ulicy na jednym z podwórek. Bardzo głosno płakały, były głodne z zaropiałymi oczkami, pchy po nich dosłownie chodziły. Zgarnełysmy je z sąsiadką ( z tamtego podwórka) do pudełka, potem poszłam z nimi do weta. Maja ok 2-3 tygodnie, są niedożywione, dostały kropelki p. pchelne i antybiotyk do oczu. Udało mi się namówić ta sąsiadkę, żeby je przenocowała w domu, Ja nie mogę ich zabrac, bo moje suczki nienawidzą kotów.
Przepraszam, ze tutaj to pisze, ale może ktos chce malutkiego koteczka?





Posted

Słonko moje. Pamiętałam cały czas, że dziś 10 dzień miesiąca. Minęły 4 lata i 2 miesiące jak nas opuściłaś. Cały czas myśle o Tobie. Spóźniłam się trochę z tym wpisem bo jest juz po północy, ale mam teraz urwanie głowy z tymi maluchami, a do tego inne obowiązki. Musiałam im znaleźć inne lokum. Sa bezpieczne. teraz mieszkają u naszej sąsiadki z piętra. Mam je na oku. Są takie maleńkie, takie bezbronne i takie słodziutkie. Chciałabym , żeby wszytskie przeżyły. Ciągną mleko z butli aż miło. Trzymaj za nie łapinki skarbie, za mamę i za mnie.
Kocham cię mój kwiatuszku.

Posted

Psoniu ,moja mamusia już 5 godzin jest z tobą. Czy wybiegłaś jej na spotkanie? Czy zamerdałaś ogonkiem na jej widok?
Moje serce krwawi, bardzo krwawi



Mamuś

"Bóg Ci otworzył
łąki niebieskie
Odpocznij sobie
A mnie cierpienie
zostało tylko
i łzy na Twoim grobie"

Kocham cię Mamuś i nigdy nie przestanę. Jest mi tak bardzo ciężko.
Pomóż mi, bądź mym Aniołem.

Psoniu, nie wiem kiedy cie teraz odwiedzę. Musze pozałatwiać bardzo dożo spraw związanych z pogrzebem.


Posted

Anusiu, moze to glupie, co napisze. Bylam wychowana przez Babcie i Dziadka. Z Nim bylam bardzo zwiazana, kiedy myslalam, ze odejdzie - bylam pewna, ze zawali sie mi swiat. I tak bylo. Mialam wtedy 19 lat.
Teraz Twoja MAma jest z moim Najukochanszym Dziadkiem, moja Babcia. I moimi ukochanymi sasiadkami z lat dziecinnych. Pewnie, Ich zwyczajem, bo wiedza, ze jestes mi bliska, powitali Twoja Mame. Teraz siedza w ogrodzie na laweczce, przy kawie i ciescie upieczonym przez mojego Dziadka - byl przedowjennym cukiernikiem:) masze psiaki leza im u stop - Atos jak zwykle pewno dziamoli:), a Psonia przeciaga sie na spiac na kolanach Mamy.
Babcia moja, ja to Ona - troche pogdera, sasiadki pewna zameczaja Twoja Mame ploteczkami.
Aniu - Mamie jest juz dobrze - jest zdrowa, piekna i pogodna, a Ciebie niech taka odwiedzi we snie.

Posted

Twoja Mama z pewnością musiała być kimś niezwykłym...ma taką niezwykłą córkę...
Aniu,pewnie jest Ci bardzo ciężko...
Ale ,żeby Ci było trochę lżej, wyobraź sobie,że swoją Mamę jak wkracza tam gdzie my nie mamy wstępu...wybiega Psonia (Ona musi być na czele :diabloti:)
i wszyscy inni którzy na Nią czekali..

Posted

Psoniu, dzis niedziela, Twoja Pancia moze tu nie dzis zajrzy, ma wiele spraw teraz na glowie, ale wiadomo - jest z Toba w serduszku. moze Ty Ja odwiedzisz we snie? Wlasnie dzis. Prosze Cie ...

Posted

Aneczko ! Tak bardzo mi przykro.
Próbóję sobie wyobrazić jak się czujesz :placz:
Smutek i żal niewyobrażlany :-(:-(
Anuś, kiedyś kilkadziesiąt lat temu Mama zrobiła wielką rzecz !!!!! Dała Ci ąycie, wydała na świat !!!!Przez wiele,wiele lat była nieustannie przy Tobie .
Wspierając Cię , dając rady, nie krytykując, zwyczajnie słuchając....To potrafi tylko MAMA !
Przez kolejne lata to Ty byłaś Jej podporą.To Ty wspierałaś, pielęgnowałaś, nigy nie opuściłaś w potrzebie.Byłas z Nią w każdej chwili mimo swoich ogromnych problemów .
I przyszedł czas chwilowego rozstania. Ty zrobiłas rzecz niezwykłą -tak jak mama kilkadziesiat lat temu-Byłaś przy Niej.Przeprowadziłaś na drugą stronę.
Teraz mama jest juz z tatą i Psonią !!! Są już razem.Wszyscy wyjątkowi tak jak ich CÓRKA !!!!

[*]
[*]
[*]

Posted



"... czy to chmura zapłonęła w górze
czemu rosa na trawach czerwona
anioł zleciał na płonącej chmurze
otwierając szeroko ramiona"


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Posted




„Jedynie serce matki uczuciem zawsze tchnie
Jedynie serce Matki o wszystkim dobrze wie
Dać trochę ciepła umie i każdy ból zrozumie
A gdy przestaje dla nas bić, tak ciężko, ciężko żyć”


Mamuś kocham cię i nigdy nie przestanę.


Dziś odbył się pogrzeb mojej mamusi. Zdarzyło się na nim coś co mimo zmęczenie muszę wam opisać.
Od samego rana była piękna pogoda. Kiedy orszak pogrzebowy ruszył z kościoła na cmentarz świeciło słońce, nie było wiatru, było wręcz gorąco. Dotarliśmy na cmentarz. Na płycie pomnika postawiono urnę z prochami mojej mamci i ksiądz praktycznie skończył modlitwy leciutko pokropił deszcz, słonce świeciło nadal.Urna została złożona do grobu i zasunięto płytę pomnika. Kiedy na grobie moich rodziców zaczęto układać kwiaty spadł leciutki deszczyk. Nikt nie wiedział z której chmury pada. Był cieplutki i nikogo nie zmoczył. Tak jak nagle się pojawił tak nagle się skończył. W pewnym momencie mój mąż mówi do mnie
"Anuś, spójrz!"
Spojrzałam we wskazanym kierunku i zobaczyłam przepiękną tęczę. Stałam i płakałam. Patrzyłam na ten kolorowy łuk i zadawałam sobie pytanie czy to Psonia z mamusią dają mi znak , że moja rodzicielka przekroczyła Tęczowy Most?
Stałam jak wryta , nie mogłam powstrzymać łez.
Wieczorem zadzwoniłam do anovip, która z mężem była na pogrzebie. Też wypatrywali tej tajemniczej chmurki i tez się jej nie dopatrzyli.
Chcę wierzyć, w to, ze ci, których kocham, a przekroczyli TM dali mi znać, że wszystko jest w porządku. Może w ten sposób chcieli ukoić moje zbolałe serce?
Mamcia wiedziała, że pisuję na stronach Tęczowego Mostu do Psoni i wiedziała, że kiedy patrze na Tęcze dopatruję si e jakiejś symboliki. Czyżby to był ten znak?
Jest mi bardzo ciężko, wszystko mi przypomina mamcię. Nie mogę sobie poradzić z tym wszystkim. Odeszła nagle, wśród najbliższych. Nic nie wskazywało, że to będą ostatnie chwile jej życia. Zanim przyjechała karetka oboje z mężem ja reanimowaliśmy. Byłam pewna, że ona tylko straciła przytomność, że wróci. Nie wróciła, odeszła.
Nie mogę więcej pisać. :placz::placz::placz:

Dziękuję wam wszystkim za te wpisy, za to , że jesteście ze mną.


Posted

Wszyscy tu byliscie bardzo przywiązani do swoich piesków ,były z wami wiele lat.
Ja płaczę za pieskiem ,który żył tylko pięć dni.
Strsasznie mi smutno.ratowlismy mu życie i nie udało się.Najgorsze jest to ,ze moja córeczka tez strasznie z anim płacze.
Strasznie przeżyłam ta śmierc bo umierał w cierpieniach,a ja nic nie mogłam zrobić.
Kochany nasz piesku tęsknimy za Tobą. Teraz juz nie cierpisz.

Posted

[quote name='szajbus']
Chcę wierzyć, w to, ze ci, których kocham, a przekroczyli TM dali mi znać, że wszystko jest w porządku.



Pamiętam jak odeszła moja ukochana babcia, z którą byłem bardzo związany (praktycznie do 6 roku życia byłem głównie z babcią) to dała nam znać że jest koło nas. Popłakałem się wtedy, ale i poczułem że babcia jest wciąż z nami chociaż gdzieś tam...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...