Gosia_i_Luka Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Oj tak, szaleńczo cieszę się, że będę pracować przy TAKIEJ wystawie!:loveu: Zwłaszcza, że drugi kierunek chodzi mi po głowie - na ASP. Rembrandt mnie kusi, może będzie pretekst do odwiedzenia Warszawy. :cool3: Co do treningów, na razie zrobiłam przerwę - pogoda nie dla białej, a spotykamy się tylko 1 w tyg, więc nawet nie ma szansy nadrobić. :-( Ćwiczymy więc same na boisku jak aura sprzyja... Chociaż teraz mam problem, bo ostatnio widziałam panów odnawiających płot wkoło boiska, boję się, że je zamkną... :placz: Wtedy pozostanie nam wkradanie się na nie w godzinach lekcyjnych, na szczęście kończyłam to liceum, więc może uda się dogadać.:cool3:
Wind Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Gosiu, Serdecznie zapraszam do Wawy :multi: Powiem wiecej, jesli bedzie Ci brakowac kompana do wspolnego podziwiania wystawy to z mila checia pojde na nia jeszcze raz :multi: No i sciskam kciuki, aby nie ogrodzili Wam tak zupelnie tego placyku ... Musze przyznac, ze my teraz tez nie mamy lekko. Nawet na treningi bez trenera jezdzimy na Pola Mokotowskie :roll: Nie mniej odleglosc nas nie zniecheca, za to zblizajaca sie zima - owszem :-( No nic ide sie pofitnesowac :cool3: Milego dzionka :-) W.
Flaire Posted November 15, 2006 Author Posted November 15, 2006 Wind napisał(a):Musze przyznac, ze my teraz tez nie mamy lekko. Nawet na treningi bez trenera jezdzimy na Pola Mokotowskie :roll: Wind, a co się stało z tymi terenami blisko Ciebie? Tam też coś budują? :mad::mad::mad:
bogula Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 A ja właśnie wróciłam z niemal 2 godzinnej przewietrzki.Livka ugoniła sie na pustym boisku, że aż miło! Ćwiczyłyśmy szukanie, przynoszenie patyczków-ot!zabawa...Wszystkie miejsca już jako tako obeznane Livwka przebiega w miarę sprawnie i szybciutko, w nowych miejscach - respekt.Ma straszną ciągotę do innych psów...a ja truchleję nieco przy tych poznawaniach:roll: W domku wrabała sporo gotowanego kurczaka, marchew+seler, wrzuciła sie na kanapę i śpi jak suseł:evil_lol: Zmagam się z okropnym katarem!:roll:
bo Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 bogula baaaardzo się cieszę, że Livka jest u Ciebie:loveu: A na katar polecam grzane winko lub piwko, gorącą kąpiel, może jakieś inhalacje.
Ali26762 Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Heyka :) Zła jestem. Zamknęli mój ukochany sklep spożywczy, do którego mogłam wchodzić z Derysiem :(
Wind Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 [quote name='Flaire']Wind, a co się stało z tymi terenami blisko Ciebie? Tam też coś budują? :mad::mad::mad: No nieee ... wciaz mamy tam calkiem obszerne pola, ale przygoda z owczarkiem tez tam sie wydarzyla. I mimo, ze juz jest z Majutem calkiem ok, to w tamtym miejscu wciaz nerwowo sie rozglada i trudno mi ja calkowicie skupic na sobie. Owszem podejmuje proby odczulania, ale tylko podczas normalnych, ze tak powiem "luznych" spacerow, ale te wlasciwe treningi robimy poza Kabatami :( bogula, zycze szybkiego powrotu do pelnego zdrowka! Zauwazylam, ze gdy zaczynam miec pierwsze symptomy infekcji (bol gardla, zatkane zatoki, poczatek kataru) to zawsze pomaga mi sauna. Mimo, ze nie jestem wtedy w nastroju na takowy relaks, to trzy wejscia do sauny po ok. 10 min, przerywane chlodnym (ale nie zimnym) prysznicem potrafia zdzialac cuda. Polecam (ale tylko tym ktorzy nie maja jakis innych przeciwskazan). Ali, u Ciebie zamkneli fajny punkt, a u mnie otwieraja rozne fajne sklepiki. Juz kiedys pisalam tutaj, ze mam niemal pod nosem dwie cudowne pierogarnie, jedna nalesnikarnie (pychota) z ktorych jedzonko mozna tez zamowic do domu :-) Smakuje niebiansko i jest fajna alternatywa pizzy na niezapowiedziana wizyte znajomych :-) W.
Ali26762 Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Wiesz, Wind, ja mam w bramie pyyyyszny kebab, na starówkę do pierogarni też nie jest jakoś daleko, ale to są okazjonalne punkty. Natomiast spożywka to to, co się kupuje na codzień. Mam o niebo bliżej inny sklep. Po przeciwnej stronie ulicy jest galeria handlowa, a w niej delikatesy BOMI, ale tam to cała wyprawa. Po pierwsze nie da się załatwić zakupów na spacerze, bo psom do galerii wstęp wzbroniony. Po drugie jak już tam jesteś, to musisz się przedrzeć aż do końca sklepu, potem wrócić do kas, odstać swoje przy kasach... A tu było szybko, przyjemnie, z pieskiem. W dodatku mieli pyszny chleb z prawdziwej wiejskiej piekarni na Kaszubach - pachnący, chrupiący i nadający się do spożycia nawet na trzeci dzień... :placz:
zadziorny Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Ibolya opróżnij skrzynkę pocztową :mad: :cool3: ;)
Wind Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Ali, To wspolczuwam z Toba :placz: Nie ma to jak bliski, zaprzyjazniony sklepik z pychotkowym chlebem! Szkoda, wielka szkoda :shake: Teraz czeka Cie osobne latanie i z psem i na poranne zakupy :shake: W.
zadziorny Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 [quote name='Ali26762']Wiesz, Wind, ja mam w bramie pyyyyszny kebab... A propos kebabu to zaraz Ci cóś wyślę :cool3: :evil_lol: :eviltong:
Gosia_i_Luka Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Uuu, Ali, współczuję. :-( Ja mam w tym samym bloku w którym mieszkam spożywczak, niestety z ekspedientkami (których jest więcej jak towaru :angryy: - a mają naprawdę dobre zaopatrzenie :p) jestem w baaaardzo wrogich stosunkach. Nawet przy kasie "dziękuję" nie mówię, taka jestem wredna. ;) Ale składały się na to laaaata "współpracy". No i w te wakacje spieszyłam się do pracy i przywiązałam Lukę w kąciku przy jednej z kas (jeszcze przed bramkami), praktycznie nie była widoczna. Na co posypały się na mnie gromy od najmłodszej ekspedientki, podejrzewam, że młodszej ode mnie. Z takim pyskiem na mnie wyleciała, że myślałam, że mi oczy wydrapie. Grobowym głosem odparłam, że się spieszę i nie mam czasu na dyskusje, olałam ją, spokojnie zapakowałam do koszyka co chciałam, zapłaciłam, cały czas wtórowały mi jej uwagi, odwiązałam Lukra i wyszłam. I na tym skończyła się moja cierpliwość. Za to uwielbiam naszą Żabkę - dziewczyny są super i z psem mogę wejść, jak coś szybciorem kupuję. :) A co do pieczywa - najlepsze mamy... w mięsnym. :lol: Nie wiem, skąd babki biorą te bułeczki, ale są maleńkie, a skórkę mają jak MARZENIE! :loveu: Chrupiącą i zarumienioną, a sama bułeczka z cudnego ciasta - to nie te napompowane dmuchawce, które przy pierwszym kęsie tracą 3/4 objętości.;)
bajadera Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 No a ja się pożalę. Właśnie wróciłam od veta i Bungo ma jak zwykle przy pluchach anginę, co oznacza, że za kilka dni będą ją miały Sandra i Frodo.
Wind Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 sirion, Oj to wspolczuwam :( Moze bakcyl nie bedzie sie sial na inne pociechy :roll: Ja dziekuje swojej przezornosci, ze w szczenictwie Majuta ostro hartowalam :-) Nie zapomne treningow agility (jeszcze w Cavano :-)), ktore odbywaly sie w zimowej aurze (czasami prawie 20 stopniowym mrozie) i glebokim sniegu. Gdy teraz o tym mysle, to sadze ze moglo byc to troche niebezpieczne dla psich lap i moich nog, ale wielkim plusem jest ogromna odpornosc Majuta na wszelakie chorobska. Jedyna angine jaka zlapala, to w ubieglym roku, w sroku lata po wciagnieciu syfiatej wody z przydroznego rowu :cool3: BTW mimo protestow mojaj Mamy, nie ubieram Majuta w kubraki - mimo, ze regularnie golona jest na grzbiecie na 4 mm - no chyba ze temperatura spadnie ponizej - 5 stopni ;) sirion, duzo zdrowka dla zwierzaka :-) W.
Wind Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Odnosnie tej "sterylnosci" w niektorych sklepach i nadwrazliwosci sprzedawcow, opowiem Wam pewne zdarzenie z ubieglego tygodnia. Caly dzien krecilismy sceny do Odwroconych w Centrum Zdrowia Dziecka. Strasznie tym bylam przejeta, wiadomo pies i szpital nie bardzo do siebie pasuja ;) Jednak moje obawy zostaly bardzo szybko rozwiane. W przerwie pomiedzy dublami, Maja byla wolana przez lekarzy, pielegniarki i dzieciaki do sal terapeutycznych. Tam pokazywala caly zestaw sztuczek, "przybijala piatki" z zachwyconym personelem i przymilala sie do dzieciakow i ich rodzicow, robiac za kawalek herbatnika doslownie wszystko ;) Najbardziej zaskoczylo mnie, ze na komende "up" wskoczyla na wozek inwalidzki i usiadla na kolanach 10-letniej prawie calkowicie sparalizowanej dziewczynki (tak na marginesie potraconej w sierpniu na pasach dla pieszych, przez pijanego kierowce :-( ). Bylam tym absolutnie zdumiona ... Maja, ktora nie wchodzi w relacje z innymi ludzmi w tym szpitalu czula sie tak, jaby przychodzila tam codziennie na wielkie cwiczenie i wielkie zarcie :crazyeye: A poza tym widzialam tam tyle niasamowitych "kadrow", gestow, usmiechow, grymasow cierpienia ... Najbardziej utkwil mi taki obraz: w koncu szarego korytarza stala starsza kobieta i przemawiala do swojej niepelnosprawnej 17-letniej corki. Mowila cieplo i wesolo, dodajac otuchy ... Dziewczynka nie odpowiadala, a jedynie wydawala z siebie gardlowe odglosy. Prawie wogole sie nie poruszala. Po tym wesolym monologu z sama soba, matka wyprostowala sie i oparla o sciane za wozkiem. Dopiero wtedy jej twarz z wymuszonej - radosnej zmienila sie w smutna, bezsilna, przerazliwie blada i z taka pustka patrzyla przed siebie, ze nie zapomne tego spojrzenia ... Niczego w nim nie bylo ... na pewno nie bylo nadziei ... ufff ... sie rozpisalam, ale caly dzien spedzony w CZD pamietam teraz uczuciami i kadrami ... tak juz mam :roll: W.
borsaf Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Wind, czytajac Twoja opowieśc o szpitalu przypomniałam sobie jak rok temu czekałam w poczekalni pediatry na wynikijakies...mniejsza o to... Zza drzwi jednej z poczekalni doszedł mnie nagle śmiech, ale taki serdeczny, dzicięcy smiech. Potem kilka słó kobiety...cisza chwile i znowu ten śmiech. Zaintrygowało mnie to bardzo bo takiego śmiechu nie słyszałam dawno,...no chyba w wykonaniu dwulatka jak sie go łaskocze...To dziecko za drzwiami bylo starsze, sądząc po glosie.. Po chwili wyszła matka z synkiem, moze 5-6 letnim??, oboje z sercem i słoncem na twarzy...Chłopiec z widocznymi objawami choroby Downa...Oni byli szczęśliwi, oni kochali cały świat..
rita60 Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Borsaf od trzynastu lat działam w stowarzyszeniu dla osob z niedorozwojem umysłowym i zespołem Downa,masz racje mozemy tym dzieciakom/niekiedy czterdziestoletnim/pozazdroscic pogody,radosci zycia,naturalnosci w okazywaniu swoich uczuc,to jest wprost niepojete.Z jakim zaangazowaniem przygotowuja sie do wystepow,ile serca w to wkładaja, niejeden z nas by sie zniechecił,ale nie oni,bardzo ich lubie i podziwiam.
bajadera Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Ja nie wiem jak tam u nas z dogoterapią w takich miejscach jak np CZD. Ale oglądałam sobie kiedyś stronę pewnej hodowli skye'i z Kanady, gdzie właścicielka opisuje swoją przygodę ze skyeami jako psami do dogoterapii. Odwiedza z nimi szpitale dziecięce bądź domy starców, gdzie jej psy mają po prostu dodawać trochę radości. Jak patrzę na mojego najstarszego Froda, to gdybym o czymś takim słyszała gdy był młody, to pewnie próbowałabym czegoś takiego z nim. On jest tak niesamowicie przyjacielski wobec ludzi. Każdej obcej osobie da się wymiziać, wygłaskać, a w nagrodę liźnie. Tylko jego kontakty z innymi psami są pod psem.:angryy:
Kardusia Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Wind - piszesz o smutnych rzeczach :-(:-(:-( Z boku - gdy sytuacja nas nie dotyczy - tak właśnie wyglada smutek matki/ojca. Jest dla nas przerażający. Widzimy ich bezradność i rozpacz. Lecz uwierz - w takich przypadkach rodzice funkcjonują organizacyjnie i technicznie w niesamowity sposób - niezrozumiały dla nas. Czasem opadają na chwilę z sił, dociera do nich beznadziejność stanu, bezsilność, dochodzi skrajne fizyczne wycieńczenie - my to dostrzegamy, lecz oni podnosza głowę i dalej mają tę ponadludzką siłę na wszystko: na miłość do dziecka, siłę fizyczną jakże potrzebną w takiej sytuacji, wiarę - że jest o co walczyć. I że musi być lepiej... Gdy doczytałam ten fragment o 17-letniej dziewczynce ....połykalam łzy.... przechodziłam przez to dokładnie w tym samym wieku mojego syna...Było o co walczyć. Udało się, chociaż mogło być inaczej :-( Pomogła nam nasza wytrwałość, wiara, i właśnie nadzieja, że inaczej nie może być :lol:...I całe szczęście,że nie mamy z tamtego okresu żadnych zdjęć. I tak często przewija mi się taśma przed oczami :roll:. Obecnie dość częstym zjawiskiem jest fotografowanie chorych dzieci w szpitalach - przez ich rodziców. Nie wiem ... trudno mi sie o tym myśli. Nie chciałabym mieć takich zdjęć :-(:-(:-(
Kardusia Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Czy był tu dzisiaj ten rycerz Nicola (Claus) ? Bo chyba go nie widziałam :shake:. Odsypia jeszcze Poznań :evil_lol::evil_lol::evil_lol: ...
vigor Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Swallow - dzisiaj otrzymaliśmy przepiękny kalendarz:multi::multi::multi:. Serdeczne dzięki. Ahoj! Lecę na mecz.
swallow Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Kardusia - kalendarz Vigorowi wysyłałam osobiscie. Byłam przekonana, że Vigor będzie w Poznaniu i stąd jego kalendarz znalazł się u mnie w domu. Ty swój dostaniesz z drukarni
Wind Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 Kardusia, Widzisz, ja tez mialabym wielki dylemat czy aparatem fotograficznym przerywac ta intymnosc, prywatnosc, chwile ... Nie mniej, z reka na sercu powiem Ci, ze najbardziej wzruszajace jest fotografowanie prawdziwych emocji ... Nie tylko smutku, ale rowniez radosci :-) Nie mam natomiast na tyle gruboskornosci, aby ladowac sie aparatem bez poznania drugiej osoby, wysluchania historii, uzyskania zgody. Po prostu, nie potrafie ingerowac w intymnosc i prywatny swiat innych. Moze dlatego nie nadaje sie na modnego ostatnio street fotografa ;) Z drugiej strony, wiem ze gdyby nie wprawna fotografia nie byloby zmasowanej pomocy dla potrzebujacych, poszkodowanych, slabszych, chorych i wszystkich tych, ktorych nie spotkamy w gwarnych centrach hadlowych, modnych klubach i kawiarniach. Nie byloby ani pomocy, ani poruszenia, lub przynajmniej chwilowego zatrzymania sie nad czyms innym, niz tylko wlasne zycie :-) borsaf, rita, Po tym dniu w CZD mam wrazenie, ze dziaciaki (nawet bardzo chore) bardzo pogodnie znosza i terapie i cwiczenia i swoje ulomnosci. A rodzice ... coz jak rodzice, sa bardzo dzielni ... W.
Ibolya Posted November 15, 2006 Posted November 15, 2006 [quote name='zadziorny']Ibolya opróżnij skrzynkę pocztową :mad: :cool3: ;) Już opróżniłam, dzięki za przypomnienie :modla:
Recommended Posts