Sabina1 Posted June 18, 2005 Posted June 18, 2005 Podjęłam nieodwołalną decyzję o zaadoptowaniu w sierpniu psa. 6-7 letni mix wyżeł. W wieku 2 lat oddany przez właścicela do schroniska z powodu "nadpobudliwości"(wersja właściciela). 4 lata siedział potem w schronisku, nigdy nie wyprowadzany z boksu na zewnątrz. W schronisku oceniany , jako spokojny, bez agresji pies. Więcej nic schronisko nie umie o nim powiedzieć. Mam bardzo wielką prośbę do Was kochani, o wszelkie rady. Zdaję sobie sprawę, że mogą wystąpić różne zachowania nieprzewidziane i trudności - albo nie. Wielu z Was ma psy ze schronisk, czego mogę się spodziewać, z czym mogę się spotkać, serdecznie proszę o wszelkie szczere wypowiedzi, nawet niemiłe, ponieważ to bardzo pomoże mi spokojnie bez egzaltacji przygotować się do prowadzenia psa, który schwycił mnie za serce i trzyma :lol: Dodam jeszcze, że poprosiłam o wykastrowanie psa , bo mam jeszcze w domu sukę. I co to znaczy nadpobudliwy?, jeśli to była prawda oczywiście. Quote
tristia Posted June 18, 2005 Posted June 18, 2005 Gratuluje odwaznej decyzji i jednoczesnie wyrazam swoj podziw.. to bardzo piekne ze zamierzasz adoptowac psa ktory teoretycznie skazany byl juz na samotnosc! bede wam bardzo mocno kibicowac :angel: :D boooooze jakie to piekne!!! trzymam kciuki moze ja tez kiedys sie na takie cos zdobede pozdrawiam goraco Quote
coztego Posted June 20, 2005 Posted June 20, 2005 sabina, a czy Ty teraz, przed adopcją masz kontakt z tym psem? Masz czas, zeby go trochę poznać? Quote
Mokka Posted June 20, 2005 Posted June 20, 2005 Ja również gratuluję i trzymam kciuki, aby wszystko dobrze się ułożyło. :thumbs: Ja mam 2 psy z odzysku - sunię ze schroniska i psa z ulicy. Są jak 2 odrębne światy. Sunieczka jest przymilna, łagodna, troszkę brak jej pewności siebie, ale wszystko by oddała za pieszczoty i dobre słowo. Pies jest jak odbezpieczony granat, to chodzące zagrożenie. Jest agresywny, przebojowy i nikomu nie odmówi, jeśli trzeba się po pyskach natrzaskać. :evil: Mam nadzieję, że Twój wybranek nie będzie się zachowywał tak, jak mój potwór. coztego napisał(a):sabina, a czy Ty teraz, przed adopcją masz kontakt z tym psem? Masz czas, zeby go trochę poznać? To bardzo dobre pytanie. Myślę, że masz taką możliwość (sądząc po tym, jak zaawansowane są Twoje starania), więc korzystaj z niej jak najwięcej. Oczywiście, że każdy pies w schronisku potrzebuje swojego własnego pana, ale pamiętaj, że jak zabierzesz go do domu, psiak może poczuć się zdezorientowany. Jego cały świat diametralnie się zmieni (on jeszcze może nie wiedzieć, że na lepsze :wink: ). Może poczuć się niepewny i zagubiony w nowym otoczeniu, wśród nowych ludzi. Wtedy Twoja osoba będzie dla niego jedynym znajomym elementem i oparciem. Dobrze byłoby zatem, aby Cię znał i lubił. Będzie mu łatwo przystosować się do nowych warunków. Może nie będzie żadnych problemów z adaptacją, a może będzie ich mnóstwo. Od prozaicznych, jak załatwianie się (może wie, że w domu się nie siusia, a może nie wie) czy ewentualne sensacje żołądkowe związane ze zmianą diety, po głębsze, behawioralne (obcy ludzie, samochody, psy lub inne zwierzęta). Jeśli wolno mi coś doradzić, to - jeśli masz możliwość spotykania się z nim już teraz - popracowałabym nad chodzeniem na smyczy i przychodzeniem na zawołanie. Obecnie, w znanych mu warunkach taka nauka będzie mniej strsująca. A wierz mi, że to są podstawy współżycia z psem. Nie ma nic gorszego niż psiur (a wyżeł małym pieskiem nie jest) ciągnący jak parowóz, lub taki, którego nie możesz spuścić ze smyczy, bo może nie wrócić do Ciebie przez najbliższa parę godzin (albo wcale). Będzie Wam łatwiej w przyszłości. Zwłaszcza, że w początkowym okresie Waszego wspólnego życia, powinnaś dać mu jak najwięcej pochwał, czułości głasków i wyrozumiałości, a nie zakazy i nakazy. Pozdrawiam serdecznie i pamiętaj, że jesteśmy z Wami. Cała Dogomania trzyma kciuki za Ciebie i pieska. :buzi: Quote
Sabina1 Posted June 20, 2005 Author Posted June 20, 2005 Coztego: i Mocca ogromnie wam dziekuję. Włsnie o to mi chodziło. O rzeczowe przedstawienie problemów, a nie zachwyty nad decyzją. 15 i 16 lipca będe w Mielcu , to będzie mój pierwszy kontakt z psem. Potem, jak go odbiore juz na dobre za 2 tyg. jade natychmiast z nim na urlop (mam domeczek z ogrodem na Roztoczu) i będę tam z nim i z druga moja suką, dzień w zień przez cały miesiąc. Spokojnie, cicho, powoli spróbuje mu pokazywac coraz więcej ludzi, samochody, odgłosy. Tam mozna go w miejskie docelowe życie wprowadzic powolutku. O nieuniknionej schroniskowej biegunce słyszałam, wzmoge ostrozność przy karmieniu(ryż + got. drób + got. warzywa w małych porcjach ?) Oczywiście, jest moim zamiarem jak tam będę jak najbardziej się z nim zapoznac, nie wiem jednak, czy pozwolą mi wyprowadzic go z kojca, skoro tam psy nigdy nie wychodzą. Zobaczymy.Podobno 2 pierwsze lata miał własciciela, może cos umie. A jeżeli nie , to powolutku. To taki typowy smutny wyżrł. 4 lat w niewoli u człowieka.właściwie w klatce. Quote
coztego Posted June 20, 2005 Posted June 20, 2005 sabina1 napisał(a): Oczywiście, jest moim zamiarem jak tam będę jak najbardziej się z nim zapoznac, nie wiem jednak, czy pozwolą mi wyprowadzic go z kojca, skoro tam psy nigdy nie wychodzą. Wydaje mi się, że jeśli myślisz o adopcji to muszą pozwolić Ci poznać tego psa. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Szkoda, że nie możesz go odwiedzać częsciej, żeby nawiązać z nim więź zanim zabierzesz go z więzienia w nowe otoczenie... Z poschroniskowymi biegunkami różnie bywa. Niektóre kończą się po kilku dniach dobrego, delikatnego jedzenia, ale są psy które wymagają długiego leczenia i weterynaryjnej karmy (Godeline adoptowała sukę po 3 latach w schronisku i miała okropnie zwichrowane jelita, ale pod opieką weta i na weterynaryjnej karmie dochodzi do normy). Będziemy trzymac kciuki za Was! Mam nadzieję, że mnóstwo miłości pozwoli przezwyciężyć wszystkie problemy. :fadein: Quote
Sabina1 Posted June 20, 2005 Author Posted June 20, 2005 Mieszkam w W - wie, Lord jest w Mielcu, dlatego pierwszy kontakt mój dopiero będzie w połowie lipca. chcę zrobić dla tego psa wszystko co będzie możliwe, dlatego tak się o nim rozpisuje, bo wiem, jakie ogromne macie dośwoadczenie. Napewno, jak juz będzie u mnie, to dopiero zacznę "lawinę" pytań, strasznie licze na Was, zwłaszcza, że spotykam sie z tak serdecznym odzewem :buzi: Quote
coztego Posted June 20, 2005 Posted June 20, 2005 sabina1 napisał(a): Napewno, jak juz będzie u mnie, to dopiero zacznę "lawinę" pytań Już nie możemy się doczekać ;) Quote
aga1215 Posted June 20, 2005 Posted June 20, 2005 Sabina1 - też mam wyżła ze schroniska + po przejściach, chętnie podzielę się doświadczeniami :P - zobaczysz, jakiego oddanego przyjaciela zyskasz :P [quote name='Mokka']Nie ma nic gorszego niż psiur (a wyżeł małym pieskiem nie jest) ciągnący jak parowóz, lub taki, którego nie możesz spuścić ze smyczy, bo może nie wrócić do Ciebie przez najbliższa parę godzin (albo wcale). Wyżły bardzo przywiązują się do właścicieli ale też mają instynkt myśliwego, czasem silniejszy od miłości do pana(czy też pani :wink: ) - wróci najprędzej, jak to możliwe, ale najpierw MUSI załatwić swoje sprawy :-? Myślę, że "nadpobudliwość" dotyczyła dużych wymagań ruchowych psa. Dwuletni wtedy wyżeł prawdopodobnie potrzebował sporo ruchu a skoro właściciel mu go nie zapewniał, pies musiał jakoś sie wyładować. Zresztą, taka właśnie była przyczyna tego, że Wektor jest u mnie. A z tymi wcześniejszymi spotkaniami to dobry pomysł :P Quote
Sabina1 Posted June 21, 2005 Author Posted June 21, 2005 Ago 1215, czy uwazasz, że mocna skórzana obroza i smycz wystarczy, czy raczej kupić szelki, na wypadek, gdyby okazało sie, ze obrozy i smyczy nie zna i na niej nie pójdzie? Quote
aga1215 Posted June 21, 2005 Posted June 21, 2005 sabina1 napisał(a):Ago 1215, czy uwazasz, że mocna skórzana obroza i smycz wystarczy, czy raczej kupić szelki, na wypadek, gdyby okazało sie, ze obrozy i smyczy nie zna i na niej nie pójdzie? Ja używam mocnej, skórzanej obroży, smyczy z grubej taśmy, takiej z możliwością regulacji długości no i niestety zakładam :oops: kolcztkę, z której juz teraz na szczęście coraz rzadziej korzystam :P ale jest na szyi - nasz dom stoi na podjeździe na górkę i młodzież motocyklowa ćwiczy podjazdy i zjazdy :evilbat: a Wektor bardzo tego nie lubi (miałabym problem z utrzymaniem go, tak bardzo nie lubi :evilbat: ) szelek nigdy nie używałam - właśnie zastanawiam się, czy by nie spróbować, hm... Nie wiem, czy Lord jest łasy na smakołyki (Wektor niestety na spacerze NIE) - mogłabyś go na spacerze przekupiać :wink: - wypróbuj podczas wizyty. Myślę, że pies będzie tak szczęśliwy, że znalazł PANIĄ, że będzie wyprzedazł Twoje polecenia :P Bądż przygotowana, że po jakimś znacznym okresie przebywania u Ciebie Lord poczuje się tak pewnie, że może próbować obejmować przywództwo Waszego Stada :wink: :P Sabina - gdybyś miała wątpliwości możesz też pisać na pw, mogę Ci też dać maila :P Quote
coztego Posted June 21, 2005 Posted June 21, 2005 Ja mam szelki dla mojej suki już od dawna, bo ma za mały łeb do obroży (wyłaziła z obroży w najmniej odpowiednich momentach). Powiem tak: szelki są fajne, psu jest w nich wygodnie, dobrze się w szelkach psa prowadzi.... ale... szelki nie dają psu praktycznie żadnego dyskomfortu podczas ciągnięcia, dlatego nie polecałabym ich dla dużego, silnego psa, który, być może, nie potrafi chodzić na smyczy. Ja wiem, że te moje 24 kg psa utrzymam zawsze bez większych problemów, zresztą ćwiczymy chodzenie na smyczy od małego i całkiem dobrze nam idzie. Ale na początek radziłabym obrożę, z czasem sama zobaczysz czy chcesz mu kupić szelki. ze obrozy i smyczy nie zna i na niej nie pójdzie? Sądzę, ze pies na początek- prędzej pójdzie w obroży niż w szelkach. Początkowo w szelkach może czuć się skrępowany... I jeśli coś zna, to pewnie prędzej obrożę, prowadzenie dużych psów w szelkach jest u nas mało popularne (do niedawna w ogóle się tego nie praktykowało ;) ). Nie zapomnij o kieszeni pełnej smakowitych smakołyków :fadein: Quote
Sabina1 Posted June 21, 2005 Author Posted June 21, 2005 Czytam oczywiście wszystkie Wasze rady i skrzętnie notuję w pamięci. Dziękuję za już i proszę o jeszcze :D Nie wiem, czy ja go mam od razu odrobaczyć, czy zaczekać, aż przestawi się na inne jedzenie i brzuszek mu się uspokoi? Ma to jakieś znaczenie? Quote
coztego Posted June 22, 2005 Posted June 22, 2005 Odrobacza się psa natychmiast po zabraniu ze schroniska. Jeśli będzie zarobaczony to się nie przyzwyczai do nowego jedzonka, bo ciągle będą problemy jelitowe... :fadein: Odrobaczanie to jest moment, podajesz tabletki i w ciągu doby jest po wsystkim, a przyzyczajanie do nowego jedzonka może potrwać miesiącami ;) Nie chciałabyś mieć miesiącami zarobaczonego psa? ;) Quote
Mokka Posted June 22, 2005 Posted June 22, 2005 Zaraz po odrobaczeniu dokładnie oglądaj kupy. Jeśli zauważysz robaki, to po kilku dniach oddaj kał do badania. Jeśli coś jeszcze zostało, trzeba będzie zrobić powtórkę. To są oczywiście sytuacje skrajne, ale u psa schroniskowego mogą się zdarzyć. :( aga1215 napisał(a):Mokka napisał: Nie ma nic gorszego niż psiur (a wyżeł małym pieskiem nie jest) ciągnący jak parowóz, lub taki, którego nie możesz spuścić ze smyczy, bo może nie wrócić do Ciebie przez najbliższa parę godzin (albo wcale). Wyżły bardzo przywiązują się do właścicieli ale też mają instynkt myśliwego, czasem silniejszy od miłości do pana(czy też pani ) - wróci najprędzej, jak to możliwe, ale najpierw MUSI załatwić swoje sprawy Nie celowałam w konkretną rasę. Miałam na myśli ogólne zasady kontrolowania i przywoływania psa. Być może wyżeł ma bardziej rozwinięty "instynkt znikania" :wink: , ale to nie znaczy, że nie należy go uczyć przychodzenia. Quote
gadzik Posted June 22, 2005 Posted June 22, 2005 Dziewczyny dobrze radzą :wink: Jeszcze jedno masz drugiego psa. Moje na początku zupełnie nie dogadywał się przy jedzeniu, schroniskowca musiałam przez ponad miesiąc karmić w innym pomieszczeniu, bo chciał bronić wszystkich misek i odganiał sucz i koty od jedzenia. Wiec tego też możesz się spodziewać choć wcale nie musisz :wink: Poza tym jedno z najważniejszych: od początku pies musi znać reguły panujące w domu, co mu wolno a czego nie. Nie lituj się nad biedactwem ze schroniska, starając się zrekompensować mu lat za kratami, bo potem trudno sobie pokuładać prawidłowe relacje z psem i odebrać przywileje, które mu się wcześniej dało :oops: (skąd ja to znam :oops: ) Quote
Sabina1 Posted June 22, 2005 Author Posted June 22, 2005 To znaczy, że wszystko, co do tej pory robi Sabunia (jedzenie, wchodzenie do domu, podchodzenie do mnie) ma robic zawsze jako pierwsza, prawda? Nie pozwolic, żeby poczuł sie na pierwszym miejscu. Już widzę, jak dostaje od kota po pysku :lol: sabunie oduczył nadmiernej serdeczności bardzo szybko, przytula się do niej , jak sam chce. Będę dziękować za każdym razem, bo widzę, że powstaje bardzo cenny poradnik :P Quote
coztego Posted June 22, 2005 Posted June 22, 2005 sabina1 napisał(a):To znaczy, że wszystko, co do tej pory robi Sabunia (jedzenie, wchodzenie do domu, podchodzenie do mnie) ma robic zawsze jako pierwsza, prawda? Nie, hierarchię między sobą psy powinny ustalać same i zrobią to, skoro są różnej płci to pewnie szybko ułożą wzajemne stosunki. Ty staraj się nie faworyzować żadnego z nich, stosować te same zasady, zakazy i nakazy wobec obojga. Żeby nie było tak, że biedactwu ze schroniska wszystko wolno, bo potem biedactwo ze schroniska nabierze pewności siebie i zdominuje Ciebie :wink: Psy między sobą sobie poradzą, sama zauważysz po kilku tygodniach kto w domu rządzi :fadein: Quote
gadzik Posted June 22, 2005 Posted June 22, 2005 Coztego dokładnie tak :wink: Moje ustaliły sobie hierarchię same w ciągu dwóch dni, oczywiście wielki psiur jest pod pantoflem małej suczki :lol: Musiałam tylko koty postawić wyżej w hierarchii stada, bo byłoby źle :evilbat: ale z czasem one też sobie juz same poukładały stosunki między sobą. Najlepiej zapoznaj je na neutralnym terenie i razem wprowadź do domu, ja psa wpuściłam od razu do domu i sucz przeżyła szok :roll: musiałam je wyprowadzić przed bramę, tam krótkie zapoznanko (o północy po całym dniu w samochodzie :evil: ) i dopiero razem z nią pozwoliła mu wejść do domu bez awantury Quote
Mokka Posted June 22, 2005 Posted June 22, 2005 A wyobraźcie sobie, że mój kiler-morderca-zabijaka, jak tylko przekroczył próg naszego domu, natychmiast zaakceptował wszystko. Nie zjadł kotów, sukę zaakceptował, a ludziom poddał się bez słowa. Do dziś tak jest. Już mu wyjmowałam z pyska obcego, lekkomyślnego kota (przeżył na szczęście), który odważył się zapędzić do naszego ogródka, obce psy (bez względu na płeć) są jadalne w każdej postaci, zdarza mu się urządzać na ulicy polowania na ludzi. :evil: W domu zmienia skórę i staje się łagodnym barankiem, nigdy nie warknął na nikogo z domowników, każdy z nas może mu grzebać w misce i wyjmować kości z pyska. :o Tak było od samego początku, od pierwszego dnia. A głowę daję, że w młodości nie odebrał starannego wychowania, ba, żadnego wychowania. Robił za niemca, nie rozumiał, co się do niego mówi, nie potrafił chodzić na smyczy, nie rozumiał, że nie zdejmuje się kanapek ze stołu, nie wyjada obiadu z garnków, a bułka w mojej ręce jest moja, a nie tego, kto mi ją wyrwie z łapy. Sorki, to było tak tytułem dygresji. sabina1, myślę, że Twój psiak szybciutko dostosuje się do panujących u Ciebie zwyczajów, zwłaszcza, że w domu jest suczka, co zmniejsza ryzyko poważnych konfliktów. Quote
aga1215 Posted June 22, 2005 Posted June 22, 2005 Sabina- dobrze Kobitki prawią coztego napisał(a):Żeby nie było tak, że biedactwu ze schroniska wszystko wolno, bo potem biedactwo ze schroniska nabierze pewności siebie i zdominuje Ciebie oj, to, to :oops: ale walczę z tym :P Quote
gadzik Posted June 23, 2005 Posted June 23, 2005 aga1215 napisał(a):Sabina- dobrze Kobitki prawią coztego napisał(a):Żeby nie było tak, że biedactwu ze schroniska wszystko wolno, bo potem biedactwo ze schroniska nabierze pewności siebie i zdominuje Ciebie oj, to, to :oops: ale walczę z tym :P Da się zwalczyć :oops: ale trzeba w to włożyć dużo pracy i uodpornic się na błagalne spojrzenia z niemym pytaniem "dlaczego mi nie pozwalasz, już mnie nie kochasz :cry: " to bardzo trudne :wink: ale jak trzeba, to trzeba Quote
Sabina1 Posted June 23, 2005 Author Posted June 23, 2005 Muszę sie przyznać, że chyba znalazłyście Kochane mój słaby punkt: podatność na błagania. To pewnie nie z Lordem może byc problem , ale ze mną. Moja obecna suka, powiedziałabym, ze jest rozpieszczona w miare, ale ma b. łatwy charakter, typowo labradorski: nie ważne , że cos nie wolno, może nic nie byc wolno, aby tylko mogła ciagle być ze mną, w tym samym pomieszczeniu (chetnie równiez w kibelku), tuż przy nogach. Ale ja miałam już kiedyś psa ze schroniska. Wzięłam potwornie zastraszona 1.5 roczna suczke. Bardzo długo trwało, zanim na ulicy odważyła się przejść koło stojącego samochodu itp. Ale wierna i kochająca była ogromnie i wcale się nie rozpuściła. Ale też prawdą jest, że nigdy nie miałam psa(samca). Tyle, że z natury nie jestem zbyt egzaltowana, to może jakoś pójdzie. Najważniejsze jak ja go wywabię z boksu. Z wątku o dwóch wyżłach , wiem , ze z tym może być kłopot, bo on się boi np. aparatu fot. Denerwuję się od wczoraj jeszcze czymś: Poprosiłam o wykastrowanie go przed końcem lipca w schronisku. I teraz niedobrze mi sie robi na myśl, że pies będzie wywlekany z boksu, oczywiście zapamięta, że potem zadano mu bó, a nawet sam stress utrudni potem ponowne zawierzenie ludziom, Ale nic na to nie moge poradzic. Quote
Mokka Posted June 23, 2005 Posted June 23, 2005 sabina1 - ale pomyśl o tym, że wywlekanie go do Ciebie będzie zarazem ostatnim tego typu przeżyciem. Będzie dobrze, nie martw się. Poza tym podjęłaś dobrą decyzję. Gdybyś wzięła go do domu "w całości" to kastrację raczej musiałabyś odłożyć na dalszy plan, aby dać psu czas na zapoznanie się z nowym otoczeniem i zadomowienie się u Ciebie. Bo nie wyobrażam sobie, że zaraz po zabraniu go z przytułku wjedziesz z nim na stół operacyjny. Zresztą, nie wyobrażam sobie, że pies jest tak zakorzeniony w boksie, że wyciąganie go stamtąd staje się traumatycznym przeżyciem, a nie powodem do radości (przecież w większości schronisk, nawet w tych kiepskich, psy są wyprowadzane i cieszą się bardzo, jak mają możliwość opuszczenia boksu). Nie mogę się już doczekać, aż go stamtąd zabierzesz i nareszcie będzie szczęśliwy. Quote
Sabina1 Posted June 23, 2005 Author Posted June 23, 2005 Właśnie o to mi chodziło, żeby nie skojarzył sobie tej kastracji ze mną. Mokka, tam nigdy psy nie są wyprowadzane. On 4 lata siedział i nie wyszedł nigdy na spacer. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.