Lulka Posted October 13, 2009 Author Posted October 13, 2009 Asia dzwonila na Kosiarzy, wszystko ok, nie skarzyli sie na sunie, czyli jest grzeczna pobiora jej krew ;) czy jest ktos z okolic zeby ja odwiedzic? Quote
L/Olka Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 dopiero się do komputera dosiadłam. Och, super, że sunia ok. No i czekamy na dalsze wieści odnośnie stanu jej zdrowia. Trzymaj się Misia :) Quote
Ewa Marta Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 A ja bym ja jednak poogłaszała... Często ludzie nie mają pojęcia jak szukać zguby, ganiają blisko domu, zamiast ogłaszac w całym mieście. Ona ewidentnie była w domu i nie zaznała krzywdy od człowieka i może ktoś za nią bardzo płacze. Jeśli się okaże, że jest sterylizowana, to tym bardziej ogłoszenia są jak najbardziej potrzebne! Quote
Kasiek Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 Przestudiujmy to uwaznie: Oficjalna strona Schroniska na Paluchu w Warszawie Quote
Kasiek Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 Albo ktos o nia dbal i wysterylizował (i wtedy nie sadze zeby wyrzucal albo to jakis schroniskowy pies) Moze jest wsrod nas jakis wolontariusz z Palucha i kojarzy sunie. Ja tez mysle zebysmy troche czasu poswiecili na szukaniu wlasciciela! Quote
Kasiek Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 [quote name='olga7']Co do czarnego Kudlaczka leczonego tez w tej lecznicy-przy ul.Kosiarzy- jest szansa ,ze pies wróci do swego domu i ludzi .Jesli to ten pies -to jest poszukiwany od 6.08,br i teraz już jest w drodze do lecznicy wlascicielka psa -gdyż wszystko wskazuje na to ,że to ich pies.Czekamy jednak na dojechanie pani do lecznicy .....Trzymajmy kciuki !!! Oby pies odzyskal dom !!:p http://www.dogomania.pl/forum/f1161/help-znaleziony-w-warszawie-kudlacz-czy-uda-sie-uratowac-moze-go-znacie-148343/index5.html Czekamy na inf.dzis jeszcze ,czy to ten poszukiwany pies .. TO ten!!!!!!!!!!!po takim czasie odnalazl dom! tak długo sie błakal i nikt mu nie pomógł!!!!!!!!!!!Co za historia!! Quote
Olga7 Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 Koryguję błędna informację : Pies zaginął kilka dni temu : 6 pażdziernika - a nie jak mylnie podałam -sierpnia.Z tego pośpiechu i wrażenia nie zauważylam pomylki -przepraszam. Quote
Kasiek Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 [quote name='olga7']Koryguję błędna informację : Pies zaginął kilka dni temu : 6 pażdziernika !! - a nie jak mylnie podałam -sierpnia.Z tego pośpiechu i wrażenia nie zauważylam pomylki -przepraszam. Ale rok temu!!!!!!!! Quote
ewajanka Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 Kasiek napisał(a):Ale rok temu!!!!!!!! Tego roku:roll: Czy wiadomo co u suczki? Quote
Kasiek Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 Lulka napisał(a): Co do kudlaczka na Kosiarzy to jestem w szoku jesli to ten psiak, widzialam juz rok temu ogloszenia tej pani w wyborczej, byly ciagle i ciagle i nawet raz do mnie dzwonila, jak oglaszalam mojego znalezionego na ulicy staruszka. Trzymam kciuki zeby to byl on :loveu: to bylby cud!!! tym sie zasugerowalam?! Quote
Lulka Posted October 13, 2009 Author Posted October 13, 2009 ja tu troche pokrecilam, bo odczytalam ze to 2008 r mysle ze ten z lecznicy to ten z tego roku z ogloszenia paluchowego, ten 17 latek druga sprawa: natrafilam na ogloszenia rok temu, mysle ze zupelnie kogos innego, pani na pradze zaginal mix pudla i sznaucera, tez stary i szukala go bardzo bardzo dlugo okazalo sie ze w schronisku w psim aniele jest piesek takiego typu, dziewczyny skontaktowaly sie z ta pania, pani ogladnela fotki i miala jechac do schroniska go obejrzec ale w koncu nie pojechala :-( sorry za off czy ktos moze odwiedzic nasz Kudlaczke????? Quote
Ewa Marta Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 Jeśli uda mi się wyrwać z pracy na godzinę, to pojadę do niej po 14, ale nie wiem czy to będzie możliwe... Quote
Ewa Marta Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 No i byłam... Na powitanie dowiedziałam się, że sunia postanowiła sobie pójść stamtąd i w związku z tym przegryzła smycz, którą jej wczoraj zostawiłam i cichcem zaczęła iść w stronę wyjścia. na szczęście ktoś to w porę zauważył i ją zawrócił. Niestety w związku z tym została przeniesiona do malutkiego pomieszczenia, gdzie jest dużo kociaków w klatkach i są zamykane są drzwi, żeby znowu nie czmychnęła. To oznacza dosyć wysoką temperaturę i duchotę. Wyprosiłam, żeby otworzyć okno w sąsiednim pomieszczeniu, ale to niewiele daje. Miśka była potwornie smutna, powitała mnie ze zwieszonym łebkiem, który ważył z tonę, jak go podnosiłam. Pani doktor powiedziała, że nie załatwiała się od wczoraj i że mają z tym problem. Zabrałam ją na prawie półgodzinny spacer na druga stronę Wilanowskiej. Chodziłyśmy po trawie i krzaczkach i w końcu pod sam koniec spaceru usiadła i długo siusiała. Na spacerze była bardzo grzeczna, prawie nie ciągnęła, reagowala na "chodź Miśka". Nawet jej się podniósł ogonek i żwawo maszerowała przed siebie. Widać jednak było, że bardzo obserwuje teren i stara się iść jak najdalej. Kiedy chciałam zawrócić, stanęła niezdecydowana i nie bardzo chciała sama się odwrócić. Cały czas do niej mówiłam, co chwila głaskałam i może to pomogło jej się odprężyć i zrobić siusiu. W każdym razie pieszczoty przyjmuje z przyjemnością. A teraz najważniejsze...... obejrzałam ją sobie dokładnie w świetle dziennym i okazało się, że .......Miśka ma tatuaż w lewym uchu! Nie wygląda na tatuaż z hodowli, bo widać mniej więcej 1cm napis 7A albo TA. Kiedy pokazałam tatuaż w klinice, zaczęłyśmy jeszcze raz go oglądać i okazało się, że w środku ucha jest coś jeszcze, ale na tyle głęboko, że nie da jej się tego odgiąć. Moim zdaniem to może być tatuaż schroniskowy zrobiony np, po sterylizacji. Spróbuję popytać tu i tam i czegoś się dowiedzieć. Kiedy wróciłyśmy, Miśka mocno wtulała sie w moje nogi i bardzo nie chciała zostać. Widziałam taki sam jak przy przywitaniu zrezygnowany wyraz pyszczka. Moim zdaniem trzeba ją jak najszybciej przewieźć do Oli na te kilka dni, dopóki nie zwolni się miejsce w hoteliku. Ona jest tam bardzo nieszczęśliwa, taka przywiązana do stołu i samotna. U Oli zawsze ktoś do niej podejdzie, zagada może... Nie wiem, jaką podejmiecie decyzję, ale jeśli jest zdrowa, to możnaby ją zabierać stamtąd nawet dzisiaj. Nie mogę jechać do niej jutro, przydałoby się, w przypadku gdyby tam jeszcze była, żeby ją ktos odwiedził. Jest bardzo grzeczna na spacerze i lubi towarzystwo człowieka. Bardzo przykro mi było ją dzisiaj zostawiać. Rozumiem, że zrobiliśmy to dla jej dobra, ale ona jest bardzo nieszczęśliwa w zamkniętej małej klitce.... Może udałoby mi sie zawieźć ja dzisiaj późnym wieczorem do Oli, jeśli oczywiście się zgodzicie na to. Jestem prawie pewna, że była kiedyś czyjaś, może nawet została wzięta ze schroniska, tyle, że uciekła.... Wspaniale chodzi na smyczy, dostosowuje sie do tempa człowieka i generalnie nie jest dzika... Quote
L/Olka Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 Ewa Marta napisał(a): U Oli zawsze ktoś do niej podejdzie, zagada może... no, to z pewnością! kurcze, jeśli ona tak psychicznie źle to znosi, to pewnie, że trzeba ją zabierać. Tylko najpierw musimy się dowiedzieć o stan jej zdrowia, upewnić się, że była sterylizowana itd. Ale to chyba dziś o 18 miało być. No to czekam na wieści co z nią, oczywiście może przyjeżdżać już dziś! Ja mogłabym ją zabrać, ale tylko autobusem, a to może być dla niej za dużo wrażeń :roll: kurcze, i kotek mi się "zepsuł" chwilowo - znów jakiś nawrót zapalenia oczu :( Nie wiem, czy zaraz sama nie będę gdzieś do weta próbowała go zabrać. Kurcze :angryy: Quote
asiaf1 Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 Prosimy o pomoc w rozwieszaniu ogłoszeń o zaginionej Mili!!! http://www.dogomania.pl/forum/f96/zaginela-rajszew-jablonna-legionowo-ndm-chotomow-bialoleka-pomocy-148402/ Quote
Lulka Posted October 13, 2009 Author Posted October 13, 2009 dzwonilam tam i tak, sterylke raczej ma, bo jajnikow ani macicy nie widac znalezli za to niestety guz sledziony, krew jest dobra Quote
Lulka Posted October 13, 2009 Author Posted October 13, 2009 Asia juz rozmawiala z wlasciwa lekarka niestety jest to najprawdopodobniej naczyniako-miesak :placz: sledzione trzeba wyciac ale po takiej operacji piesek bedzie zyl maxymalnie 0,5 do roku :placz::placz::placz: ja sobie w łeb strzele, ja sie tak w niej zakochalam :-(:-(:-( Quote
emilia2280 Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 To straszne, ale nie koniec swiata. Na wátku, który zaraz podam, paré dni temu Michalowi usuniéto sledzionéz takim guzem-mandarynká. Chlopak jak nowy po operacji, jak dlugo, nie wiadomo, ale dano mu szansé. Spytajcie 3x o poradé moze. To jej pies i Gremlina. http://www.dogomania.pl/forum/13068628-post1406.html Quote
L/Olka Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 Lulka napisał(a):Asia juz rozmawiala z wlasciwa lekarka niestety jest to najprawdopodobniej naczyniako-miesak :placz: sledzione trzeba wyciac ale po takiej operacji piesek bedzie zyl maxymalnie 0,5 do roku :placz::placz::placz: ja sobie w łeb strzele, ja sie tak w niej zakochalam :-(:-(:-( o matko :( czy to zawsze się tak układać musi :( Quote
Lulka Posted October 13, 2009 Author Posted October 13, 2009 [quote name='emilia2280']To straszne, ale nie koniec swiata. Na wátku, który zaraz podam, paré dni temu Michalowi usuniéto sledzionéz takim guzem-mandarynká. Chlopak jak nowy po operacji, jak dlugo, nie wiadomo, ale dano mu szansé. Spytajcie 3x o poradé moze. To jej pies i Gremlina. http://www.dogomania.pl/forum/13068628-post1406.html niestety dla Misi to koniec swiata :-( czytalam o Michale, jemu tez dali po tej operacji pol roku Misie trzeba szybko operowac i szukac jej miejsca na dozycie i zrobic wszystko zeby przezyla ten czas najlepiej jak sie da. operacje moga zrobic na Kosiarzy za 400 zł po sporej znizce bardzo prosze o wsparcie na ratowanie Misiaczki :modla: Quote
3 x Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 dokładnie jeśli w badaniach histoaptol. wyjdzie że to naczyniako mięsak - to jak sie dopytałam on zawsze daje przerzuty, a to że ulokowal się na sledzionie to "szczeście" bo bez śledziony pies może życ, ale jak daje przerzuty to np na watrobę, rdzeń kręgowy no i srednia długośc życia - 6 miesiecy fakt ze Michał odzył, ale to o niczym nie swiadczy, li tylko, że musiało go boleć, bo teraz skacze jakszczyl, dzisiaj wzdłuż bloku biegł ze mną na spacer no i apetyt ma nieziemski :evil_lol: jedyne co mogę napisac to ze róbie koniecznie operację, bo jesli guz pęknie to "nie zdązyłaby pani dojechać" (ja tak usłyszałam) i koniecznie na badania wyślijcie a ja postaram się wydziergac jakies kocie zabawki na bazarek dla kudłaczki :) Quote
L/Olka Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 słuchajcie, ja nie wiem, ale może trzeba to z kimś jeszcze skonsultować? Czy mamy pewność? Myślę też, po tym co pisała Ewa Marta, że ze względu na jej zdrowie psychiczne, trzeba maksymalnie (w miarę możliwości) skrócić jej pobyt w klinice. I przed (jeśli będziemy czekać) i po operacji. ja chyba pecha tymczasom przynoszę :placz: Quote
mru Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 o matko :( ale to nie konsultujemy tego z nikim innym? z innym wetem? to poważna sprawa, może warto? taka konsultacje można szybciutko w 1-2 dni załatwić! my możemy to zorganizować (i zapłacić za konsultację) mamy sprawdzonego chirurga - jakby L/Olka wzięła sunie na tymczas to możnaby od razu nawet tego samego dnia sie umówić... wiadomo, że jeśli operacja będzie potrzebna, to sie ją zrobi ale jednak, może konsultacja nie byłaby taka głupia... to jednak poważna sprawa... Quote
3 x Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 L/Olka napisał(a):słuchajcie, ja nie wiem, ale może trzeba to z kimś jeszcze skonsultować? Czy mamy pewność? Myślę też, po tym co pisała Ewa Marta, że ze względu na jej zdrowie psychiczne, trzeba maksymalnie (w miarę możliwości) skrócić jej pobyt w klinice. I przed (jeśli będziemy czekać) i po operacji. ja chyba pecha tymczasom przynoszę :placz: z Michałem było tak, ze w piatek wylądował u weterynarza awaryjnie, bo był słaby anemiczny itd a w przyszły czwartek był już po wszystkich badaniach (usg, rtg jamy brzusznej) badaniach serca i po operacji na operację odstawiliśmy go ok 10 a o 17 zabraliśmy do domu był drugi w kolejności do operacji no i poza tym tak się lekarze umawailai ze zapomnieli do nas zadzwonić ze juz jest po i ze wszystko w porzadku a my trzymaliśmy kciuki zeby nie zwonili bo w czasie operacji mieli dzwonic jakby były jakies komplikacje :evil_lol: więc sam pobyt w szpitalu ze względu na operację nie jest długi :) po operacji Michał sam wszedł na schody na 4 piętro (tzn na dwa piętra w tzn międzyczasie został wniesiony) bez problemu sie załatwiał od razu tzn siku osowiały był tylko pierwszego wieczoru ale poczucie po operacji to pewnie sprawa indywidualna tak u psa jak i u człowieka Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.