Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Teutonka napisał(a):
No dobra.... proszę mi tu już nie piórkować....

Fragment "Rudego pamiętnika":
No normalnie dumny jestem z siebie! Obroniłem Pańcię.... I nie chapałem jakby co! Kulturalnie popatrzyłem w oczy przeciwnikowi (no prawie nie chapałem).A było tak:

Bladym świtem Pańcia zerwała mnie z koszyka. Trochę zły byłem - ucho świńskie mi się śniło i nie zdążyłem do zmemłać do końca. Ale dobra. W końcu Pańcia to Pańcia. Poświęcić się czasem trzeba. Zresztą Mała też została wyrwana ze snu i załapała co się dzieje dopiero po godzinie hi hi hi....
Pojechaliśmy gdzieś daleko. Na miejscu nasza Pani postanowiła zostawić nas w samochodzie. Na szczęście chwila wrzasku wystarczyła (szczypnąłem Małą żeby lepiej krzyczała, bo ten szczeniol nie załapał o co chodzi i grzecznie spał na siedzeniu). Pani mamrotała coś pod nosem w stylu: wredne pasztety ale wzięła nas ze sobą. No i fajnie! Zacząłem szperać po wszystkich kątach. Jakie zapachy!!! No mówię Wam....bajka!!! W kącie znalazłem coś co cudnie pachniało...padlinką (Wyjaśnienie kronikarza: zakapior wytarzał się w dodatku mięsnym do krowiej paszy:mad:) A Pańcia na kogoś czekała. W końcu przyszedł... i jakoś mi się facet nie spodobał. Wylazłem więc z padlinkowego kąta i poszedłem na Ludzia popatrzeć.... Pańcia popatrzyła na mnie wzrokiem typu: jedziesz w bagażniku kundlu jeden! (Trochę tego fajnego piasku miałem na sobie, ale żeby zaraz bagażnik?) Natomiast facet zdębiał na mój widok. Przytuptała Mała w tej swojej głupiej sukience i gość zdębiał jeszcze bardziej... chyba się mnie wystraszył po gwizdnął po ochronę. I przyszedł....jakiś długoryjec. No nie będzie mi tu nikt Pańci wyżłami straszył!!!! Byłbym już wyżła chapnął, ale niestety Pańcia ma niezły refleks i wylądowałem na jej rękach... kurcze! Normalnie się Pańcia robi coraz szybsza i nie nadążam!!!


Z pamiętnika wyżła

Robie sobie poranny obchód gospodarstwa i słyszę ulubiony gwizd mojego Pana. Myślę co mi tam pójdę niech myśli, że go słucham. Wchodzę do mojego osobistego biura, a tam śniadanie przypełzło... Dziwne trochę bo małe kudłate i rude ale co mi tam, już miałem się do niego zbliżyć i; oczom własnym nie wierzę...
Spod mojego ulubionego biurka wychodzi laska, cóż to było: śliczna w spódniczce tylko jakaś taka nie wyrośnięta (chyba ją nędznie karmią). Prawie się z nią zapoznałem, kiedy moje kudłate śniadanie zaczęło na mnie szczerzyć zęby (czy coś tak małego może mieć zęby?).
Juz miałem mu pokazać jak wygląda prawdziwe zdrowe psie uzębienie ale w tym momencie pan wywalił mnie z biura, a śniadanie powędrowało na ręce jakiej kobiety (chyba śniadanie ma pańcię)

Cóż życie jest jak kula smakula - nigdy nie wiadomo na co co z niej wypadnie.

PS.
Ta mała była niezła, mogłaby sama do mnie wpaść...

  • Replies 505
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Uwaga!!! Ostrzeżenie dla jamnioli!!! Przed czytaniem zaplasterkować pyszczory na modłę aligatorów!!!

Z "Dziennika Pańci":

Postanowiłam "zapolować" na pewnego Dyrektora. Zawodowo oczywiście:) Sugestia "wywiadowni gospodarczej" (moja Mamcia) po przeprowadzonym osobiście wywiadzie na miejscu przyszłej "nagonki" była następująca: stacjonarnych facet nie odbiera, komórkowego cerber- sekretara nie da, ALE Dyrektor ZAWSZE jest w biurze o 7.00 rano.
Wstaję więc przed 6.00. Zaspana jak suseł, ubrałam się w miarę poprawnie. Makijażu nie zrobiłam - nie da się prosto "wyciągnąć" kreski jak powieki opadają....
Po kilku próbach obudzenia Ślubnego w celu wyprowadzenia psów na spacer odpuściłam (chwilowo zabrakło mi materiałów wybuchowych). Pozbierałam więc śpiące psy i zapakowałam do samochodu. Albin się "stawiał", Luśka nawet nie otworzyła oczu. Na miejscu postanowiłam zostawić psiaczki w aucie. Koncert jaki wrzaskonie urządziły spowodował, że wzięłam zwierzątka pod pachy, ofertówkę w zęby i podreptałam do biura oczekiwać na Dyrektora.
W biurze się okazało, że Pani Księgowa (bardzo miła kobietka) nie miała nic przeciwko i psiaki uwolniłam z chwytu pachowo-kleszczowego. Tatałajstwo się rozlazło. Pani Księgowa uraczyła mnie historyjką z MOJEGO dzieciństwa (a ostrzegali nie wracaj w strony rodzinne!!!)
Przybył Dyrektor - osaczyłam więc człowieka i zalałam słowotokiem jednocześnie wdzięcznie trzepocząc rzęsami.
No i Albin postanowił wyleźć z kąta. Utytłany jak nieboskie stworzenie w paszy. Siadła psia zaraza przed Dyrektorem, łepetynę zadarła i się patrzy. Normalnie psi kaszpirowski. Pan zaniemówił...Jakby było mało, przytoczyła się Luśka. Którą w amoku sennym ubrałam w sukienkę.... I też siadła i pyszczor zadarła. Facet wyrażnie w szoku, zadał pytanie: co to......... jest??? Stwierdziłam nieśmiało: psy... Riposta Dyrektora mnie ścięła z nóg: proszę Pani pies to wygląda tak (tu nastąpił przenikliwy gwizd) i przyczłapał... wyżeł...
No i się zaczęło...
Myślę, że Pan Dyrektor nabrał szacunku do małych, rudych zakapiorków....

Posted

Teutonka napisał(a):
Uwaga!!! Ostrzeżenie dla jamnioli!!! Przed czytaniem zaplasterkować pyszczory na modłę aligatorów!!!

[....]


Mam postulat, poproszę instrukcje plasterkowania pyszczorów jamniczych, ze wskazaniem na jamniki w typie brunetek. Albowiem według mnie nie ma technicznych możliwości na wyciszenie sztuczne, tylko wtedy gdy jamnior sam tego chce. A w szczególności te czarne z balejażem.

Posted

Proszę bardzo: oto instrukcja (opracowana niestety na shiz, bo jedyny mi znany jamnior nie został wypożyczony do celów naukowego opracowania niniejszej instrukcji).

Wabi się ofiarę czymś smakowitym (obiekt badania reaguje na gotowane mięcho). Ofiarę plasterkowania zajetą konsumpcją należy podstępnie pozbawić możliwości poruszania się w terenie (zawinąć w kocyk, ubrać w kaftan 4 nr za duży, ostatecznie zastosować chwyt kleszczowo-pachowy a najlepiej zastosować wszystko jednocześnie). Należy wezwać oczekującego za drzwiami pomocnika zaopatrzonego w stosowny bandażyk, plasterek lub inne klejące się dziadostwo (obiektowi badania wystarcza bandaż elastyczny). Plasterkujący głównodowodzący stanowczym ruchem unieruchamia głowę ofiary jednocześnie wydając dżwięki uspokajające (dźwięki głównie uspokajają pomocnika osoby plasterkującej). Pomocnik plasterkującego drżącą ręką z prędkością światła zarzuca pętlę z materiału plasterkującego na pyszczydło ofiary (przeżuwającej ostatni kęs gotowanego mięcha i wydającej dźwięki będące pomieszaniem ryku startującego odrzutowca i lwa cierpiącego na ból zęba trzonowego).

Po kilku próbach uczestnicy zdarzenia nabierają wprawy w plasterkowaniu. Niestety ofiara plasterkowania też się uczy....

Powyższą instrukcję opracowano na potrzeby obcinania Albisiowi pazurów, szczepień i tym podobnych "miłych" zabiegów.
Podmiotem praktykującym powyższą instrukcję jest pewna Pani Asia Vet. (po tym jak przy próbie ściągania szwów pozostały na dłoniach wszystkich uczestniczących w zabiegu krwawe odciski Albisiowej szczęki)

Posted

Osa napisał(a):
:modla:No i posikałam się w majty...
Ja to czułam..Czułam że nastąpi taki moment...
:biggrina:



Ja tam wysłałam bloczek faktur za pampersy do zapłacenia :)

Posted

Isadora7 napisał(a):
Ja tam wysłałam bloczek faktur za pampersy do zapłacenia :)


Ja stanowczo też...
Noż w końcu trzeba być odpowiedzialnym za to co się pisze ..
Nie można tak bezkarnie prowokować ludzi do sikania po piętach.
Protestuję!
:offtopic:



:evil_lol::evil_lol::evil_lol:

Posted

Moje Drogie Cioteczki!!! (i Wuje też)

Prowokacja to moje drugie imię :):) Pisać... no cóż....muszę... obiecałam Babuni...

Tak więc:

"Rudego Pamiętnika" fragment kolejny:
Uwielbiam soboty!!! (niedziele zresztą też:):)
Bo w soboty jest inaczej: to my - psy budzimy Pańcię! I wolno nam wleźć do łóżka!!! I wyyyyyłożyć się kołami do góry! I wylizać Pańcię! I wyczochrać się o poduszki!!! No mówię Wam - sama rozkosz!!!
No i te spacery.... bez smyczy, niuchać można wszędzie. A jak mi dopisze szczęście to znajdę taaaaki zapach!!! I jak będę miał podwójne szczęście to Pani nie zauważy, że się wytarzałem (czasem mam wrażenie, że Pani to ma oczy z tyłu...)
Dziś Pani zabrała ze sobą patyki. Takie dziwne. I przywiązała je sobie do rąk. No i jak ruszyła przed siebie to zgłupiałem! Zupełnie jakby w tych patykach był jakiś silniczek. Duży Ludź też zgłupiał. I tak siedzimy i patrzymy jak nam Pani znika za horyzontem.... Oprzytomniałem pierwszy i warknąłem do Małej, żeby uruchomiła łapy. Bo nam Pańcia zginie!!! Czort z tą zdechłą mewą... znajdę inną... ale Pańci zgubić nie mogę! Duży Ludź też ruszył za nami, mamrocząc coś pod nosem. Coś tam gadał o głupich modach i nawiedzonych trenerkach. A i o tym, że w jego wieku to na biegi może ewentualnie popatrzeć... w telewizji...
No i tak dziś biegliśmy: Pańcia, Mała i ja (no i Duźy Ludź gdzieś tam za nami). Najpierw było fajnie. Ganiałem Małą, ona gryzła mnie w ucho (to mniej fajne...). Pańcia machała kijami (na wszelki wypadek nie podbiegałem zbyt blisko). Ale ile można ganiać??? Co ja jestem? Biegacz? Może jeszcze agility, co? Chyba widać, że jestem pies K-A-N-A-P-O-W-Y!!! Nie ganiam! Wyleguję się! I lubię być miziany! I pić mi się chce, a ta uciekająca woda jakaś gorzka czy słona - dość powiedzieć, że obrzydliwa.
Miałem dość. Kazałem się Małej położyć. Sam też padłem i czekamy.
Pańcia po chwili obejrzała się i nas woła. O nie!!! Mowy nie ma! Nigdzie nie idziemy (na wszelki wypadek przytrzymałem Małą coby się głupia nie wyrwała). W między czasie doczłapał Duży Ludź. Jakiś taki zmieniony na twarzy. A sapał....
Pani przez chwilkę popatrzyła na naszą trójkę. Stwierdziła, że jesteśmy zaśniedziałe lenie (zaśniedziałe???) i że więcej nas na nordic (???) nie zabierze (huuuura!)
Duży Ludź dostał do ręki kije (dziwne, na niego nie działały...) i Małą. Ja jechałem na Pańci. Pod pachą.....

Nie ma to jak dom... i kanapa.... I żeby było jasne... nigdzie się dzisiaj nie ruszam!!!!

Posted

Isadora7 napisał(a):
[FONT=Arial Black]A może waszej Pańci podmienić te kije na takie jak poniżej?[/FONT]



Baaardzo zły pomysł!!! Jak znam swoją Pańcię, to zaraz zrobi nam swetroski! A mnie się już kończą kryjówki! Nie mam gdzie już chować tego dziadostwa!!!!

Posted

Osa napisał(a):
Nie wchodzę więcej na ten wątek...(zanim mi z tuzin gatek nie wyschnie..)
To piszę ja Osa...

:x


Rambo obiecał popilnować Twoich gatek, ma do tego jak widać kwalifikacje:

Posted

Osa napisał(a):
:evil_lol::evil_lol::evil_lol:
Liczę że mu wyjdą koniakowskie stringi..........:diabloti:



Nie polecam! Zaposiadam takowe... i strasznie piją... w pewną część ciała.... oczywiście....

Posted

"Rudy Pamiętnik" cd:

Byliśmy wczoraj z wizytą. Oficjalną.
A zaczęło się tak: zostałem podstępnie złapany przez Dużego Ludzia i dostarczony Pańci. W celach higienicznych. Wymyto mi pyszczor, wyczesano kudełki i co gorsza OGON!!! Normalnie zgroza! Małą też wyrychtowano i ubrano w kokardki.
Pojechaliśmy daleko. Do przyjaciółki Pańci - Ludzi o imieniu Ewa.
Pańcia i Ludzia Ewa jak się spotykają to strasznie się śmieją i piszczą. Zupełnie jakby nie mogły normalnie pomerdać ogonem i się obwąchać...
Panie się witały, a ja szukałem. Królika! Miałem do pogadania z typem. Tak mnie walnął łapami w nos, że aż gwiazdy zobaczyłem. Niestety Facet wylądował za kratkami. Próbowalem wprawdzie wyciągnąć go między szczeblami... ale ciasne jakieś były... łapa się nie mieściła...
Wtem Mała coś przyturlała. Jakoś to piszczało... Myślałem, że gumiak! Micha mi się roześmiała i już miałem gumiaka Małej zabrać. Niestety... to nie był gumiak... to był szczeniol.... Trąciłem go nosem w celu rozwinięcia i zbadania obiektu. Obiekt się zlał... na dywan...i się rozwrzeszczał w niebogłosy. To oczywiście zwabiło Pańcię i Ludzię Ewę. Szczeniol został zabrany, a mnie Pańcia zganiła wzrokiem. I kurczę za co? Za badania naukowe??? Chyba dobrze wiedzieć, jak się rozwija szczeniole?
No, ale cóż... zrozumie ktoś psa z zacięciem naukowym....
Z braku obiektu badań udałem się na poszukiwania michy szczeniola. Oczywiście była w kuchni. Zeżarłem te nędzne granulki (biedne małe na suchej pędzone). Nie żebym jakoś specjalnie głodny był... ale...
Po jakimś czasie szczeniol pojawił się znowu na horyzoncie. Mała! - wołam - polowanko!!! Mała zaganiała, ja szczypałem, a szczeniol znowu się rozwrzeszczał... i oczywiście zlał się na dywan. Pańcia pogroziła mi palcem, Ludzia Ewa starła kolejną plamę, a ja udawałem, że jestem grzeczny.
Po chwili wróciliśmy do polowania: Mała się potknęła o szczeniola i wylądowała mu na grzbiecie (auć.... to musiało boleć...ona jest jakaś "ciężka" ostatnimi czasy!).
Szczeniol znowu się zlał i rozwrzeszczał.
Ludzia Ewa starła plamę (z ponurą miną), nakazała Małoletniej (to odmiana Małoletniego w kiecce) zabrać szczeniola na spacer, a my wylądowaliśmy w "areszcie kolankowym". Mała u Dużego Ludzia, ja u Pańci...

Co to kurcze jest??? To już się bawić nie wolno?

Posted

[quote name='Teutonka']To było.... cóś jak skrzyżowanie sznaucera miniatury z ratlerkiem w rude łaty....wagi można by rzec piórkowej....

Sznaucer+ratlerek+rude i na dodatek pió(u)rkowane toż to mieszanka wybuchowa. Nitrogliceryna z dynamitem przy tym to pikuś, a nawet Pan Pikuś.

Posted

[quote name='Isadora7']Sznaucer+ratlerek+rude i na dodatek pió(u)rkowane toż to mieszanka wybuchowa. Nitrogliceryna z dynamitem przy tym to pikuś, a nawet Pan Pikuś.

:evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol:
Noooo.... dynamitem szyczyniola bym nie nazwała.... raczej.... wodospadem...

Posted

Teutonka napisał(a):
:evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol:
Noooo.... dynamitem szyczyniola bym nie nazwała.... raczej.... wodospadem...


Nie wierzę, na pewno dynamitu tez daje

:wink::wink::wink:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...