Wind Posted May 30, 2005 Posted May 30, 2005 Co do wyciagania kleszczorow, to rzeczywiscie w Polsce jest metoda na "wykrecanie w lewo". I tak tez wykrecalam ;) Przeczytalam kiedys post Flaire, ktora napisala (a bylo to chyba w ubieglym roku), ze w innych czesciach swiata ;) kleszczory sie wyciaga bez krecenia. Odszukalam stosowne strony www (bo ja to taki niedowiarek troche jestem i nie watpie w to co pisza inni, ale musze miec dla spokoju wlasnego dodatkowe artykuliki) i ropoczelam walke z kleszczorami na "wprost". I tak oto, w ubieglym roku splaszczona , ale nie ostra penseta, wyciaglam cale kleszcze bez krecenia. Wychodzily doskonale. Nigdy nie zostal mi zaden kawalek tego paskudztwa w psie, ani we mnie (dwa razy wbily mi sie kleszcze w okolice stopy :o ) W tym roku kleszczy jeszcze nie wyciagalam. Srodek na kleszczory dobrany w tym roku dziala doskonale! :D Quote
Wind Posted May 30, 2005 Posted May 30, 2005 dyziolek, Moze uscislijmy, ze na mojego psa doskonale, co wcale nie jest pewne, ze tak zadziala u innych psow. W ubieglym roku stosowalam Frontline i kleszczory wyciagalam. W tym, za rada weta przeszlam na Exspot i kleszczy pies nie lapie. Quote
Marta Chmielewska Posted May 30, 2005 Posted May 30, 2005 Tak między Bogiem a prawdą nie ma znaczenia w którą stronę wykręca się kleszcza. Trochę to przypomina zaklinanie węża a niepotrzebnie utrudnia ,,operację". Kleszcz przecież trzyma się jednakowo mocno z obu stron :D Ale muszę was zmartwić, żeby kleszcz zaraził nie musi być maltretowany, polewany i ściskany (albo masowany jak niektórzy robią :o ).Wystarczy że jest nosicielem. Nasza naguska miała kleszcza między opuszkami i już pierwszego dnia wystąpił rumień wokół ukąszenia, jeszcze zanim kleszcza zneleźlismy. Złapała boleriozę. Pies chodząc, siedząc, leżac czy liżąc się pobudza kleszcza i prowokuje nieświadomie do wymiotów. Zdąrzy zarazić zanim go znajdziemy. A wyciągnąć należy jak najszybciej i bez zbędnego wydziwiania, ja całe życie wyciągam na wprost, nic nie wykręcam i nigdy nie została mi główka. Kiedyś, gdy byłam dzieckiem, wierzono, że polewany kleszcz puści się, bo zacznie się dusić. Wiem jednak z doświadczenia, że się nie puszcza. Nawet jak zdechnie od maltretowania czy taplania sie godzinami w wodzie będzie się trzymał skóry. Nie ma siły, trzeba wyrwać. Quote
golden_owner Posted May 30, 2005 Posted May 30, 2005 Ja dwa razy ciagnelam i dwa razy mi zostala glowa :roll: Natomiast przy wykrecaniu wychodza idealnie, wystarczy moze pol obrotu i juz kleszczor wyjety. Quote
Flaire Posted May 31, 2005 Posted May 31, 2005 Marta Chmielewska napisał(a):Tak między Bogiem a prawdą nie ma znaczenia w którą stronę wykręca się kleszcza. Trochę to przypomina zaklinanie węża a niepotrzebnie utrudnia ,,operację". Kleszcz przecież trzyma się jednakowo mocno z obu stron :D A więc według polskiego specjalisty od robali, z którym konsultował się mój wet, to nieprawda - podobno większość (jeśli nie wszystkie) kleszcze mają w tych swoich głowach takie jakby gwinty, a więc nie są wymetryczne. Stąd właśnie bierze sie to przekonanie w Polsce, że trzeba wykręcać. Miałam zamiasr kiedyś napisać do amerykańskiego spacjalisty od kleszczy z zapytaniem, dlaczego oni zalecają te gwinty ignorować i ciągnąć prosto, ale jakoś zabrakło mi motywacji. może teraz, gdy temat wrócił, zrobię to. Oczywiście jest prawdą, że kleszcza wcale nie trzeba ruszać, żeby psa zaraził. Im dłużej siedzi w psie, tym większa szansa, że zarazi. Dlatego ja często oglądam psa i wyciągam co znajdę. Quote
julita104 Posted May 31, 2005 Posted May 31, 2005 moj Toficzek wczoraj pierwszy raz w zyciu miał wyciaganego kleszcza :( brrrrr paskudztwo przyczepiło się w gęstych włoskach pod brodą. Ja z racji braku praktyki wolałam wyciaganie zostawic wetowi (pani doktor kreciła kleszczem, bo widze ze o tym piszecie:P) Ponoc siedzial nie więcej niż dwa dni. Pryskamy sie frontlinem wiec jakos wiekszosc kleszcy nas omijała. ten jeden paskudek sie przyczepil mocno. ale juz po nim :-) Quote
Marta Chmielewska Posted June 1, 2005 Posted June 1, 2005 Poblem polega na tym, że nie zawsze warto mieć zaufanie do polskich weterynarzy, dlatego, że często sami sobie zaprzeczają. Kończą różne szkoły, o różnym stopniu zaawansowania technicznego, sami w swojej praktyce często sie nie douczają a to co było aktualne 10 lat temu dzis już nie jest. A dowodem tego jest choćby weterynarz, ktory wypowiadał się na łamach Mojego psa. W dwóch różnych artykułach podał dwa różne sposoby pozbywania się kleszczy. W jednym kazał polewać tłuszczem, w drugim absolutnie tego zabronił. Doczytał w jakiejś zagranicznej publikacji? :o :-? Jestem zdania, że amerykańscy uczeni czy lekarze zdecydowanie wiedzą to lepiej. Dlaczego? Bo ich rozwój wyprzedza Polaków o jakieś 50 lat. W każdej dziedzinie. Nie jestem fanką ameryki, ale ślepa też nie jestem. Cytaty: Po ukąszeniu wszelkie działania profilaktyczne są spóźnione. Wyciągnij go czym prędzej. W ślinie kleszcza mogą znajdować się bakterie i wirusy, jego ukąszenie powoduje lekkie zaczerwienienie skóry wokół ranki. To wynik podrażnienia, wywołanego śliną kleszcza ( a to znaczy, że zarazi w momencie ukąszenia a nie poźniej, a ślinę wprowadza, ponieważ zawiera właściwości znieczulające). ( tu radzą tak) Natychmiast go usuń! Zrób to pensetą. Ostrożnie chwyć nią wystającą część kleszcza i okręć wokół jego własnej osi w stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara. Wyjmij go w całości, bo w przeciwnym razie wstrzyknie ci jeszcze więcej śliny z zarazkami. Zrobi to także, gdy posmarujesz go naftą, masłem lub benzyną. Dlatego rankę przemywaj spirytusem. Im mniejszy pazożyt tym mniejsze ryzyko zarażenia. Usówamy za pomocą igły, wykręcamy pęsetą, stosujemy substancje insektobujcze w aerolozu. Przed wykręceniem możemy posmarować naskórek tłuszczem, lub przypalić kleszcza rozgrzaną igłą. Nie jest istotne w która stronę wykręcamy, ważne, żeby kleszcz uniósł sie do góry. Wykręcamy delikatnie, bez pośpiechu, gdyz można urwać główkę pasożyta. W naszym kraju spotkać możemy ponad 20 gatunków tych pasożytów, należących do kleszczy właściwych i obrzeżków. Ciało kleszcza zbudowane jest z głowotułowia, odwłoka i ryjka. Ryjek składa się z języczka, dwóch szczękoczułków i osadzonych bocznie od nich nogogłaszczek. Języczek pokryty jest licznymi ząbkami, których wierzchołki skierowane są ku tyłowi. Gdy kleszcz dostanie się na skórę żywiciela starannie bada ją nogogłaszczkami i w odpowiednim miejscu przecina ząbkowanymi szczękoczułkami, wsuwając do nacięcia języczek. Rozłożone ząbki języczka to pewnie trzymająca kotwica. Do ranki w skórze kleszcz wpuszcza wydzielinę ślinową zawierającą między innymi substancje przeciwkrzepliwe i wysysa krew. Drukowane w różnych pismach mapki występowania kleszczy w Polsce nie zawsze są zgodne z prawdą. Należy rozgrzać do czerwonosci czubek ostrza noża, a następnie wyłuskać nim ze skóry kleszcza. Ma to swoje bardzo dobre strony: przede wszystkim zabija natychmiastowo kleszcza, uniemożliwiając mu strzyknięcie śliną do srodka naszego ciała, co ma miejsce, gdy posmarujemy go np. masłem, aby martwego łatwiej usunąć ze skóry. Jest to bardzo poważny błąd! Nigdy nie smarujmy kleszcza masłem, benzyną, czy innymi specjałami, bowiem kleszcz dusząc się strzyka śliną, która może być zakażona, przyspieszając ewentualne zainfekowanie nas wirusem! Tak więc jak widać zabicie kleszcza gorącym nożem to bardzo pozytywne działanie. Poza tym niejako przy okazji wypalamy skórę wokół miejsca zaatakowanego przez kleszcza usuwając resztki Intruza, jak i skutecznie dezynfekując skórę. Kleszcz się w nas wkręca zgodnie z ruchem wskazówek zegara, my wykręcimy go w stronę przeciwną.Wykręcamy kleszcza w stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara! Najlepszą metodą na usuwanie dla niedoświadczonych właścicieli jest kręcenie kleszczem w jedną stronę. Jeśli więc zauważymy, że kleszcz usadowił się na skórze, chwytamy go pęsetą między tułowiem a głową i delikatnie wyciągamy. Chorują prawie wszyscy, których skutecznie ukąsił kleszcz zakażony krętkiem. Jak widać opinie są przeróżne. Dlatego tak trudno o jakąś roceptę. Wszędzie jednak, jak mantra, powtarza się, żeby po prostu jak najszybciej wyjać i niczym nie polewać. I chyba to jest najlepsze wyjście. :D W żadnym artykule nie znalazłam naukowych lub chociaż rzeczowych dowodów, że kleszcz właśnie tak a nie inaczej się wkręca a wykręcanie powoduje to czy tamto. Mam wierzyc na słowo? :-? Quote
Flaire Posted June 1, 2005 Posted June 1, 2005 Marta Chmielewska napisał(a):W żadnym artykule nie znalazłam naukowych lub chociaż rzeczowych dowodów, że kleszcz właśnie tak a nie inaczej się wkręca a wykręcanie powoduje to czy tamto. To ja Ci mogę podać takie artykuły (po angielsku). Jest tam jednoznacznie napisane, że wykręcanie często powoduje urwanie łba kleszcza i dlatego należy wyciągać prosto, bez wykręcania. Anglojęzyczne artykuły na ten temat są zgodne niemal w 100% - natomiast w Polsce niemal każdy, kogo się radziłam, kazał wykręcać, łącznie z wetem, który skontaktował się z kolegą-biologiem, specjalistą, który właśnie powiedział mu o tym gwincie. :o Quote
Marta Chmielewska Posted June 3, 2005 Posted June 3, 2005 Wiesz, mówię ci, u nas co weterynarz to inna diagnoza. Znalazłam zdjecia i rysnuki anatomiczne kleszcza, jego języczek, którym jest wbity w skórę ma haczyki i w momencie wyrywania rozrywają minimalnie tkanę, tak działa każdy haczyk. Kleszcz zbudowany jest symetrycznie, więc nie może być różnicy w czasie wyrywania czy wykręcania bez wględu w którą stronę sie to robi. Właśnie przy wykręcaniu można faktycznie urwać głowę, bo się mu ją zwyczajnie odkręca od czegoś co można nazwać jego szyją. Poza tym często przy wykręcaniu zostają nawet odnóża (widziałam). Zgodzę sie więc z opinią amerykańskich lekarzy. O, gdyby języczek był jak świder, można by go wykręcać, ale nie jest. :D Ja wyrywam. Psu, sobie, dziecku. Nigdy nie została główka a wyrwałam w życiu ze 40 kleszczy. :evilbat: A, jeszcze jedno, skoro kleszcz zaraża już w momencie ukąszenia (wprowadza ślinę a w ślinie ma drobnoustroje) to obroże które zezwalają na wbicie się w ciało nie chronią przed chorobami, tylko odstraszające. Takie, przy których kleszcz zdycha jak się pojawi na psie, zanim sie wbije. Albo chociaż niech ucieknie i się na psie nie pojawia :wink: Quote
Flaire Posted June 3, 2005 Posted June 3, 2005 Marta Chmielewska napisał(a):A, jeszcze jedno, skoro kleszcz zaraża już w momencie ukąszenia Ale to nie do końca tak jest -- kleszcze z reguły nie zaraża w momencie ukąszenia (chociaż chyba teoretycznie jest to możliwe). Raczej, im dłużej siedzi, tym większa szansa zarażenia. Dlatego ja zakraplam, ale również przeglądam psa. Większość (jeśli nie wszystkie) środki przeciwkleszczowe działają kontaktowo, to znaczy zabijają poprzez kontakt z kleszczem i nie wymagają wbicia, żeby zabić, chociaż wbiciu nie zapobiegają. Nawet te odstraszające nie zapobiegają wbiciu, chociaż odstraszając powodują, że jest na to wbicie mniejsza szansa. Quote
kinia_w Posted June 3, 2005 Posted June 3, 2005 Ludziska, pomocy. Jak wygląda kleszcz? Znaczy: jaki ma kolor? Przed chwilą wyciągnęłam ze skóry Muszkiego coś małego, czerwonego, było toto płaskie. Przy wyjmowaniu rozpadło się na dwie części :( I tak, która została, była mocno wczepiona w skórę, wyciągnięcie bolało Muszkiego. Czy to był kleszcz, czy jeszcze jakieś inne paskudztwo? Kompletnie nie znam się na robalach i innych wstrętnych stworzeniach :-? Quote
Flaire Posted June 3, 2005 Posted June 3, 2005 kinia_w napisał(a):I tak, która została, była mocno wczepiona w skórę, wyciągnięcie bolało Muszkiego. Czy to był kleszcz, czy jeszcze jakieś inne paskudztwo? Kompletnie nie znam się na robalach i innych wstrętnych stworzeniach Jak mocno wczepione w skórę, to najpewniej kleszcz... przemyj jakimś środkiem odkarzającym i obserwuj, żeby się upewnić, że nie zacznie się paprać - najpewniej będzie ok. No i oczywiście obserwuj psa pod kątem babeszjozy, a jak zauważysz którekolwiek z objawów - natychmiast do weta. Quote
kinia_w Posted June 3, 2005 Posted June 3, 2005 Przemyte jest spirytusem salicylowym, w skórze na pewno nic nie zostało, dokładnie sprawdziłam. Ten kleszcz na pewno nie siedział w skórze zbyt długo - albo od spaceru o 16. albo od tego o 19, kiedy go znalazłam. Tylko martwi mnie to, że on pękł. Jejku, ale mnie ostatnio psiak stresuje, wczoraj wyszła konieczność kastracji, dzisiaj kleszcze. Lepiej nie myśleć, co będzie jutro :-? Jeszcze mam takie pytanko (no nie umiem tego znaleźć) - w jakim czasie od ugryzienia kleszcza pojawiają się ew. pierwsze objawy - czy jest to kwestia godzin, dni? I kiedy można powiedzieć, że na pewno nic złego się nie stało? Quote
coztego Posted June 3, 2005 Posted June 3, 2005 Powiedzcie mi, czy są psy bardziej i mniej podatne na kleszcze? czy zdarza się, że jakiegoś organizmu kleszcze "nie lubią" :hmmmm: Bo tak czytam o tych kleszczach ciągle, a Kreska nic a nic nie łapie... I bardzo się z tego cieszę, tylko zastanawiam sie skąd się ta odporność bierze? Fakt, że mało łazi po krzaczorach, raczej po trawce i po osiedlu, nie po lasach i łąkach. Ale Kreski ulubiony kolega obraca się w tym samym środowisku, a jego pani mówiła, że nie może już patrzeć na kleszcze, pies zabezpieczony na wszystkie strony, a on i tak ciągle coś łapie... Quote
Marta Chmielewska Posted June 3, 2005 Posted June 3, 2005 Flaire pomyśl, jesli kleszcz zakaża śliną a musi ślinę wpuścić, bo ona zawiera środki znieczulające to razem ze śliną wpuszcza bakcyla. Jedyne uzasadnienie jest takie, ze im dłużej siedzi tym więcej tych bakcyli wpuszcza. Ale też wyraźnie jest powiedziane, każdy ukąszony przez kleszcza zarażonego zachoruje (poza wyjątkami i chyba nie na wszystkie z wymienionych chorób). Czy jest możliwe, żeby zakażony wirusem hiv zakaził dopiero po trzecim kontakcie seksualnym z tą samą osobą? Może czegoś nie rozumiem. Po drugie, obroże działają po kilku (kilkunastu czy kilkudziesięciu) godzinach i najczęściej kleszcz jest wczepiony, więc jak chronią przed zarazkami? Zabijają drobnoustroje w organiźmie psa? Pchła musi ukąsić żeby zdechła, kleszcz nie? Nie rozumiem tego, za wiele widzę sprzeczności. Komar zakażony malarią zarazi każdego kogo ugryzie, czy nie tak jest? Poza tym w niedługim czasie po ukąszeniu pojawia się rumień. dwie, trzy godziny po. Może nawet wcześniej tylko nikt psa nie oglądał tak wnikliwie. Dzis u weterynarza dowiedziałam się, że kleszcz zaraża dopiero po trzech dniach. A dlaczego nie po pięciu? Odlicza sobie dni? Wszyscy lekarze podają rózne teorie ale nie potrafia powiedzieć dlaczego tak a nie inaczej. Eeeee... już sama nie wiem kogo słuchać. Coztego może tak być jak piszesz. Podobnie jest z komarami, sa ludzie, których komary nie tną a innych obłażą stadami. Czemu? Nie wiem. Ponoć kleszcze bardzo lubią goldeny ale na jakiej podstawie powstało to twierdzenie, nie wiem. Ale słyszałam. Quote
kinia_w Posted June 3, 2005 Posted June 3, 2005 Marta Chmielewska napisał(a):Flaire pomyśl, jesli kleszcz zakaża śliną a musi ślinę wpuścić, bo ona zawiera środki znieczulające to razem ze śliną wpuszcza bakcyla. Jedyne uzasadnienie jest takie, ze im dłużej siedzi tym więcej tych bakcyli wpuszcza. Ale też wyraźnie jest powiedziane, każdy ukąszony przez kleszcza zarażonego zachoruje (poza wyjątkami i chyba nie na wszystkie z wymienionych chorób). Czy jest możliwe, żeby zakażony wirusem hiv zakaził dopiero po trzecim kontakcie seksualnym z tą samą osobą? Jeśli chodzi o hiv, to tak właśnie jest - nie jest powiedziane, że każdy kontakt z wirusem powoduje zakażenie. Co do kleszczy - nie jestem pewna, bo się na tym nie znam, ale przecież mechanizm może być podobny. Quote
Flaire Posted June 4, 2005 Posted June 4, 2005 Marta Chmielewska, kleszcz, jak i pchła, zdycha przez kontakt z truciznami zawartymi w środkach, takich jak Advatix, Exspot, czy Frontline - nie przez ukąszenie. Te środki zabijają przez to, że są na psie, a nie przez to, że sa w krwiobiegu (bo tam praktycznie ich nie ma). Dlaczego zakażenie z reguły wymaga, żeby kleszcz był jakis czas wczepiony to nie potrafię z całą pewnością powiedzieć. Ale z tego, co słyszałam, to nie jest tak, że kleszcz się wczepia i natychmiast zaraża - on musi coś "wpluć" w tego psa, co czasami może nastąpić po godzinie, ale częściej następuje dopiero po 24 godzinach na psie. Czy stężenie pierwotniaków ma znaczenie jeśli chodzi o zarażenie babeszjozą, czy tez wystarczy jeden - nie wiem. W większości chorób potrzeba więcej jak jeden organizm (bakterię czy wirusa) żeby zarażić - stężenie ma istotne znaczenie. Ale nie wiem jak jest z pierwotniakami i babeszjozą. No i ostatnia sprawa: rumieniec jest objawem boreliozy - przy babeszjozie nie występuje. Więc nie szukaj rumieńca jako objawu babeszjozy. A w Polsce w tej chwili boreliozy jest duż mniej niz babeszjozy. (gdyby było więcej, to możnaby psy przeciw temu szczepić, bo przeciw boreliozie jest szczepionka). Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.