halcia Posted November 30, 2009 Posted November 30, 2009 Moja Nutka nie miala przeciwbólowych,bo dr twierdził,ze jak boli to psiak bardziej na siebie uwaza.A ona była bardzo "skoczna"Dobrze ,ze po wszystkim ize psiak juz po wybudzeniu,teraz z górki... Quote
Ra_dunia Posted November 30, 2009 Posted November 30, 2009 Wróciłam po wojażach i nadrobiłam wątek ;) A co to za jesienne deprechy?? :mad: Nie ma się co załamywać i smucić, bo szkoda na to życia i nerwów. Na szczęście widzę, że Kolusia stanęła na wysokości zadania :evil_lol: i postanowiła trochę jednak ustąpić ;) Dobrze, że wszystko ok po ciachanku Redzika. Na Wielkanoc to by miała wydmuszki, a teraz... hmmm... bombeczki? :evil_lol: Mel u mnie miał ciach jajka tak robione, że nawet szwów nie trzeba było ściągać (same się wchłonęły). 2 dni po zabiegu widać było, że mu cośtam nie pasuje... i że biedaka boli... bo zamiast chodzić to podbiegał i szybko siadał, ale na 3 dzień, to już chyba ja się bardziej stresowałam niż on :) Mam nadzieję, że i Redzik tak pięknie i szybko dojdzie do siebie ;) tylko teraz najwyżej będzie troszkę cieniej szczekał :evil_lol: A tutaj dowód, że jesień pikna jest i już :razz: Quote
MagdaNS Posted November 30, 2009 Author Posted November 30, 2009 Ulka18 napisał(a):Najwazniejsze, zebys Ty Magda tez dostala leki przeciwbolowe, bo ciecie jader podobno wiecej boli niz powlok brzusznych u suczek. Dobrze byloby regularnie podawac te leki Redowi. Magda, pytanie niedyskretne : ile zaplacilas za kastracje? Leki przeciwbólowe dostanę do domu, oczywiście, że tak. Jeszcze nie wiem dokładnie, ile zapłacę, bo będę płacić przy odbiorze Reda, ale była mowa o kwocie 100 - 110 zł w zalezności od ilości leków, jakie będą podawane. Nie wiem, czy kołnierz też był w to wliczony, będę miała oczywiście więcej przy sobie. Przy okazji: tłuścioszek waży 17,5 kg :) Quote
MagdaNS Posted November 30, 2009 Author Posted November 30, 2009 Ra_dunia napisał(a): A co to za jesienne deprechy?? :mad: Nie ma się co załamywać i smucić, bo szkoda na to życia i nerwów. Dzięki Ra_dunia za dobre słowo :). Z Kolusią łatwo nie będzie, nie wiem, na co liczyłam, na cud chyba :). Zamówiłam właśnie książkę "Aria do mnie" Pana Gałuszki, poczytałam trochę rad na "Wesołej łapce", poprosiłam o dodatkowe informacje z konsultacji indywidualnej no i będę pracować z Kolusią.... Redzik ma już uszykowane czyste posłanie czyli ręcznik i prześcieradło wyprane na 90 stopni ;). No i jeśli będzie w stanie jeść kolację to ryż z kurczaczkiem i marchewką na rosołku :). Teraz będę musiała zmykać, bo dziś ostatni dzień miesiąca, faktury, muszę jechać na rozliczenie wodomierzy i inne takie :). Quote
Energy Posted November 30, 2009 Posted November 30, 2009 Bardzo się cieszę, że już po zabiegu i że z Redzikiem ok:loveu: I wszystko super przygotowane na przyjęcie rekonwalescenta:p Quote
kaskadaffik Posted November 30, 2009 Posted November 30, 2009 No to super że kawaler odjajczony i ma się dobrze :) Mojego też to czeka, ale pewnie jak juz suka będzie kiedyś.. Quote
Tola Posted November 30, 2009 Posted November 30, 2009 Rozmawiałam z Magdą, wiem ze Redzik trochę jeszcze odczuwa skutki narkozy, ale ogólnie jest ok. Trzymam kciuki za troszkę mojego Czerwonego Księcia:cool3: Quote
Tola Posted November 30, 2009 Posted November 30, 2009 Ra_dunia - A gdzie to jeszcze jest taka piękna jesień? U nas smutno, szaro i mokro. Quote
anciaahk Posted November 30, 2009 Posted November 30, 2009 To dobrze, że książe już odjajczony, trzymamy kciuki za szybki powrót formy :). Pomyśli, co za Pańcia, ledwo mnie zabrała a już każe ... i jajeczka obcina ;). Trzymaj się Magda! Quote
halcia Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 Nie strasz Madzi.Madziu on Ci wybaczy,choc chwile jajek moze szukac. Quote
MagdaNS Posted December 1, 2009 Author Posted December 1, 2009 Dzień dobry cioteczki! Niech sobie mówi kto co chce, może samo usunięcie jajek to nic takiego, ale narkoza to narkoza. Redzik zniósł ją nie najlepiej - odkąd odebrałam go z przychodni o 18.30 miał dreszcze, wymiotował (może i dobrze, bo się szybciej świństwa pozbył), tak więc do wpół do jedenastej w nocy siedziałam z nim, poiłam co kilkanaście minut małymi porcjami podgrzanej wody z glukozą od wetki, leżał przykryty dwoma kocykami, głaskałam go po łepku i modliłam się, żeby mu to wreszcie przeszło. O 22.30 poszedł spać, więc ja też poszłam. Dzisiaj o 6 rano dostał kluki ryżowe z kurczakiem i marchewką, karmię go z ręki, bo z tym kołnierzem to biedaczkowi niewygodnie jeść, dostał tabletkę przeciwbólową i generalnie miewał się o niebo lepiej. O 7.30 zdjęłam mu ten opatrunek, który miał na jajeczkach, tak jak wetka kazała ale i tak po południu podjadę z nim do przychodni, żeby go obejrzała, czy wszystko jest OK. Podziwiam Murkę, która ma za sobą tyle sterylek i kastracji, ja jestem wykończona ze strachu o Reda i tak pewnie będzie jeszcze przez najbliższe 10 dni do zdjęcia szwów. Zapłaciłam 115 złotych. Quote
halcia Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 Ja dawałam Nutce mała miske na podwyzszeniu,tak,ze kołnierz nakładała jakby na miske by zjesc.Red sie bedzie czuł dobrz juz na 3-4 dzien,potem tylko ostroznosc by ze szwami nic nie zrobił,ala kołnierz ochroni.Trzymaj sie,ja tez strasznie przezywała sterylke,wierz mi.Pomysl,ze za to kiedys nie grozi mu prostata. Quote
eloise Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 nas też czeka kastracja... ale mamy Ofikową już za sobą więc mam nadzieję, ze i z Foxem pójdzie tak gładko Redzik wracaj do zdrowia! Quote
MagdaNS Posted December 1, 2009 Author Posted December 1, 2009 halcia napisał(a):Ja dawałam Nutce mała miske na podwyzszeniu,tak,ze kołnierz nakładała jakby na miske by zjesc.Red sie bedzie czuł dobrz juz na 3-4 dzien,potem tylko ostroznosc by ze szwami nic nie zrobił,ala kołnierz ochroni.Trzymaj sie,ja tez strasznie przezywała sterylke,wierz mi.Pomysl,ze za to kiedys nie grozi mu prostata. Wiem, że to było dla niego dobre, przede wszystkim ze względu na to, co sie dzieje wiosną na wsi. Tej wiosny zanim suki jeszcze na dobre dostały cieczki to psy zachowywały sie jak w amoku, walcząc o nie i szwędając się po całej wsi (notabene nawet wtedy żaden nam nie rozwalił płotu tak jak teraz Kolusia to robi), ale moja wteka mi wtedy mówiła, że nie było dnia, aby do nich nie ytrafiał 1-2 psy z ranami po walkach. Redzik to typ macho, mam nadzieję, że po kastracji takie "akcje" nie będą mu grozić. No i prostata też :). Quote
halcia Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 Wiem,mój pierwszy psiak zmarł walcząc o suki, był pogryziony serducho słabe i.....nie przezył.Trzymajcie sie mocno.Dacie rade. Quote
Ulka18 Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 Redzik zniósł ją nie najlepiej - odkąd odebrałam go z przychodni o 18.30 miał dreszcze, wymiotował Wiekszosc psow tak znosi narkoze, wymioty to normalna rzecz. Moja Kostaryka 2 razy miala narkoze, raz do sterylki, raz slabsza do czyszczenia zebow i za kazdym razem wymiotowala wielokrotnie. Casablanka miala 2 razy narkoze (operacje wyciecia gruczolakow) i za kazdym razem miala dreszcze i nie mogla ustac na nogach. Nic sie nie stanie, jesli pies nie bedzie pil przez kilka godzin po operacji, my ludzie po operacji to nawet mamy calkowity zakaz picia i 3 dni postu na wodzie i kleiku ryzowym. W schronisku suczki i psy po zabiegach 3 dni poszcza, w 3 dobie dostaja pierwszy, lekki posilek. Jesli chodzi o suczki w typie Casablanki, Kolusi, czyli majacych dolewke krwi collie, to sa one z natury nieufne i wrazliwe, trzeba z nimi dluzej pracowac niz z innymi psami. Czapka nie pije duzo wody w porownaniu do Kostaryki, nie przejmujemy sie tym zbytnio, widac taka jej 'uroda'. Poczatkowo na smyczy tylko lezala lub sie czolgala, chodzilysmy lub stalysmy z Ulka naprawde godzinami, nagradzajac smakolykami z reki za kazde spojrzenie lub kroczek. Quote
MagdaNS Posted December 1, 2009 Author Posted December 1, 2009 Ulka18 napisał(a):chodzilysmy lub stalysmy z Ulka naprawde godzinami, nagradzajac smakolykami z reki za kazde spojrzenie lub kroczek. Hahaha, tylko ta moja spryciara to albo trzyma się nogi, niemal od niej nie odstępując i cały czas domaga się nagradzania tego, że jest koło mnie albo - jak tylko spowoduję jednak oddalenie - ma mnie w nosie :). Żadne sygnały nie działają :). Będę musiała chyba z nią ćwiczyć w drugą stronę przychodzenie - nie ja coraz bliżej Kolusi tylko ja coraz dalej :). Na smyczy nawet dość ładnie chodzi, tyle że nieco sie plącze, raz z prawej, raz z lewej, "przestrasza się" jak z tyłu przekładam za plecami smycz z ręki do ręki, ale cały czas wpatrzona we mnie, co ja zrobię, ja wolniej - ona wolniej, ja szybciej - ona szybciej, cały czas na luźnej smyczy. Ale o sikaniu nie ma mowy, co najwyżej koopke sie uda "wymusić" przez bieganie. Jak tylko stajemy, a ona jest blisko i nie dostaje nagrody, to zaraz wskakuje na mnie łapkami i wącha okolice wiadomej kieszeni, wsadzając tam nos :). Sygnały uspokajające też nie działają, bo co stanę czy kucnę bokiem, to ona zaraz przechodzi tak, żeby znowu centralnie przede mną siedzieć i patrzy na mnie cały czas :). Bardzo zagadkowy psiak :). Quote
Ulka18 Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 Mnie sie wydaje, ze to lepiej, ze Kolusia sama inicjuje kontakt, ze nie siedzi skulona, nie boi sie, tylko podchodzi, domaga sie nagrody, wie ze Pancia ma cos fajnego dla nnie. Cale szczescie, ze jest lakomczuchem. No i ze jest wpatrzona w Pancie to bardzo dobrze. raz z prawej, raz z lewej typowe dla psow zaganiajacych, trzeba od poczatku uczyc wlasciwej strony, chociaz zaganiania pewnie do konca nie da sie wyeliminowac. Sprobuj pocwiczyc 'siad' i zrob maly krok do tylu, wyciagnij reke i daj smakolyk. Potem coraz wiekszy krok, potem dwa, na ile starczy reki do wyciagania smakolykow. Ale o sikaniu nie ma mowy, co najwyżej koopke sie uda "wymusić" przez bieganie. Jesli zrobi coope, to zrobi i siku, gdyby w ogole nic nie robila, bylby problem. Quote
MagdaNS Posted December 1, 2009 Author Posted December 1, 2009 Ulka będziemy ćwiczyć, masz na to moje słowo :). Co z tego wyjdzie - nie mam pojęcia :evil_lol: Quote
anciaahk Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 halcia napisał(a):Nie strasz Madzi.Madziu on Ci wybaczy,choc chwile jajek moze szukac. Hahaha, ja żartowałam. Ale tak się wystraszyłam tej kastracji, że nie wiem jak się teraz zmobilizuję, by odjajczyć Karmisia :(. Moja sunia miała operację usuwania torbieli, to narkozę zniosła super, skakała już następnego dnia, musiałam jej pilnować. Myślałam, że wszytskie psy to dobrze znoszą. Redziku kochany trzymaj się. Quote
Ulka18 Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 Anciaahk, i ludzie i zwierzaki wymiotuja po narkozie, dlatego przed i po operacji potrzebna jest glodowka. To naprawde nic strasznego, jesli pies bedzie przeglodzony to wymiotuje tylko zolcia. Na 2-gi , 3-ci dzien bedzie jak przedtem, tylko moze szwy beda troche denerwowac. Quote
anciaahk Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 Z tym głodem to coś kojarzę, że lekarz zakazał karmić. Z bólem - mniej, nie kojarzę, czy dostawała jakieś zastrzyki, tabletek na pewno nie. A jak się czuje Redzik?? Quote
halcia Posted December 1, 2009 Posted December 1, 2009 Madzia pewnie biedna w dzien konczyła"zasieki"a wieczorkiem głaszcze bezjajowego Redzika... Quote
MagdaNS Posted December 2, 2009 Author Posted December 2, 2009 Nasz rekonwalescent ma się już zupełnie dobrze :). Do operacji był przegłodzony, więc wymiotował wtedy tylko żółcią i wodą, ale i tak nie wyglądało to fajnie. Wczoraj siły mu wróciły, jadłby za dziesięciu i oczywiście robi wszystko, by rozwalić kołnierz. Tłucze się niem o wszystko, o co się da. Mam nadzieję, że kołnierz wytrzyma jeszcze tydzień i moje nerwy też, bo cały czas ise boję, żeby sobie krzywdy nie zrobił. Na spacery chodzi tylko na smyczy, bo inaczej zamiast sikać zajmuje się waleniem we wszystko co napotka - ściana domu, każde drzewo. Płotu nie drutuję - nie ma takiego zabezpieczenia, którego Kolusia by nie pokonała, chcąc uciec, stwierdziłam, że mija się z to z celem. Jak na potrzeby Reda płot jest OK, on nie kopie dziur w ziemi, co najwyżej chce korzystać z otwartej bramy, więc muszę go zamykać jak wyjeżdżam samochodem (aktualnie jest przez czas mojej pracy w ogóle zamknięty, bo inaczej na pewno znalazłbym sposób na zdjęcie kołnierza :evil_lol: ). W przypadku Kolusi skupiłam się od piątku na pracy z nią, oswajani jej lęku, bo póki jej z tego nie wyprowadzę, to żaden płot nie pomoże. Za to nie uwierzycie, czego ona się wczoraj nauczyła. Nie zgadniecie w życiu. Otóż Kolusia nauczyła się wczoraj "siad" :crazyeye: W mgnieniu oka się nauczyła :crazyeye: Tak z głupia frant powiedziałam kilka razy siad i nakierowałam ją, tak jak kiedyś uczyłam Emi [']. I ona od razu załapała o co chodzi :crazyeye:. Cały czas zachodzę w głowę, jak to możliwe, że ktoś, kto uczy się w sekundę co to znaczy "siad" i wie, do której kieszeni włożyć pyszczek po nagrodę, boi się sikać na smyczy :shake:. Mam plan, żeby ją dzisiaj zabrać na spacerek - o ile nie będzie padało. Szkoda mi Reda, bo tabletki przeciwbólowe działają, rozpiera go energia, ale spacer z nim to koszmar, jak nie ma o co, to wali cały czas kołnierzem o moje nogi. Więc w takim stanie nie ma mowy o jakichś spacerach poza naszą działką. Trudno, musimy jakoś wytrzymać. Karmię go z ręki, bo inaczej mu niewygodnie. Wracam do pracy, bo mam tyle, że nie wiem, od czego zacząć. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.