czarok Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 gameta napisał(a):Nie wierzę Ci i nie zgadzam się z Tobą - uważam, że Trevor męczy się - tylko w imię czego? W imię czyich ambicji? Ludzi w takim stanie nie zostawia się "samym sobie", podejmuje się ryzyko - i podawania dużych dawek leków przeciwbólowych i wprowadzenia w stan śpiączki. Bo priorytetem powinno być "nie cierpieć"... Hmmm....Jesteś pewna tych swoich przekonań? Bo jeśli tak, to ja chyba od 20 lat pracuję w zupełnie innej ochronie zdrowia, gdzie takie radykalne poglądy nie istnieją...A już podejmowanie ryzyka, które w 100% skończy się tragicznie jest dobrowolnym szykowaniem się na spotkanie z prokuratorem. I jeszcze jedno, kto powiedział, że Trevor został pozostawiony sam sobie? - jest monitorowany przez lekarzy 24 h na dobę. PS. A wierzyć mi nie musisz, nie ma takiego obowiązku. Quote
dorobella Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Zgadzam się, nie powinien cierpieć.... skoro nie ma pewności i nikt nie może zagwarantować, że pies będzie żył, a jeśli nie przeżyje- będziemy mieć w pamięci, że przed śmiercią cierpiał. Mnie onkolog powiedział tylko raz - cytuję "Do bólu można się przyzwyczaić". Nie skomentuje jego słów. Byłam na kontroli na oddziale, napatrzyłam się :shake: i nasłuchałam :shake:. Wszystko zależy od natężenia bólu i jego odczuwania. A ja głupia myślałam, że nie cierpi :shake: Quote
mamanabank Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Uspokujcie się może trochę, co? Dopiero, co padła informacja, ze nie można podawać leków, a Wy już łapiecie za strzykawę do eutanazji! Zaufajcie tym, którzy się nim opiekują, proszę. Quote
czarok Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 mamanabank napisał(a):Uspokujcie się może trochę, co? Dopiero, co padła informacja, ze nie można podawać leków, a Wy już łapiecie za strzykawę do eutanazji! Zaufajcie tym, którzy się nim opiekują, proszę. Uff..., dzięki mamanabank, bo za chwilkę by mnie zbanowali. Nie ma to jak domorośli "lekarze" samoucy, w dodatku na odległość. Quote
gameta Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 czarok napisał(a):Hmmm....Jesteś pewna tych swoich przekonań? Bo jeśli tak, to ja chyba od 20 lat pracuję w zupełnie innej ochronie zdrowia, gdzie takie radykalne poglądy nie istnieją...A już podejmowanie ryzyka, które w 100% skończy się tragicznie jest dobrowolnym szykowaniem się na spotkanie z prokuratorem. I jeszcze jedno, kto powiedział, że Trevor został pozostawiony sam sobie? - jest monitorowany przez lekarzy 24 h na dobę. PS. A wierzyć mi nie musisz, nie ma takiego obowiązku. Tak jestem pewna i znam lekarzy, którzy nie boją się ryzyka. Bo nie siedzą w "średniowieczu"... Trevor jest pozostawiony sam sobie w bólu - może i ktoś przy nim jest, ciekawi mnie tylko, czy ma to znaczenie dla nieprzytomnego z bólu psa... Quote
Gosia Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 [quote name='czarok']Ze strony Fundacji EMIR: 19.09.08 godz..16. informacja z kliniki "Trevor żyje i walczy ; stan psa nadal bardzo poważny, a rokowania niepewne; ; pies dużo pije, nie je; jest odżywiany pozajelitowo ; od przyjazdu nie podnosi się i nie podejmuje żadnych prób podniesienia ; jest bardzo obolały ( zachodzi prawdopodobieństwo ,że być może został pobity przed lub w czasie „zabiegu”) ; badanie ogólne bez sedacji jest niemożliwe, ze wzgl. na ogromny ból , jaki pies odczuwa ; sedacja w obecnym jego stanie zagrażałaby jego życiu ; ze względu na stan wątroby nie można kontynuować podawania leków przeciwbólowych ; także ze względu na jego stan nie można wykonać żadnego badania ( usg, rtg ; dostaje kroplówki non stop i kontynuowane jest antybiotykoterapia ; w poniedziałek będzie kontrolne badanie krwi, mające na celu ustalenie czy leukocytoza spada ; zaplanowane badania uzależnione są od poprawy jego stanu ogólnego ; pies ma ok 7-8 lat i jest to wiek dla bernardyna zaawansowany ; w grę wchodzić mogą także zwyrodnieniowe schorzenia kręgosłupa i dysplazja ; po polepszeniu się jego stanu ogólnego zostanie przeprowadzony zabieg usunięcia moszny ( ze wzgl. na jej katastrofalny stan) Następne informacje w poniedziałek ok. południa. Brak informacji do tego czasu – to dobry znak." Wg mnie (pracuję w lecznicy od 6 lat)- to nie jest już leczenie, tylko UPORCZYWA TERAPIA. Jeśli nawet pies się pozbiera, to przyjdzie kwestia znalezienia mu domu na dożycie. Już widzę te tłumy ludzi, którzy walą drzwiami i oknami, żeby go zabrać do siebie. Nie przeczytałam całego wątku, więc być może coś mi uciekło, jeśli tak, to przepraszam. Uważam, że należy zająć się schroniskiem i lekarzem weterynarii, który doprowadził psa do takiego stanu. Pozdrawiam- Quote
Malutka86 Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 [quote name='Madallena']Informacje o stanie Trevora są podawane zbyt rzadko. Czy nie wiecie, że jedno zdanie "Trevor bez zmian" to dla nas bardzo ważne. Zbyt dużo osób wie o tym, dzwonią i pytają a ja nie mam co powiedzieć. NIE można napisać CZEKAJCIE. BArdzo bardzo mi sie to nie podoba... Madallena myślę, że EMIR musi się w tym momencie zająć ratowaniem życia Trevora, a nie pisaniem waidomości dla nas... Uwierz, że ja też włażę tu niemal co chwilę, aby zobaczyć czy nie przyszło nic nowego, ale tak jak dziewczyny pisały- bark wiadomości jest dobrą wiadomością i znaczy, że pies żyje i walczy wellington proszę bardzo Quote
Paulina_mickey Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 [quote name='czarok']Ze strony Fundacji EMIR: 19.09.08 godz..16. informacja z kliniki "Trevor żyje i walczy ; stan psa nadal bardzo poważny, a rokowania niepewne; ; pies dużo pije, nie je; jest odżywiany pozajelitowo ; od przyjazdu nie podnosi się i nie podejmuje żadnych prób podniesienia ; jest bardzo obolały ( zachodzi prawdopodobieństwo ,że być może został pobity przed lub w czasie „zabiegu”) ; badanie ogólne bez sedacji jest niemożliwe, ze wzgl. na ogromny ból , jaki pies odczuwa ; sedacja w obecnym jego stanie zagrażałaby jego życiu ; ze względu na stan wątroby nie można kontynuować podawania leków przeciwbólowych ; także ze względu na jego stan nie można wykonać żadnego badania ( usg, rtg ; dostaje kroplówki non stop i kontynuowane jest antybiotykoterapia ; w poniedziałek będzie kontrolne badanie krwi, mające na celu ustalenie czy leukocytoza spada ; zaplanowane badania uzależnione są od poprawy jego stanu ogólnego ; pies ma ok 7-8 lat i jest to wiek dla bernardyna zaawansowany ; w grę wchodzić mogą także zwyrodnieniowe schorzenia kręgosłupa i dysplazja ; po polepszeniu się jego stanu ogólnego zostanie przeprowadzony zabieg usunięcia moszny ( ze wzgl. na jej katastrofalny stan) Następne informacje w poniedziałek ok. południa. Brak informacji do tego czasu – to dobry znak." Jeśli wszystko będzie tak jak jest lub lepiej to nie będziemy wiedzieć nic poza tym, do poniedziałku. Jeśli dowiemy się czegoś wcześniej to nie będą to dobre wiadomości wg tego co cytuje. Wiem, że każdy martwi się o Niego, ale czytajcie. :p Quote
czarok Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Ani ja, ani nikt z dogomaniaków nie jest uprawniony do podejmowania decyzji w sprawie Trevora...Jeśli zapadnie decyzja o eutanazji, to będzie ona decyzją lekarzy leczących. Na razie lekarze ratują mu życie, bo pies ma wolę walki. I na tym kończę dyskusję na ten temat. Quote
iwop Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 czarok ma rację. Może nie zastępujmy lekarzy? :-( To co każdemu z nas się wydaje, zachowajmy dla siebie. Quote
mamanabank Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Jeśli się nie pohamujecie z tymi bezpłatnymi konsultacjami, to następnym razem g.... dostaniemy a nie informacje o Trevorze, litości! Quote
czarok Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Pewnie mi to moderator wytnie, ale zanim to zrobi, to kilka osób przeczyta. Emir napisała: "odpowiadam Gosi Gosiu - niech on przeżyje - ma u nas dożywocie w spokoju i bezpieczny dom do końca swoich dni! Jak łatwo Wam pisać ,że on cierpi - I że trzeba mu to skrócić! Ludzie -my walczymy do końca! Jeśli się okaże,że pies cierpi i NIE MA NADZIEI - będzie stać nas na podjęcie decyzji ostatecznej! ale NARAZIE ON WALCZY I LEKARZE TEZ DAJĄ MU JESZCZE SZANSĘ !" A od siebie dodam tylko - znam psa, który był w podobnym stanie jak Trevor - do połowy zjedzony przez larwy much, z krwiakami na całym brzuchu i klatce piersiowej, z wynikami koszmarnymi ( transaminazy przekroczone 10x, OB trzycyfrowe, leukocytoza ponad 20 tys., FA ponad tysiąc) - lekarze szacowali szanse na przeżycie na 5%. Kosmo żyje i ma się świetnie, mimo, że w momencie leczenia miał już 12 lat i było to dwa lata temu ( jego historię można znaleźć na naszej podstronie fundacyjnej). Quote
agaga21 Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 walcz pieseczku...walcz z bólem, z chorobą...walcz!:-( Quote
Kaja i Aza Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 [quote name='czarok']Pewnie mi to moderator wytnie, ale zanim to zrobi, to kilka osób przeczyta. ale NARAZIE ON WALCZY I LEKARZE TEZ DAJĄ MU JESZCZE SZANSĘ !" no dobrze, ale po co bylo go wozic po Polsce w te i z powrotem zamiast odrazu zawiezc do szpitala? Moze ktos odpowiedziec? Quote
Malutka86 Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Kaja i Aza jak to tam i spowrotem, bo nie rozumiem? czarok:calus: Quote
Dana i Muszkieterowie Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 [quote name='czarok']Pewnie mi to moderator wytnie, ale zanim to zrobi, to kilka osób przeczyta. Emir napisała: "odpowiadam Gosi Gosiu - niech on przeżyje - ma u nas dożywocie w spokoju i bezpieczny dom do końca swoich dni! Jak łatwo Wam pisać ,że on cierpi - I że trzeba mu to skrócić! Ludzie -my walczymy do końca! Jeśli się okaże,że pies cierpi i NIE MA NADZIEI - będzie stać nas na podjęcie decyzji ostatecznej! ale NARAZIE ON WALCZY I LEKARZE TEZ DAJĄ MU JESZCZE SZANSĘ !" I to jest najważniejsze, Trevorek walczy i chce żyć, często wola życia pozwala, ludziom także, przezwyciężyć naprawdę ciężką chorobę. Teraz Trevor jest pod opieką lekarzy weterynarii, którzy się Nim naprawdę opiekują. Walcz, piesku :thumbs::thumbs:. Quote
margot1504 Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Opis stanu Trevora zasmucil mnie na tyle ,ze nie wytrzymalam i zadzwonilam do kliniki weterynaryjnej( rozmowa z moim doswiadczonym lekarzem), ktory widzial zdjecia Trevora przedwczoraj ( bylam u niego z moim psem na '' zabiegu usuniecie kamienia nazebnego'' i pokazalam mu zdjecia).Lekarz wytrzeszczyl oczy i zapytal tylko- robi mi pani jakis zart?? Uwierzcie , nie chcial za bardzo wierzyc w to co opowiadalam..dzis po wysluchaniu calej historii powiedzial mi co by zrobil..tak wiec..wiadomo, ze pies , ktory jest w takim stanie krytycznym odczuwa bol, cierpienie. Wedlug niego, nie do pomyslenia jest faktem nie podawania mu srodkow przeciwbolowych mimo ''chorej watroby''( zalezy jakie wyszly testy!). Pomimo podawania antybiotykow podalby i to w pierwszej kolejnosci srodek przeciwbolowy, probowalby: wszystko za wszystko albo nic za nic. Watroba , ktora jest chora nie bedzie natychmiast wyleczona a bol powoduje oslabienie organizmu, jego wycienczenie , bo cala sila skupia sie na jego pokonaniu, a nie na pokonaniu ''choroby''. Tak naprawde to (jego zdaniem) Trevor jest w bardzo bardzo ciezkim stanie( nie mozna nawet psa dotknac bo cierpi), i w tym przypadku pierwszym!!! i niezwlocznym krokiem jest podanie srodkow przeciwbolowych , po czym niezwloczne przystapienie do badan(skaner- nie boli!!! rtg, usg..) Dla niego jest to nie do pomyslenia( francuski lekarz, inna wiedza, inna praktyka...).po czym... Podal mi przyklad czlowieka konajacego!!! z bolu( rak zoladka),bol calego brzucha... ktory trafia do kliniki i ...i co???lekarze mowia, prosze pana nie mozemy nic panu podac poniewaz leki zle wplyna na zoladek, watrobe...jak inaczej zbadaja pacjenta???zostawia go na kilka dni i beda czekac az pacjent konajacy z bolu wykonczy sie??. Na co czekac??? Tak naprawde to zabil mi cwieka. Nie neguje polskich lekarzy, daleko mi od tego ale... Dla mnie najgorszym cierpieniem jest cierpienie... tak wiec cala drze na mysl, ze psiak lezy i cierpi ...okrutne. P.S. A wy piszecie zeby nie komentowac czlowieka, ktory doprowadzil do tego. Czegos tu nie rozumiem. Mysle, ze tak naprawde nie wiecie co znaczy cierpiec z bolu ( ja znam to dokladnie). Quote
sonikowa Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Margot, ciesze sie, ze pogadalas z swoim wetem. Mam takie same mysli. I prosze, zeby to od razu nam nie wymyslac od domoroslych lekarzy, bo nikt nie ma takich aspiracji. Natomiast faktem jest, ze los Trevora poruszyla wszytkich na dogo do tego stopnia, ze naprawde mysl, ze moze dalej cierpiec jest dosc trudna do przyjecia. Jesli to jest taki bol, ze on nie daje sie dotknac, to znaczy, ze jest trudny do zniesienia. Moze jednak warto rozwazyc opcje podania mu tych lekow przeciwbolowych? Przeciez u Mosii probowal wstawac, byc moze wlasnie dlatego, ze go nie bolalo.. A teraz? czy jest z nim w ogole kontakt? Naprawde nie traktujcie tego jako krytyke, ale wspolczucie i zainteresowanie psem. Jego historia zaczela sie tu na dogo, wiec chyba mozna o nim pisac. Quote
Margo05 Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Przestańcie już. Lekarze, pod opieką których jest Trevor, to nie rzeźnicy bez serca. Wyciągali już psy z gorszych stanów. Wiedzą co mają robić i jak robić. Nie znacie "mocy" bólu Trevora. Jest obolały, ale nie nieprzytomny z bólu, jak ktoś tu napisał. Nie jesteście przy psie, nie wiecie jak wygląda, jak reaguje. Nikt nie napisał, że pies nieprzytomny. I nikt go nie będzie uśmiercał. Trevor wciąż ma szanse na szczęśliwe życie. "To jest wątek psa, który zwycięży!" Nikt nie napisał, ze Trevor nie daje się dotknąć. Nie wyolbrzymiajcie sytuacji. Ograniczone są zabiegi, które mogą mu zadać kolejny ból, ale nie jest nieprzytomny i daje się dotknąć. Quote
gagata Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Padały tu różne stwierdzenia o cierpieniu Trevora i o uporczywej terapii czy też konieczności skrócenia mu cierpien....Nie wiem, jakie doświadczenia maja osoby piszące te słowa , ja mam swoje....Jesli pies ma szansę na wyzdrowienie i wykazuje wolę zycia, to trzeba mu w tym pomóc. O reszcie przyjdzie czas pomysleć jesli Trevor straci ta wolę albo szanse na przezycie drastycznie spadną. A jesli chodzi o odczuwanie bólu to wiem - też z własnego doświadczenia - że ktoś, kto chce przeżyc i walczy o to ,napraqwdę znosi duuużo wiecej niz ten , który rezygnuje. Ten drugi po prostu odchodzi...I wiem też, że do stałego bólu , takiego non stop, organizm się potrafi przystosować. Dużo bardziej boli strach przed bólem.... Zaręczam też,żąe ani Emir ani weci opiekujący się Trevorem nie naraziliby go na cierpienie bez potrzeby .. Quote
Kaja i Aza Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 [quote name='Malutka86']Kaja i Aza jak to tam i spowrotem, bo nie rozumiem? czarok:calus: Z Wolomina byl wieziony do mosii (chyba okolice Czestochowy) a potem stamtad do szpitala fundacji Emir, gdziekolwiek to jest. Jak przeczytasz caly watek to znajdziesz informacje. Uwazam, ze zaniechanie podawania mu srodkow przeciwbolowych to barbarzynstwo, nie rozumiem tez o co chodzi z niemozliwoscia zrobienia badan, sa nieinwazyjne sposoby, dobrze znane conajmniej od czasow Roentgena. Quote
gagata Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Kaja i Aza napisał(a):Z Wolomina byl wieziony do mosii (chyba okolice Czestochowy) a potem stamtad do szpitala fundacji Emir, gdziekolwiek to jest. Jak przeczytasz caly watek to znajdziesz informacje. Uwazam, ze zaniechanie podawania mu srodkow przeciwbolowych to barbarzynstwo, nie rozumiem tez o co chodzi z niemozliwoscia zrobienia badan, sa nieinwazyjne sposoby, dobrze znane conajmniej od czasow Roentgena.To weż pod uwagę fakt, że Trevor żle reaguje na każdy dotyk..Jak chcesz mu przeprowadzić te badania? Na nie tez przyjdzie czas, jak jego organizm zwalczy zatrucie organizmu spowodowane zakażeniem rany "pooperacyjnej"... A do szpitala nie mógł byc przewieziony wczesniej, bo szpital nic o nim nie wiedział...Grunt,że tam trafił.. I jeszcze jedno : ci, którzy są tu na dogo i kiedyś przeżyli np atak kamicy żółciowej lub wyrostka robaczkowego, niech sobie przypomną, czy tak chetnie dawali się dotykać lekarzom...I co? Ktos ich od razu znieczulaL? Quote
margot1504 Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 Margo 05, czytam cala historie z wielka uwaga tak wiec ....zejzyj na strone 69 opis GOSIA ktora podaje stan psa i czy on cierpi czy nie. jeszcze umiem czytac. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.