Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='olga7']cioteczki -a głownie Doda:nie zapominaj ,że taka klatka-łapka -do wylapywania kotów do sterylki/kastracji -nie może być postawiona i zostawiona bez częstego NADZORU oraz przejmowania z niej zlapanego kota.:shake:
Nie można przecież wstawić takiej klatki i zagladać do nie raz na dzień-kot nie może w niej siedzieć przerażony długo ,bez uzupelnienia w niej karmy i wody.
I jeszcze jedno: do takiej klatki-łapki bardzo łatwo może wejść też maly kotek -prawda ? I co wtedy ,jesli tam nie ma ciągłego nadzoru nad taka klatką ?
Kotek odłączony zostanie od matki i swego rodzeństwa i zgubi się ,bo matka może oddalić się z resztą swych malych.:shake:
No i te kotki po sterylce muszą miec choć kilka dni-a nawet ponad tydz.chyba -zapewnioną opiekę i doglądanie .A kto tam będzie tego pilnował i dbał o te koty -jesli sa to koty bezdomne i nie ma tam takiej drugiej Dody ??:shake:
Nie jest to wszystko takie proste -jak widac -i jak pisze Elinka .
Na odleglość nie da się tego zalatwić na pewno a i na miejscu też nie jest takie proste.No i nie wiadomo ,czy taka klatka-łapka nie zostanie prędko skradziona ,bo a nuż komuś taki pomysł przyjdzie do glowy.
Takimi sterylkami/kastr. powinna zajmowac się najlepiej fundacja kocia -oni mają swoj opracowany system .
Sami kilak razy interesowaliśmy się pomocą takim bezdomnym kotom w mieście i nieco wiemy na ten temat .Możan jeszcze zwrócić się do najbliższego TOZ-u ,ale czasem Fundacje Kocie są w tym bardziej zaawansowane i prężniejsze.



Ja nie mogłabym zostawić klatke łapke i wrócić do domu - tak nie powiedziałam i nawet nie przyszłoby mi do głowy
Miałam na mysli (może już to napisałam powyżej) ze trzeba postawić klatke i z dala obserwować, tak zeby koty nie widziały ze ktoś jest. Czekać az którys z kotów wejdzie i zabrac. Chyba nie myslicie ze mogłabym zostawić klatke i wrócic po tygodniu? :-o
własnie, też mówiłam o fundacji. Prosiłam by elinka z fundacjami o tym porozmawiała. Może pomogą, do TOZ tez warto się zwrócić.

  • Replies 1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[LEFT]No to dziewczyny, byłam dzisiaj u dwóch weterynarzy, którzy biorą udział w akcjach sterylizacji dzikich kotów w naszym mieście z zapytaniem o te wiejskie koty. Obydwaj odpowiedzieli mi to samo, że kota do lecznicy przynosi opiekun, który kota złapie. Również opieka rekonwalescencyjna nad wysterylizowanym kotem pozostaje w kompetencji opiekuna. Owszem, zakładane są szwy rozpuszczalne, ale dobrze by było, aby taki kot był przynajmniej przez tydzień, dwa pod nadzorem, bo trzeba sprawdzać, czy szwy nie pękły. No, a drugi raz taki dziki kot już się nie da złapać, aby mu ponownie szwy założyć.
Natomiast jeśli chodzi o klatki - łapki to można to zrobić o wiele prościej po prostu szybko narzucając worek na kota. Ale natychmiast trzeba by go dostarczyć do lecznicy, bo w takim worku kot długo nie wysiedzi. Trzeba też się liczyć z tym, że taki dziki kot to nie Miauczer, on będzie się rzucał, gryzł i drapał. Już samo wyjęcie go z klatki lub worka może stanowić trudność. A więc ciągle tkwię w przekonaniu, że najlepszą metodą byłby zastrzyk usypiający. Ale o to zapomniałam się już zapytać. Zresztą wydaje mi się, że takie techniki to możemy pooglądać sobie, co najwyżej, na Animal Planet.

No i jeszcze jedno. Akcja refundowanej sterylizacji dzikich kotów w Inowrocławiu dotyczy kotów miejskich, nie zajmują się kotami wiejskimi. Ale wet kazał mi przyjść w przyszły czwartek, bo wtedy już będzie wiedział coś konkretniej. Prawdopodobnie za trzy tygodnie zaczną się u nas takie sterylizacje.
Co do fundacji kocich to nic takiego w Inowrocławiu nie ma, najbliższa znajduje się w Toruniu. I coś czarno to widzę, bo Toruń leży jeszcze dalej od tej wioski o jakieś 40km (czyli razem już 75km). No, ale dostałam namiary na Animalsów w Inowrocławiu. Po niedzieli udam się do nich, może przynajmniej wyżebrzę jakiś suchy chleb lub zapas karmy dla dzikusów?

Tak więc wychodzi na to, że zanim by się przystąpiło do jakiegokolwiek łapania kotów trzeba najpierw znaleźć im tymczasowy dom przynajmniej na tydzień po zabiegu sterylizacji. No i to musi być ktoś taki, kto jest gotowy trzymać u siebie zdziczałego kota. Oczywiście, przede wszystkim chodzi tu o kotki, bo kocura można ewentualnie po kastracji wypuścić. Nie wiem, ja nie widzę szans na znalezienie takich osób. Ale, oczywiście, jeżeli chcecie możecie próbować.
Druga sprawa to wyjazd na łapankę. Jak pisałam już wcześniej, mogło by to zająć trochę czasu, a więc musi być to zorganizowana akcja. To musi być ktoś, kto będzie chciał, jak pisała Doda, siedzieć w tych krzakach aby obserwować klatki-łapki i przekładać ew.już złapane koty do większych kenneli na samochodzie lub od razu zawozić je do miasta (czyt. weta).

Dziewczyny, a może pomożecie mi poszukać sponsorów na karmę lub chociaż dawców suchego chleba? Za tydzień jedziemy po rodziców. Fajnie by było gdybym już mogła gospodarzowi coś dla tych kotów podrzucić.
[/LEFT]

Posted

Super, elinko, ze się pytałas :multi::loveu: a wiec tobie też naleza sie wielkie buziaczki:loveu: wiec czekamy do czwartku, a co będzie dalej to zobaczymy. Spróbuje się popytać o ten dt na tydzień, dwa. Na miau.pl załoze wątek i może trochę informacji uzyskam. Oczywiscie, ze nie bede prosic o miejsce, bo jeszcze nie wiadomo, ale warto wiedziec czy w ogóle będzie jakis dt co przyjmie na max dwa tyg i gdzie ;) Co do karmy, to ile kosztują u ciebie w sklepach - kilo, dwa, 5 kg ? Pieniązki prześle na twoje konto i na miejscu kupisz karmę dla kotów.

Posted

nie pisalam ,ze ty czy ktoś inny by te koty w klatce zostawil.tylko .ze ty mieszasz daleko bardzo od tych kotów i nie mogłabyś tam tego dopilnować sama ,chyba ,ze w ramach wczasów jakby :razz:

Elinka,czy ja dobrze rozumiem,że te koty jedzą suchy chleb /czy rozmoczony/ ..? chyba b.glodne są faktycznie....:( żal tych wszystkich bezdomnych kotow ..:(

Posted

olga7 napisał(a):
Elinka,czy ja dobrze rozumiem,że te koty jedzą suchy chleb /czy rozmoczony/ ..? chyba b.glodne są faktycznie....:( żal tych wszystkich bezdomnych kotow ..:(


One są tak głodne, że nawet suchy chleb jedzą. Wykradają go sobie kto pierwszy, ten lepszy. Gospodarz jak ma suchy chleb, to wiem, że moczy im go we wodzie, coś tam dodaje (prawdopodobnie resztki od obiadu), czasami doda też im trochę mleka od tej swojej jedynej krowy. Jak ktoś mu da ryby, to kotom przypadną wypatroszyny (ale jest jeszcze konkurencja, tzn. psy). Jednak chleb suchy stanowi tam podstawę jedzenia, dlatego potrzebne są jego jak największe ilości. Wtedy wiadomo, że koty dostaną coś jeść. Inaczej zostaje pasza dla kaczek i kur, a i tej nieraz zbraknie. W sezonie, gdy są wczasowicze, porcje te są bardzo skąpe, czasami nawet i tego nie ma. Ale dopóki jest tam moja mama, to przygotowuje kotom jedzenie dwa razy dziennie. Moczy im chleb w jakimś tłuszczu, daje resztki od obiadu, mleko i biały ser kupiony od gospodyni (ale innej), to co nie zje nasza rozpieszczona Kicia, złowione przez ojca ryby i wszystko inne, co tylko ma, a może im dać. Ogólnie nie nadąża z ich karmieniem, bo są stale głodne i nie dają rodzicom żyć.
A swoją drogą zawsze mnie dziwi, że koty te nie polują na myszy (przynajmniej tego nie widać patrząc na ich głód). Nasza wypasiona lelusia potrafi nieraz kilka razy dziennie przynieść na sam środek pokoju upolowaną mysz, a tamte koty jakby tylko czekały na pomoc ludzi. A ile razy taka mysz jeszcze żyła i uciekła!!! Raz wieczorem, kiedy mama leżała już w łóżku to Kicia podrzuciła mamie taką żywą mysz na poduszkę (chciała mamę nakarmić). Chyba nie muszę opisywać co to się dalej działo. :eek2: :evil_lol: :evil_lol:

Posted

Ech...aż żal czytać o tych glodnych zwierzakach ..:-(
A swoja drogą ,jeśli one ciągle tam takie wyglodniale przychodzą a nie poluja na myszy-to chyba dziwne nieco :wolą pewnie czekać aż twoi rodzice dadzą im pod nos gotowe jedzenie,nawet jesli nie są to typowe kocie przysmaki a tylko chocby chleb z tluszczem czy mlekiem.Pozniej,gdy zostaną tam same ,pewnie glód je zmusi do polowania na myszy-nie będę mialy innego wyjścia.:shake:
Teraz dzięki dobrym ludziom -jak rodzice czy udzial sąsiadki w karmieniu-mają az 2 razy dziennie karmienie.Pewnie aż do lata zabraknie im tego karmienia-zanim nowy sezon się zacznie.
A kocie trofea -te prezenty dla domowników upolowane przez domowe koty-to głównie chyba celem pochwalenia się są przynoszone-jako powód dumy kota wobec ich właścicieli-nie tylko celem dokarmienia pani czy pana domu;):evil_lol:.
A być może jedno i drugie.:evil_lol:

Posted

olga7 napisał(a):
(...)Teraz dzięki dobrym ludziom -jak rodzice czy udzial sąsiadki w karmieniu-mają az 2 razy dziennie karmienie.(...)


już prostuję "...mleko i biały ser kupiony od gospodyni (ale innej)...". Niestety, żadna sąsiadka ze wsi nie pomaga nam w karmieniu kotów.:shake:

olga7 napisał(a):

A kocie trofea -te prezenty dla domowników upolowane przez domowe koty-to głównie chyba celem pochwalenia się są przynoszone-jako powód dumy kota wobec ich właścicieli-nie tylko celem dokarmienia pani czy pana domu;):evil_lol:.
A być może jedno i drugie.:evil_lol:


Olga7, doceniam Twoje próby usprawiedliwienia tego myszowatego zamachu Kici na moja mamę, ale upieram się przy tym, że kotka nas jednak dokarmia.:kociak::evil_lol::evil_lol::evil_lol:

Posted

Miauczerek doczeka pewnie ,prędzej, czy pózniej swego domu-mocno w to wierzymy.:p:loveu:.
Szkoda,że nikt ze wsi nie pomaga tym kotom inaczej ,niż sprzedając na to produkty.Dobre i to -chociaż.
A Elinka znasz dłuzej koty oraz ich zwyczaje -chyba to jednak dzielenie się zdobyczą kocią wygląda na dokarmianie swej pani a i pochwalenie się przy okazji.:evil_lol:.

Posted

Ja czytalam, ze koty przynosza do domu upolowane jedzonko, poniewaz dziela sie z pozostalymi czlonkami stada... Nie czesto to sie zdarza, ale jednak. jak kitek ma dobry humor i juz brzuszek napelnil to co, zaniesie wspolmieszkancom. Nie wie jednak, ze kolesie za stada uwazaja owe zdobycze za... i nie konsumuja :diabloti:

Licza sie jednak checi, prawda! :evil_lol:

Posted

Miauczer taki piekny, a zero chetnych :shake:
a ta dziewczyna, ktora kiedys wziela miauczera i poszła sobie, teraz chodzi sobie na zakupy z maleńkimi kotkami na zmianę, rudy, czarnobialy, czarny i tak dalej.. te kotki sa tak małe, ze ledwo stoja na nozkach :shake: a ona je nosi na ramiona jak szczura.. a teraz pogoda jest okropna, zimno cholernie i deszczowa..

Posted

Doda_ napisał(a):
Miauczer taki piekny, a zero chetnych :shake:
a ta dziewczyna, ktora kiedys wziela miauczera i poszła sobie, teraz chodzi sobie na zakupy z maleńkimi kotkami na zmianę, rudy, czarnobialy, czarny i tak dalej.. te kotki sa tak małe, ze ledwo stoja na nozkach :shake: a ona je nosi na ramiona jak szczura.. a teraz pogoda jest okropna, zimno cholernie i deszczowa..



ludzie...to jakas mloda osobka?
qrcze, nie dokoncze mysli :shake:

Posted

fiorsteinbock napisał(a):
ludzie...to jakas mloda osobka?
qrcze, nie dokoncze mysli :shake:


Młodsza ode mnie, może 16 latka..
jak tylko widziała, ze przechodzę koło niej z moim dużym psem, to puścila kotka.. nie pomyślała, ze nie wszystkie psy lubia kotow? Ile maleńki koteczek wazy, a ile duzy wilczur ? To bezmyślna dziewczyna.
A jej pies (zawsze bawil sie z Miauczerem na dworze) to wyje bez przerwy przed balkonem. Błaga o wpuszczenie do domu, o 6 czy nawet o 23. W koncu zrezygnowany idzie na dlugi spacerek, oni go zabiora do domu jak tylko sobie przypomna ze maja takze psa.. Dziewczyna mieszka tylko z matką, ta to jak ją przyjeli do pracy, to po jednym dniu zostala zwolniona, bo nie potrafila wytrzymac 8 godzin bez picia alkoholu.

Posted

No i mamy kolejną historię malowaną nieszczęściem ludzkim i zwierząt pod jego panowaniem. :nonono2:


PS. Dodo, pytałaś się o ceny karm dla kotów. Obiegłam dzisiaj wszystkie supermarkety, byłam wszędzie. :mdleje: Sprawdziłam ceny w Tesco, Lidl, Carrefour, Kaufland, Netto i wychodzi na to, że najtańsza karma jest po 3,38zł za kilogram w Carrefourze ("Koci przysmak" z kurczakiem, z jedynką w paczkach 2kg po 6,75zł).

Posted

Miauczerek w drodze do weterynarza. Sie nam mały schował w najbardziej niedostępnym miejscu w pokoju, miedzy ścianą a szafkami, przy kaloryferze, w kablach :angryy: Po kilku próbach milszych, dosłownie zmiotłyśmy go miotłą, bo sam ani rusz, ni milimetra nie chciał drgnąć :mad: Pewnie wiedział, co go czeka, bo chwile wcześniej wylegiwał w bardziej dostępnym miejscu. Choć cały dzień dziś jakiś taki niespokojny, a ja mu specjalnie nie mówiłam, co go czeka, żeby się nie stresował na zapas... no i masz, bestia i tak wiedziała :lol: No to cioteczki, czekamy na relacje Dody, jak wrócą :diabloti:

Posted

wróciłam niedawno do domu.. przyjemna podróz była :evil_lol::evil_lol::evil_lol:
a tak na serio, to tak jak powiedziala caragh - miauczerek sie schował.. nielatwo bylo go wyciągnac. Miotła oczywiście pomogla :evil_lol: I nie chciał wejść do klatki.. oj nie chciał.. w koncu udało mi się. Ale to ciekawe, bo u Caragh do klatki nie chcial wejsc, bo wiedzial ze zabiore go z tego ukochanego domu (chociaż nie wie, ze to DT:-() i pańci, a u weterynarza po wszystkim chętnie wlazł do klatki.. :roll: Bardzo przestraszony był w samochdozie w drodze do lekarza, miaaaaau miaaaau bez przerwy.. a w drodze do ukochanej caragh szczęsliwy spał :loveu: Mówie wam, dziewczyny, naprawdę wielka szkoda ze Miauczer u caragh jest tylko na dt :-(

Wiec, Miauczerek nie ma gorączki, uszka zostały znowu wyczyszczone i lek dostał (do uszka wkropione), a jak Miauczerkowi swedzily uszka.. śmiesznie wygladal, pokazywal ząbki :evil_lol: tak dobrze mu było, jak pan doktor czyścił.. miauczerek to bardzo spokojny kot! Na stole u weta lezal, machal ogonkiem i czekał co pan doktor z nim zrobi :diabloti: naprawdę przekochany jest.. Z oczkiem jest poprawa, ma dalej brać krople i żel.
Został odrobaczony, ale ja myślalam ze odrobacza się kotów tak samo jak psów, tabletkami. A tu moje zdziwienie.. został zakroplony, na plecy. Odrobaczenie wewnętrzne i zewnętrzne. Caragh nie będzie mogła go głaskać przez kilka godzin :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Za tydzień kontrola, zapytam się weta ze jak będzie zdrowy to czy zostanie zaszczepiony na miejscu.

Dzisiaj u weta zapłaciłam 40 zł, zaraz wpiszę w rozliczenie w pierwszym poście.

Posted

Hmm....z tym przemieszczaniem się Miauczerka w transporterku to bardzo zagadkowa sprawa. :hmmmm:

Co do odrobaczania to moja Kicia dostaje właśnie takie same tabletki jak psy (Pratal, o ile dobrze pamiętam nazwę?). A z tymi kropelkami na grzbiet to chyba jednak chodzi o pasożyty zewnętrzne. Dodo, a wet nie powiedział na co to?

Posted

elinka napisał(a):

Co do odrobaczania to moja Kicia dostaje właśnie takie same tabletki jak psy (Pratal, o ile dobrze pamiętam nazwę?). A z tymi kropelkami na grzbiet to chyba jednak chodzi o pasożyty zewnętrzne. Dodo, a wet nie powiedział na co to?


Nazwę poda caragh, bo Miauczer dostał ksiązeczke i tam jest napisane.
Tak, wet powiedział, ze zewnętrzne i na świerzba, inne pasożyty jelitowe - odrobaczenie wewnętrzene też.

Posted

no to Stronghold - na kark - dziala rowniez na pchly, swierzb uszny, pasozyty w jelicie itd. Poczytałam troche o nim w internecie.
Caragh czy miauczer mial biegunke? wet powiedzial ze po tym odrobaczeniu moze miec, robale tez moga byc:evil_lol:

Posted

Nie ma biegunki, robali tez żadnych nie dojrzałam :cool3: Ale nie chwale dnia przed wieczorem :eviltong: Wczoraj jak wrócił, rozłożył się centralnie na środku pokoju, chciał się bawić, a dziś taki spokojny i nie rzucał się jak zawsze na jedzonko, wiec może teraz zaczyna to coś działać i wszystko jeszcze może przyjść :cool1:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...