Lidan Posted September 20, 2010 Author Posted September 20, 2010 Na początku były problemy- Kola kilka razy przegoniła Gapę, ale to już na szczęście przeszłość. Gapa też nie lubi suczek. Jak spotkamy jakąś na spacerze to zachowuje się jak dziki wściekły zwierz. Dobrze, że waży niecałe 12 kg a nie 52 ;-) Quote
danka4u1 Posted September 20, 2010 Posted September 20, 2010 Śpijcie słodko i SPOKOJNIE wszystkie zwierzaczki i ptaszyny Lidziowe. Dobranoc. Quote
Jagienka Posted September 27, 2010 Posted September 27, 2010 Zdjęcia są fantastyczne, a Kola wygląda na psiaka, z którym się nie da nudzić, jest zabawna i rozkoszna :loveu::loveu::loveu: wellington opis trafiony w 100%!!!!! Quote
Lidan Posted September 27, 2010 Author Posted September 27, 2010 Teraz diabełek śpi. pewnie dlatego,że często o tej porze jest sama w domu. Wczoraj wieczorem kilka razy rozrzuciłam po pokoju kawałki sera białego i Kola razem z Gapą szybko je znajdowały. Niedawno dowiedziałam się, że tropienie to duży wysiłek psychiczny dla psa i męczy bardziej niż długi spacer. Muszę chyba zainteresować się tym bliżej bo do zimy niedaleko i w ciemnościach na łąki nie da się chodzić. wellington, czy Twój biały puszysty psiak nie brudzi sobie futerka z tyłu jak się załatwia? Na te "portki" Koli często spada kupka i jak się zdarzy, że jest rzadsza to muszę Kolę trochę wyprać co w zimie nie będzie takie fajne :hmmmm: Quote
wellington Posted September 27, 2010 Posted September 27, 2010 Lidan, nie mam klopotow z brudzeniem u Punia, no chyba ze ma biegunke. Staram sie zeby portki byly zawsze dobrze przystrzyzone, a wokol pupy siersc wycieta tak zeby jeszcze jako tako wygladalo - ten ogon przeciez jest zawsze zawiniety w slimaka i polozony na grzbietku , wiec tam pod nim wszystko widac :) A do jedzenia zawsze mieszam w 1/3 marchewke gotowana min. 3 -4 godzin. To wspaniale dziala na konsystencje kuuu.. Quote
Lidan Posted September 27, 2010 Author Posted September 27, 2010 Tez już zastanawiałam się nad obcięciem portek ale obawiam się, że Kola będzie wyglądała okropnie ...zwłaszcza gdy osobiście zajmę się tymi portkami. Kurcze...ja marchewkę gotuję tylko pół godziny, no maxymalnie godzinę i mieszam z ryżem i mielonym gotowanym mięsem. Gapa dostaje to samo i załatwia się zawsze na "twardo" No ale coś muszę z tym wymyślić bo w zimie będzie niefajnie. Quote
danka4u1 Posted September 27, 2010 Posted September 27, 2010 Przestudiowałam Wasze opisy kupkowo- marchewkowe. Nie wiedziałam o tym długim gotowaniu, a problemy biegunkowe u mojego Oskara zawsze były po godzinnym gotowaniu. Temat do przemyślenia i zastosowania. Dzięki, a teraz dobranoc wszystkie psiaki i ptaki Lidziowe. Quote
wellington Posted September 28, 2010 Posted September 28, 2010 Marchewke pokrojona na male kawalki trzeba gotowac min. 3- 4 godzin zeby nabrala wlasciwosci hamujace biegunki. U niemowlat przy biegunkach jest stosowana tzw. marchwianka, to tez nic innego niz godzinami gotowana marchew. W Realu mozna dostac juz pokrojona na kosteczki marchewke, na parze gotowana, w 1/2 kg opakowaniach. Ja taka kupuje i godzinami gotuje. Acha, a ryz zawsze tylko na risotto, taki kleisty. Nigdy dlugoziarnisty. Tez gotuje 2 x dluzej niz trzeba - tak na wszelki wypadek :) Quote
danka4u1 Posted September 28, 2010 Posted September 28, 2010 Dzięki za przepis. Teraz mamy spokój z biegunkami, bo tylko karma sucha jest jedzona, ale na wszelki wypadek...odpukać ! Mam nadzieję, że dla Koli też nie będzie potrzeby stosować czesto takiej psiej marchwianki, ale w sytuacjach awaryjnych może się przydać. Quote
Lidan Posted September 28, 2010 Author Posted September 28, 2010 Na szczęście biegunki nie są normą u Koli ale czasem po prostu zdarzają się luźniejsze kupki. Być może, że gdybym zaczęła karmić tylko sucha karmą to problem sam by sie rozwiązał chociaż niekoniecznie bo ja ciągle sprawdzam czy sunie pamiętają czego kiedyś się nauczyły i parówki są nagrodą i wabikiem ;-) Quote
danka4u1 Posted September 28, 2010 Posted September 28, 2010 No właśnie, diabeł tkwi w szczegółach; w tym psim przypadku w marchewkach i jabłkach u nas. Po parówkach- tylko marchwianka i raczej wet. Quote
wellington Posted September 28, 2010 Posted September 28, 2010 Lidan, a co z klinem ? Zyje jeszcze ? Bo znalazlam jeszcze jednego :) Quote
Lidan Posted September 28, 2010 Author Posted September 28, 2010 Żyje! :-) Kola w ogóle się nim nie interesuje :niewiem: Dziwne to... guma według mnie jest atrakcyjniejszym gryzakiem niż plastik :hmmmm: Quote
wellington Posted September 28, 2010 Posted September 28, 2010 Kola w ogóle się nim nie interesujeNo masz ! Nawet nie powacha ? Moglaby przynajmniej ciut zainteresowania albo ciekawosci wykazac - nieladnie :mad: Quote
Lidan Posted September 29, 2010 Author Posted September 29, 2010 Hi hi... Wybacz temu małemu głupkowi ;-) Takie to to żywiołowe i trzpiotowate :p Tak sobie myślę,że gdybym zostawiła ją sam na sam w pokoju z tym klinem to może wykazałaby większe zainteresowanie bo ona niszczy głównie gdy nas nie ma w domu. Wczoraj mąż powiedział,żebym zamykała drzwi od kuchni gdy wychodzę a on jeszcze śpi bo Koła zbiera moje kuchenne ścierki i ręczniki ;-( Dzisiaj obudziłam się z Kolą w łóżku!! Nauczyła się chyba czekać aż zasnę i podstępem cichaczem wślizguje się do nas. Quote
danka4u1 Posted September 29, 2010 Posted September 29, 2010 Lidziu, bądź człowiekiem !! Pozwól Koli czasem pospać ze sobą w cieplutkim łóżeczku...no, może bez ścierek i ręczników . Quote
Lidan Posted November 24, 2010 Author Posted November 24, 2010 Dawno nic nie pisałam bo w zasadzie nic wielkiego się nie dzieje :-) Kola niestety śpi z nami :oops: Tzn. gdybym ją wyniosła na jej fotel to pewnie obrażona by tam została ale za miękka jestem :diabloti: więc poranki wyglądają tak. W sobotę kola znowu ubrudziła sobie "portki" a mnie poniosło i teraz wygląda tak Podobno nie jest źle, ale sama poryczałam się 5 minut po tym jak oszpeciłam moją sunię bo zraz przypomniałam sobie jak te portki fajnie majtały jej się podczas chodzenia :placz: No ale teraz kupka spada na trawkę, a nie na sierść Kolusi. Czasem koleżanka zabiera nas na dłuugi spacer i wtedy cała zgraja może się wybiegać do woli. Tu oczywiście smakołykiem usiłowałam zebrać wszystkich w kupę. I fotka specjalnie dla wellington. Jak widać klin pod drzwi nadal żyje. Raz Kola użyła go zamiast poduszki ;) Quote
Jagienka Posted November 25, 2010 Posted November 25, 2010 Poranki wyglądają bardzo rozkosznie!!! :loveu: Quote
wellington Posted November 25, 2010 Posted November 25, 2010 Lidan, ciesze sie ze klin jeszcze caly i zdrowy :) Pojutrze w sobote przychodzi do mnie fryzjer psi , moze wpadniesz z Kola zeby jej fachowy styling tam od strony portek zrobil ? Quote
Lidan Posted November 26, 2010 Author Posted November 26, 2010 Dzięki za propozycję ale w sobotę pracuję do 16-ej. Chyba, że umówiłaś się wieczorem ;-) Jesteś w Krakowie? Kola wije się jak piskorz i nie lubi żeby jej pod ogonem grzebać więc nie łatwo było uciąć to co ucięłam. Na pewno maszynką można byłoby wygładzić odrobinę te "schodki"... Quote
wellington Posted November 26, 2010 Posted November 26, 2010 Lidan, psi fryzjer przychodzi o 16-tej. Ma do 'obsluzenia' dwa kudlate psy, wiec wiem z doswiadczenia ze potrwa to do +/- 21-ej. Mozesz spokojnie po pracy z Kola wpasc. Maszynki moj fryzjer nie uzywa !!! Quote
Lidan Posted November 26, 2010 Author Posted November 26, 2010 Propozycja godna przemyślenia :-) Wysłałam do Ciebie maila bo nie udało mi się dodzwonić. Quote
danka4u1 Posted November 26, 2010 Posted November 26, 2010 Czekamy na sesję zdjęciową po sesji fryzjerskiej. Quote
Lidan Posted November 27, 2010 Author Posted November 27, 2010 danka4u1 napisał(a):Czekamy na sesję zdjęciową po sesji fryzjerskiej. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Wprawdzie umówiłam się z wellington na dzisiaj ale zaczęło u nas padać. Jeśli mój mąż będzie mógł nas podwieźć to może pod strzyżyny dojdą do skutku...mokrego psa nawet uczesać trudno. Kola to okropna wiercidupka i trudno będzie wyrównać te kędziorki, tym bardziej że ona nie lubi gdy robi się jej coś z tylu. Zapomniałam przed wyjściem z domu włączyć aparat do lądowania. Szkoda bo wzięłabym ze sobą. Quote
Lidan Posted November 28, 2010 Author Posted November 28, 2010 Kola i ja skorzystałyśmy z zaproszenia wellington i wczoraj wieczorem odwiedziłyśmy naszego dobroczyńcę :-) Aparatu zapomniałam zabrać ze sobą ale nawet gdybym go wzięła to i tak pewnie zapomniałabym, że go mam pilnując Koli przed żądną krwi suczką gospodyni, sprawdzając czy dwa śmieszne koty spacerujące dumnie na wysokościach nie są zagrożone lub czy Kola nie jest zagrożona. Futerko Koli zostało przez miłą panią fryzjerkę wyrównane pod ogonkiem i za namową wellington przycięto również sierść na łapkach. Nie bardzo się Kola zmieniła po tych zabiegach, nadal wygląda naturalnie :-) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.