Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

ockhama napisał(a):
Właśnie...

Właśnie...

Czasami trzeba zapomnieć o "wielkich emocjach"... Ewa biorąc trzy tygodnie temu, los tej bernardynki w swoje ręce, wzieła na siebie ogromną odpowiedzialność za jej życie. Odpowiedzialność ponosi nie tylko przed nami, ale głównie przed samą sobą i swoim sumieniem...

Wywieranie emocjonalnych presji czy wręcz szantażu kilku osób o "wielkim sercu" świadczy tylko o nierealnych emocjach rodem z wirtualnego świata.
Wszystkie "wielkie serca kochające wszystkich braci mniejszych" naprawdę wierzą, że zawsze sobie same "dadzą radę" ... ale niestety, w realu to "zawsze" prędzej czy później kończy się tragicznym odkryciem prawdy - nie dałam rady... fizycznie, finansowo, ilościowo... jest wiele przykładów ludzi, którzy nie potrafili w odpowiednim momencie ograniczyć ilości swoich podopiecznych w imię swojej miłości do zwierząt... a inni za cenę swojego spokoju jeszcze im dokładali i dokładają... a potem będą odbierać.

Właśnie...
Ewo ... zdecydowałaś słusznie, że nie wykorzystujesz wzorem innych - miękiego/dobrego serca, umiejętności i doświadczenia Ulv - by "pozbyć sie problemu".


Witaj ockhama:lol:

Nie będę odnosić się do powyższych uwag o szantażu i miłości do braci mniejszych.Każdy może wyrażać swoją opinię.
Uderza mnie jednak fakt stałego sugerowania,że istnieją dwa rozdzielne światy...realny i wirtualny.Niestety to absolutna fikcja i nieporozumienie!
Nie możemy sobie nie zdawać sprawy z tego,że każde działanie zainicjowane w wirtualnym świecie dogo ma konkretne i rzeczywiste odniesienie i konsekwencje w rzeczywistym świecie...każda wypowiedziana tu opinia,obraz stworzony,odbija sie na prawdziwym człowieku,na prawdziwym psie...Źle jeśli ktoś rozdziela życie i świat na realny i wirtualny...a jeszcze gorzej jeśli stosuje inne prawa i prawdy w tzw.świecie wirtualnym,a realnym.
Nie ma dwóch światów...jest tylko jeden,a internet to tylko użyteczne narzędzie,użyteczna platforma do działania.

Głęboko wierzę,że Lacrima i Ulv...obie osoby prawdziwie zaangażowane w pomoc Lunie,będą miały szansę porozmawiać wprost i wprost przedyskutować swoje argumenty, i podjąć decyzję najlepszą dla Luny.Wierzę,że nie będzie to jednostronna decyzja.

  • Replies 739
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Ok. 21 dowiadywałam się o Lunę. Rozmawiałam z jedną z lekarek, dr Niedzielski przeprowadzał zabieg. Dokładnie internistycznie to jedynie On, ale wg Pani Doktor nie ma powodów do niepokoju. Mała ma dobry humor, jest bardzo przyjacielska do ludzi i zwierząt. Wg słów Pani Doktor aż za bardzo. Domaga się stałej uwagi i pieszczot; kładzie głowę na kolanach i wpycha pod pachę. Chodzi sobie tu i tam, apetyty dopisuje. Przytyła i trzeba później uważać, żeby jednak nie za dużo i nie za szybko. Potrzebuje sporo nieforsującego ruchu, ma sobie ćwiczyć nowy sposób poruszania się i budować mięśnie, a nie obrastać w tłuszcz. Wyników histopatologicznych jeszcze nie ma. Ponieważ służy jej karma dobrana przez lekarzy to po wyjściu ze szpitala nie powinno zmieniać się jej diety. Zamówiłam od razu worek do odbioru na miejscu.

Posted

Witam. Larcima podaj prosze nazwę tej karmy dla Luny lub chociaż jej cenę, chciałbym albo dołozyć się do kupna jedzonko lub zwyczajnie sama zakupić większą pakę.

Posted

Margol, na pewno RC, ale dokładnie nie pytałam się. Ceny też nie znam, pewnie coś ok. 250 jak zawsze. Wszystko będzie wiadome na miejscu. Wiesz, tak przez telefon, gdy oni mają tam ciągle tylu pacjentów to ja tylko najważniejsze. Ale Ty żadnych pieniędzy nie wysyłaj. Będzie karma, wiadomo jaka i za ile, będę miała rachunek za leczenie, będą dalsze zalecenia to wtedy będziemy myślały. I podziękuj proszę osobiście Zuzi za pomoc.

Posted

Strasznie smutne, to co przeczytałam.
A co jak okaże się, że wyniki są złe?-przekreśla to właściwie możliwość jakiejkolwiek adopcji. Ulv oferuje dom na dobre i złe i nie jest to przypadkowa osoba na dogo.Fakt posiadania ogrodu jest w tym najważniejszy.Twoje uwagi Lacrima na wątku o warunkach u Ulv miejscami nie były ok.
Dla mnie to jakaś dziwaczna sytuacja, bo tyle psów szuka domów a tu kłótnia czy doświadczonej dogomaniaczce wydać bardzo chorego psa i warunki u niej dla innych chorych psów są ok a dla Luny akurat nie.

Posted

Randa napisał(a):
Strasznie smutne, to co przeczytałam.
A co jak okaże się, że wyniki są złe?-przekreśla to właściwie możliwość jakiejkolwiek adopcji. Ulv oferuje dom na dobre i złe i nie jest to przypadkowa osoba na dogo.Fakt posiadania ogrodu jest w tym najważniejszy.Twoje uwagi Lacrima na wątku o warunkach u Ulv miejscami nie były ok.
Dla mnie to jakaś dziwaczna sytuacja, bo tyle psów szuka domów a tu kłótnia czy doświadczonej dogomaniaczce wydać bardzo chorego psa i warunki u niej dla innych chorych psów są ok a dla Luny akurat nie.
Myślę,że t właśnie chodzi o warunki a nie o doświadczenie i oddanie Ulveheddin sprawie...Nie jestem uprawniona w żaden sposób do decydowania o losach Luny, bo ani jej nie uratowałam ani nie mogę finansować. Jednak w poście Lacrimy jest opinia lekarzy o konieczności zażywania przez Lune sporej ilości nieforsujacego ruchu, ćwiczeniu nowego sposobu poruszania sie i budowaniu mięśni.Nie wydaje mi się, by pobyt Luny w bloku na pietrze dał jej takie możliwości. Rozumiem,że przewidujecie, co bedzie dalej, gdy Luna całkem się rozchoruje , nastąpia przerzuty itp....Ale czy nie za szybko na takie przewidywania?

Posted

W poprzednim poście przez pomyłkę żle mi się napisało odnośnie ogrodu. Miało być: FAKT POSIADANIA OGRODU NIE JEST TU NAJWAŻNIEJSZY!!!
Liczy się ten opiekun, który chce oddać psiakowi dom na zawsze i to dom z sercem.
Przyszedł mi do głowy taki przykład, że optymalnie dla wychowania dzieci też najlepszy byłby dom z ogrodem...I rzeczywiście może i tak, ale najważniejsze jest zupełnie co innego, dopiero potem warunki zewnętrzne.

Posted

Życzę kazdemu choremu psiakowi,żeby miał 2 potencjalne domy...
Ulv jest jedna osób,której oddałabym psa z zamkniętymi oczami,wiedząc,że zrobi wszystko,żeby psu była jak najlepiej.Wciąż pamiętam jak umarła jedna bernardynka a u Niej na chemii: na spacerze....
Jest to już drugi watek gdzie spotykam się z atakami na Ulv...
Po tym co tu przeczytałam , czy następny raz poprosisz Ulv o DT Lacrima?

Posted

trafilam tu przypadkiem i prosze co widze:crazyeye::crazyeye::crazyeye:
pierwszy raz widze zeby ogrod byl wazniejszy od milosci i poswiecenia:crazyeye: i to ma byc ta racjonalna decyzja?
Pani Bogusia z n-k napisala mi kiedys ze byla na dogo goscinnie-podziwia ale to nie miejsce dla niej...teraz wiem co miala na mysli, bo pewnie wlasnie ktos nadgorliwy by do niej pedzil odebrac jej trzy kalekie psy z malego mieszkanka na 3 pietrze w centrum Trojmiasta,wkoncu emerytka wiec nie wystarczająco kocha.....:roll:
a ja juz widze te haciendy z hektarowymi dzialkami bijace sie u Lune szkoda tylko ze na watku zbiorczym jakos psow nie ubywa:shake:
oj Lunka gdybys tylko mogla mowic to moze niektorzy by zrozumieli ze w zyciu czasem nie tylko wygody sie licza.przykre to wszystko i to bardzo:-(

Posted

Nowotwory kości z natury są złośliwe.
Nowotwory łagodne (chrzęstniaki i kostniaki) stanowią rzadkość.
Najczęstszym nowotworem kości jest kostniakomięsak (osteosarcoma).
Stanowi on 80% wszystkich nowotworów kości u psów. 10% stanowią chrzęstniaki. Reszta to włókniakomięsaki, naczyniakomięsaki, tłuszczakomięsaki.
Potwierdzenie, jaki to dokładnie nowotwór uzyskuje się tylko w badaniu histopatologicznym, na które czekamy.
O prawdopodobieństwie wystąpienia nowotworu wnioskuje się na podstawie objawów.
Typowym jest ból. Później pojawia się opuchlizna, która jest b. bolesna i ciepła w dotyku.
Prawie 75% atakuje kości długie nóg. W kończynie przedniej - okolice barku i nadgarstka.
Osteosarcoma jest jednym z najbolesniejszych typów nowotworu.
Wiele psów poddawanych jest eutanazji z powodu bólu.
Jest to wysoce złośliwy nowotwór ze 100% śmiertelnością u nieleczonych psów.
Przerzuty występują w płucach i nieraz również w innych organach. Mikroprzerzuty są obecne w 90% już na etapie zdjagnozowania choroby. Są wówczas naczęściej niedostępne diagnostycznie.
Podobnie jak przy innych nowotworach złośliwych lekarze nie umieją wyleczyć o. Stosowana jest jedynie terapia paliatywna: walka z bólem i ograniczenie nowotworu pierwotnego i jego przerzutów.
Dlatego amputacja łapy u Luny (prawdopodobnie najskuteczniejszy sposób walki z bólem i ograniczenie nowotworu pierwotnego).
Jeśli u bernardynki zostanie zdiagnozowany nowotwór złośliwy ograniczenie jego przerzutów polega na chemioterapii i napromieniowaniach.

Amputacja bez chemioterapii: 10% szans na przeżycie 1 roku.

Amputacja z chemioterapią: 20-40% na przeżycie 1 roku, 7-20% na przeżycie 2 lat.

Chemioterapia i napromienienie: do 50% szans na przeżycie 1 roku.

Po chemii pies czuje się źle i bardzo źle. I nie ma świadomości, że walczy z rakiem.

Czekam na wyniki badań histopatologicznych i do czasu ich otrzymania wolę być przygotowana na najgorsze. Mam nadzieję i wierzę, że nie jest tak źle. To tylko statystyki.

Posted

Po wypisaniu ze szpitala Luna jedzie do mnie. Nie znalazłam dla niej domu, w którym mogłabym ją ze spokojem sumienia zostawić. Jeśli w trakcie pobytu u mnie taki się znajdzie to bernardynka do niego pojedzie. Będę wtedy brała pod uwagę również jej psychikę.
Oferuję Lunie:
- odpowiednie warunki bytowe,
- doświadczenie w opiece nad chorymi bernardynami, także po traumatycznych przejściach,
- towarzystwo innych zwierząt; zsocjalizowane: 2 letnia bernardynka Lusia (delikatna i płocha, doskonale dogaduje się ze zwierzętami, "możesz rządzić bo mnie nie zależy", pierwszy rok w hodowli, odebrana interwencyjnie), 7-8 letni niewidomy bernardyn Bartek (kastrat,wątek na dogo), 7 letnia Sonia, o. niemiecki (jej już nic nie zdziwi), 1,5-2 letni Tomasz, mix benka lub moskiewski (kastrat,do samców ostry, za sukami przepada, popisuje się przed nimi, do adopcji, wątek na dogo) i 13 letni kastrat kot Zygmunt. Szefem jest Bartłomiej i doskonale się do tego nadaje.
-oprócz Tomka, który mieszka na dworze (olbrzymi kojec, w połowie zadaszony z wybiegiem w podwójne ogrodzenie, ocieplana buda budowana trzy miesiące przez mojego męża, z okienkami i firankami, zamykany na czas spacerów Bartka) psy mieszkają w domu. Tak wybrały. Latem idą sobie spać na taras lub gdzie tam chcą. Dostęp do ogrodu (aż boję się użyć tego słowa) w szerokim znaczeniu: trawa, las, łąka, staw bez ograniczeń. Oprócz zimy tylne drzwi w domu są zawsze otwarte. Złodziej i tak nie zaryzykuje wejścia,
- 24 godzinny kontakt z dobrą lecznicą weterynaryjną ( uratowali Lunę), odległość 20-30 minut samochodem (Łask - Zd. Wola). Wizyty domowe wg życzenia całą dobę. Są to lekarze pierwszego kontaktu wszystkich moich psów,
-możliwość dowozu Luny w razie potrzeby do każdej kliniki w kraju, bez ograniczeń czasowych, samochodem odpowiednim do przewozu zwierząt,
-współpracę i pomoc w opiece mojego męża i syna (mizianie). Mój mąż ma doświadczenie w opiece nad psami po przejściach. Zastrzyki, wenflon, kroplówki, opatrunki, pierwsza pomoc itp. Byliśmy z psami podczas ostatnich chwil ich życia; eutanazja,
-możliwość odizolowania Luny, jeśli będzie taka potrzeba. Pies może potrzebować spokoju, wyciszenia, może być zmęczony i rozdrażniony. Może sobie mieszkać u mnie w pokoju (byłoby mi miło) lub wybrać inne miejsce,
- zaplecze finansowe. Każdą pomoc finansową ze strony innych osób traktuję jako chęć pomocy danemu psu i współudział w jego ratowaniu. Podobnie rozumiem swój finansowy udział, gdy sama przekazuję darowiznę na innego psa. Niedopuszczalne wg mnie jest uzależnianie standardu życia psa od bieżących darów przekazywanych przez innych
- i oczywiście miłość, czułość, poczucie bezpieczeństwa, zaangazowanie, czyli wszystko to, na to tutaj zwraca się bardzo uwagę, a dla mnie jest oczywiste.

Jednocześnie mam nadzieję, że Wasza troska o przyszłość Luny spowoduje również odciążenie mnie w sferze finansowej. Inna pomoc również mile widziana. Ale o tym niebawem sama się przekonam. I oczywiście, jak wszystkie inne informacje dotyczące bernardynki, podam na wątku.

Jeśli macie dla Luny lepszy dom to, bez wgłębiania się we własne uczucia, przekażę psa. Pomogę również finansowo. Bowiem ogrom odpowiedzialności za dalsze jej życie spędza mi sen z powiek. Ale nie oddam jej, jeśli nie będę mogła zrobić tego z czystym sumieniem. I wcale się nie upieram, ale jestem jej to winna. Pozdrawiam serdecznie, bo mimo wszystko chodzi nam o to samo. Ewa

Posted

Ewa, zaufalam Tobie od samego poczaku i ufam dalej. Wiem, ze u Ciebie bedzie jej cudownie. Piekna decyzja, piekne jak narazie rozwiazanie. Siedze i r y c z e...z radosci, ze smutku( bo niewiadomo co dalej ze stanem zdrowia Lunki),z niemocy. Kurcze, jak ten swiat jest dziwnie poukladany.:-(:-(:-(
Kamien spadl mi z serca dowiadujac sie o ostatecznej decyzji ale ogromny niepokoj o jej zdrowie sciska mi gardlo.
Dzieki. pozdrawiam. w tym tyg przesle kilka groszy na Lunke.

Posted

Lacrima, niezłe stadko masz u siebie :-) Nie wiedziałam, że inne psiaki mają wątki na dogo, zaraz poszukam.

Bardzo martwię się o Lunę - to co pisałaś o bólu... Trzeba robic co można, żeby jak najdłużej nie cierpiała, ale to oczywiste, więc nie ma co o tym wiecje pisac.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...