ulvhedinn Posted September 9, 2009 Posted September 9, 2009 Co do samej Luny. Ma się naprawdę dobrze. Opuchlizny już właściwie nie ma. Dziś ją widziałam, kiedy przyszłam do weta z Paddym, akurat szła na "sikupkę"... Przywitała mnie radośnie, wsadziła łeb w ręce, machając wielkim ogonem. Najwspanialsze jest to, że z jej oczu znikła udręka wynikająca z bólu..... :placz: W tej chwili, chociaż uczy się ciągle funkcjonować na nowo, to radosny, gotowy do zabawy pies. Po trzech schodkach w lecznicy wskikała bez trudu, choć po powrocię ze spaceru widać że jeszcze się trochę łatwo męczy. Kuca do kupy i siku normalnie, daje sobie radę na nierównościach terenu. Przytyła, ma super apetyt. Fotki- słabiutkie bo telefonem: ...i w nieprzystojnych pozach, ale dają dowód na to, jak Lusia sobie radzi z podstwowymi zagadnieniami :cool3: A tu widać jak przybiera: Quote
LACRIMA Posted September 9, 2009 Author Posted September 9, 2009 Ulv, musiałam tę sprawę tak rozwiązać, ponieważ przez telefon zagroziłaś mi, że jeśli nie zostawię Ci Luny, to mi ją ukradniesz. Parę razy to powtórzyłaś i zapytałaś: "Czy naprawdę tego chcesz?". Dla mnie to nie brzmiało jak żart. Potem rzuciłaś słuchawką. Pies jest pod moją opieką, na podstawie dokumentów przekazania przez Lecznicę Weterynaryjną. Pojechał do Ciebie na tymczas, został zabrany i koniec. Wobec tego typu gróźb uprzedziłam Klinikę o ewentualnych Twoich zamiarach. Ja nie widzę potrzeby roztrząsania tego na wątku. I nie robiłabym tego, ale powoli tracę cierpliwość. Nic nie obiecywałam; miałyśmy jak pamiętasz kilka koncepcji. Jedną z nich było, że pojedzie do mnie. Ty po prostu od początku chciałaś tego psa dla siebie, a ja od początku studziłam Twoje zapędy. Widać robiłam to zbyt delikatnie. I podtrzymuję to, co powiedziałam Tobie bezpośrednio: powierzyłabym Ci swoje psy, gdyby zaszła taka konieczność. Mam duży szacunek do tego, co robisz. Ale tutaj nie ma już takiej konieczności. Nic więcej na ten temat pisać już nie będę. Czasami, gdy emocje biorą górę nad rozumem, można sprawić komuś przykrość. Quote
jola od jadzi Posted September 9, 2009 Posted September 9, 2009 ...A domki stałe wraz z kochającymi opiekunami, czekającymi na Lunę i inne schorowane bernardyny walą drzwiami i oknami...:-( Quote
LACRIMA Posted September 9, 2009 Author Posted September 9, 2009 Bico, żeby mnie sprowokować musisz się bardziej postarać. Quote
bico Posted September 9, 2009 Posted September 9, 2009 LACRIMA napisał(a):Bico, żeby mnie sprowokować musisz się bardziej postarać. ja także Ci życzę spokojnej nocki:loveu::loveu::loveu: Quote
zuzlikowa Posted September 9, 2009 Posted September 9, 2009 Ulv,ale przybierać na wadze,to teraz za bardzo nie bedzie mogła? Fajnie,że zrobiłaś te fotki...nie mogłabym sobie nawet wyobrazić jak w tak krótkim czasie to psisko daje sobie radę.Wyobrażałam sobie,że jest znacznie gorzej.Na szczęście,nie.Dzielna dziewczynka!:loveu: Quote
ulvhedinn Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 Lacrima,... Rzuciłam słuchawką? Cóż, jeżeli wyłączenie się po stwierdzeniu "no to cześć, muszę się wyłączyć, później jeszcze pogadamy..." jest rzucaniem :razz: Groźby? Ooo..... :diabloti: I podtrzymuję to, co powiedziałam Tobie bezpośrednio: powierzyłabym Ci swoje psy, gdyby zaszła taka konieczność. Mam duży szacunek do tego, co robisz. Ale tutaj nie ma już takiej konieczności. Aha... Tak bogiem, a prawdą, to ani lecznica, która się nią zajęła (za co oczywiście należy im sie dozgonna wdzięczność!!!) ani Ty nie jesteście właścicielami Luny. Ona ma gdzieś właściciela, który niezależnie jakim byłby gnojem może rościć sobie do niej prawo przez następne (chyba) dwa lata. Natomiast prawo do psa i rozporządzania nim jako takie ma gmina, która jest podmiotem zobowiązanym do opieki nad zwierzętami bezdomnymi. Gdyby Luna przeszła przez schronisko, albo inną instytucję uprawnioną do odłowu zwierząt i posiadającą umowę z daną gminą, to po podpisaniu umowy z tą instytucją stałabyś się jedynie tzw. posiadaczem, a to co innego niż właściciel. Quote
ewajanka Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 jola od jadzi napisał(a):...A domki stałe wraz z kochającymi opiekunami, czekającymi na Lunę i inne schorowane bernardyny walą drzwiami i oknami...:-( Otóz to, a jeśli nawet znajdzie się taki dom z ogrodem to nie wiem czy oddałabym tam Lunę, chyba bałabym się że domek nie podoła opiece nad dużym, kalekim i z mozliwością nawrotu choroby psem. Chcę wierzyć w cuda. Jednego jestem pewna, jesli Luna trafi do Ulv to jej tułaczka dobiegnie końca, napewno nie zostanie porzucona nigdy więcej. Bardzo się cieszę że to nie ja muszę decydować.:eviltong: Quote
kuba123 Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 jak zaznaczałam wątek doszłam do 10 strony dziś doszłam do końca i zastanawiam się czy dobrze zrobiłam zcięło mnie z nóg na ostatnich stronach od początku byłam pewna że DT przekształci się w DS a tu :crazyeye::crazyeye::crazyeye: Quote
feliksik Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 chyba każdy ma cichą nadzieję i zaciska kciuki na takie zakończenie na innych wątkach. Tu jest widocznie inaczej, ale chyba nie nam już oceniać. decyzje jakby zapadły Quote
Soema Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 Szkoda tylko że bernardyny na tym ucierpią..:roll: Quote
ANETTTA Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 ................................ .nic nie napisze słow mi brakuje szkoda mi suni szkoda ULV Quote
Anashar Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 Przykro mi, że sprawa Luny tak się potoczyła. Wierzę, że każdy chce dla psa jak najlepiej, i także wiem, że Ulv dała by jej wspaniały dom i zapewniła dożywotnią i dobrą opiekę. Jednak decyzja nie będzie należeć do nikogo z nas. Apeluję tylko o zachowanie spokoju i nie wywiązywanie kłótni z tego powodu. Musimy wierzyć, że Lunka dostanie to, na co zasługuje. Quote
Paulina_mickey Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 Dostałam link do wirtualnej opiekunki Luny Dog is an inspiration (costs, photos, dogs) - San Antonio - Texas (TX) - City-Data Forum Quote
sonikowa Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 Niesamowity ten pies z linku.. Po prostu niewiarygodne! Quote
Asior Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 tu z nim filmik: http://www.youtube.com/watch?v=YBP6UGI-d2A&eurl=http%3A%2F%2Fwww%2Esatyr%2Epl%2Fhtml%2Ffilm%2FNiesamowity%5Fpies%2FYBP6UGI%2Dd2A&feature=player_embedded Quote
MARGOL Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 Witam wszystkich, nareszcie udała się rejestracja na dogo a wszystko dzieki Paulinie! Z tej strony MARGOL wirtualna opiekunka LUNY. Quote
Asior Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 o widzisz.. ja próbowałam kilkakrotnie, ale mnie wywalało.. :( super, ze jesteś :) Quote
MARGOL Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 ja również bardzo się cieszę, w zasadzie to już nie mogłam się doczekać tego momentu. Quote
MARGOL Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 Oczywiście najbardziej jestem ciekawa jak LUNA? Ulv pisała dzisiaj o niej i dała nawet zdjęcia - dzięki!!! Jestem dobrej mysli a w zasadzie to wiem że wszystko sie ułoży i Luna bedzie szczęśliwa a przede wszystkim zdrowa!!! Moja 6-letnia chrzesnica Zuzia wygrzebała ostatnio ze swojej skarbonki 5 zł i poprosiła żebym dała Lunie aaaa i zapowiedziała że ona jeszcze ma pieniązki i bedzie chciała pomagać suni. Hmm jestem z niej dumna i mam nadzieje że Lunie przyda sie każdy grosz. Quote
MARGOL Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 Pamiętam jak pierwszy raz (za sprawą LUNY oczywiście) zaczęłam interesowac się dogo, społecznoscią skupiającą tylko i wyłącznie miłosników psów. Byłam zaskoczona tym jak sprawnie i skutecznie potrafią pracować i działać ze soba ludzie, którzy tak naprawdę nie znają się osobiście. Wy wszyscy byliscie dla mnie czymś w rodzaju inspiracji lub inaczej bodźca do tego abym i ja wdrozyła się w pomoc psiakom (nie tylko ze schroniska w moim rodzinnym mieście). Tymczasem ostatnie posty zbiły mnie totalnie z tropu. Świetna wspólpraca zamieniła się w dwa obozy walki (bo tak to trzeba nazwać), zaczęła się ostra wymiana zdań a w tym wszystkim zabrakło wieści o Lunie. Szkoda że czasami sami sobie utrudniamy życie, sami rzucamy sobie kłody pod nogi i nie przyjdzie nam do głowy aby zastanowić się po co? Jesteśmy dorosłymi ludźmi a nie potrafimy spokojnie ze sobą rozmawiać. Dziewczyny!!!! LACRIMA i Ulv spotkajcie się, porozmawiajcie wspolnie, przedstwacie swoje argumenty w sprawie, zapytajcie wspolnie o zdanie weterynarza a może to cos da!!!! nigdy nie rezygnujmy z bezpośredniego dialogu, przecież tylko dzieki niemu można rozwiązać spokojnie wiele problemów. Wierzę, że to sie uda. NIe dajcie sie zwariować. Quote
LACRIMA Posted September 10, 2009 Author Posted September 10, 2009 Dzisiaj na konto Luny wpłynęło: 1. MARGOL - 20 zł Bardzo Gosiu dziękuję w imieniu Luny Quote
LACRIMA Posted September 10, 2009 Author Posted September 10, 2009 Moje wiadomości o Lunie z powodu odległości są na razie ograniczone. Dzwonię codziennie i dowiaduję się przede wszystkim czy nie dzieje się nic niepokojącego. Jestem umówiona na telefon o każdej porze, gdyby było coś nie tak. Gdy będę we Wrocławiu dowiem się szczegółów odnośnie dalszego postępowania i oczywiście ewentualnej protezy. Czekam z dużym niepokojem na wyniki histopatologiczne, bo od nich właściwie zależy dalsze działanie. Quote
ockhama Posted September 10, 2009 Posted September 10, 2009 LACRIMA napisał(a):Za cenę akceptacji na dogo nie poświęcę psa! To niesamowite, co wypisujecie. Bernardyn z amputowaną łapą u Ulv? Przecież to nie ma najmniejszego sensu. I naprawdę nie szkoda Wam psa? Właśnie... gagata napisał(a):Poczytalam sobie nie bez wzruszenia...Ale ludzkie emocje to nie jest to, co psy lubia najbardziej...Psy są realistami, żyja tu i teraz.... To my powinnismy zadbać, by to życie miały dobre i ...łatwiejsze... Mimo wielu prob, jakos nie moge przekonać się, by Luna az tak bardzo przywiążała sie do Ulvheddin,że bez bólu i z radoścą będzie wbiegała na to drugie ? pietro, bez łapy i przy jej wadze....A przeciez taki pies musi być na spacerze choc trzy razy dziennie - czyli codziennie każe mu sie wspinać na 6 pietro bez windy... O pozostałych zwierzakach,które tez muszą byc wyprowadzane, nie wspominam. Pomyślcie troche o psie a nie o swoich pragnieniach, proszę... gagata napisał(a):Epe, ja nic nie pisałam o ogrodach tylko o wciąganiu wielkiego psa na pietro.. Jesli Ulveheddin miała juz bernardyna, wie ile kosztuje jego utrzymanie i ile czasu zabiera jego wybieganie, to sama sobie powinna odpowiedziec na to pytanie o Lune : DT czy DS. Bo juz wie, o czym mowi ,a nie wierzę, by miała na uwadze tylko swoje pragnienia lecz przede wszystkim dobro psa. Właśnie... Czasami trzeba zapomnieć o "wielkich emocjach"... Ewa biorąc trzy tygodnie temu, los tej bernardynki w swoje ręce, wzieła na siebie ogromną odpowiedzialność za jej życie. Odpowiedzialność ponosi nie tylko przed nami, ale głównie przed samą sobą i swoim sumieniem... Wywieranie emocjonalnych presji czy wręcz szantażu kilku osób o "wielkim sercu" świadczy tylko o nierealnych emocjach rodem z wirtualnego świata. Wszystkie "wielkie serca kochające wszystkich braci mniejszych" naprawdę wierzą, że zawsze sobie same "dadzą radę" ... ale niestety, w realu to "zawsze" prędzej czy później kończy się tragicznym odkryciem prawdy - nie dałam rady... fizycznie, finansowo, ilościowo... jest wiele przykładów ludzi, którzy nie potrafili w odpowiednim momencie ograniczyć ilości swoich podopiecznych w imię swojej miłości do zwierząt... a inni za cenę swojego spokoju jeszcze im dokładali i dokładają... a potem będą odbierać. ulvhedinn napisał(a): Ktos napisała "a co w takim razie z innymi bernardynami, tymi co tkwią i umierają w schronach". Właśnie. Mama nadzieje że Lacrima weźmie do siebie nastepnego psa w sytuacji krytycznej. Bo ja nie. Przykro mi, ale skoro życie u mnie jst udręką, a przecież na DT brałam głównie psy niesprawne, kalekie, chore, trudne- to, zgodnie z oceną, więcej nie wezme tymczasa. I (to uwaga do niektórych osób z tego wątku także) proszę w takim razie sobie darować na przyszłość PW i telefony "sytuacja podbramkowa, DT albo schron/śmierć". Takich próśb odbieram tygodniowo najmniej kilka-kilkanaście. I wtedy jest ok, nagle schody i ciasnota sie nie liczą, bo przeciez głupia ulv się zajmie, zniesie pare razy dziennie na siku ( w tej chwili poza Deksem żaden pies nie chodzi po schodach sam, Paddy'ego, Piku i Itka noszę, Kra schodzi sama, w górę ja wnoszę), umyje, odsika, posprząta cierpliwie setne szczyny, nakarmi chodzby z reki.... wepchnie karme do dzioba, zakropli oko, ucho, zniesie pogryzienie, podrapanie, upierze.......... a potem da sie kopnac w dupe. Właśnie... Ewo ... zdecydowałaś słusznie, że nie wykorzystujesz wzorem innych - miękiego/dobrego serca, umiejętności i doświadczenia Ulv - by "pozbyć sie problemu". Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.