Veah Posted July 26, 2009 Posted July 26, 2009 Dwa tygodnie temu, w niedzielę, na szkoleniu na warszawskim gocławiu przy ul. Fieldorfa zdarzył się wypadek. Mój pies ma jakąś traumę, nie pozwala odejść nikomu bliskiemu. A raczej zniknąć z pola widzenia. Wcześniej ćwiczyliśmy aport. Siostra jakoś skaleczyła się w palec. Miała brudne ręce, więc poszła na stację benzynową go przemyć. Pies zaczął skakać, wyrywać się, piszczeć. Jednak udało mi się go uspokoić. Zaczęłam robić siad w marszu. Odeszłam ledwie na trzy-cztery kroki, a pies nagle się zerwał. Wiedziałam, że nie mogę go gonić. Więc spróbowałam wołać. Jednak pies był w amoku, nie słuchał się. Nawet nie zwracał uwagi na moje okrzyki. Kiedy zniknął mi z pola widzenia pobiegłam za nim. Stanęłam w bramie i natychmiast kucnęłam, żeby Dino nie zerwał się do ucieczki, tylko przyszedł do mnie. Wyjęłam smakołyki, podchodził do mnie, kiedy nagle się znowu zerwał. Znał drogę do domu, tj. Fieldorfa-> Wał Międzeszyński. Chyba nie zauważył, że wbiega na ulicę. Wcześniej go nauczyłam, żeby siadał przed każdą ulicą i czekał, aż pozwolę iść. Zobaczył samochód i zawrócił. Jednak nie zdążył, bo samochód uderzył go w tył. Miał wybity staw biodrowy, palec u lewej nogi. Poza tym obtarcia i stłuczenia. Nic większego mu się nie stało. Miał szczęście, że nie wybiegł na Wał. Jednak we wtorek rano [21.07] pies miał lekkie drgawki. Jak na złość, samochód w warsztacie, wymiana przewodów hamulcowych. Trzeba z psem iść na piechotę. Tak na prawdę tych drgawek prawie nie było widać. Idzie pies i jakiś skurcz ma co jakiś czas. Na początku, przez pierwsze 100-300 metrów tak to wyglądało. Potem już było bardziej widoczne, że to drgawki. A potem, po 600 metrach pies trząsł się już cały. Tata go jakoś uspokoił i poszliśmy dalej. 50 metrów i pies tylne łapy podnosi. To jedną, to drugą. Trzęsie się. Przeszedł 15 metrów, zostało mu do gabinetu weterynarza około dziesięciu metrów. Ale nie może dalej iść. Pobiegłam, zapytałam się, czy wet może wyjść. Wyszedł. Stwierdził, że to padaczka pourazowa. Tydzień i dwa dni wcześniej miał miejsce ten wypadek. Musiał uderzyć się w głowę, zrobił się krwiak. Zapewne kiedy odbił się od samochodu musiał spaść na głowę. Lekarz nie dawał mu wielkich szans na przeżycie. Dostał cztery pełne strzykawki jakiegoś narkotyku. Podziałało. Pies momentalnie się uspokoił. Jednak po piętnastu minutach zdechł. Urodził się 18 kwietnia 2008 roku. Miał rok, trzy miesiące, trzy dni. Quote
Eko Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 Bardzo przykro mi z powodu śmierci twojego kochanego czworonoga*:-( i tego wypatku który był tego powodem. Quote
Veah Posted July 27, 2009 Author Posted July 27, 2009 mieliśmy akurat farta, że na szkoleniu zajęcia agility obok prowadził wet, więc akurat skończył zajęcia i zajął się Dinem. No, ale nic to nie pomogło. Miał nastawiany staw biodrowy, wybite dwa sąsiadujące palce=rozerwaną skórę pomiędzy nimi, obtarcia. A poza tym, nic więcej. Poza tym śmiercionośnym krwiakiem. Quote
magorek Posted July 27, 2009 Posted July 27, 2009 Tak. Szkoda psiaka i szkoda WAS :-( Zył tylko rok i trochę ale dobrze mu się żyło między wami .... i to tyle banałów. Przykro mi :-( Quote
Aleksandra. Posted July 28, 2009 Posted July 28, 2009 Bardzo, bardzo mi przykro... :-( Tak młody pies... [*] na droge dla malucha... :-( Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.