Magda Posted March 27, 2005 Posted March 27, 2005 Byłam wczoraj z rodzicami i Mikim na spacerze w parku. Bawiłam sie z pieskiem patykiem(był spuszczony ze smyczy) kiedy nagle zobaczyłam amstafa :o bez kagańca i bez smyczy. Podbiegłam do Mikiego by go złapać, ale on szybko pobiegł do tego psa. Usłyszałam za sobą: Niech pani weźmie tego psa bo ona go zabije!!!! Serce mi zamarło :o :evil: Miki zbliżył się do psa i tylko usłyszałam jego pisk... :cry: szybo pobiegłam do Mikiego i go zapiełam a on dalej chciał iść do tego psa!! Na szczęście miki wyszedl z tego calo i bez jednej ryski. A ten pies poszedł dalej, nawet nie zwracała( ta suka) uwagi na pana,a on pobiegł za nią. Jak on mógł wypuścić taką niebezpieczną bestię, która się go nie słucha??!!!! I co mam zrobić aby miki nie wariował na punkcie dużych psów?? Bo on tylko jak zobaczy psa to się mnie nie słucha i leci..... :evil: Quote
grygy Posted March 27, 2005 Posted March 27, 2005 Hmm owszem ten włąściciel nie powinien wypuszczać psa, ale ty też nie ejsteś bez winy, bo skoro wiesz, że miki rzuca się na inne psy to nie powinnaś go równierz puszczać luźno :roll: Quote
AgaCzips Posted March 27, 2005 Posted March 27, 2005 Jeżeli puszczasz psa bez smyczy musisz mieć peność że pies do ciebie przybiegnie na zawołanie. I tak jak mówi grygy to poczęście Twoja wina. Jak on mógł wypuścić taką niebezpieczną bestię, która się go nie słucha??!!!! Po pierwsze to nie jest bestia, a po drugie z tekstu wynika że Miki też sie ciebie nie słucha :roll: Quote
Alka Posted March 27, 2005 Posted March 27, 2005 My własciciele yorków też jesteśmy zobowiązani prowadzić pieski na smyczy. :wink: Z Twojej opowieści wynika ,że to twój pies pierwszy podbiegł do amstaffa.Jeżeli wiesz ,że Miki podlatuje do innych psów i na dodatek Ciebie nie słucha musisz zachować niezwykłą ostrożnośc w spuszczaniu psa ze smyczy. :-? Tak więc zgadzam się z poprzednikami ,że wina jest obopólna. :evilbat: A co do określenia "bestia"to moim zdaniem została użyta na wyrost . :evil: Quote
Wind Posted March 27, 2005 Posted March 27, 2005 Maciek, Aga, Alka, Super czyta sie takie swiadome wypowiedzi! York jak kazdy pies ma takie same prawa, ale rowniez obowiazki :-) A Amstaff to nie "bestia" tylko pies jak kazdy inny. I jak kazdy moze byc dobrze lub zle wychowany! Magda, a moze tak przyda sie Wam szkolenie? ;) Quote
kinia_w Posted March 27, 2005 Posted March 27, 2005 Amstafy są pieknę i takie słodziutkie. Muszkietero lubi się z nimi bawić (zresztą on jest trochę dziwny ;) bawi się albo z małymi pieskami, typu inne Yorki czy inne miniaturki, albo z ogromniastymi 'bestiami' ;) typu amstafy, duże teriery, owczarki, nawet bernardyn ważący 40x więcej, średniaków nazwyczajniej się boi i zwiewa przed nimi), o ile tylko one chcą się bawić z nim. Radziłabym na przyszłość nie urządzać histerii przy każdym spotykanym dużym psie, bo naprawdę ułamek z nich to groźne psy, a większość jest przerozkoszna i uważać tylko trzeba na to, żeby w zabawie czy chociażby zapoznawaniu się takie duże coś nie usiadło na maleństwo :) I oczywiście pilnować psiaka, bo jednak ten groźny ułamek też się zdarza. Quote
Daga_i_Oskar Posted March 28, 2005 Posted March 28, 2005 Ja także się podpisze pod wypowiedziamy moich poprzedniczek. Amstaff to tak jak York jest psem, ale o innycm charakterze i jak sie go wychowa takiego sie bedzie mialo i to samo mozemy powiedziec o Yorku. Mówi sie ze małe psy czesto prowokuja duze psy swoim szczekaniem, zaczepianiem i własnie samym takim podbiegnieciem i zacheceniem do zabawy. Takze uwazam, ze wina stoi po obu stronach. Fakt, ze wlasciciel tego amstaffa (jezeli rzeczywiscie jest taki grozny ze potrafiłby zagryzc innego psa) to powinien przynajmniej chodzic w kagancu, a jezeli to jest park to prawie wszedzie jest tabliczka, ze psy prowadzimy na smyczy. Ale takze Ty zauwazywszy tego psa powinnas juz jakos zareagowac i powtsrzymac swojego Mikiego aby do niego nie podlecial :) Dobrze ze my ten problem mamy z głowy, osc sie slucha :lol: Quote
Magda Posted March 28, 2005 Author Posted March 28, 2005 Nie, no dobra troche przesadziłam z ta 'bestią', ale byłam troszeczkę zdenerwowana. Sami na pewno byscie byli nerwowi, jakby zaatakowała waszego kochanego pieska inna psina :cry: No i właśnie, a ty Daga jak nauczyłaś Oskarka posłuszeństwa?? Możesz mi jakoś poradzić? Może jakoś skorzystam z twoich rad. :D Quote
Berek Posted March 29, 2005 Posted March 29, 2005 Magda, musisz nauczyć potwora bezwzględnego przychodzenia na wołanie. W tym celu pracujesz dwutorowo - po pierwsze, należy psu pokazać że jeteś najatrakcyjniejsza, dużo ciekawsza, niż jakieś tam psy biegające wokół. Naucz się dużo bawić z Twoim yorkiem w takie gry, ktore on naprawdę lubi. Spróbuj pocwiczyć z nim przeciąganie sie, szarpanie czymś miękkim (ja używam.... skarpetki z zawiązanym na końcu węzełkiem). Jeśli piesek jest trochę nieśmiały i ma opory przed przeciąganiem się tą zabawką, do dowiąż do skarpetki linkę - Twoje ręce będą wtedy dalej od psa, nie bedziesz się nad nim pochylać, a to często jest problemem malych ras. Bawisz się z psem tak, jak z kotkiem - szmatka sunie po ziemi, piesek ją goni, czasem dajesz mu ją złapać i się nią przeciągacie.... Na początek nie wprowadzasz żadnego nacisku w tę zabawę, toteż jeśli chcesz szmatkę odzyskać, a terierk nie ma zamiaru Ci jej oddać - nieruchomiejesz (broń Boże nie wyszarpujesz mu zdobyczy - to tylko psa pobudza do mocniejszego zaciskania szczęk) ewentualnie wymieniasz się za coś super-pysznego, na przyklad kawałeczek kielbasy czy sera żółtego. Zabawka jest Twoja. To znaczy, wyjmujesz ją z kieszeni i chowasz - masz nad nią władzę absolutną - piesek nie ma do niej dostępu poza chwilami Waszej zabawy. Dobrze też chować zabawkę w chwili gdy się pies nią nie znudził, w trakcie największego szaleństwa. Niech nie slabnie jego zainteresowanie, niech się nauczy że jest to świetna rzecz, po prostu super-nagroda ktorą wcale nie tak łatwo zdobyć. Bawcie się parę razy w ciągu spaceru - na początku w chwilach gdy pieska nic nie rozprasza, dopiero stopniowo możesz wyprobowywać czy magia tajemniczej szmatki staje się silniejsza od widoku psow na horyzoncie. :) Zawsze noś też smakołyki w kieszeni. Pies powinien wiedzieć że mu się naprawdę opłaca przyjście do Ciebie. Druga sprawa to pokazanie psu, że NAWET jeśli wydaje mu się że coś jest bardzo ciekawe, to jeśli pani go wzywa - jej wola jest ważniejsza w tym momencie. Na początku poćwicz przywołanie na ... smyczy. Chodzi bardziej o wdrukowanie komendy, wytłumaczenie psu do końca, o co w niej chodzi. Podstawowym błędem właścicieli w tym ćwiczeniu jest złe użycie glosu - albo wołają słabo, mało energicznie, albo - grożąco, surowo. Nie, masz wolać energicznie, radośnie, zachęcająco "MIKI! Do mnie!" i natychmiast odbiegać. Odbiegać, tak - bo drugi bład z gatunku podstwowych to statyka. Stoi wlasciciel jak słup i nawołuje. Tymczasem masz zrobić wszystko żeby piesek podbiegł - kiedy tylko zdradzi choć słabą chęć ruchu w Twoją stronę, zacznij go chwalić - taaak, dobry pies, doskonale kombinujesz, suuuuper! - i cały czas cofasz się (nie napinając smyczy - nie wolno psa do siebie przyciągać, to musi być jego niewymuszony ruch w Twoją stronę). Małe psy maja problem ze zbliżeniem się - takim bardzo bliskim, ścislym - do czlowieka, warto więc kucać, ustawiając się bokiem, tak, żeby nie piętrzyć się nad maleńtasem jak .... jak... góra. :D Ważne że pies uczy się wykonania komendy a jeśli stawia totalny opór - masz możliwość leciutkim szarpnięciem przypomnieć mu - halo, halo, kochany, a jednak ja tu jestem i cię wołam, zrobisz to, czy chcesz, czy nie... Ważne żeby smycz nie była napięta caly czas, nawet szarpnięcie (krótkie pociągnięcie) zaczyna się z luźnej smyczy i na luźnej smyczy kończy. Kiedy do perfekcji opanujecie samą komendę ćwiczoną na smyczce, spróbuj się "przesiąść" na długą (10 m) linkę - pies wtedy uczy się przywołania gdy jest w wiekszej odleglości od Ciebie. Polecam linki z kevlaru - dośc drogi materiał, ale się nie plącze, nie zamotuje, nie supła. Problem z linką jest taki, ze należy ją dopiąć do psa i nie odpinać przez okres kilku tygodni nawet. Najgorszą rzeczą jaką mozna zrobić jest wybiórcze przypinanie liny - czasem tak, a czasem - nie - bo wtedy psiak uczy się "jestem na lince, slucham - jestem bez linki, mogę sobie olać". Co by się nie działo, pies powinien być nagradzany (choćby wybuchem Twojego entuzjazmu) za przyjście. Nagrody w postaci smakołyków są z początku zawsze, potem, stopniowo, wydajesz je losowo (pies zawsze ma elemencik hazardu - może dostanę serek???). Bardzo często nagrodą za przyjście może być zabawa szmatką - o ile psiak ją polubi, ma się rozumieć. Quote
Magda Posted March 29, 2005 Author Posted March 29, 2005 Ojej, Berek! Dziękuje za tak wyczerpującą wypowiedź. Będe mikiego uczyć, jest wiosna, więc więcej czasu będziemy na dworze...... Quote
Wind Posted March 29, 2005 Posted March 29, 2005 Berek, Suuper, ze to tak fajnie opisalas :-) Taki manual kazdemu sie przyda, a po paru tygodniach cwiczenia okaze sie, ze kazdy york z Forum blyskawicznie przybiega na kazde zawolanie panci :-) Skrobnij tylko, gdzie mozna kupic kevlar. Czy tez w tym sklepiku ze wszystkim przy Grzybowskiej? ;) Quote
Berek Posted March 29, 2005 Posted March 29, 2005 Pamiętaj, Madziu, że zawsze masz jeszcze jedno wyjście - zacząć uciekać. Wszelki ruch odbywa się OD psa, nigdy do niego. Jesli zdarzy się że potworas juz-już startuje do psa - zacznij uciekać, galopem, piszcząc, kwicząc, trąbiąc... rób co Ci do głowy przyjdzie byleby był hałas - tak, żeby Miki zwrócił uwagę na panią co dostała nagle świra - i żeby odkrył że świrnięta pani UCIEKA. Oddala się. Nie bedzie jej. W razie czego nie pomoże małemu yorkowi. O rany! Lepiej za nią pobiec. Zresztą może potrzebna jej będzie pierwsza pomoc udzielona przez yorka. :) Quote
Berek Posted March 29, 2005 Posted March 29, 2005 Wind :D - kewlarową cienką linkę sprzedawaną na metry widziałam w sklepie "linki, sznury, taśmy" w Warszawie przy ulicy Śniadeckich (w bok od pl. Konstytucji). Na Grzybowskim też ponoć jest. W ogóle trzeba szukac w specjalistycznych sklepach ze sznurami, tam, gdzie zaopatrują się alpiniści i żeglarze. Maleńkie karabińczyki zdarzająsię w sklepach z artykułami dla zwierząt. Linkę zazwyczaj spiekam po przełożeniu przez karabińczyk nad plomieniem świecy, dla pewności obwiązuję mocną nicią - wtedy nie ma potrzeby robić dużych węzłów. Quote
Magda Posted April 1, 2005 Author Posted April 1, 2005 Berek Spróbuję uciekania :D Troszeczke będzie to śmiesznie wyglądało :P jakbym ześwirowała hehe.... I na co sie jeszcze zdecyduję....... :P :P Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.