Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted
A to jest Pan Komendant Wielkopolskiej Policji. Tomasz Olczyk się nazywa i jest nadinspektorem. Wrzucam tu jego zdjęcie, bo według teorii sześciu stopni do każdego na świecie można dotrzeć poprzez sześć kolejnych osób. A gość siedzi gdzieś w Poznaniu, więc może wystarczą z dwa stopnie, półtora nawet. Poza tym nikt nie lubi widzieć swojej facjaty w Internecie, w negatywnym kontekście. Może zwróci to jego uwagę.

To co dzieje się od pewnego czasu w Wielkopolsce to jest jakiś ponury żart. Całe lata obserwuję jak działają te krzywe akcje z zabieraniem ludziom zwierząt i niewiele potrafi mnie zaskoczyć, ale i tak zagotowałem się trochę. Bo obejrzałem nagranie jak policjanci z Pobiedzisk pomagają ukraść ludziom starego psa. I słowa "ukraść" używam tutaj z premedytacją. Bo to była legalna kradzież a nie żadna "interwencja".

Jestem też prawie pewien, że gdyby to nagranie trafiło do sieci, to ktoś tam "na górze" jednak powiedziałby kilka słów tym dołowym funkcjonariuszom. Że nie powinni wyłączać mózgu na widok 24-letniej aktywistki. Że wcale nie muszą wykonywać jej poleceń a bezrefleksyjne słuchanie każdego, kto nazwie się "obrońcą zwierząt" może czasem doprowadzać do krzywdy tych zwierząt.

Poniżej trzy historie, sam nie wiem która gorsza.

---

1. Pod dom właścicieli Morusa podjeżdża patrol policji oraz dwoje młodych aktywistów. Właściciel Morusa jeszcze zza bramy informuje, że nie życzy sobie na swojej posesji żadnych domorosłych "inspektorów". Czego chyba nie zarejestrował w głowie, to że jeszcze przed bramą policjant mówi "to tutaj trzeba tego pieska odebrać". Zanim go zobaczył, zanim ktokolwiek go zobaczył.

Właściciel psa zgadza się na wejście policjantów na swój teren, ale ci od razu wpuszczają aktywistów. Policjant uspokaja, że on wszystkiego pilnuje. Ale chwilę później już oświadcza, że on się na zwierzętach nie zna a "ci ludzie na pewno są przeszkoleni". Aktywiści przeprowadzają badanie psa- trwa ono, dosłownie, poniżej 10 sekund.

Po kilkunastu minutach dyskusji oświadczają, że psa zabiorą, bo nie ma wody w misce. A chwilę wcześniej, zarówno aktywiści, jak i policjanci, widzieli wodę w misce. Została im ona pokazana palcem. Właściciel, wyraźnie wkurzony, ironizował: "myślicie, że to ja z tych misek wpie*dalam?".

Dzisiaj już zapadła decyzja odmawiająca odebrania Morusa właścicielom, ale nie wiadomo gdzie przebywa. Aktywiści nie chcą go zwrócić. Policjanci z Pobiedzisk umywają ręce.

2. Młoda dziewczyna musiała uciekać z domu, bo padła ofiarą przemocy domowej. Zabrała ze sobą dzieci, ale psa- suczki o imieniu Luna- nie dała już rady. Jej partnerowi postawiono zarzuty znęcania nad rodziną a on sam udał się na odwyk, choć ponoć tylko po to, żeby zdobyć okoliczność łagodzącą przed odsiadką. Nie pierwszą zresztą.

Do psa przyjeżdżała kiedy mogła. Prosiła też ludzi, żeby wpadli do niego choćby na chwilę, zabrać na spacer. Z pomocą lokalnej organizacji znalazła psu nowy dom, ale na dwa dni przed tym pies został skradziony przez znajomych jej partnera. Przy okazji próbowano rozkręcić nagonkę na nią, że pies w złych warunkach przebywał.

Dziewczyna udała się pod adres przebywania psa, jako pełnoprawna właścicielka, wezwała policję z Poznania. Ale niezbyt trzeźwe towarzystwo okazało "dokument" z nazwiskiem G. Bielawskiego- wielokrotnie skazywanego za kradzieże zwierząt oszusta. I policja odmówiła pomocy w odzyskaniu zwierzęcia

Po wyjściu policji ludzie przetrzymujący psa nagrali dziewczynie serię wiadomości głosowych, gdzie słowo kurtyzana odmieniane jest przez wszystkie przypadki a oni sami drwią z niej, że policja jej nie pomogła.

3. Kolejna sytuacja miała miejsce w Swarzędzu. To tam do właścicieli 14-letniej suki o imieniu Kawa przyjechali aktywiści z policją. Że niby suka za chuda i pewnie głodzona. Tylko w tej historii był zwrot akcji w postaci nawiązania kontaktu z policją przez lekarza weterynarii, który psem się od dawna opiekuje.

W państwie, który nie jest z mokrej tektury, opinia lekarza- przedstawiciela zawodu zaufania publicznego- byłaby więcej warta niż opinia 24-letniej samozwańczej aktywistki. Przynajmniej dla policjanta, który jest przecież funkcjonariuszem publicznym. Ale w Wielkopolsce oni zdają się być zakodowani na rzecz służenia każdemu, kto ma "fundacja" w nazwie.

Aktywiści psa zabrali, niby tylko na badania. Czternaście lat spędzonych z rodziną zostało w kilka minut przerwane a pies wywieziony w nieznanym kierunku. Obecnie policja nie wie gdzie pies przebywa, bo to już nie ich sprawa. Właścicielce psa pozostało pisanie komentarzy w Internecie. A za każdy płaciła 1 zł, bo tylko na stronie pomagam pl, gdzie zbierane są pieniądze dla jej psa, mogła to zrobić.

Teraz będzie można przerzucać się zawiadomieniami i zażaleniami, bo papier wszystko przyjmie. Tylko Kawa chodzi po tym świecie już dłużej, niż psy jej wielkości w ogóle żyją. Podobnie zresztą Morus- jego właściciel powinien dawać rady jak utrzymać psa w tak dobrej kondycji aż do tak podeszłego wieku.

---

Jakiś czas temu aby obronić się przed kradzieżą zwierzęcia należało nie wpuszczać do domu aktywistów. Nie bez powodu niektórzy z nich zmienili modus operandi i zaczęli włamywać się po zmroku na czyjeś posesje. Można było zaprosić policjanta, pokazać mu jak pies mieszka i czuje się, przedstawić dokumenty, i to załatwiało sprawę.

A dzisiaj coś się zmieniło, przynajmniej w Wielkopolsce. Ludzie bez żadnych uprawnień kontrolnych, bez żadnej wiedzy fachowej a co gorsza bez dobrych intencji są pod rygorem użycia środków przymusu bezpośredniego wprowadzani zwyczajnym ludziom na posesje. Przez policjantów.

Jak się przed tym bronić? Nie wiem. Może policji też już nie wolno wpuszczać. Przynajmniej w promieniu do 100 km od Poznania.

Byłoby miło, gdyby Pan ze zdjęcia przekazał swoim podwładnym, że pomaganie w kradzieżach to jakby niekoniecznie ich zakres obowiązków. W przeciwieństwie do udzielania pomocy w odzyskiwaniu skradzionych zwierząt.

Ciąg dalszy nastąpi. Tutaj można zostawić napiwek autorowi strony, bo przynajmniej nie da się go zastraszyć telefonem do redaktora naczelnego, czy jak tam obecnie blokuje się pisanie o tych sprawach. Link:

https://suppi.pl/czarnalistapro

Za wszelkie wsparcie dozgonne dzięki. Zawsze miło wiedzieć, że warto śledzić te patologiczne odnosi petbiznesu. Inaczej ktoś mógłby pomyśleć, że takie sprawy nie istnieją...

489318672_1067304965438447_4920081435254822508_n.jpg

Posted
Zostawiam w archiwum wczorajszy materiał red. Pawła Kaźmierczaka (https://www.facebook.com/reel/1737248560518736). Chyba jednego z nielicznych dziennikarzy, którzy nie kłaniają się żadnym aktywistom. Nawet kiedy mają oni milionowe zasięgi w Internecie lub plecy wśród polityków. Poprzednio zajmował się tematem DIOZ-u, ale tym razem reportaż jest jeszcze bardziej wart odnotowania.
O sprawie Morusa pisałem kilka razy, i to zanim media się nim zainteresowały, więc nie będę powtarzał wszystkiego. Przypomnę za to kalendarium wydarzeń, a Wy sami ocenicie, czy mieszkacie w jakkolwiek praworządnym kraju, czy na jakimś dzikim zachodzie, gdzie każdy, kto ma strzelbę/legitymację aktywisty jest całkowicie bezkarny. Choć nie, czekaj. Dziki zachód to akurat zły przykład. Tam mieli jakieś swoje sposoby na okoliczność kradzieży zwierzęcia.
Inna sprawa, że tak jak przed aktywistami da się obronić- najczęściej wystarczy przegonić ich spod płotu- tak przed wspomagającą ich policją już się nie da. Szczególnie, gdy ta zmusza właściciela zwierzęcia do wpuszczenia aktywistów a następnie grozi mu środkami przymusu bezpośredniego, jeśli odmówi oddania swojego psa.
---
Kalendarium:
1. Członkowie Stowarzyszenia "Poznańska Ochrona Zwierząt" (pełny skład, czyli aż dwie osoby) w obstawie policji z Pobiedzisk wchodzą na posesję właścicieli Morusa. Po przeprowadzeniu amatorskiego badania weterynaryjnego, które trwało łącznie (i dosłownie) poniżej 10 sekund, oznajmiają, że psa zabiorą. Policjant umożliwia im zabranie psa.
2. Morus zostaje przewieziony do różnych przychodni weterynaryjnych. Żadna nie potwierdza żadnego zagrożenia dla jego życia ani zdrowia. Na kartach weterynaryjnych znaleźć można jedynie wzmianki o przypadłościach typowo starczych, co nie powinno dziwić w przypadku 14-letniego psa tej rasy.
3. Urząd Gminy odmawia odebrania Morusa właścicielom. Powołuje się przy tym na epikryzy weterynaryjne. Decyzja zostaje wydana z klauzulą natychmiastowej wykonalności, jednak zostaje całkowicie zignorowana.
4. Prokuratura umarza postępowanie w sprawie rzekomego znęcania nad Morusem nie znajdując znamion czynu zabronionego. Bierze pod uwagę argumenty aktywistów oraz opiekunów psa i za cholerę nie może znaleźć żadnego złego traktowania psa. Aktywiści, co oczywiste, składają zażalenie na decyzję prokuratury.
5. Samorządowe Kolegium Odwoławcze podtrzymuje decyzję Urzędu Gminy. Tym samym staje się ona prawomocna, bo choć istnieje możliwość kolejnego odwołania, do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, aktywiści nie korzystają z niej. Może ich doradcy byli akurat zbyt zajęci, bo mieli zaplanowany wyjazd do Warszawy.
6. Sąd odrzuca zażalenie Stowarzyszenia na umorzenie sprawy przez Prokuraturę. Ścieżka karna zostaje wyczerpana a właściciele Morusa nie doczekali się nawet postawienia zarzutów jakkolwiek złego traktowania psa. Bo, najzwyczajniej w świecie, nie było podstaw do karania ich.
7. Prokuratura wydaje postanowienie o przeszukaniu kilku lokalizacji, w których mógł przebywać Morus. W żadnym z nich psa nie ma. Jednocześnie Pani Prezes Stowarzyszenia dostaje zarzuty z art. 284 kodeksu karnego, czyli przywłaszczenia. Tylko i to niewiele zmienia, bo Morus nadal przebywa w nieznanym miejscu. O ile żyje oczywiście...
Dodatkowo, siedziba Stowarzyszenia okazuje się być poniekąd wirtualna, bo nikt nie jest w niej nawet widywany. A już na pewno nie żadne zwierzęta. Podobnie samochód, którym aktywiści się poruszają- wynajęty.
Z kolei mężczyzna biorący udział w zabieraniu Morusa właścicielom jest nieuchwytny nawet dla policji. Teraz tylko czekać, aż intelektualne zaplecze tego konkretnego Stowarzyszenia zacznie chodzić po sejmowych spędach, politycznych kongresach lub ministerstwie sprawiedliwości. Tak jak robiło to wcześniej, gdy wszystkie fakty świadczyły przeciwko nim...
---
I niech ktoś jeszcze napisze, że jemu to się na pewno nie przytrafi. Że on zachowałby się tak lub inaczej, a później podjął różne działania. W tej konkretnej sytuacji zabór psa umożliwili policjanci- nie dało się z nimi szarpać, bo to skończyłoby się w areszcie. Z kolei zdjęcie zatrzymanego nakręcałoby zrzutkę pieniędzy pt. "patrzcie, oprawca w kajdankach".
Nie wiem też jakim skończonym <przekleństwo> trzeba być, żeby cynicznie krzywdzić ludzi i ich zwierzęta pod przykrywką działalności charytatywnej, ale to przecież nie jest ani pierwszy, ani nawet setny raz, gdy pseudo-aktywiści fundują całym rodzinom gehennę. Może czas przestać się dziwić.
Ciąg dalszy nastąpi, bo skoro już zacząłem relacjonować jakąś historię, to muszę doczekać jej finału. Co ani miłe, ani przyjemne nie jest. Właściwie przez takie oczekiwanie na finał od wielu lat nie mogę się wygrzebać z tego bagna zwanego pseudo-ochroną zwierząt. Gdyby ktoś chciał zostawić napiwek dla autora strony, można to zrobić o tutaj:
I ja wiem, że różni aktywiści potrafią straszyć. Że mają swoje koneksje, niezłe budżety i możliwość przeciągnięcia kogoś przez wszystkie instancje wszystkich instytucji. Ale milczenie tutaj nie pomaga. Wręcz powoduje kolejne, coraz to gorsze przypadki, kiedy ofiarami petbiznesu padają niewinni ludzie i ich zwierzęta. Nie bójcie się publikować dokumentów czy nagrań. Jeśli nie dla własnego sumienia, to chociaż w trosce o kolejnych ludzi, którzy znajdą się w podobnej sytuacji.
 
 
Posted
🔸 Od ponad siedmiu miesięcy, Magdalena i Arkadiusz Kubaccy szukają swojego psa, Morusa. To prawie czternastoletni husky, który od szczeniaka mieszkał razem z nimi i ich dziećmi.
🔸Przy asyście policji, Morusa zabrali z ich domu działacze jednego ze Stowarzyszeń, którego priorytetem podobno jest dobro zwierząt...
🔸 Pies, zniknął. Policyjne przeszukania miejsc, gdzie mógłby się znajdować, nie przyniosły żadnego rezultatu. Szefowa Stowarzyszenia odmawia też udzielenia odpowiedzi na najważniejsze pytanie – gdzie jest Morus?

 

https://www.facebook.com/reel/3927948854201356

Posted
UWAGA PILNE!!! UDOSTĘPNIAJCIE LUDZIE !!! Ukradli psa w asyście niedouczonych policjantów. 05.10.2024r w miejscowości Stęszewko gmina Pobiedziska "działacze" Poznańskiej Ochrony Zwierząt z prywatnej posesji zabrali siłą psa rasy husky o imieniu Morus. Piesek ma 13,5 roku i mieszkał z opiekunami od szczeniaka. Powodem odbioru był kamień nazębny i brudna woda w jednej z misek. Nie ma w dokumentacji weterynaryjnej informacji, że dalsze pozostawienie psa u właściciela zagrażało jego zdrowiu i życiu, a tylko wtedy można psa odebrać zgodnie z art.6 ust.3 ustawy o ochronie zwierząt. Również burmistrz Pobiedzisk wydał decyzję administracyjną o natychmiastowym oddaniu psa właścicielom. Śledztwo w sprawie kradzieży psa, przez pseudo działaczy, jest w toku. Dotychczas nie wiadomo, gdzie przebywa pies ! Sprytni oszuści dzień po odebraniu psa czyli 06.10. 2024r umieścili info o zbiórce na leczenie na "Ratujemy zwierzaki.pl" na ukradzionego psa, przedstawiając go pod innym imieniem -ATOS i zaniżając wiek do 10 lat. 03.12.2024r na stronie FB Poznańskiej Ochrony Zwierząt umieścili wzruszający wpis o Morusie ( Atosie), że jest do adopcji, tylko, że nikt nie może go adoptować !!! Kochani miłośnicy zwierząt, pomyślcie co czuje ten biedny pies siłą zabrany od kochającej go rodziny, gdzie teraz jest, o czym myśli, jaką przeżywa traumę. To już stary piesek i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wróci do swojej rodziny. Wszystkie ręce na pokład, ktokolwiek wie coś na temat Morusa, prosimy o kontakt!!! numer telefonu do właścicielki pieska 510 716 633. Na zdjęciach Morus, jego domek, czyli pokój z przedsionkiem i zrzut ekranu ze strony POZ.

1.jpg

2.jpg

3.jpg

4.jpg

5.jpg

Posted

Komornik będzie szukał Morusa. Sąd nakazał oddać psa, organizacja milczy 

https://gniezno.naszemiasto.pl/komornik-bedzie-szukal-morusa-sad-nakazal-oddac-psa-organizacja-milczy/ar/c1p2-28711029

Miał 13 lat i całe życie spędził z jedną rodziną w Stęszewku pod Pobiedziskami. Dziś miejsce pobytu psa o imieniu Morus pozostaje nieznane, a jego właściciele od wielu miesięcy bezskutecznie walczą o jego powrót. Sprawa budzi coraz większe emocje, bo mimo decyzji burmistrza, a potem decyzji sądu nakazującej oddanie zwierzęcia, organizacja prozwierzęca, która zabrała psa, wciąż go nie zwróciła.


Weszli i zabrali psa. Policjanci im „pomogli”?
Morus, starszy pies w typie husky, został odebrany właścicielom — Magdalenie i Arkadiuszowi Kubackim ze Stęszewka w październiku 2024 roku. Interwencję przeprowadziła jedna z organizacji prozwierzęcych, Poznańska Ochrona Zwierząt, powołując się na podejrzenie niewłaściwych warunków utrzymania zwierzęcia. Według nich, pies miał być brudny, zaniedbany i mieć brodawkę na pysku oraz kamień na zębach. Do kojca miał z kolei być przypięty pastuch elektryczny. Na nic zdały się zapewnienia, że Morus jest brudny, bo kilka godzin wcześniej uciekł z domu i „zabalował” w okolicznej stajni, a pastuch od lat ma być wyłączony.

– Morus był z nami od szczeniaka, był członkiem rodziny. Nigdy nie był zaniedbywany ani krzywdzony – podkreślają właściciele psa, wskazując na zdjęcia na których widać Morusa i członków rodziny: na wakacjach, w domu, nad jeziorem.

Na nagraniach z dnia interwencji stowarzyszenia z monitoringu domowego widać jak na posesje przyjechało dwóch funkcjonariuszy policji, wezwanych przez POZ. Zaraz za nimi, mimo sprzeciwu domowników, weszły dwie osoby obce ze stowarzyszenia. Interweniujący zrobili zdjęcia starych misek do zbierania deszczówki, ogłaszając, że pies nie miał ani wody ani jedzenia. Właściciele z kolei twierdzą, że miski dla psa były, przed domem, ale interweniująca para nie chciała ich zobaczyć. Zdaniem Kubackich pies został zabrany bez podstaw, a interwencja była pochopna. Mimo to w Internecie pojawiła się zbiórka na psa, którego nazwano roboczo „Atosem”. Według jej opisu, był krzywdzony przez rodzinę.


Od ponad roku walczą o Morusa. Sąd nakazuje zwrot, organizacja nie zwraca psa. Bo nie
Sprawą zajęły się władze gminy. Po analizie dokumentów i okoliczności burmistrz gminy Pobiedziska wydał decyzję administracyjną, w której nakazał zwrócenie psa właścicielom. Poznańska Ochrona Zwierząt złożyła od tej decyzji odwołanie, ale decyzja została podtrzymana.

Mimo to Morus nie wrócił do domu.

Organizacja, która przeprowadziła interwencję, nie wykonała decyzji, twierdząc, że działała w interesie zwierzęcia i że jego dobro jest nadrzędne.

W podobnym czasie – w 2024 przed sądem w Gnieźnie toczyło się postępowanie przeciwko właścicielom psa. Poznańska Ochrona Zwierząt zarzuciła znęcanie się Kubackich nad Morusem. Sprawa została umorzona, a po odwołaniu się skarżących prokurator podtrzymał umorzenie.

Morusa nadal nie wydano właścicielom. Pies nie został też przewieziony do najbliższego schroniska, choć zgodnie z odpowiednią ustawą po zabezpieczeniu przez członków stowarzyszenia powinien.

Kubaccy rozpoczęli kolejną batalię o odzyskanie członka rodziny, tym razem zakładając prezesce stowarzyszenia sprawę cywilną. Nie było to łatwe, ponieważ adres korespondencyjny Poznańskiej Ochrony Zwierząt to… świetlica wiejska w Żernikach pod Poznaniem. Ostatecznie do rozprawy doszło i wydział cywilny sądu gnieźnieńskiego w czerwcu 2025 roku nakazał oddanie Morusa Kubackim na czas prowadzonego postępowania oraz wyznaczył termin wydania zwierzęcia – w ciągu dwóch tygodni.

Pomimo decyzji sądu, pies nadal nie wrócił do domu, choć powinien. Prezeska Poznańskiej Ochrony Zwierząt na rozprawie zeznała, że nie wie i nie pamięta gdzie przebywa Morus, bo współpracuje z wieloma domami tymczasowymi. Choć ma dostawać na różne komunikatory zdjęcia od osób zajmujących się husky’m, to zeznała, że nie pamięta kto jej wysyła takie treści.

Ze zdjęć i treści publikowanych na facebookowej stronie stowarzyszenia wynika, że pies przeszedł zabiegi chirurgiczne bez wiedzy i zgody Kubackich. Jego właściciele uznali to za znęcanie się nad nim. Sąd w Gnieźnie umorzył postępowanie, uznając, że nie doszło do czynów zabronionych.


Gdzie jest Morus? Komornik będzie go szukał
– Dla nas najtrudniejsze jest to, że nie wiemy, w jakim jest stanie, czy żyje, czy ktoś się nim opiekuje – mówią właściciele.

W sieci powstały grupy i profile wspierające rodzinę, a sprawa zyskała rozgłos także poza regionem. Sąd w Gnieźnie 22 stycznia po sprawie cywilnej wydał klauzulę wykonalności, co oznacza, że postanowienie o zwrocie zwierzęcia trzeba wykonać. Rodzina z kolei wobec braku oddania psa zgłosiła się do… komornika! Urzędnik lada dzień ma wszcząć egzekucję świadczenia niepieniężnego niezastępowalnego. Prostymi słowami: będzie szukał Morusa, a prezesce Poznańskiej Ochrony Zwierząt, jeśli nie wyda psa, grozić będzie wysoka grzywna (jednorazowo do 10 tysięcy złotych), a ostatecznie nawet areszt.

Część komentujących broni działań organizacji, wskazując, że mają one prawo reagować w sytuacjach zagrożenia dobra zwierząt. Inni podkreślają, że decyzje administracyjne i wyroki sądowe powinny być respektowane, a odbieranie zwierzęcia bez jednoznacznych podstaw prowadzi do dramatów zarówno po stronie właścicieli, jak i samych zwierząt.

Co ciekawe, w podobnej sytuacji znalazła się rodzina spod Swarzędza, której Poznańska Ochrona Zwierząt 10 miesięcy temu odebrał leciwą suczkę rasy dużej, Kawę. Stowarzyszenie uznało ją za wychudzoną i zmaltretowaną. Mimo klauzuli wykonalności dotyczącej zwrotu psa rodzinie wydanej przez sąd, nikt nie wie gdzie jest suczka.

Prezeska stowarzyszenia Poznańska Ochrona Zwierząt, stanowczo odmówiła rozmowy z dziennikarką Głosu Wielkopolskiego. Adwokatka reprezentująca Poznańską Ochronę Zwierząt, Sara Balcerowicz, nie odbiera telefonów, nie odpisała też na maila z zapytaniem o sprawę.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...