bunia2010 Posted February 8 Posted February 8 Stowarzyszenie Rott.PL Będzie długo, ale musi być. Minęło kilka tygodni. Nie pisałam, nie napisaliśmy relacji do dzisiaj. Dlaczego? Bo dla nas wrażliwców nic nie jest czarno-białe. Szczególnie w sferze emocji. Trzeba było poukładać sobie w głowie. Żeby nie pisać w ogromnych emocjach. Teraz emocje nadal są, ale trochę poukładane. 09.01 2026 r. na fb tzw. Domu Rottweilera pojawiła się informacja, że opiekunka Anita vel Klaudia jest nagle w szpitalu i nie wiadomo kiedy wróci. Że osoby, które umieściły tam psy, czy to prywatne, czy organizacje proszone są o ich zabranie. Przyjechali, zabrali. Te czyjeś. Psy prywatne Klaudii zabezpieczyła rodzina. Przynajmniej taka jest informacja. Zostały te niczyje: azjatka Moli, dwójka rottkopodobnych Mika i Gruby i Ares bernardyn. Po Aresa miała przyjechać właścicielka, ale w ostatniej chwili zrezygnowała, nie ma gdzie zabrać agresywnego psa. Pojechałyśmy z Martą Marta Falba w dwa samochody, teoretycznie zabrać azjatkę, bo kompletnie nie było już więcej miejsca u niej lub u mnie w siedzibie Stowarzyszenia. Było - 16. To co zobaczyłyśmy zmroziło nas. Zastałyśmy te psy w kojcach, kojcach, które wyglądały jak jedna wielka kloaka. W budach nigdy, poprostu nigdy, nie było słomy. Psy żyły na dechach w budach i chodziły po gównach (nie da się inaczej tego napisać). Budy nieocieplone. Dwójka Mika i Gruby (gruby jest ogromny), mama i synek miały jedną małą budę. Może to i dobrze, bo w te okropne mrozy mogły się przytulić i ogrzać. Azjatka miała budę dla pikusia. Benek sporą, ale dechy. Makabrycznie wylękniona, każde podniesienie odrobinę ręki powodowało, że albo wpychała się do tej budki albo leżała na zasranych deskach. Niestety na próby polubownego założenia obroży lub pętli ze smyczy reagowała paniczną ucieczką. Próbowałyśmy w tym mrozie 4 godziny. Nie chcieliśmy siłowo z takim psem. W końcu dostała uspokajające leki, dałyśmy jej spokój na dwie godziny i w tym czasie zawiozłyśmy rottkobusem dwójkę przesympatycznych rottkowych do nas do domu, do ciepłego garażu, który nigdy nie był garażem, tylko pokojem dla tych co trzeba im pomóc. Miał tam zamieszkać inny pies, ale trudno, musi poczekać, nie mogły trafić do schroniska. Wróciłyśmy z nadzieją, że azjatka przysnęła, no, ale co było do przewidzenia - nie. Zbyt duże emocje. Darła na nas japę. W akcie desperacji zadzwoniłam do Sebastiana Sebastian Majer. Ciemno, mróz. Przyjechał szybko. Załadowaliśmy bardzo grzecznie dziewczynę do klatki i fruuu do Marty. No, ale jeszcze bernardyn niezbyt przyjemny w kontakcie. Porzucony, co z nim. Wkręciłam na emocjach Sebastiana, żeby zabrał go do siebie do swojego Stowarzyszenia Stowarzyszenie Narwiański Psi Patrol, hotel dla psów, odławianie , aleeeee. Sebastian przestrzeń ma, natomiast nie miał kojca. Rozmowa z ojcem i bratem, możemy zabrać, ale chłopczyk potrzebuje domu, zresztą inne dzieci zabrane też. Nooooo, to jest majątek Klaudii... pytamy a psy, no psy są porzucone i bezpańskie. Kilka chwil uświadomienia, że to kurw...jednak może nie do końca tak. Niestety bernaedyn dostał najmniejszy kojec, inne dzieci nic. Mimo, że benio na zbiórce na kojec uzbierał ponad 4 tysiące. Trudno. Reasumując, psy zabrane, nie trafiły do schroniska. *Fakty!* Z przekazu osoby - Paulina Schulz: dwa dni nie mogła dodzwonić się do Klaudii w ustaleniu terminu odbioru swoich piesków z hotelu. Zaniepokojeni z Jej tatą pojechali, dom zamknięty, radyjko gra. Pojechali na policję do Serocka zgłosić, że może Pani coś się stało, bo i radio i światełko. Policjant poinformował Paulinę, że Klaudia Mechowska jest zatrzymana na 2 miesiące, a oni mogą rano (-16) przyjechać, bo będzie rodzina i psy wyda. Paulina z Tatą pojechali, jako, że okno było wybite weszli do środka i w nocy jeszcze zabrali swoje psy i powiadomili policję o tym fakcie. Z informacji Pauliny psy były w makabrycznym stanie. Obok w małej klatce był jeszcze piesek samojed. W dwa dni na lecznie swoich psów wydali ponad 1000 zł. Inna osoba, jeśli będzie chciała to się ujawni odebrała skrajnie zabiedzonego psa. Koty dramat. Trzech psów los jest nieznany, łącznie z azjatą z OTOZ. Ze strony rodziny zero zero współpracy lub pomocy. 2 worki gównianej karmy. Ten mały kojec, Sebastian musiał sam w te mrozy rozkładać i przewozić. Napisałam to wszystko, bo nie ma naszej zgody na pseudopomagaczy!Pseudoschroniska są teraz ratowane i mega cudownie, ale pseudopomagacze to też zaraza. I nie, Klaudia nie zachorowała teraz. Klaudia od lat jest uzależniona i umiała pięknie to kryć. Tylko nikt nie słuchał, bo jeśli colowiek się powiedziało to hejt. Tak jak zdanie Pani z OTOZ w korespondencji z Martą „ były w jawnym konflikcie” to Marta nie jest wiarygodna. A ja na koniec zapytam Państwa z OTOZ Warszawa: kiedy ostatnio widziałyście na oczy azjatę, którego oddałyście tej osobie pod opiekę? Bo ja wiem. Że minimum rok go nie widziałyście. To tyle. Dzieciaki zbierają się w sobie do życia. Azjatce Moli duuużo trzeba jeszcze. I nie, Anita vel Klaudia nie jest to nagle biedna delikatna kobietka, którą życie dojechało. To jest osoba działająca permanentnie i świadomie w kierunku własnej korzyści. Aaa gdzie są trzy agresywne psy?????: Boy, Rem, Fox, nie ma. Zostały uśpione. Jakim prawem? Bez opinii behawiorysty i w kontekście Foxa właścicielki? Bo te dwa to bezdomne dzieciaki to mogła zrobić co chciała? My/ja chcieliśmy ich wziąć do nas, to Klaudia napisała, że woli ich uśpić niż mi dac. I tak zrobiła.... Bardzo mocno sprawdzajcie komu powierzacie życie podopiecznych... Dom Rottweilera to nie jest fundacja, stowarzyszenie. To prywatna osoba. Zrobicie z tym co chcecie, natomiast nie ma we mnie, nie ma w nas zgody na krzywdę psów i ludzi. Katarzyna Pudo Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.