mvrtv Posted November 29, 2025 Posted November 29, 2025 Cześć. Dwa miesiące temu adoptowaliśmy z mężem suczkę ze schroniska. Melisa ma ok. 2 lat. Niestety nie znamy jej przeszłości, została ściągnięta z ulicy. W schronisku spędziła dwa miesiące. Na początku zauważyliśmy, że Melisa boi się mężczyzn, a zwłaszcza mojego męża,gdy musi zostać z nim sama w domu. Piesek bardzo się ze mną zżył, traktuje mnie jak "bezpieczną przystań". Wszędzie za mną chodzi, nie chce zostać sama w pokoju nawet na chwilę, wystarczy że się podniosę, ona już jest czujna. Pracuję zdalnie, więc większość czasu spędzam w domu. Melisa była stopniowo przyzwyczajana do zostawania samej. Zaczynaliśmy od kilku minut. Wypracowaliśmy spokój-mamy kamerkę,obserwujemy ją, wycie które pojawiło sie na początku ustało. Jest bardzo grzeczna, gdy jest sama w domu, właściwie nie wychodzi ze swojego legowiska. W pierwszym miesiącu korzystaliśmy z pomocy behawiorysty, chcieliśmy pracować nad lękiem Melisy w stronę męża. Pani poleciła przekupstwo smaczkami i częstsze zostawianie pieska z mężem. I niestety od tego momentu mamy większy problem. Gdy tylko drzwi się za mną zamykają,pies zastyga w panice. Nie chce być koło męża, wybiera się do osobnego pokoju, gdzie ma swoje legowisko i dyfuzor z feromonami. Gdy przychodzi czas spaceru, mąż zawoła ją lub podejdzie ze smyczą, pies reaguje sikaniem, kuli się, nie przyjmuje żadnych smaczków. Gdy jesteśmy razem jest pewniejsza, czasami nawet sama przychodzi do męża na kanapę i wtula się w niego bez naszej zachęty. Ostatnio chętniej się z nim bawi zarówno w domu jak i na wybiegu. Niestety nie ma żadnych postępów,gdy jest z nim sama. Zauważyliśmy też, że ma taki nerwowy tik, gdy mąż się do niej zbliża, lub gdy pies coś zrobi, np. poszarpie nam kapcia, zaczyna drapać się po głowie. Domyślamy się, że mieszkała wcześniej z kobietą i mężczyzną, a mężczyzna ją krzywdził. Od początku była też bardzo 'przylepnym' psem, behawiorystka stwierdziła, że na pewno nie żyła na wolności, znała człowieka. Tak jak pisałam, stosujemy feromony, nosi obroże antystresową. Przerobiliśmy już ziołowe Multiway i Dolvit Cannabis. Nie zadziałały, mam wrażenie że ani trochę. Weterynarz mówi, że następne będą leki przeciwlękowe/antydepresanty. Bardzo się tego obawiam. Proszę o poradę, może Wasze pupile brały takie leki i przyniosły efekty? Oczywiście wiemy, że same leki nie wystarczą, pracujemy behawioralnie nad psem :) Quote
agat21 Posted November 29, 2025 Posted November 29, 2025 Bardzo fajnie, że daliście dom psu ze schroniska. Wielki ukłon w Waszą stronę. Robicie co możecie, żeby zaleczyć jej lęki, ale 2 miesiące to jeszcze bardzo mało czasu, żeby oczekiwać wielkich zmian. To, co opisujesz już pokazuje jak fajnym i w sumie otwartym psem mimo złych doświadczeń jest Melisa. Tylko pewnie potrzebuje więcej czasu. Wiem, że chcielibyście, żeby wszystko było fajnie jak najszybciej, ale tak, jak każdy człowiek ma swój rytm opanowywania lęków, tak samo i pies. Dajcie jej czas. Nie naciskajcie zbyt mocno, żeby dobrze reagowała w trudnych sytuacjach. Robicie już bardzo wiele i to na pewno przyniesie efekty. C i C - czyli Czas i Cierpliwość. Nie ma sensu faszerować jej lekami, każdy lek ma skutki uboczne. Szkoda zdrowia suńki. Pozdrowienia dla Was i głaski dla Melisy. Quote
mvrtv Posted November 30, 2025 Author Posted November 30, 2025 Dnia 29.11.2025 o 09:05, agat21 napisał: Bardzo fajnie, że daliście dom psu ze schroniska. Wielki ukłon w Waszą stronę. Robicie co możecie, żeby zaleczyć jej lęki, ale 2 miesiące to jeszcze bardzo mało czasu, żeby oczekiwać wielkich zmian. To, co opisujesz już pokazuje jak fajnym i w sumie otwartym psem mimo złych doświadczeń jest Melisa. Tylko pewnie potrzebuje więcej czasu. Wiem, że chcielibyście, żeby wszystko było fajnie jak najszybciej, ale tak, jak każdy człowiek ma swój rytm opanowywania lęków, tak samo i pies. Dajcie jej czas. Nie naciskajcie zbyt mocno, żeby dobrze reagowała w trudnych sytuacjach. Robicie już bardzo wiele i to na pewno przyniesie efekty. C i C - czyli Czas i Cierpliwość. Nie ma sensu faszerować jej lekami, każdy lek ma skutki uboczne. Szkoda zdrowia suńki. Pozdrowienia dla Was i głaski dla Melisy. Dziękuję za odpowiedź:) Trochę dały mi do myślenia słowa weterynarza, że lepiej dać psu psychotropy, żeby nie utrwalać jej traumy. Utrwalanie traumy kojarzyłoby nam się bardziej z dalszym krzywdzeniem psa,a nie z unikaniem przebodźcowania jej przez męża,gdy są sami w domu. I dodatkowo,tak jak piszesz, szkoda mi truć psa lekami, gdy nie zdążyła nas poznać i w 100% zaufać. Pozdrawiam:) 1 Quote
agat21 Posted December 1, 2025 Posted December 1, 2025 Dnia 30.11.2025 o 12:48, mvrtv napisał: Dziękuję za odpowiedź:) Trochę dały mi do myślenia słowa weterynarza, że lepiej dać psu psychotropy, żeby nie utrwalać jej traumy. Utrwalanie traumy kojarzyłoby nam się bardziej z dalszym krzywdzeniem psa,a nie z unikaniem przebodźcowania jej przez męża,gdy są sami w domu. I dodatkowo,tak jak piszesz, szkoda mi truć psa lekami, gdy nie zdążyła nas poznać i w 100% zaufać. Pozdrawiam:) No cóż.. pozwól, że skomentuję to tak: weterynarze bywają różni. Myślę, że w Waszej sytuacji i tak jest bardzo dobrze, może niech mąż jak najwięcej się z nią bawi czy ją głaszcze gdy jesteście razem i ona się nie boi. Oczywiście jeśli sunia jest akurat dobrze do tego nastawiona. Po jakimś czasie sama uzna, że mąż nie jest zagrożeniem. Ty też jak najwięcej okazuj zaufania mężowi w obecności suni, pokazuj jej, że on jest w porządku Pewnie nigdy nie będzie go traktować na równi z Tobą, ale psy zawsze w rodzinie wybierają sobie jedną osobę, którą traktują jak przewodnika stada. A najważniejsze, żeby przestała go traktować jak zagrożenie. I obserwując Ciebie ona to zrozumie. 1 Quote
mvrtv Posted December 1, 2025 Author Posted December 1, 2025 Staramy się właśnie, żeby mąż okazywał jej uwagę jak jesteśmy razem,a jak zostają sami ignoruje ją. Właśnie teraz jestem na delegacji i zostali sami, biedna nie wychodzi ze swojego legowiska, niechętnie je Ale uznaliśmy, że chyba to ignorowanie jej będzie najlepszym pomysłem. Skłamałabym mówiąc, że wcale nie myślę o psu całymi dniami Quote
Sowa Posted January 8 Posted January 8 Coś lepiej? Proponowałabym to, co na pewno nie zaszkodzi - o ile suka nie boi się chodzić obok ciebie na smyczy w mieszkaniu. Mąż siada na kanapie, chodzisz z psicą po mieszkaniu na smyczy, podchodzisz do kanapy, kładziesz smakol na ręce męża, zachęcasz sunie do zjedzenia, chwalisz. Mąż nie głaszcze - są psy "bezdotykowe". które nie lubią głaskania. Mąż nie patrzy na psicę, kiedy ona je. Po chwili powtarzasz to samo, ale smakol na kolanach męża. Po chwili dajesz smycz mężowi do ręki, chwalisz i nagradzasz sunię. Następna sesja - maż siedzi na podłodze, jest mniej "groźny" dla psa wtedy. Powtarzasz ćwiczenie jak wyżej, potem chodzenie po mieszkaniu z sunią na smyczy, przekazujesz smycz mężowi. i nagradzasz. To samo na spacerze - utrudnienia zwiększane stopniowo, jak kroplomierzem. Ważne - mąż może na razie mówić do zwierzątka tylko szeptem - często psy boją się męskiego tonu głosu. Byłoby dobrze, żeby przyzwyczaić suczkę do jedzenia z miski trzymanej przez męża w rękach. Quote
mvrtv Posted January 14 Author Posted January 14 Dnia 8.01.2026 o 13:21, Sowa napisał: Coś lepiej? Proponowałabym to, co na pewno nie zaszkodzi - o ile suka nie boi się chodzić obok ciebie na smyczy w mieszkaniu. Mąż siada na kanapie, chodzisz z psicą po mieszkaniu na smyczy, podchodzisz do kanapy, kładziesz smakol na ręce męża, zachęcasz sunie do zjedzenia, chwalisz. Mąż nie głaszcze - są psy "bezdotykowe". które nie lubią głaskania. Mąż nie patrzy na psicę, kiedy ona je. Po chwili powtarzasz to samo, ale smakol na kolanach męża. Po chwili dajesz smycz mężowi do ręki, chwalisz i nagradzasz sunię. Następna sesja - maż siedzi na podłodze, jest mniej "groźny" dla psa wtedy. Powtarzasz ćwiczenie jak wyżej, potem chodzenie po mieszkaniu z sunią na smyczy, przekazujesz smycz mężowi. i nagradzasz. To samo na spacerze - utrudnienia zwiększane stopniowo, jak kroplomierzem. Ważne - mąż może na razie mówić do zwierzątka tylko szeptem - często psy boją się męskiego tonu głosu. Byłoby dobrze, żeby przyzwyczaić suczkę do jedzenia z miski trzymanej przez męża w rękach. Dziękuję za radę, wypróbujemy:) Widzę małe postępy- pies potrafi zostać z mężem w jednym pokoju pod moją nieobecność, bez przymusu. Trochę bardziej cieszy się na jego widok,gdy wraca do domu. Na spacerach też zachowuje się bardziej swobodnie. Odstawiliśmy ziołowe leki,może dlatego Melisa niechętnie reaguje na próby nawiązania kontaktu z mężem,np. gdy ją woła ze smaczkiem w ręce. Wcześniej podchodziła do niego z większą odwagą. Pracuję też nad jej lękiem separacyjnym, myślę że im szybciej przyzwyczai się, że przebywanie beze mnie w samotności to nic złego,tym łatwiej będzie jej się przemóc w kontaktach z mężem. Są jednak momenty, że martwię się, że psica nie przekona się, że mąż nie jest jej wrogiem :( Quote
Sowa Posted January 21 Posted January 21 Gdzie mieszkasz? Może znam kogoś w Twojej okolicy, kto naprawdę ma doświadczenie z takimi psami. Jest wielu ludzi po kursach wyłącznie teoretycznych, którzy ogłaszają się jako behawioryści lub trenerzy, a żadnego psa nie nauczyli jeszcze bodaj chodzenia przy nodze czy aportowania zabawki. A to ważne, bo psy potrzebują współpracy z człowiekiem, to daje poczucie bezpieczeństwa. Czy Twoje zwierzątko bierze do mordki jakąkolwiek zabawkę?Zainteresuje się pokazywaną i turlaną po podłodze miękką zabawką? Ale nie piszczącą. Może niech mąż pokazuje tylko smaczek suczce gdy na niego popatrzy i da gdy podejdzie - bez wołania, wiele dzikusków boi się męskiego głosu, szept lub bardzo cichy głos nie jest tak groźny. Quote
KrakrenMon Posted January 29 Posted January 29 Hej. kurczę, bardzo trudna sytuacja, ale widać, że robicie dla Melisy naprawdę wszystko, co się da. Z tego co piszesz, to wygląda na bardzo silny lęk i przed mężczyzną, i przed utratą „bezpiecznej osoby”, czyli Ciebie. To sikanie, zastyganie, brak smaczków to nie złośliwość, tylko czysta panika. W takim stanie pies nie jest w stanie się uczyć, choćbyście nie wiem jak się starali. To, że pogorszyło się po częstszym zostawianiu z mężem, niestety się zdarza. Przy takich psach „oswajanie na siłę” często działa odwrotnie – pies nie przywyka, tylko utwierdza się w strachu. Na ten moment ja bym nie zmuszał Melisy do zostawania samej z mężem, pracował z nim bez presji, bez „chodź, musisz”, serio rozważył farmakologię jako wsparcie, nie porażkę. Trzymam za Was kciuki To bardzo wrażliwa sunia, ale takie psy przy dobrej pracy potrafią zrobić ogromne postępy. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.