Guest Elżbieta481 Posted August 22, 2010 Posted August 22, 2010 Dziękuję majga-jak tylko damy radę - z tych czy innych przyczyn-pojechać do Łodzi-będziemy napewno. Baszeńka-dobranoc. E/W Quote
jola od jadzi Posted August 22, 2010 Author Posted August 22, 2010 Przeczytałam raz jeszcze cały wątek Baszy od pierwszego mojego wpisu o nim z dnia 29 czerwca 2009 r do dzisiaj. I jest mi tak cholernie żal, tak bardzo żal, że Baszy nie ma już z nami... Ratowaniu Baszy poświęciłyśmy rok, może nie tyle ja, co majqa. Te niekończące się wizyty u p. Włodka, rozmowy z nim, przekonywanie, prośby, wizyty u weta, zabiegi pielęgnacyjne u Magiji, włączanie się coraz większej ilości osób chcących pomóc, zakupy specjalistycznej karmy, szczepienia, dobre fluidy i życzenia płynące od przyjaciół i wielbicieli Baszy, wreszcie zabranie psa do majqi... Był u niej trzy miesiące, które ledwo zmieściły się na kilkudziesięciu stronach zapisanych tu, na forum, majqa relacjonowała każdego dnia to, co Basza zrobił, co i jak zjadł, ile piłek przegryzł, gdzie spał, jak spał...Z tych relacji biła wręcz miłość do Baszy, z resztą sami wiecie, że tego psa nie można było nie kochać, był wyjątkowy...Przyznam, że wątpiłam, by majqa oddała go komukolwiek, ona kochała Baszę, jak swoje dziecko, drżała z niepokoju, gdy Basza zrobił rzadszą kupę, gdy przez chwilę posmutniał, rozmów z wetami i kontrolnych wizyt u nich nie zliczę, rachunków za nie również, ale dzięki temu Basza był we wspaniałej formie, miał ustawione leki na trzustkę, kupy się unormowały, karma była odpowiednio dobrana( przetestowałyśmy chyba wszystkie karmy), było tak, jak być powinno.W całą tę mozolną pracę włączyła się Mama majqi, która córce w niczym nie ustępowała, ba, powiedziałabym nawet, że majqę przewyższała.Otoczyła Baszę tak troskliwą opieką, że patrzyłam z podziwem na te dwie kobiety, które mając tyle własnych osobistych i zdrowotnych problemów,mając kilkanaście( popraw mnie Izuniu, bo nigdy się nie mogłam doliczyć), łącznie chyba jednak ponad 20 zwierzaków, dawały radę ze wszystkim. Nie sposób tu nie wspomnieć o Maćku, mężu majqi , który dzielnie we wszystkich poczynaniach je wspomagał, wożąc Baszę i inne psiaki i koty do weta, przewożąc i odwożąc karmę dla Baszy( bo nie ta),robiąc to wszystko, czego inni mężowie zwyczajnie mogliby odmówić, gdy po kilku godzinach wyczerpującej pracy wracali do domu. Przez te trzy miesiące Basza był zaopiekowany i kochany tak, że tą miłością można by obdzielić kilkadziesiąt psów, i jeszcze by coś zostało... Było wiele telefonów i zgłoszeń w sprawie adopcji Baszy, wszystkie w większości odrzucałyśmy bo to nie było to. Byłam tak, jak Wy przekonana, że majqa nie odda nikomu Baszy bo nikt nie był w stanie sprostać jej wymaganiom, aczkolwiek wiem, że nie były one tak duże, szukałyśmy kogoś, kto odda Baszy całe serce, czas, troskliwość, miłość, będzie się zajmował Baszą tak, jak jak majqa i jeśli zauważy coś ( cokolwiek) niepokojącego natychmiast zareaguje.Może powiecie, że to zbyt duże wymagania ale Basza był jedyny, chciałyśmy dla niego wszystkiego, co najlepsze. Gdy odezwała się do mnie Paulina proponując swój dom, mialam wrażenie, że to jest to. Dom na wsi, psy, koty wyratowane z opresji, młode dziewczyny( dojrzałe w wypowiedziach), które wiedzą czego chcą i co mogą zaoferować, gotowość do przekazywania informacji, stały kontakt z wetem, który przyjeżdża natychmiast na wezwanie, spokój, sielanka. Obawiałam się tylko, czy majqa będzie gotowa do oddania Baszy ale moje obawy były płonne, miłość majqi do Baszy była odpowiedzialna, dojrzała, wiedziała, że jeśli jest ktoś, kto zajmie się Baszą równie dobrze, jak ona, to trzeba dać Baszy szansę... I dała. Basza przeżył w swoim nowym domu dwa miesiące... Quote
Guest Elżbieta481 Posted August 22, 2010 Posted August 22, 2010 Powiadomicie jego dawnego opiekuna o śmierci Baszeńki? E/W Quote
gonia66 Posted August 22, 2010 Posted August 22, 2010 Przeczytałam wpis Joli, choc, tak jak Ona watek znam tak dobrze....majqa przywolala mnie do Baszenki ktorejś nocy..a jak weszlam, nie dalo rady wyjść:(...przyznam szzczerze, ze nie martwilam sie o Basze- bo wiedzialam na 10000000%, ze jak jest w rekach Majqi- to nic, ale to nic mu sie nie stanie...czytałam watek "tylko po to", zeby usmiechnąc sie do monitora i ukoic serducho, po innych dogomaniackich historiach... Nie balam sie tez ani nawet przez moment nie zmartwilam, kiedy przeczytalam, ze Baszenka ma domek...wiedzialam, ze skoro juz jest- to musi to byc domek "specjalnie wyselekcjonowany" i spełniający wszystkie kryteria dobrego domku...:shake::shake: I tak sobie mysle...nam trudno jest się pogodzić z tym, co sie stało...autentycznie siedzimy i placzemy od kilku dni...Basza śni się nam po nocach...nie mozemy sobie wybaczyć, ze miała miejsce tak niepotrzebna śmierć..chcemy cofnąc czas...my...ktorzy pokochalismy Baszeńkę jakby "posrednio"... A coż dopiero czuje majqa..????:placz::placz::placz: Ta dziewczyna...ech..zresztą co ja będe pisała... Jola napisała pięknie wszystko...(co mozna bylo napisac, bo slowami wszystkiego sie nawet nie da)... Jeden głupii telefon- ktorego w razie "w", majqa była pewna, na ktory się umawiała...jeden głupii telefon...a Basza mógł zyć...nie moge sobie wyobrazić nawet, co czuje majqa...i mogę Ją tylko przytulić..ale co to da..???:placz::placz::placz: Quote
jola od jadzi Posted August 22, 2010 Author Posted August 22, 2010 waldi481 napisał(a):Powiadomicie jego dawnego opiekuna o śmierci Baszeńki? E/W Nie wiem...Chyba nie, bo...co ja mu powiem, jakimi słowami opowiedzieć o tym, co się stało ? Cokolwiek można by było powiedzieć o p. Włodku, złego czy dobrego, to jednak wiedział, że zostawiając Baszę przy sobie, robi mu krzywdę, bo nie jest w stanie nim się zaopiekować. Oddał nam Baszę bo wiedział, że zapewnimy mu najlepszy dom na świecie, w którym Basza dożyje swoich sędziwych lat. Wiedział, że zapewnimy mu najlepszą opiekę weterynaryjną, że doprowadzimy go do zdrowia i dopiero wtedy oddamy go do adopcji, do tego najlepszego domu.Cieszyłyśmy się jak dzieci, kiedy zadzwonił i poprosił nas o przyjazd do niego, bo już dojrzał do ostatecznej rozmowy i rozstania z Baszą. I pożegnał się z Baszą po raz ostatni. Jak mam mu powiedzieć o możliwościach, które nie zostały wykorzystane a dzięki którym Basza mógł żyć? Czy mam mu powiedzieć, że życie Baszy zależało od jednej rozmowy telefonicznej, która się nie odbyła w odpowiednim czasie? Nie mogę, wybaczcie... Quote
Guest Elżbieta481 Posted August 22, 2010 Posted August 22, 2010 Nie-inaczej napiszę.On powinien wiedzieć.Ja rozumiem,że to-ew.rozmowa-byłaby trudna.To był jego pies.Ja bym chciała wiedzieć . W każdym razie-trzymaj się Jolu E/W Quote
maciaszek Posted August 22, 2010 Posted August 22, 2010 Ja bym się tylko bała takiej sytuacji, że on kiedyś sam zadzwoni, żeby dowiedzieć się jak miewa się Baszka :(. I wtedy może mieć żal o to, że nikt mu nie powiedział.... Kurcze, tak źle i tak niedobrze :(. Majqa, trzymasz się jakoś? :glaszcze: Quote
jola od jadzi Posted August 22, 2010 Author Posted August 22, 2010 Miałby wielki żal , on nam zaufał... My też zaufałyśmy... Quote
papatkiole Posted August 22, 2010 Posted August 22, 2010 maciaszek napisał(a):Ja bym się tylko bała takiej sytuacji, że on kiedyś sam zadzwoni, żeby dowiedzieć się jak miewa się Baszka :(. I wtedy może mieć żal o to, że nikt mu nie powiedział.... Kurcze, tak źle i tak niedobrze :(. Majqa, trzymasz się jakoś? :glaszcze: Pan po oddaniu Baszy skontaktował sie chyba raz czy dwa z Izą, także raczej nei liczyłbym na jakikolwiek sygnał od Niego Iza z Jolą i Maćkiem ratuja gołębia którego odebrali zabijające go postułce w drodze powrotnej z cmentarza. Także na relację trezba chwile poczekać. Quote
jola od jadzi Posted August 22, 2010 Author Posted August 22, 2010 Ja już wróciłam, gołębia nie dało się uratować, pustułka wydziobała mu wole i zwyczajnie jadła go żywcem, miał tyle ran, że lekarz go uśpił żeby się dłużej nie męczył Quote
majqa Posted August 22, 2010 Posted August 22, 2010 Jestem... Wybaczcie, że kazałam Wam tyle czekać na zdjęcia. Doba zrobiła mi się za krótka. :-( Dobrze, że mąż podrzucił mi kompa do mamy (wolna prędkość więc jeszcze chwilkę to potrwa, przepraszam), byłam tak zmęczona, że bałam się wsiąść za kółko to raz, dwa, muszę być tu pod ręką i dziś poczuwać jeszcze ale do rzeczy... Dziękuję serdecznie Joli, że ze mną i mężem pojechała na grób Baszy, udało się Jej choć na moment przywołać mnie do pionu, bo łatwo nie było. :-( Co innego wiedzieć, co innego zobaczyć. Mężowi też dziękuję za świętą cierpliwość dla mnie w ostatnich dniach i bycie dziś przy mnie, choć wiem, że nie tylko ja byłam przyczyną, dla której mi towarzyszył. Chciał stawić czoła tej i dla niego nowej rzeczywistości. Dziękuję i Papatkiole, że zgrał się z nami, z drugiej strony nie wyobrażałam sobie, by miało Go dziś zabraknąć. Wyjątkowo mocno zapamiętałam Jego żywiołowe wariowanie z Baszą i piłką, może i też dlatego, że moja mama miała wtedy ten swój nerwowy błysk w oku, czy aby nasz gość zbytnio nie zamęczy Baszy. ;) Osobno, dziękuję Ci Jolu za akcję z gołębiem (...a tu, że ocaliłaś mnie od trzymania go w dłoniach. Za dużo przeżyć, a i zbyt wiele razy nie udało mi się zdążyć z gołąbkiem do weta, stąd uraz/ strach/ wewnętrzny protest, że... już dość.) i pomoc mojej Zosi. Stało się zgodnie z Waszym życzeniem odnośnie zniczy. Mam nadzieję, że każdy wypatrzy swój sugerowany kolor. Zrobiliśmy też kilka fotek samego cmentarza ale one nie oddają wzruszającego piękna i spokoju tego miejsca. Byłam naprawdę pod wrażeniem namacalnych, rozsianych śladów ludzkiej miłości do zwierząt. Oczywiście zaraz ciąg dalszy... Quote
gonia66 Posted August 22, 2010 Posted August 22, 2010 ...........................:(:(:(.......... CZy ja wierzę...jeszzce jakoś nie...pewnie dlatego, ze tam nie byłam...nie umiem sobie wyobrazić BAszeńki tam...no nie umiem jeszcze...:( Majqa...tulę mocno... Quote
Isadora7 Posted August 22, 2010 Posted August 22, 2010 O matko to jednak prawda :placz::placz::placz: Quote
maciaszek Posted August 22, 2010 Posted August 22, 2010 :placz: Baszeńko, bądź szczęśliwy gdziekolwiek jesteś. Bądź wolny od bólu i wszelakich dolegliwości. Tak pięknie tam, gdzie leżysz... Mam nadzieję, że i Ty teraz biegasz po takich pięknych terenach i uśmiechasz się do nas wolny od wszystkiego złego... :-( Majqa, przytulam mocno. Bardzo mocno! Quote
polubek Posted August 23, 2010 Posted August 23, 2010 ojejku płakać mi się też chce, mój czarny mi się przypomina coraz częściej mi się śni, muszę tam jechać a to już 8 lat jak go nie ma, boziu niech wrzesień już będzie po 10 września :( Quote
Isadora7 Posted August 23, 2010 Posted August 23, 2010 Basza proszę spotkaj się z moim Eduniem który umarł 6 sierpnia 2002 roku.. i do dzis jak tylko o nim pomyslę to łzy mam w oczach. Biegajcie razem i czekajcie na mnie.... Quote
Guest Elżbieta481 Posted August 23, 2010 Posted August 23, 2010 Może za jakiś czas będę mogła Ciebie pożegnać. E/W Quote
toyota Posted August 23, 2010 Posted August 23, 2010 Wspaniały pies , aż klawiatura mi się zacina , żeby napisać " był " :-( Godne miejsce pochówku , naprawdę piękna zieleń , jeszcze nigdy nie byłam na cmentarzu dla zwierząt. Quote
Bliss Posted August 24, 2010 Posted August 24, 2010 nie wierzę ... zaglądałam co jakiś czas i go podziwiałam ... Baszka - bądź szczęśliwy i zdrowy tam gdzie jesteś (') Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.