majqa Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Oczywiście Waldi, oczywiście, że tak się stanie. Quote
gonia66 Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 majqa napisał(a):Oczywiście Waldi, oczywiście, że tak się stanie. Ode mnie tez prosze świeczuszkę dla Baszeńki...:( Quote
Isadora7 Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Majqa ja też bardzo proszę o świeczuszkę ode mnie. O ile to będzie możliwe żółtą, słoneczną. Jak już rozmawiałyśmy i jak wiesz dla mnie były dwa psy-legendy, mające dla mnie specjalne znaczenie... Barulek i Baszeńka. Teraz biegają po zielonych łąkach za Tęczowym Mostem. Quote
Guest Elżbieta481 Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 I tylko nas tam nie ma..Boże mój-Basza odszedł ---------------- Barulek?Gdzie o nim można poczytać? E/W Quote
majqa Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Oczywiście Kochani, tak zrobię. :-( Isadorko podeślij Waldi link Barulka... Siłą rzeczy się teraz uśmiechnęłam, bo to wątek naszego Isadoruś super zwarcia, które tak cudnie zaowocowało. Pozwolę sobie tu na wklejenie ikonki uśmiechu. :-) Quote
Isadora7 Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 [quote name='waldi481']I tylko nas tam nie ma..Boże mój-Basza odszedł ---------------- Barulek?Gdzie o nim można poczytać? E/W [quote name='majqa']Oczywiście Kochani, tak zrobię. :-( Isadorko podeślij Waldi link Barulka... Siłą rzeczy się teraz uśmiechnęłam, bo to wątek naszego Isadoruś super zwarcia, które tak cudnie zaowocowało. Pozwolę sobie tu na wklejenie ikonki uśmiechu. :-) i tak to sie kręci, a historia koło zatacza, Elżbieto Wy też byliscie u Barulka :) Wątek Barulka z Halinowa http://www.dogomania.pl/threads/107662-Halin%C3%B3w-k-W-wy.Bary-umar%C5%82-w-domu...-u-siebie!-Za-T%C4%99czowym-Mostem..-%28 Quote
Guest Elżbieta481 Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 ,,,,Czasem zanuć o nas od niechcenia, do widzenia Basza do widzenia, my po kilku długich zimach i jesieniach, zasiądziemy obok Ciebie,do widzenia. Charakteru i figury Ty nie zmieniaj, do widzenia do widzenia.. Zostajemy tu na ziemi jak sieroty.., ---------------------------------------------- Bo osierociłeś nas Basza.Od Twego niespodziewanego odejścia jesteśmy bardzo samotni.Choć będą kolejne psy w potrzebie i kolejne miłości w naszych sercach zagoszczą nigdy już nie będzie nic takie same.Nie umiem się z Tobą pożegnać. Elżbieta Quote
Maligna Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 Karik.. łzy same mi płynęły, gdy czytałam Twoje wypowiedzi.. wiem, jak byłaś związana uczuciowo z tym psem :( łączę się w bólu :( Quote
jola od jadzi Posted August 21, 2010 Author Posted August 21, 2010 Jakie to wszystko nierealne, nie do ogarnięcia... Poprzedni właściciel Baszy chorujący na nieuleczalną chorobę, z powodu której musiał rozstać się z psem, żyje, a Baszy już z nami nie ma...Wiele z naszych psów odeszło mimo, że walczyliśmy o nie, ale tutaj ta śmierć nie miała prawa mieć miejsca, za wcześnie było na nią. Tylko wielki żal pozostaje i pytanie, dlaczego? Tego pytania nie kieruję już do konkretnych osób, ono zostanie we mnie do końca wraz z obawą o los każdego z naszych zwierząt, które oddajemy do adopcji. Bo to, jak widać zawsze jest wielka niewiadoma, to łut szczęścia, uda się, albo i nie... Quote
Cantadorra Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 Majqa, tak strasznie mi przykro. Domyślam się jak się czujesz - ból, złość, żal, smutek... i wiele wiele innych smutków.... Baszeńko, nie tak miało być, teraz bądź szczęśliwy... [*] Pobiegaj z moim Bazylkiem [*], też uwielbiał rozkwaszać piłeczki..............:( :( :( :( Quote
Guest Elżbieta481 Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 Przyjedziemy do Łodzi.Proszę o podanie na PW gdzie spczywa Basza. Elżbieta Quote
Paulik Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 Basza żyje!!!!Rozumiecie!!!Biegal dzis z nami po lace!!! tylko kur!!!!a!!jakos pusto... tak smutno, kozy za nim placza!!!i Raisa i Maks i Funio...i jest tak cholernie pusto.. patrze na niego jak lezy tu obok i zastanawia sie czemu go nie widze i nie wyrywam pileczki? jeszcze mam blizne na palcu po jego pomylkowzm ataku na pile!!! nie moge chodzic na lake!!!!to nie nasza wina!!! rano wzywalam weta, tez pozyczalam pieniadze!to nasz najlepszy lekarz!!!uratowal nam wiele zwierzakow!!!Ciocia przyjechala na moje ur. a ja zaryczana lezalam przy Baszce, w szoku czkajac na lekarza, mialysmy brac go do kliniki, ale wet juz!!!!!!dopiero kuwa!!!!przzjechal, moze za pozno!!!!ale Wy z lodzi nie dijechali bzscie szybciej!!!nikt nie rozumial, nie wedzial co nagle mu sie stalo???przjechal, podal zastrzyki, wtedy dzwonila Iza, nie slyszalam tel. oddzwonilam, wet pojechal po dodatkowe kroplowki, Ja najpierw wzywalam weterznarza!!!po wizycie odrazu oddzwonilam do Izy!!!! myslalam ze Karik juz dzwonila do Fundacji, ale jej tel nawalil!!! jak sie dowiedzialam potem!!!Jolu Izo, wiedzialzscie zaraz po weterynarzu o stanie Baszy!!!a jego stan z minuty na minute sie pogarszal!!!!Kto mogl wiedziec!!!????kto!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Quote
malibo57 Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 Paulik, miałaś telefon do mnie i do agata-air. Byłyśmy u Was na wizycie po adopcyjnej - wiedziałaś, że jesteśmy z Warszawy. Nie musiał jechać nikt z Łodzi, żeby pomóc psu. Najbliższa klinika całodobowa jest w Markach, tam, gdzie trafił Basza. To blisko od Was. Quote
Paulik Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 rano Basza byl dziwny , nie chciał isc na spacer, mowie Kari, z nim jest źle, dzwonie do weta!!!za godzine mial byc, nie byl odchodzilam od zmyslow!!!mialysmy jechac z ciocia do kliniki, ale dzwonil ze juz jedzie, zanim przyjechal, Basza nie chcial nagle wstawac, zmusilam go chwial sie, potem wymiotowal wode, dzwonilam znowu do weta, do Kari, do weta, do Kari, wet.podawal mu zastrzyki, mowil, o jest źle bo nie pisnal na ten bolesny... nie moge zapomniec tych jego slow!!!!jak to!!! Babeszjoza!!!ale on byl zbezpieczony, kropelki i Fripeksem go jeszcze trzy dni temu spryskalam, zeby zabespieczyc wszyskich od pchel... a wet na to, pomimo zbezpieczenia kleszcz moze ugryźć, i odpada, a podczas ukaszenia, przenosi juz pierwotniaki do krwi!!!nie wierzylam, z nim bylo coraz gorzej, wet przyjechal znowu na moje tel, ze nie pomagaja zatrzyki, podal kolejne kroplowki, kazal go nie meczyc, bo ja caly czas go tulilam i mowiliam do niego, kazal mu lerzec w spokoju, mowilam, ze fundacja prosi o badania krwi, ze nie zgadza sie z opinia weterynarza, on stwierdził, że nie może go zabrac do kliniki, bo dostał silne leki transport może go osłabić, ze musi teraz po zastrzykach lezec i walczyc!!!potem telefony sie urywaluy, kazaliscie go wiezc, weterynasz nie polecała, powiedzial, ze zrobil co mogl, ze juz wielej nic nie zrobimy!!!!!!!!!!!balismy sie , nie chcielismy go przewozic!!!potem pelno oskarxen, ze ja chce psa zabic, ze moj wet,to duren, ze ja patrze jak On umiera!!!ludzie dlaczego!!!nikogo z nim nie bylo tylkko ja!!!a wy mnie szykanowaliscie, mowilam ok,ratujcie jesli macie mozliwość, jesli moj wet jest durniem, moze faktycznie sie pomylil, moeze faktycznie to zatrucie, jak mnie oskarzano, szukalam wielu przyczyn!!!i kleszcza na sobie nie mial!!!i na zawsze bedzie z nami i lepszego domu by nie mial i wiekszej troski i milosci jak tu!!!!!nie obwiniajcie nas... zrobilysmy co moglysmy, no moze ja nie wszystko, bo nie skonczylam weterynarii!!! Quote
Guest Elżbieta481 Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 Co to ma być za język?post 1139-Przykro mi-zgłaszam wątek do moderacji.To był także i mój pies-nikt nie będzie tu ,,mięsem,,walił. Elżbieta Quote
Paulik Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 malibo nie mialam zadnego tel, nie bylam podczas waszej wizyty, byla ze mna ciocia z samochodem i weterynarz byl na miejscu, nikt nie potrzebowal waszej pomocy! Quote
malibo57 Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 W takim razie była Karik - przepraszam jeśli pomyliłam nick. Zapisała nasze namiary. Jeśli miałyście samochód do dyspozycji, to dlaczego pies nie pojechał do kliniki? Babeszjozy nie leczy się spokojem, potrzebna jest natychmiastowa reakcja. Sam weterynarz powinien Wam to doradzić, skoro nie był dyspozycyjny na tyle, żeby pojawić się w ciągu kilku minut na wezwanie. To prawda, że Wy nie potrzebowałyście naszej pomocy - potrzebował jej Basza. Quote
gonia66 Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 Paulik napisał(a):malibo nie mialam zadnego tel, nie bylam podczas waszej wizyty, byla ze mna ciocia z samochodem i weterynarz byl na miejscu, nikt nie potrzebowal waszej pomocy!Majqa- kiedy oddawała Wam psa, błagała o telefon o każdej godzinie, jesli tylko cokolwiek WAs zaniepokoi...BAsza- to było "jej ukochane dziecko"...oddawala Go w Wasze rece już z drżeniem serca..ale ufała, ze jesli cokolwiek Was zaniepokoi- zadzwonicie..tak sie umawiałyście!!! Pomyśl, co czuje majqa wiedząc, ze nie dotrzymalyscie umowy...ja juz nie mowie o agonalnym stanie Baszy...dlaczego nie zadzwoniłąs do Izy od razu, jak zaniepokoilas się stanem baszy rano??? kiedy wydzwaniałas do Keri non stop...MAsz świadomosć, ze gdybys to zrobiła- tylko zadzwonila powiedziec, ze jestes zaniepokojona, zgodnie z wczesniejsza umową i ustaleniami, najprawdopodobniej Baszeńka byłby dziś z nami..??Masz swiadomośc, co czuje majqa, tez wiedząc, że tak mogło być..???:(Jak można było zignorowac umowę z człowiekiem, który Basze kochał nie mniej jak Wy, o ile nie więcej..?? JA nie mowie, ze nic nie zrobilyscie...nie mowie, ze Basza byl zaniedbany, mial źle, ze nie cierpicie...na pewno tak nie jest...ale kurcze.....tylko ten telefon....tylko telefon trzeba bylo podnieśc...i zadzwonić do majqi juz rano, kiedy Basza nie chcial iśc na spacer...tylko telefon:(:(:(:( Quote
polubek Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 jejku tyle psiaków w ostatnim czasie odeszło i jeszcze basza, żal niesamowity. jeżeli basza jest na naszym łódzkim cmentarzu przy najbliższej wizycie tam (wrzesień) u mojego czarnulka odwiedzę i baszę Quote
majqa Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 Paulik napisał(a): (...) rano wzywalam weta (...) to nasz najlepszy lekarz!!!uratowal nam wiele zwierzakow!!! (...) ale Wy z lodzi nie dijechali bzscie szybciej!!! (...) wtedy dzwonila Iza, nie slyszalam tel. oddzwonilam, wet pojechal po dodatkowe kroplowki, Ja najpierw wzywalam weterznarza!!!po wizycie odrazu oddzwonilam do Izy!!!! myslalam ze Karik juz dzwonila do Fundacji, ale jej tel nawalil!!! jak sie dowiedzialam potem!!!Jolu Izo, wiedzialzscie zaraz po weterynarzu o stanie Baszy!!! (...) Paulik, w rozmowie powiedziałaś mi, że problemy były już dzień wcześniej. Nie wzrusza mnie więc informacja, że kolejnego dnia rankiem wzywałaś weta i ile zwierząt Wam uratował. Obecnym wpisem sugerujesz, że wybuch problemów zdrowotnych Baszy miał przebieg jednodniowy (najszybszy, najgwałtowniejszy, bez uprzednich jakichkolwiek objawów, poza jednodniowymi, ze skutkiem śmiertelnym wybuch babeszjozy). Mając tyle zwierzaków, z konieczności dzielenia uwagi pomiędzy nie a pracę, co oczywiste, tym bardziej już wtedy (ten dzień wcześniej) należało szukać pomocy i oddać psa pod stały nadzór weta/ wetów i przeprowadzenie pełnej diagnostyki (klinika, szpitalik). Powód? By być mieć pewność, że co najwyżej był to niepotrzebny alarm, inny powód, bo to był starszy rasowiec, a rasowce są słabsze niż kundelki. Kolejny powód, bo miałyście zapewnienie wsparcia (bynajmniej nie li tylko dobrym słowem) mojego i fundacji. Kto powiedział, że psa w tym stanie ściągalibyśmy do Łodzi? Organizowana byłaby pomoc w możliwie najbliższym Wam miejscu. Tak Iza zadzwoniła i powtórnie oddzwoniła po puszczonym sygnale, a po tym, co usłyszała obdzwaniała ludzi dogrywając pomoc. Karik tel. nawalił nie pierwszy raz ale co było z Jej tel. wiemy z wcześniejszych wpisów. Nawalał Wam też komp., poczta, nie było łatwo się do Was dodzwonić. Quote
majqa Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 Paulik napisał(a):(...) nie byl odchodzilam od zmyslow!!!mialysmy jechac z ciocia do kliniki, ale dzwonil ze juz jedzie, zanim przyjechal (...) mowilam, ze fundacja prosi o badania krwi (...) moeze faktycznie to zatrucie, jak mnie oskarzano (...) lepszego domu by nie mial i wiekszej troski i milosci jak tu!!!!! (...) Należało więc jechać do kliniki i wykonać tel. do fundacji. Nie wiem, kto Cię oskarżał o zatrucie, bo ja zapytałam tylko, czy nic podobnego nie mogło wejść w grę, a to nie oskarżenie tylko rozpatrywanie jednej z możliwości. Lepszego domu by nie miał, większej troski i miłości niż u Was? Tego nie da się sprawdzić więc to zdanie ma znaczenie jedynie dla Was. Quote
majqa Posted August 21, 2010 Posted August 21, 2010 malibo57 napisał(a):(...) Jeśli miałyście samochód do dyspozycji, to dlaczego pies nie pojechał do kliniki? Babeszjozy nie leczy się spokojem, potrzebna jest natychmiastowa reakcja. Sam weterynarz powinien Wam to doradzić, skoro nie był dyspozycyjny na tyle, żeby pojawić się w ciągu kilku minut na wezwanie. To prawda, że Wy nie potrzebowałyście naszej pomocy - potrzebował jej Basza. Lepiej tego nie można było ująć. Cmentarz - będę starała się być tam jutro, zdzwonię się z Jolą. Adamie, Tobie też damy cynk. Elżbieto, w sprawie cmentarza wysłałam Ci PW. Irenko, pamiętam o piłce, muszę z tym jakoś pocudować, rozpatrzę się. Znicze według "zamówień" (ależ zabrzmiało) czekają już w aucie. Jolu i Irenko, dziękuję Wam za dzisiejszą pomoc. Bardzo, bardzo... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.