gonia66 Posted August 19, 2010 Posted August 19, 2010 A ja za każdym razem, jak tu wchodze...płaczę...:(:( Kurdeeeeeeeeee....no dlaczego?????????????dlaczego teraz, dlaczego tak szybko??????..:(:(:(:(:( Po co..???:(:(:( Quote
jola od jadzi Posted August 20, 2010 Author Posted August 20, 2010 Goniu, za wcześnie, za szybko, bez sensu... Quote
majqa Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Nie doczekam się ranka, by zadzwonić do mamy. Teraz się o nią martwię. :-( Musiałam jej powiedzieć, bo temat Baszy wciąż był na topie. Qrczę, Jolu do Ciebie też zadzwonię o przyzwoitszej porze, bo przecież w amoku uraczyłam Cię słowem dziękuję, a przecież nie o wszystko dopytałam (wiesz, co mogę mieć na myśli), za co przepraszam. Agatko, zabiłaś mnie tą fotką... :placz: Quote
majqa Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Tak na mnie patrzył jak gadałam mu różne głupoty... :-( A tak, jak był sekundy od decyzji skoku na mnie i "zaśpiewania"... Już nie zaśpiewa... :placz: Quote
Guest Elżbieta481 Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Basza odszedł?Nie rozumiem-co się do diabła stało? Czytam to wszystko i czytam i nie rozumiem..Za wolno go ratowano?Za mało lekarstw?Ci ludzie go nie ratowali?Wywalcie mnie stąd pytam ordynarnym językiem-co do cholery się stało? Czy jego opiekunowie są winni temu co się stało?! Ja wiem że to nie był mój pies,ale powiedzce mi..Czekam na inf.na PW-muszę wyjśc stąd,bo się udusze normalnie..Czy to był jego czas,czy ludzie zawinili? Zabiliście mnie to informacją.......Nie ma mnie-niczego nie ma. Koniec-nigdy więcej takiej miłości i takiego bólu. E/W Quote
jola od jadzi Posted August 20, 2010 Author Posted August 20, 2010 Rozmawiałam przed chwilą z lekarzem. To była babeszja...Wyniki badań krwi wykazały podwyższone parametry wątrobowe i nerkowe,będę je miała jeszcze dzisiaj. Pewne jest jedno, gdyby nas od razu powiadomiono, że zachorował, leży i nie ma siły się podnieść, natychmiast trafiłby do kliniki. Miałby większe szanse.Tak się nie stało... Quote
Guest Elżbieta481 Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 jola od jadzi napisał(a):Rozmawiałam przed chwilą z lekarzem. To była babeszja...Wyniki badań krwi wykazały podwyższone parametry wątrobowe i nerkowe,będę je miała jeszcze dzisiaj. Pewne jest jedno, gdyby nas od razu powiadomiono, że zachorował, leży i nie ma siły się podnieść, natychmiast trafiłby do kliniki. Miałby większe szanse.Tak się nie stało... ------------------------------- Z tego co napisałaś,wynika,że odejście Baszy to zaniedbanie ze strony jego -nie nie napiszę właścicieli-pies to nie przedmiot!!!-opiekunów.. Kleszcza na sobie miał i nikt nie zadał sobie trudu by psa po powrocie z dworu obejrzeć?:angryy::shake::-( E/W Quote
jola od jadzi Posted August 20, 2010 Author Posted August 20, 2010 Może nie zaniedbanie, może brak przewidywania? Nie wiem, jak to nazwać...Wiem, że dziewczyny go kochały ale jego dobra forma uśpiła ich czujność, tylko dlaczego nie zawiadomiły nas od razu, że coś złego dzieje się z Baszą? Quote
jola od jadzi Posted August 20, 2010 Author Posted August 20, 2010 Dzisiaj Basza wróci do Łodzi, przywieziemy go i pochowamy na cmentarzu dla zwierząt na Malowniczej Quote
Helga&Ares Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Baszeńko, żegnaj, nie tak miało być [*] Quote
majqa Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Jestem... :-( Tak mi przykro Baszeńko, tak mi przykro... Zawierzyłeś mi piesku... :-( Byłeś moim pierwszym tymczasem i jedynym zarazem, którego wypuściłam z rąk. Quote
sonikowa Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Własnie wróciłam do domu z banku i choć naprawde nigdy nie płaczę, to się popłakałam w aucie (i w kolejce do kasy), bo w samochodzie wciąż jeszcze jest zapach Baszy.. Strasznie mi przykro, że nie zdązyliśmy. Choć poznałam Baszkę na samym końcu jego drogi, to i tak czuję sie za niego odpowiedzialna. Jechałam tak szybko jak mogłam, jedna droga była zamknięta, zgubiłam się na objeździe, straciłam 10 minut... ale to było pewnie i tak o kilka godzin za późno. Nie wiem zresztą czy Baszę można było jeszcze wczoraj uratować. W domu pies już był nieprzytomny. Nie kontrolował fizjologii. Kiedy wpadłyśmy do kliniki, lekarze (uprzedzeni przez Irenkę) już czekali w pełnej gotowości, nie musieliśmy czekać ani minuty, sala była gotowa, oni też. Ale zaraz też padło pytanie: "Usypiamy czy próbujemy?". Basza był już w agonii. Ale Majqa, był spokojny, wierz mi. I upewniłam się kilka razy -- nic go nie bolało, nie cierpiał.. Miał 1 % szansy i ten procent wykorzystaliśmy jak tylko sie dało. Nie udało się. Chciałam też napisać, że jego Pani bardzo go kochała i jej też strasznie współczuję. Quote
wiolabiszop Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Przepraszam ale potem napiszę coś więcej.........................................:((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((( Quote
gonia66 Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 sonikowa napisał(a):Własnie wróciłam do domu z banku i choć naprawde nigdy nie płaczę, to się popłakałam w aucie (i w kolejce do kasy), bo w samochodzie wciąż jeszcze jest zapach Baszy.. Strasznie mi przykro, że nie zdązyliśmy. Choć poznałam Baszkę na samym końcu jego drogi, to i tak czuję sie za niego odpowiedzialna. Jechałam tak szybko jak mogłam, jedna droga była zamknięta, zgubiłam się na objeździe, straciłam 10 minut... ale to było pewnie i tak o kilka godzin za późno. Nie wiem zresztą czy Baszę można było jeszcze wczoraj uratować. W domu pies już był nieprzytomny. Nie kontrolował fizjologii. Kiedy wpadłyśmy do kliniki, lekarze (uprzedzeni przez Irenkę) już czekali w pełnej gotowości, nie musieliśmy czekać ani minuty, sala była gotowa, oni też. Ale zaraz też padło pytanie: "Usypiamy czy próbujemy?". Basza był już w agonii. Ale Majqa, był spokojny, wierz mi. I upewniłam się kilka razy -- nic go nie bolało, nie cierpiał.. Miał 1 % szansy i ten procent wykorzystaliśmy jak tylko sie dało. Nie udało się. Chciałam też napisać, że jego Pani bardzo go kochała i jej też strasznie współczuję.:(:(:(:(...........ciągle nie wierzę, że to się zdarzyło naprawdę...:( Quote
Maligna Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Dodam tylko. ze Baszeńka był naprawdę szczęśliwy w nowym domku..i uwielbiał swoją opiekunkę.. Quote
sonikowa Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Żeby niepotrzebnie nie eskalować emocji, chciałam powiedzieć że basza jechal w bagażniku, ale samochodu typu kombi z otwartą przestrzenią nad głową. Owczarek mieści się tam z łatwosćią. To tak na wszelki wypadek, gdyby ktos sądził, że zamknęłam konającego psa w blaszanej puszce...(to tak a propos oskarżeń). Nie jechaliśmy też ani po wertepach ani Basza nie cierpiał -- był juz wtedy nieprzytomny. Równiez w szpitalu przed pozostawieniem go tam, własnie o to pytałam -- czy cierpi. Nie, wtedy już nie cierpiał, ani nie mial żadnej świadomości tego co i gdzie się z nim dzieje. Pozdrawiam serdecznie. A na temat szans ratowania Baszy z pewnoscia moze wypowiedziec sie tylko lekarz z wynikami badań w ręce, lub osoba znająca te wyniki. Quote
Maligna Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 [quote name='sonikowa']Żeby niepotrzebnie nie eskalować emocji, chciałam powiedzieć że basza jechal w bagażniku, ale samochodu typu kombi z otwartą przestrzenią nad głową. Owczarek mieści się tam z łatwosćią. To tak na wszelki wypadek, gdyby ktos sądził, że zamknęłam konającego psa w blaszanej puszce...(to tak a propos oskarżeń). Nie jechaliśmy też ani po wertepach ani Basza nie cierpiał -- był juz wtedy nieprzytomny. Równiez w szpitalu przed pozostawieniem go tam, własnie o to pytałam -- czy cierpi. Nie, wtedy już nie cierpiał, ani nie mial żadnej świadomości tego co i gdzie się z nim dzieje. Pozdrawiam serdecznie. A na temat szans ratowania Baszy z pewnoscia moze wypowiedziec sie tylko lekarz z wynikami badań w ręce, lub osoba znająca te wyniki. Wiem w jakich warunkach jechał. A skoro był nieprzytomny, jak mówisz, po co Go zabierałaś? Dla psa ponad 10letniego atak babezji jest śmiertelny!!!!!! Lekarz wyraźnie powiedział, że transport jest niewskazany!!!!!! Quote
sonikowa Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Bo w ten sposób otrzymał szansę. Na pełną diagnozę i leczenie. Na temat wskazań lekarza można by pewnie pogadać, ale naprawdę nie po to aby się tu kłocić, a raczej by wyciągnąć jakieś wnioski. Obawiam się jednak, że nie o to ci chodzi. Więc tu chyba wszystko z mojej strony. Quote
wiolabiszop Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Witajcie potrzebowalam troche czasu zeby ochłonąc i coś mądrego ,wspierajacego napisać wszystkim osobom ,ktore miały chociaż odrobinke wspolnego z tym czarującym psiakiem.Rozumiem co czuja obecni opiekunowie i opiekunka u ktorej BASZEŃKA był na tymczasie.To był psiak z ktorym niejako byłam związana ,ponieważ on i STEFANEK byli moimi wybranymi psiakami ,wziętymi pod uwage do adopcji.Ale po awarii komputera jak już o tym pisalam dużo wcześniej na wątku ,BASZEŃKA miał już kochający domek .I teraz jest taka chwila że każdy analizuje co mogliśmy jeszcze zrobić ?Pytanie czy to pomoże BASZEŃCE??Wiemy że nie .Nie będę wypowiadała się na temat tej zaistniałej sytuacji,poniewaz mnie tam nie było.Ale wierzę że kazda z osób zaangażowana w ta cała akcje ratowania zrobiła co mogła.Nie widziałam psiaka na zywo ,ale przyznam jest mi bardzo ciężko pisac o BASZY...........bo przypominam sobie co zwrociło moją uwagę jak weszłam pierwszy raz na dogo i zobaczyłam wlaśnie banerek z napisem ,,BASZA niekończaca się historia ,,:(( właśnie ma swoj koniec:((. Tak czasami jest że boli najbardziej to albo kogo niespodziewamy się stracić. Quote
amica Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 gonia66 napisał(a): ... Druga sprawa, ze mógł zyskac znacznie więcej,szanse na zdrowie byłyby o wiele wieksze, gdybyście zadzwoniły do majqi przedwczoraj...:(:(:( Pretensje i złośc w kierunku ludzi, ktorzy stanęli na głowie, aby ratowac psa...??:o Tego świat nie widział..:( Jestem wstrząśnięta tymi postami i przepraszam, że się tu wypowiedzialam tych, ktorzy płaczą i nie mogą pogodzić sie z ta smiercią...Po prostu nie wytrzymałam.... Z cała pewnością tego, ani kilku innych postów nie powinno tu być...:( Cała sytuacja jest naprawdę bardzo przykra. Jedno jednak jest faktem, który nie podlega dyskusji : dziewczyny powinny były powiadomić fundacji i Majqe od razu, gdy tylko pojawiły się niepokojące objawy. Wówczas cała sytuacja wyglądałaby inaczej, wcale nie znaczy to, ze Basza nadal by żył, ale na pewno i dziewczyny i Basza otrzymaliby pomoc w każdej postaci od razu. Nikt nie czułby do nikogo żalu. Przecież Basza był drogi wszystkim. Jednak opieka nad psem, który już wcześniej miał kłopoty zdrowotne to nie jest zadanie dla każdego. Wiem jak bardzo Majqa biła się z myślami zanim wydała Basze do adopcji i naprawdę wiem też że nigdy by tego nie zrobiła, gdyby przypuszczała, że może zostać niepowiadomiona we właściwym czasie o kłopotach Baszy ze zdrowiem!!! Strasznie mi przykro, że tak to się potoczyło. Proszę wszystkich dogomaniaków, aby nie atakowali tych, którzy flaki sobie wypruwali, by pomóc Baszy. Czasem dobrze przyjąć słowa krytyki i pomyśleć czy czasem nie jest ona uzasadniona. Na pewno dziewczynom opiekujacym się Baszy jest teraz również barzdo ciezko i przykro, jednak to nie zmienia w żaden sposób tego jak wyglądała sprawa poinformowania fundacji i Majqi stanie psa oraz sposobu reagowania dziewczyn na zaistniałą sytuacji. Baszeńko śpij w spokoju :( Quote
toyota Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Kochani ochłońcie trochę . Widocznie tak musiało być :-( Mój najkochańszy pies z avatarku umarł 2 lipca. Też się winię za jego śmierć , zastanawiam się czy wet zrobił wszystko co mógł. Otóż wzięłam Miodka na spacer do lasu. On lubił spacery. Miał ponad 10 lat . Wyszliśmy o godzinie 15 , ponieważ chciałam zdążyć dojechać do innego miasta na spotkanie klasowe .:-( Pies dostał udaru cieplnego. Polewałam go wodą. Ściągnęłam weta , który musiał zamknąć lecznicę. Nie wsadziłam go do samochodu , ponieważ pies dusił się, nie mógł oddychać, więc obawiałam się , że przewożąc go w aucie, zaszkodzę mu jeszcze bardziej :-( Miodek dostał zastrzyk , dostaliśmy drugi zastrzyk do samodzielnego podania wieczorem. Widziałam , że poprawa jest marna , relacjonowałam stan psa kilka razy przez telefon wetowi , ostatni raz o godzinie 22.30 . Do rana pies już nie żył. :-( Czytałam dużo na temat udaru cieplnego , zaleca się hospitalizowanie psa. W Grudziądzu to jest nierealne ! Może w Warszawie by go odratowali. Gdyby wet zadecydował , że trzeba go przewieźć do lecznicy , zrobiłabym to. Jednak zalecił badania dopiero na drugi dzień. Nie wiem , może mój pies powinien dostać jakieś kroplówki w lecznicy skoro był w tak ciężkim stanie ? Czy ja mam mu zrobić awanturę , że popełnił błąd , bo pies nie dożył rana ? :-( Tak jak ma miejsce awantura na wątku Baszeńki ? To jest walka o życie. Nie wiadomo kiedy się popełni śmiertelny błąd :-( Nie znam okoliczności śmierci Baszy , może jednak jego opiekunowie zrobili wszystko co należało ? Zrozumiałam , że wet był u Baszy 2 razy. Może opiekunowie wykonywali jego zalecenia , może pierwszego dnia , nie zdawali sobie sprawy , że z psem jest bardzo źle. Może wet postawił błędną diagnozę ? Może nie chcieli robić alarmu , bo nie przypuszczali , że to może być śmiertelna choroba tylko coś błahego ( myślę o pierwszych objawach w pierwszym dniu jego choroby) ? Naprawdę nie chce mi się wierzyć , żeby opiekunowie Baszy mogą być tak podli , że imprezowali , gdy on umierał :shake: Musimy się pogodzić z jego śmiercią. :-( Quote
majqa Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 toyota napisał(a): (...) Nie znam okoliczności śmierci Baszy , może jednak jego opiekunowie zrobili wszystko co należało ? (...) Ponieważ pamiętam, jak wyglądały wczorajsze rozmowy z Paulik i Karik (mam na myśli nie ton, bo tu wszystko było OK ale przekazane mi info), ponieważ niejednokrotnie błagałam każdą z nich (nie tylko w chwili zostawiania Baszy), by w sprawie jakiejkolwiek duperelnej, co do dopiero poważnej, dzwoniły do mnie o każdej porze, bodaj w środku nocy i ponieważ już wiem, co przekazała mi Jola zdecydowanie uważam, że nie zrobiono wszystkiego, co należało, by zwiększyć szanse psa na przeżycie. Najprostszą rzeczą, najbanalniejszą było wyciągnąć rękę do słuchawki. Quote
Karik Posted August 20, 2010 Posted August 20, 2010 Długo wzbraniałam się, by przeczytać. Bo bolało. Bolało tak bardzo, ze nie byłam w stanie ubrać tego w słowa. Bo bałam się. Okazało się - słusznie. Bałam się wyroku, który na pewno wydałabym sama, gdybym była na miejscu innego uzytkownika forum. Nie znajac sytuacji, lecz jej zinterpretowany przekaz. Przez tych, których nie było, a którzy myślą, ze wiedzą... Bo po żalu zawsze nastepuje poszukiwanie winnych. To naturalne. Sama tak reaguję, choć wiem, że to niesprawiedliwe i złe. Dziekuję tym, którzy nie wierzą w to, że nie ratowałyśmy Baszy. Że biernie czekałyśmy na śmierć. I nie życzę nikomu, by kiedykolwiek czuł to, co ja czuję w tej chwili. Zapewne moich - już - zagorzałych przeciwników to nie przekona. Ale wierzę, ze znajdzie się ktoś w tym parszywym, pustym świecie, kto zrozumie. I zastanowi się. bez wydawania wyroku. Pokochałam go. To dziwne uczucie. Tak często mylimy miłość z platonicznym cieniem, ze współczuciem i litością. Pokochałam, a on odpowiedział miłością. Miłość Baszy, prawdziwa, szczera, psia miłość, przekonała mnie, że nie popełniłam błędu. Że dobrze zinterpretowałam swoje uczucia. Myslałam, że miłość wymaga czasu. Że będziemy uczyć się siebie powoli - ja i on. My i on... A okazało się, że można... Ale o tym przecież nie chce się nikomu wiedzieć, wierzyć i pamiętać. Poza kilkoma wyjątkami. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.