sundance_kid Posted June 20, 2009 Posted June 20, 2009 Juz dawno tych psiaków nie ma ale postanowiłam o nich napisać, żeby uczcić ich pamięć. Może to głupie. Arnoldek: Imie sam sobie wybrał. Przygarneliśmy psa i nie było pomysłu na imię. Tak strzelaliśmy różnymi imionami i na Arnie odwrócił sie więc został Arnoldkiem. Moze miał podobne imie, może akurat coś go wtedy zainteresowało. W majowy weekend niedaleko nas był psiak. Śliczny w typie owczarka niemieckiego z dłuższą sierścią. Na początku myślelismy, że to pies sąsiada ale okazało się, że nie. Tacie się spodobał i tak od słowa do słowa, koleżanka wzieła konserwę turystyczną i tym wabikiem sprowadziła go do nas na podwórko. Najgorsze było to,że przejawiał agresję do naszego piundla. Nie ogryzł go ale co tamten wzbuzony (był jedynym psem u nas i nagle nowy zwierz) do niego podchodził to warczał. Z koleżanka zrobiłyśmy obserwację czy to pies czy suka, jajek nie ma no to suka. Mama postanowiła nazwac psa Zuzia. Po jakimś czasie przychodzi tata i mówi, że slepe jesteśmy bo to jest pies. Okazało się, że był eunuchem. No i dostał imie Arnie. Był bardzo pobity, bał sie, zagłodzony. Rozmrazaliśmy mu kiełbase i dalismy w pół rozmrożoną bo nie zdazyła dojśc a pies widać, że głodny. Na początku jadł nawet własne kupy :-o Pobiła go gówniara w moim wieku. Jak mnei widział to od razu się jeżył, przez pierwszy tydzien na własne podwórko z kijem wchodziłam. Nie żeby go bić tylko w razie czego. Potem zaczął olewać. Przez pierwsze pół roku a nawet więcej obchodził mnie szerokim łukiem, podłaskac się nie dało. Po około roku już był wielki pieszczoch i tylko błagałam jak biegł do mnie żeby mnie przywitać, żeby się zatrzymał bo bydle z niego było. Na poczatku na Simbę reagował agresja a później dwa kumple, z jednej miski jedli i w budzie razem spali :evil_lol: Bo Simba w ciepłe dni nie zostawał w domu tylko na podwórku. Był bardzo mądrym psem. Na początku uciekał ale zawsze wracał. Były wydzielone strefy 9ogródki gdzie pies nie mógł wchodzić. Można było zostawić furtke otwartą a ten stawał równo na lini podwórko ogródek ni kroku dalej. Jak przyjeżdzali znajomi to nie było mowy o zamykaniu psa. Normalnie sobie chodzili po podwórku a ten od czasu do czasu ślepie otworzył i zerknął. Były też jego wady: trzeba było przenieść pranie gdzieś indziej bo sciagał i kładł się na nim. Jak pisałam wcześniej miał problem z akceptacją mnie. Przez trzy lata nie podszedł do mnei w nocy. Miałam bardzo duże zdziwienie jak wróciłam po zmierzchu, zamykam auto a cos mnie nosem trąca. To był Arnie. Wodać na tyle mi zaufał już. Niestety kilka dni po tym przełamaniu zdechł :placz: Na 99% otruł go nas sąsiad. Nazywaliśmy go pies obronny pacyfista bo łągodny jak baranek, całe dnie spał. Może w dnie spał ale w nocy musiał strózować bo na podwórku były wydeptane ścieżki, tam gdzie mógł chodzic, koło płotu i koło części domu. Więc w nocy musiał bardzo łazić. Kochany pies był. Czasem jak cos przeskrobał to wiadomo kara. Wystarczyło puknąć go w tyłek i momentalnie pies dywan. Wyczochrało się go, dało smakołyka i wiedział, że przeprosiny przyjęte i juz radość. Nie wiemy w jakim był wieku. Miał nalot na oczkach i bardzo starte zęby. Wyglądałoby na to, że starsze piesie. Ale każdemu życze takiego Psa. Simba - nasz piundel miniatura, kupiony od jakiegoś małżeństwa. Miałam wcześniej pudla, wredny był, nieusłuchany. Jak bralismy drugiego (poprzedni wpadł pod samochód, przerwany rdzeń kręgowy, na początku weterynarz twierdził, że nic z tego nie będzie, po czym jak się zorientował, że jesteśmy w stanie wyłożyć 1000 na operacje to nagle miała sie udać. Pies miał robione przeswietlenie w szpitalu wojewódzkim, jak człowieka połozylismy na wózku i zakrylismy oby nie było widac dla postronnych że to pies) to byłam przygotowana na to samo. Poprzedniego wzielismy z giełdy, tata niby powiedział, żebym pojechała z nim żeby zobaczyć coś tam a wróciliśmy z psem. Był niby miniaturką ale na 8 tygodni był duży. Chował sie zdrowo, wredny był strasznie. Rok po jego uspieniu (zdecydowalismy się na to) kupilismy Simbę. On miał 7 tygodni ale był tak malusi, że mieścił mi się na dłoni z małą dokładką bo musiałam jeszcze dwa palce dołożyć na łapki. W miocie w którym on przyszedł na świat były tylko dwa pieski. On i suczka. Jak pojechaliśmy po niego to jego siostra wygrajdała się do nas a ten kałmuk przy cycu siedział. Pierwsze noce były cięzkie. Piszczał bo mu mamy brakowało. Potem było stwierdzenie, że pies nie może spać u mnei w łóżku. Parę nocy przerywanych piskiem tego co chciał się wgrajdolić a po jakimś czasie urusł i bez problemu wskakiwał sam więc nauka poszła na marne. Jak przeprowadzilismy się do nowego domu to nie spał u mnie na łózku tylko pod łóżkiem. Tam miał kocyk lub kołderkę. Najgorzej było jak były w praniu lub na zewnątrz to łaził cały czas po pokoju, na łóżku nie chciał spać i foch bo nie ma psiego kocyka. Był bardzo mądrym psem. Chociaz lofer był. Potrafił wyjśc na 4 godziny i wrócić uszczęśliwiony. Cała wieś go znała. Zaliczył dość poważny wypadek. Miał coś ze ślepkami i słabo widział. Raz się pomylił i zamiast po schodach przeszedł przez tralki i rąbnął ponad 2 metry na schody. Myślelismy, ze już po psie. Krew mu strasznie leciała, cztery ząbki stracił od razu a cztery mu potem wypadły. Nasz weterynarz nie odbierał telefonu więc mielismy podjechac rano i ile on jeszcze będzie żył :( Rano pies się obudził, otrząsnął i kurs do michy, żeby parówki wszamać :diabloti: Zaginął w czasie wielkich mrozów. Podobno znajomi widzieli go zagryzinego w lasku. Nikt z rodziny nie odważył się tam pójść żeby zobaczyć czy to prawda. Ma symboliczny grób razem z Arnoldkiem. Mama oglądała w regionalnej telewizji jakis program, że pani znalazła pudelka i opis bardzo pasował do naszego. Mam nadzieję, że to nasz i nie skończył tak jak podejrzewamy. Zdjęcia dodam za chwilę, muszę wyszukać na płytach. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.