Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 101
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Asior napisał(a):
o boze.... BIEDAK.. CZY BEDZIE JAKAŚ SEKCJA????
żeby się dowiedzieć co go tak nagle ścięło :( ????


Asiu, starość go ścięła :-(
Serduszko jest jak pompa. Ma określony przebieg. Potem się wyłącza.
Miał szczęście, że umarł w calości i w boksie a nie na haku.

Nie trzeba go koniecznie kroić ;)

Posted

No jokera, baśkę.. Wiem, zę miał cgore stawy i ścięgna, ale chodzi mi o ogólną jego kondycję.. nie wydawało się, ze jest z nim aż tak źle :(
tak sobie tylko głośno myśle, nie znam się na koniac i pewnie znawcy tematu końskiego wiedzieli,że szybko nastąpi jego koniec, ale ja mialam nadzieje :(

Posted

niewiem jak z końmi, ale ja słyszałam już o takich przypadkach, ze pies adoptowany ze schroniska, jakichś staruszek, w schronisku jakoś żył, a przychodził do nowego domu i po krótkim czasie umierał w spokoju....
Tak jak by przy życiu trzymała go adrenalina, stres... a jak rozumiał, ze jest u siebie to spokojnie sobie zasypiał...

Posted

Asior napisał(a):
no ale on wydawał się być w najleposzej formie


Był w zdecydowanie lepszej formie niż Baśka ale też miał już swoje lata a do tego dołożyły się upały. Baska potrafi się oszczędzac i większą część dnia spędza w stajni a Hektor napawał się wolnością i pastwiskiem i nie wracał do stajni w ciągu dnia. Ostatnią osobą która widziała go w dobrym stanie była Achaja. Pamiętam jak dzwoniła i mówiła, że Hektor wygląda na naprawdę szczęśliwego.

Bardzo dziękuję Przystani Ocalenie za chęć adoptowania Hektora a dodatkowo Przystani i Biafrze za wczorajsze konsultacje i podpowiedzi w próbach ratowania go.

Posted

Szkoda Hektora, mógł się jeszcze pocieszyć trawą i słońcem... Mam nadzieję, że odszedł szczęśliwy-chociaż przez ostatnie dni swojego życia mógł się czuć jak KOŃ, a nie jak maszyna do ściągania drzewa.

Posted

Bardzo dziękujemy Ick za zebranie z bazarku dużej kwoty na Hektora. Niestety Hektorowi to już nie pomoże ale pomogło Kubie - spracowanemu ogierowi z interwencji Achaji. Jeździł do niego lekarz, a potem stawiała go na nogi Biafra i postawiła tak skutecznie, że Kuba, który z bólu nosił w górze zaropiałą nogę zaczął normalnie chodzić. Udało się na tyle porozumieć z właścicielem Kuby, że w miejsce odbioru można wprowadzić monitoring. Kuba zostaje u dotychczasowego opiekuna (u którego przeżył 20 lat) i będzie doglądany przez Achaję.

Posted

ick napisał(a):
Tu na fotce widzę Kubusia i jemu dUŻO zdrówka ŻYCZĘ:loveu:


a TYYY no rzeczywiście :evil_lol: to zdjecie widziałam dużo wczesniej i zapomniałam już o nim :oops:

  • 2 weeks later...
Posted

Tak bywa ze starymi końmi... Wiosną umarła nasza Pani Barbara, ponad 20-letnia klacz, która u właściciela spędziła niemal całe swoje życie, długo pracowała i wyglądała wcale nieźle. Gdyby jej nie oddał, to myślę, że żyłaby nadal. Zmiana miejsca ogromnie ją zestresowała, kopała i gryzła, ponadto była ślepa na jedno oko i miała cysty na jajnikach, z powodu których grzała się bez przerwy. Chudła mimo dobrego jedzenia. Umarła kilkanaście minut po szczepieniu przeciwko grypie i podaniu leków na zahamowanie ruji. To po prostu był już o jeden stres za dużo, przysłowiowa kropla przepełniająca dzban. Odeszła na pastwisku - zanim dobiegliśmy, była już w agonii, chwilę później nie żyła. Od razu lekarz zrobił sekcję. Mięsień sercowy był wielokrotnie przerośnięty, a płuca płaskie, jak naleśnik, suche i zwłókniałe. Ona tak naprawdę nie powinna żyć już od dawna, może nawet od kilku lat. Ale żyła, COŚ ją trzymało po tej stronie Tęczowego Mostu. Może codzienność, jaką znała, może opiekun ten sam od dwudziestu lat, pewne schematy zachowań, przewidywalność otoczenia. A tu nagle załadunek, transport, obcy ludzie, obce konie, zapachy, jakieś dziwactwa w żłobie, próby czyszczenia kopyt, w końcu te zastrzyki... Wszystko dla jej dobra, a jednak doprowadziło do śmierci.

Była jeszcze jedna klacz, około 30-letnia, odebrana interwencyjnie. Za stajnię służyła jej ciasna komórka z metrowym gnojem. Jak upadła ciągnąc wóz z gruzem, to okładano ją tak długo, aż wstała i dokończyła pracę. Nikt nie wpadł na to, żeby ją wyprzęgnąć i podnieść na nogi. Jadła, jeśli było komu ją nakarmić, a nie zawsze było, bo właściciel staruszek lubił zaglądać do kieliszka, a w tym czasie jego koledzy - też nie abstynenci - szli zająć się klaczą i... wykorzystywali ją seksualnie. Była wyniszczona, zaniedbana, ze starym urazem tylnej nogi i krwotokiem z pochwy. A mimo to poruszała się żwawo, bez problemu dojechała do stajni weterynarza, który obiecał się nią zająć. Dyżury przy Basi były niemal całodobowe, diagnostyka, leki, kroplówki na wzmocnienie, do jedzenia papki, żeby jak najwięcej przyswoiła... Trzeciego dnia rano już nie żyła. Z żadnej konkretnej przyczyny, a może z bardzo wielu na raz.

Kilka lat temu miałam u siebie dwie staruszki. Niby się wadziły, ale jedna bez drugiej nigdzie nie poszła. Po śmierci pierwszej, ta druga po prostu przestała jeść. Położyła się. Ona nie była na nic chora - po prostu straciła coś, co ją tu z nami trzymało. Po kilku dniach z weterynarzem zdecydowaliśmy o eutanazji.

Dziękuję dziewczyny za to, co zrobiłyście dla Hektora.

Posted

Greven napisał(a):
Dyżury przy Basi były niemal całodobowe, diagnostyka, leki, kroplówki na wzmocnienie, do jedzenia papki, żeby jak najwięcej przyswoiła... Trzeciego dnia rano już nie żyła. Z żadnej konkretnej przyczyny, a może z bardzo wielu na raz.


eeee za mnientka jestem na takie historie..... pokapałam klawiature :placz:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...