Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Nie, nie mamy 10 ha lasu, ale mocno zarośnięta chaszczami działkę.Poza tym, Doroto, to nie musi przemawiać do nikogo.Problem polega nie na przemawianiu do kogokolwiek, ale na warunkach, w jakich żyjemy.Zadałam pytanie Malibo i zadam je także tobie-ile zwierząt masz w domu?I czy masz w domu ciężko schorowanego człowieka, który powinien odpoczywać, a zajmuje sie stadem psów?O czym ty mówisz?Naturalna selekcja?Chyba nas to dotyczy, bo czasami nie mamy juz siły sprostać wszystkiemu, a adopcje ostatnio stanęły nieco.I to akurat nie jest niczyja wina.Kojce?Ależ oczywiście, jest to rozwiązanie, tylko jest na to potrzebny całkiem spory grosik.Psy mieszkają z nami w domu właśnie po to, żeby miec jakąś kontrolę, co nie zawsze się udaje.Zapytam jeszcze o to, czy bardzo chciałabyś mieszkać w domu zasiedlonym przez obecnie 39, a niedawno jeszcze o wiele więcej psów?Ktoś na wątku naszych psów kiedyś zapytał, jak wytrzymujemy ten fetor?No, własnie.Nie nadążamy z reperowaniem zniszczeń i sprzątaniem.CZy mam ci jeszcze odpowiedzieć na jakieś pytania?Łatwo na Dogo siedząc w czystym pokoju na fotelu przed komputerem osądzić i potępić, trudniej żyć w takim układzie i podrywać się na każde warczenie i szczekanie. Łatwo recytować z uroczystą miną, jak to pozwoliliśmy psu odejść w samotności i cierpieniu.Nie odszedł w samotności, ale w naszym domu, co nie zmienia faktu, że nie ma go. Wystarczająco cierpimy my oboje z powodu śmierci Robina, ale nie tylko jego, bo odeszła Ardżuna, chora na nowotwór Andzia
i nic nie mogliśmy zrobić, choc próbowaliśmy.Tych śmierci przeżyliśmy wiele i każda kosztowała nas bardzo dużo.I zapewniam cię, żaden z naszych psów nie odchodził w samotności.A w razie, gdybyś jednak chciała wiedzieć, po co nam tyle psów, to dodam tylko, że z własnej woli nigdy nie mielibyśmy ich aż tyle.Działalibyśmy tak, jak niegdyś jeszcze w Łodzi, tzn. szukaliśmy domów dla psiaków w potrzebie.Wtedy było dużo łatwiej o domy i robiliśmy to sami, bez niczyjej pomocy.Nasi drodzy bliźni obdarzyli nas prezentami w postaci niechcianych psów, kiedy przeprowadziliśmy sie na wieś.To już chyba wszystko, co chciałabym wam powiedzieć.I tylko dziwi mnie, że tak wrażliwe osoby nie potrafią zauważyć, że jeszcze jest nasze cierpienie, kiedy rozstajemy się z psem, który był u nas tyle lat.

  • Replies 63
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

3 słownie trzy . tylko wiesz dlaczego bo pierwsza suczka , i na razie ostatnia , jaka do mnie trafiła jest po sterylizacji, a mam również psiaki w Dt , bo pomagam Fundacji Nero ,ale uwierz , nie ma możliwości żebym nie zauważyła że coś jest nie tak między nimi , a jak zauważyłam ( już kilka razy) , bezzwłocznie interweniowałam , jak? Oddzielałam od siebie.Nawet sygnalizując i szukając pomocy u koleżanek.Jak to napisała Malibo , telefony działają .

Posted

A co do cierpienia Twojego , przykro mi ale w tym przypadku nie obchodzi mnie wcale . Wyobrażam sobie cierpienie tego psa pozostawionego jak to napisałaś w chaszczach na śmierć.:shake:

Posted

Mogę wspólczuć Ci że przeżyłaś śmierć psiaków chorych na raka lub inne nieuleczalne choroby.Bo ich nie dało się uniknąć.


Ale proszę nie zestawiaj z sobą tych zdarzeń , to nie na miejscu. I jednak upieram się że jest juz jeden pies który odszedł w samotności to ROBIN.

Posted

No, cóż, Doroto, mogę tylko pozazdrościć komfortu. 3, słownie trzy psy to doprawdy marzenie każdego psiarza i niezwykle zdziwiłabym się, gdybyś nie zauważyła problemów wśrod 3, słownie trzech psów.A ja mam 39,słownie trzydzieści dziewięć.Jeśli dobrze potrafię liczyć, to przynajmniej jest to 10 razy więcej niż u ciebie.Telefony niewątpliwie działają, tylko pomyśl, droga Doroto, który weterynarz zdecyduje sie jechac do odległej wsi grubo po północy do domu pełnego zwierząt, z czego jesteśmy znani w okolicy. Koleżanki o tej porze mają prawo do snu, szczególnie jeśli są zmęczone po całym dniu opieki nad psami.Tym bardziej, że pogryziona łapa i udo nie jest sytuacją skrajnie niebezpieczną dla życia psa.Tak to wyglądało po powrocie Robina do domu.Obejrzeliśmy go i nie zauważyliśmy niczego, co byłoby naprawdę groźne.Dlatego zdecydowaliśmy się na wizytę u weta po południu. Ale zadam jeszce jedno pytanie- jakieś propozycje lub pomysły, aby się to nie powtórzyło?O ile pamiętam, Luka zadała to pytanie.Ja nie mam pomysłów na obecną chwilę, więc może coś mi poradzisz?A tak, przy okazji, ja także staram sie pomagać Fundacji Nero, na ile czas mi pozwala.

Posted

[quote name='Lilek'][FONT=Times New Roman]Malibo, właśnie wróciłam do domu z pracy i przyznam, że o mało szlag mnie nie trafił, kiedy przeczytałam Twój post.Wybacz, że zapytam.Ile masz zwierząt w domu? Ile mamy my, wiesz z mojego postu. Od lat całe swoje życie podporządkowaliśmy zwierzętom, pomaganiu im i ratowaniu.Pomoc Fundacji bardzo nam to ułatwiła, ale nie załatwia wszystkiego, bo jest to niemożliwe.Przez długie lata musialiśmy sobie radzić sami, wrzucane nam przez płot zwierzęta były na ogół w złym stanie,leczyliśmy je na swój koszt, karmiliśmy tak dobrze, jak tylko mogliśmy, choć nie było to to, o czym marzyliśmy dla naszych psów. Przez 8 długich lat nie pomagał nam nikt. Zanim zrobiłam prawo jazdy, chore psy woziłam do weta na rowerze.Nie insynuuj więc nam, proszę, że nie zrobiliśmy nic i że nie dbamy o nasze zwierzęta, bo nie jest to prawdą. Wyadoptowujemy psy do domów z bólem, bo jesteśmy do nich przywiązani bardzo, ale robimy to ze względu na ich dobro. Robin uciekał,, wrócił późno w nocy, przyszedł sam, miał pogryzioną łapę i udo. Po powrocie z pracy chciałam go zabrać do weta, ale nie zdążyłam już tego zrobić.Czy Twoje pytania mają na celu zasugerowanie, że pozwalamy psom umierać bez pomocy? Mam nadzieję, że nie, ponieważ tak się składa, że ja potrafię udowodnić, że zwierzęta są leczone, kiedy dzieje sie coś złego. Poza tym dobrze byłoby, gdybyś zdała sobie sprawę, że po odejściu wielu psów w stadzie następuje teraz przegrupowanie i niestety, borykamy sie z wiecznymi awanturami i agresją.Robin padł tego ofiarą. I jeszcze jedno.Wyobraź sobie faceta chodzącego o lasce, który przez dużą połać niezbyt równego terenu usiłuje jak najszybciej dojść do gryzących się psów, żeby je rozdzielić.Zapewniam cię , że tego typu rzeczy zdarzają się często i jeśli dzieje się to bliżej niż w przypadku Robina, szybko dajemy sobie z tym radę.Niestety, tym razem to było daleko, a Jędrek był sam. A swoją drogą ciekawa jestem, dlaczego tego typu pytania, jakie byłas uprzejma nam zadać obecnie, nie padły, kiedy po sterylizacji umarła moja ukochana suka Ardżuna?Czyżbyś uznała to wtedy za wypadek przy pracy?Bo jakos nie pamiętam, żeby padło z Twojej strony na ten temat choćby słowo.Przykro mi, że musze mówic o tym w taki sposób, ale nie pozwolę, żeby ktokolwiek nam insynuował, że nie obchodzi nas los psów potrzebujących pomocy. A poza tym nas samych bardzo boli to, co sie stało.[/FONT]
Droga Lilek i drogi Jędrku, powinniście wiedzieć, ile psów mam na głowie, a jeśli nie wiecie, to zapytajcie tych, co wiedzą, np. Luki i Ziutki, okolicznych weterynarzy, pana Jandy itd. Dowiecie się , że również Wasze psy mam na głowie. Ale nie tylko. Więc proszę mnie nie epatować ilością i trudnością przedsięwzięcia. Nie uzurpuję sobie prawa do pytań - ja je mam.
Wasze psy powinny już dawno być rozdzielone, a te agresywne umieszczone w boksach - odrzuciliście taką możliwość, aby nie ograniczać psom wolności. I to są skutki.
To przecież nie pierwszy przypadek pogryzienia/zagryzienia w Waszym gospodarstwie.
"Pomagaj, ale mądrze. Ratuj tak, abyś nie musiał ratować znowu" - stosuję się do tej zasady i Wam polecam.
Z całym szacunkiem Panie Jędrku, ale nie interesuje mnie czego Pan oczekuje lub nie. Interesuje mnie los i stan psów, które u Was przebywają.
Droga pani Elu, wypominanie akurat mnie śmierci Ardżuny, to już zwykła manipulacja i arogancja. To nie był mój wypadek przy pracy. A może tak chociaż zdawkowe "dziękuję" za to, że pozostałe suki w ilości ponad 20 zostały wysterylizowane, żyją i dobrze się mają, co spowodowało, że ustała u Was produkcja szczeniaków, które były pożerane po urodzeniu, a te, którym udało się przeżyć powiększały znacząco stan liczebny Waszego stada?
Macie Państwo dobre samopoczucie, że pomagacie zwierzętom? Tak wnoszę z tych elaboratów na wątku w Waszym wykonaniu - gratuluję.

Posted

Słuchajcie, nie ma juz co dalej roztrząsać sprawy. Lepiej będzie jeśli zastanowimy się jak rozwiązać problem, który niewątpliwie jest. Śmierć Robina powinna być motorem do działania, a nie do dyskutowania. Wszyscy wiemy, że tyle psów na jednym terenie to jak bomba - w którymś momencie musi wybuchnąć. Jestem pełna podziwu dla Eli a szczególnie Andrzeja że jakoś nad tym panuja. Ja mam czasem problem z dwoma - Kilerem i Kazanem-a tu jest ich ok 20.
Do domów gdzie jest drugi samiec nie dajemy zwykle samca właśnie aby uniknąć konfliktów.
Nie wiem jak to zrobić, ale trzeba stado rozdzielić. Juz nie tylko ze względu na psy, ale przede wszystki aby łatwiej było nad nimi zapanować Andrzejowi. Wyobrazcie sobie jednego człowieka wchodzącego między 20 walczące psy :crazyeye:. Kiedyś padła propozycja zrobienia kojców - moze wrócimy do tego planu? To chyba jedyne rozsadne wyjście, bo nie uda nam sie wyadoptowac jeszcze połwy z tych 39 w tempie błyskawicznym.

Posted

Szanowna Pani,szczęśliwie, jak przed chwilą zauważyłam,wiadomość nie została wczoraj wysłana.Ma Pani rację, nie ma sensu przenosić tej "dyskusji" gdziekolwiek, więc nie będę pisała tego, co chciałam Pani powiedzieć, ponownie. Jeśli , jak wynika z postu, jest Pani osobą pomagającą naszym psom, panią Małgorzatą (przykro mi, ale nie wiem, kto kryje się pod nickami), to rzeczywiście jeszcze raz dziękujemy za pomoc w sterylizacji 13 suk i za wszelką pomoc, jakiej Pani nam udzieliła (piszę "jeszcze raz", ponieważ prosiłam o podziękowanie Pani osoby, z którymi mam bezpośrednio styczność).Szczególnie dziękujemy za szczęśliwy dom dla Jonki i Balbiny. Jak napisałam, nie zamierzam dalej dyskutować o tym, co się zdarzyło, ponieważ wyjaśnianie, jakie są warunki u nas prowadzi tylko do robienia z nas zgoła potworów zaniedbujących zwierzęta. Dlatego mogę się tylko z Wami pożegnać i powiedzieć, że cokolwiek nie myślałybyście na nasz temat, będziemy opiekować się naszymi zwierzakami najlepiej, jak potrafimy i jak to jest możliwe.

Posted

Nowe domy znalazło, oprócz ciężarnej Jonki ( jej 2 dzieci również ma domy), Balbinki z urazem biodra ( już po udanej operacji w nowym domu), kilka innych psów: Bratek, Amelka, Celina, Pati i in. Choć nie było to łatwe, bo psy od Was mają wszystkie "syndrom Iłowa" - piekielnie boją się ludzi. Wiele osób, mających duże doświadczenie z psami po przejściach, psami trudnymi, psami zaburzonymi emocjonalnie, łamało sobie głowę nad tym problemem. Rozkładali ręce, gdyż z takim zjawiskiem spotkali się po raz pierwszy - identyczne objawy długotrwałej paniki, niezależnie od wieku, wielkości i mieszanki ras, u wszystkich psów pochodzących od Was.
Wątpię, żeby Pani mnie nie rozpoznała, wnoszę to z zarzutów w sprawie Ardżuny(???)
Żegnam.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...