Ramona Posted June 11, 2009 Posted June 11, 2009 Historia mojej Sandry zaczyna sie od wakacji w Sarbinowie 4 lata temu.Wyszlismy na spacerek wieczorkiem a ona przyczolgala nam sie do stop :placz: szukalismy jej wlascicieli ale nikt ani jej nie szukal ani o niej nie slyszal.Wiec malenka pojechala z nami do domu i tak juz sostalo.Stala sie nasza pieszczoszka Krolewna i nasza najwieksza pociecha:placz:chyba zaden pies nie umial sie tak slicznie usmiechac jak nasza Sandra ale widac szczescie nie moze trwac dlugo:placz:Wczoraj Sandi jak zawsze poszla na spcerek do pieskow mieszkajacych naprzeciwko nas zawsze lubila sie z nimi bawiac niestety jechal nasz listonosz i jak zwykle jak wariat.Tyle razy zwracalismy mu uwage ze po drodze biegaja dzieci i to w roznym wieku no ale przeciez miec 60 km na liczniku po drodze domkow w dodatku nie asfaltowej to trzeba miec niepokolei w glowce :( Nasza Sandi nie miala zadnych szans zginela na miejscu:placz::placz::placz::placz::placz:jak tu zyc teraz bez niej.Sandi nasze Ty kochanie wracaj do nas bo wszyscy placza :placz: Quote
mc85 Posted June 11, 2009 Posted June 11, 2009 moj koreczek tez zginąl... 14 czerwca 2003 r... bylo kolo 22h... jak zwykleo tej porze odprowadzalam kawalek chlopaka bo szedl na autobus. mialo nas nie byc 5 min wiec wzielam tez korka... bylo bardzo cieplo i cicho. czasem przejechalo jakies auto... korek popiegl na druga strone ulicy a ja go zawolalam i jak zwykle do mnie chcial przybiec ale nie zdazyl. potracil go jakis mlody wariat. dostal w glowe. nawet nie zatrzymal sie zeby nam pomoc. ja wbieglam na droge i trzymajac go na rekach siedzialam na srodku patrzac jak z bolu gryzie mi reke do krwi. moj chlopak sie wtedy wrocil zeby zabrac mnie na chodnik. ja nioslam korka na rekach do weterynarza przez pol miasta. doszlismy jak bylo kolo 23:30.wet poszedl sie ubrac bo spal. wtedy korek podniosl glowke, popatrzyl ostatni raz na mnie, zawykl i odszedl. wet nie pozwolil mi wejsc do srodka. moj chlopak musial mnie trzymac. nie chcialam go zostawiac do utylizacji. zabralam go spowrotem. zakopalismy go na lakach przy dzikich poziomkach niedaleko domu. nigdy niezapomne najwiekszego ksiezyca jaki kiedykolwiek swiecil. byl ogromny, zloty i tak blisko ze mozna by go dotknac. ten wielki ksiezyc zawsze bedzie mi sie kojarzyc z moim "bratem" korkiem. to byl pies ktory za darmo podrozowalze mna autobusami, ktory chodzil ze mna na dyskoteki i mial wejscie dla VIP-ów ;) bardzo za nim tesknie. dzis mialby juz 10 lat. wydrapal dziure w drzwiach jak bylam w szkole bo chcial uciec i szukac mnie. jak szedl kolo mnie to patrzyl na mnie zamiast przed siebie i co chwile na cos wszedl - na krzeslo, na sciane. wszyscy mowili ze gdyby mogl to by mi do kieszeni wskoczyl... kocham cie koreczku i nadal pamietam :placz: Quote
ma_ruda Posted June 12, 2009 Posted June 12, 2009 Dawno temu w podobny sposób straciłam Abiego- do dzisiaj nie potrafię się z tym pogodzić. Kiedy przeczytałam Wasze historie tamto wspomnienie boleśnie odżyło. Współczuję. Quote
Pszonka Posted June 12, 2009 Posted June 12, 2009 :-( smutno tu...... współczuję... tyle biedaczków ginie przez takich zmotoryzowanych "wariatów".... :shake: Quote
Ramona Posted June 13, 2009 Author Posted June 13, 2009 Najgorsze ze ten facet był z listami u nas i tak jakby nic sie nie stalo jeszcze sie usmiechala menda dopiero go zastanowilo jak maz stwierdzil ze aby go spotkalo w zyciu cos takiego.A ja mowie ze ruszylo by go jakby zaspiewal mu odpowiednia cene za strate psa skoro taki materialista i pewnie tak zrobie jak go tylko zobacze nie chce nic od tego pana ale chce aby zobaczyl co to znaczy strata.Nie zwroci nam to Sandi ani w niczym jej nie zastapi ani pocieszy:placz:jak narazie jest tylko placz calej rodziny.Mamy jeszcze jednego yorczka ktory sie znia wychowal razem sie bawily i zyc bez siebie nie mogly teraz tez chodzi i jej szuka,placze razem z nami :placz: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.