Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Niedobra pani, kupiła na bazarku bramkę i zamontowała na drugim piętrze. Jamnikom wstęp wzbroniony !
Tylko Fiona jeszcze przeciska się pomiędzy kratkami.



Posted

Negra i Tuptuś jak wpadną na górę, to z wielką przyjemnością znaczą teren.
Po za tym tam jest ,,zakazany" pokój mojego męża. A Negra jak to pies myśliwski ma tą żyłkę do atakowania i niszczenia wszystkiego co pachnie zwierzyną. Jest wtedy jak w amoku, nie da się jej tego oduczyć.
Próbowałam bardzo długo, ale skradała się tam po cichu i kiedy nikt nie widział, robiła swoje. :evil_lol:
W końcu kupiłam bramkę na bazarku dogomanii i teraz mam święty spokój.

Posted

[quote name='JamniczaRodzina.']U mnie tez pomimo otwartych drzwi balkonowych leją w domu.:mad:[/QUOTE]

:evil_lol::evil_lol::evil_lol:
No to mi się lepiej zrobiło. Myślałam że tylko moje takie niedorobione. Dwa wyjścia na dwór otwarte dzień i noc, a lanie w domu jest ich pasją i dziewczyn i chłopaków.:diabloti:

Posted

Ojej:shake:a to nie dobre:razz: !!! Wacusie na supełki powiązać:oops:.Moje są grzeczniutkie wszystkie trzy( młode?) tylko jak Gremik wchodzi to czasami zaznaczy :shake:.Wtedy jamniki zaraz na niego donoszą:diabloti: Podchodzą ,wąchaja i wymownie patrzą mi w oczy,jak by mówiły "widzisz:-o co ten niedobry zrobił":evil_lol:

Posted

No to mój Kot Garfield
[*] chodził po dworze i przychodził do domu do kuwety załatwić potrzeby i z powrotem wracał na dwór ;) Brał przykład z Pańcia, bo Pańcio nie załatwiał swych potrzeb fizjologicznych na dworze ;)

Posted

Chcę Wam opowiedzieć czym żyłam przez ostatnie 4 dni.
Sprawa bardzo smutna i niewytłumaczalna. Pomimo naszego zaangażowania nie udało nam się doprowadzić jej do końca i chyba nie będziemy już mogli tego zrobić.
W niedzielę rano mam dwie godziny, które zawsze poświęcam storczykom. Wnoszę je do kuchni i tam się nimi zajmuję. Tej niedzieli było piekielnie gorąco, w kuchni byłam sama, psy leżały na tarasie w przeciągu. Nagle mop na szczotce, przesunął się, jakby go ktoś powoli przesuwał nogą, upadł z hukiem. Zamurowało mnie, ale z racji tego że jestem wybitną racjonalistką obejrzałam się czy nie było ze mną żadnego psa, który mógłby to spowodować. Zobaczyłam jak 2 kroki ode mnie ciężki, mosiężny uchwyt z obudowy lodówki zmienił swoją pozycję z impetem tłukąc w obudowę. Poczułam dziwny niepokój i zaniepokojenie. To była 10.30 rano, zeszłam do męża mówiąc że coś niedobrego się zdarzyło. Zaczęliśmy dzwonić do naszego rodzeństwa czy wszystko u nich w porządku. Wszystko było OK, śmieli się ze mnie.
Minęła niedziela i zapomnieliśmy o wszystkim. O godzinie 17 tej zadzwoniła żona naszego przyjaciela że zmarł o 10,30 na stole operacyjnym, zostawił po sobie psa, którego nie chcą i żebym go zabrała. Oczywiście męża szlag trafił i powiedział że sami mamy 8, więc kolejnego nie możemy już zabrać. Tłumaczył jej że ich obowiązkiem jest go zabezpieczyć chociaż przez jakiś czas, a ja znajdę mu nowy dom. We wtorek do męża znowu zadzwoniła córka zmarłego, po raz kolejny chcąc żebym zabrała jego psa, Józek zaczął jej tłumaczyć że mogę go umieścić w hoteliku, ale zmarły zostawił po sobie spory majątek, więc opłaty za hotelik będą w jej gestii. Kobieta obiecała że zaraz przywiezie psa do Krzemienia. Szybko ubłagałam Murkę o miejsce chociaż w kennelu, żeby go ratować, czekałam 3 godziny, nie przyjechała.
Dzisiaj mąż był na pogrzebie, rozmawiał z nimi. Trzynastoletni wnuczek uparł się że nie odda psa dziadka, podobno umieścili go na wsi u znajomych na tydzień, potem pojedzie z nimi do Sosnowca. Ale nie chcieli powiedzieć gdzie na wsi i do jakich warunków, nie odbierają telefonów.
Boję się że trzynastoletniego chłopca łatwo jest jeszcze oszukać.
Zmarły był strasznym psiarzem, kochały go wszystkie moje psy, kiedy był u nas 3 tygodnie temu, nawet dzika Fionka bez oporów podeszła do niego do głaskania, przytulała się do niego.

Posted

[quote name='bianka0']Chcę Wam opowiedzieć czym żyłam przez ostatnie 4 dni.
Sprawa bardzo smutna i niewytłumaczalna. Pomimo naszego zaangażowania nie udało nam się doprowadzić jej do końca i chyba nie będziemy już mogli tego zrobić.
W niedzielę rano mam dwie godziny, które zawsze poświęcam storczykom. Wnoszę je do kuchni i tam się nimi zajmuję. Tej niedzieli było piekielnie gorąco, w kuchni byłam sama, psy leżały na tarasie w przeciągu. Nagle mop na szczotce, przesunął się, jakby go ktoś powoli przesuwał nogą, upadł z hukiem. Zamurowało mnie, ale z racji tego że jestem wybitną racjonalistką obejrzałam się czy nie było ze mną żadnego psa, który mógłby to spowodować. Zobaczyłam jak 2 kroki ode mnie ciężki, mosiężny uchwyt z obudowy lodówki zmienił swoją pozycję z impetem tłukąc w obudowę. Poczułam dziwny niepokój i zaniepokojenie. To była 10.30 rano, zeszłam do męża mówiąc że coś niedobrego się zdarzyło. Zaczęliśmy dzwonić do naszego rodzeństwa czy wszystko u nich w porządku. Wszystko było OK, śmieli się ze mnie.
Minęła niedziela i zapomnieliśmy o wszystkim. O godzinie 17 tej zadzwoniła żona naszego przyjaciela że zmarł o 10,30 na stole operacyjnym, zostawił po sobie psa, którego nie chcą i żebym go zabrała. Oczywiście męża szlag trafił i powiedział że sami mamy 8, więc kolejnego nie możemy już zabrać. Tłumaczył jej że ich obowiązkiem jest go zabezpieczyć chociaż przez jakiś czas, a ja znajdę mu nowy dom. We wtorek do męża znowu zadzwoniła córka zmarłego, po raz kolejny chcąc żebym zabrała jego psa, Józek zaczął jej tłumaczyć że mogę go umieścić w hoteliku, ale zmarły zostawił po sobie spory majątek, więc opłaty za hotelik będą w jej gestii. Kobieta obiecała że zaraz przywiezie psa do Krzemienia. Szybko ubłagałam Murkę o miejsce chociaż w kennelu, żeby go ratować, czekałam 3 godziny, nie przyjechała.
Dzisiaj mąż był na pogrzebie, rozmawiał z nimi. Trzynastoletni wnuczek uparł się że nie odda psa dziadka, podobno umieścili go na wsi u znajomych na tydzień, potem pojedzie z nimi do Sosnowca. Ale nie chcieli powiedzieć gdzie na wsi i do jakich warunków, nie odbierają telefonów.
Boję się że trzynastoletniego chłopca łatwo jest jeszcze oszukać.
Zmarły był strasznym psiarzem, kochały go wszystkie moje psy, kiedy był u nas 3 tygodnie temu, nawet dzika Fionka bez oporów podeszła do niego do głaskania, przytulała się do niego.[/QUOTE]
O Jezu .....
Dorotka i co masz zamiar sprawdzić ,czy pies jest z nimi ?

Posted (edited)

[quote name='funia']O Jezu .....
Dorotka i co masz zamiar sprawdzić ,czy pies jest z nimi ?[/QUOTE]

Funiu na razie pies jest podobno na wsi, prawdopodobnie w Momotach. ale nie wiem gdzie. To rozległe 2 wsie. Obdzwoniłam dzisiaj znajomych z tych wsi, może oni zauważą nowego psa u sąsiadów. Będzie trudno bo tam są gospodarstwa agroturystyczne. Dzisiaj wracając z pracy zatrzymałam się i poszłam do mieszkania zmarłego, myślałam że zastanę jego żonę, ale było zamknięte.
Nie mamy do nich telefonów, żona i córka dzwoniły na nasz stacjonarny. Ja wcześniej dzwoniłam na nr telefonu zmarłego i wtedy odebrała córka. Teraz nikt już tego telefonu nie odbiera.

Funiu to był znajomy, który miałam nadzieję że zaadoptuje rok temu Fabiana.

Edited by bianka0
Posted

[quote name='Jagoda1']Znajomy
[*] Was prosił o pomoc, bo wiedział, ze nie może liczyc "swoich"... Smutne...[/QUOTE]



ja też , tak myślę :saint1:... tak to jest!... w tej niewytłumaczalnej sferze? :question:...zresztą miałam podobne... znaki? zwiastuny?..
może jeszcze się piesek znajdzie...

Posted

[quote name='bianka0']Funiu na razie pies jest podobno na wsi, prawdopodobnie w Momotach. ale nie wiem gdzie. To rozległe 2 wsie. Obdzwoniłam dzisiaj znajomych z tych wsi, może oni zauważą nowego psa u sąsiadów. Będzie trudno bo tam są gospodarstwa agroturystyczne. Dzisiaj wracając z pracy zatrzymałam się i poszłam do mieszkania zmarłego, myślałam że zastanę jego żonę, ale było zamknięte.
Nie mamy do nich telefonów, żona i córka dzwoniły na nasz stacjonarny. Ja wcześniej dzwoniłam na nr telefonu zmarłego i wtedy odebrała córka. Teraz nikt już tego telefonu nie odbiera.

Funiu to był znajomy, który miałam nadzieję że zaadoptuje rok temu Fabiana.[/QUOTE]
Jeśli potrzebujesz mojej pomocy zadzwoń .Moze ustale to po swojemu ?mam pewien plan ,co prawda nie zbyt oryginalny aczkolwiek myślę skuteczny .........
Ps .Tak myślałam ,ze to ten ,,Pan od Fabianka ,,:roll:
Ps2 .swoją droga to bezczelnośc i wielka podłośc dzwonić do Ciebie byś go zabierała ....
A oni co do cholery ?Czyszczą pamiątki po zmarłym ? Pozbywaja się tego co kochał ?
Po prostu żenada ....
Wkurw...am się :angryy:

Posted

[quote name='Krysia']To bardzo smutne :(Pies tak szybko nikomu nie potrzebny, przecież została żona i co? nie była zżyta z pieskiem?Smutne i tyle:([/QUOTE]

Mieszkali w jednym mieszkaniu, ale od lat byli w separacji.
Żona zjamowała się psem kiedy musiała, ale jak to bywa wśród skłóconych małżeństw, awersja przenosiła się również na psa.
Zmarły kilkanaście lat miał ukochanego psa Drakusa zabranego ze schroniska w Zamościu. Rok temu Drakus zmarł z powodu mięsaka, a obecny piesek Kuba został zabrany ze schroniska w Sosnowcu. Początkowo był u córki i wnuka, ale po feriach został już z dziadkiem.

Dziękuję funiu za chęć pomocy, ale myślę że najprościej nam będzie skontaktować się z żoną jak już wróci do domu i porozmawiać z nią osobiście, kiedy opadną emocje. Myslę że ze względu na wnuka psa tak szybko do schroniska nie podrzucili, tylko rzeczywiście gdzieś upchnęli na wieś.

Posted

[quote name='funia']Jeśli potrzebujesz mojej pomocy zadzwoń .Moze ustale to po swojemu ?mam pewien plan ,co prawda nie zbyt oryginalny aczkolwiek myślę skuteczny .........
Ps .Tak myślałam ,ze to ten ,,Pan od Fabianka ,,:roll:
Ps2 .swoją droga to bezczelnośc i wielka podłośc dzwonić do Ciebie byś go zabierała ....
A oni co do cholery ?Czyszczą pamiątki po zmarłym ? Pozbywaja się tego co kochał ?
Po prostu żenada ....
Wkurw...am się :angryy:[/QUOTE]
i ja też!!! .... przynajmniej teraz... trochę rozumiem... przypuśćmy? :thinkerg:... należę do ludzi bardzo rodzinnych!... więc dla mnie nie podlega w ogóle dyskusji , kto powinien zająć się Kubą!... ehhh lepiej zostawić... ocenę?!....
ale... może opowiedzieć? :knuje:... hmmm.... "rodzinie" ... że Pan... próbował?....szukał?...kontaktu?!!! że może właśnie BARDZO Mu zależało na znalezieniu domku dla Kuby!... może niech się dowiedzą!....może ruszy ich sumienie!....może????

Posted

[quote name='anica'].
ale... może opowiedzieć? :knuje:... hmmm.... "rodzinie" ... że Pan... próbował?....szukał?...kontaktu?!!! że może właśnie BARDZO Mu zależało na znalezieniu domku dla Kuby!... może niech się dowiedzą!....może ruszy ich sumienie!....może????[/QUOTE]

Józio opowiedział i żonie i córce, tym bardziej powinni uwierzyć, że nie podali nam jeszcze wtedy godziny jego śmierci. A ja ją umiałam dokładnie określić, po zapisanym połączeniu telefonicznym do brata, kiedy zaczęłam obdzwaniać rodzinę.
Po tej właśnie informacji mieli dowieźć Kubę do Krzemienia, do Murki ale nie dojechali.... Widocznie szkoda im się zrobiło pieniędzy.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...