bianka0 Posted July 2, 2012 Author Posted July 2, 2012 Laleczka powinna na co dzień chodzić w dziecięcym body, ślicznie jej w nim.:lol: Quote
bianka0 Posted July 3, 2012 Author Posted July 3, 2012 Niedobra pani, kupiła na bazarku bramkę i zamontowała na drugim piętrze. Jamnikom wstęp wzbroniony ! Tylko Fiona jeszcze przeciska się pomiędzy kratkami. Quote
Krysia Posted July 4, 2012 Posted July 4, 2012 Wyglądają cudnie:). Kubraczki w paseczki i więżniowie jak się patrzy:diabloti::evil_lol: Quote
bianka0 Posted July 4, 2012 Author Posted July 4, 2012 Negra i Tuptuś jak wpadną na górę, to z wielką przyjemnością znaczą teren. Po za tym tam jest ,,zakazany" pokój mojego męża. A Negra jak to pies myśliwski ma tą żyłkę do atakowania i niszczenia wszystkiego co pachnie zwierzyną. Jest wtedy jak w amoku, nie da się jej tego oduczyć. Próbowałam bardzo długo, ale skradała się tam po cichu i kiedy nikt nie widział, robiła swoje. :evil_lol: W końcu kupiłam bramkę na bazarku dogomanii i teraz mam święty spokój. Quote
JamniczaRodzina. Posted July 5, 2012 Posted July 5, 2012 Niezły paten:evil_lol:t Dorotko niektórzy tak grodzą przed małymi dziecmi aby po schodach nie wedrowały.U mnie tez pomimo otwartych drzwi balkonowych leją w domu.:mad: Quote
bianka0 Posted July 5, 2012 Author Posted July 5, 2012 [quote name='JamniczaRodzina.']U mnie tez pomimo otwartych drzwi balkonowych leją w domu.:mad:[/QUOTE] :evil_lol::evil_lol::evil_lol: No to mi się lepiej zrobiło. Myślałam że tylko moje takie niedorobione. Dwa wyjścia na dwór otwarte dzień i noc, a lanie w domu jest ich pasją i dziewczyn i chłopaków.:diabloti: Quote
Krysia Posted July 5, 2012 Posted July 5, 2012 Ojej:shake:a to nie dobre:razz: !!! Wacusie na supełki powiązać:oops:.Moje są grzeczniutkie wszystkie trzy( młode?) tylko jak Gremik wchodzi to czasami zaznaczy :shake:.Wtedy jamniki zaraz na niego donoszą:diabloti: Podchodzą ,wąchaja i wymownie patrzą mi w oczy,jak by mówiły "widzisz:-o co ten niedobry zrobił":evil_lol: Quote
wapiszon Posted July 5, 2012 Posted July 5, 2012 No to mój Kot Garfield [*] chodził po dworze i przychodził do domu do kuwety załatwić potrzeby i z powrotem wracał na dwór ;) Brał przykład z Pańcia, bo Pańcio nie załatwiał swych potrzeb fizjologicznych na dworze ;) Quote
yunona Posted July 5, 2012 Posted July 5, 2012 W myśl przysłowia : dobry gospodarz do domu przynosi :eviltong::megagrin::megagrin::megagrin::megagrin: Quote
bianka0 Posted July 5, 2012 Author Posted July 5, 2012 Chcę Wam opowiedzieć czym żyłam przez ostatnie 4 dni. Sprawa bardzo smutna i niewytłumaczalna. Pomimo naszego zaangażowania nie udało nam się doprowadzić jej do końca i chyba nie będziemy już mogli tego zrobić. W niedzielę rano mam dwie godziny, które zawsze poświęcam storczykom. Wnoszę je do kuchni i tam się nimi zajmuję. Tej niedzieli było piekielnie gorąco, w kuchni byłam sama, psy leżały na tarasie w przeciągu. Nagle mop na szczotce, przesunął się, jakby go ktoś powoli przesuwał nogą, upadł z hukiem. Zamurowało mnie, ale z racji tego że jestem wybitną racjonalistką obejrzałam się czy nie było ze mną żadnego psa, który mógłby to spowodować. Zobaczyłam jak 2 kroki ode mnie ciężki, mosiężny uchwyt z obudowy lodówki zmienił swoją pozycję z impetem tłukąc w obudowę. Poczułam dziwny niepokój i zaniepokojenie. To była 10.30 rano, zeszłam do męża mówiąc że coś niedobrego się zdarzyło. Zaczęliśmy dzwonić do naszego rodzeństwa czy wszystko u nich w porządku. Wszystko było OK, śmieli się ze mnie. Minęła niedziela i zapomnieliśmy o wszystkim. O godzinie 17 tej zadzwoniła żona naszego przyjaciela że zmarł o 10,30 na stole operacyjnym, zostawił po sobie psa, którego nie chcą i żebym go zabrała. Oczywiście męża szlag trafił i powiedział że sami mamy 8, więc kolejnego nie możemy już zabrać. Tłumaczył jej że ich obowiązkiem jest go zabezpieczyć chociaż przez jakiś czas, a ja znajdę mu nowy dom. We wtorek do męża znowu zadzwoniła córka zmarłego, po raz kolejny chcąc żebym zabrała jego psa, Józek zaczął jej tłumaczyć że mogę go umieścić w hoteliku, ale zmarły zostawił po sobie spory majątek, więc opłaty za hotelik będą w jej gestii. Kobieta obiecała że zaraz przywiezie psa do Krzemienia. Szybko ubłagałam Murkę o miejsce chociaż w kennelu, żeby go ratować, czekałam 3 godziny, nie przyjechała. Dzisiaj mąż był na pogrzebie, rozmawiał z nimi. Trzynastoletni wnuczek uparł się że nie odda psa dziadka, podobno umieścili go na wsi u znajomych na tydzień, potem pojedzie z nimi do Sosnowca. Ale nie chcieli powiedzieć gdzie na wsi i do jakich warunków, nie odbierają telefonów. Boję się że trzynastoletniego chłopca łatwo jest jeszcze oszukać. Zmarły był strasznym psiarzem, kochały go wszystkie moje psy, kiedy był u nas 3 tygodnie temu, nawet dzika Fionka bez oporów podeszła do niego do głaskania, przytulała się do niego. Quote
funia Posted July 6, 2012 Posted July 6, 2012 [quote name='bianka0']Chcę Wam opowiedzieć czym żyłam przez ostatnie 4 dni. Sprawa bardzo smutna i niewytłumaczalna. Pomimo naszego zaangażowania nie udało nam się doprowadzić jej do końca i chyba nie będziemy już mogli tego zrobić. W niedzielę rano mam dwie godziny, które zawsze poświęcam storczykom. Wnoszę je do kuchni i tam się nimi zajmuję. Tej niedzieli było piekielnie gorąco, w kuchni byłam sama, psy leżały na tarasie w przeciągu. Nagle mop na szczotce, przesunął się, jakby go ktoś powoli przesuwał nogą, upadł z hukiem. Zamurowało mnie, ale z racji tego że jestem wybitną racjonalistką obejrzałam się czy nie było ze mną żadnego psa, który mógłby to spowodować. Zobaczyłam jak 2 kroki ode mnie ciężki, mosiężny uchwyt z obudowy lodówki zmienił swoją pozycję z impetem tłukąc w obudowę. Poczułam dziwny niepokój i zaniepokojenie. To była 10.30 rano, zeszłam do męża mówiąc że coś niedobrego się zdarzyło. Zaczęliśmy dzwonić do naszego rodzeństwa czy wszystko u nich w porządku. Wszystko było OK, śmieli się ze mnie. Minęła niedziela i zapomnieliśmy o wszystkim. O godzinie 17 tej zadzwoniła żona naszego przyjaciela że zmarł o 10,30 na stole operacyjnym, zostawił po sobie psa, którego nie chcą i żebym go zabrała. Oczywiście męża szlag trafił i powiedział że sami mamy 8, więc kolejnego nie możemy już zabrać. Tłumaczył jej że ich obowiązkiem jest go zabezpieczyć chociaż przez jakiś czas, a ja znajdę mu nowy dom. We wtorek do męża znowu zadzwoniła córka zmarłego, po raz kolejny chcąc żebym zabrała jego psa, Józek zaczął jej tłumaczyć że mogę go umieścić w hoteliku, ale zmarły zostawił po sobie spory majątek, więc opłaty za hotelik będą w jej gestii. Kobieta obiecała że zaraz przywiezie psa do Krzemienia. Szybko ubłagałam Murkę o miejsce chociaż w kennelu, żeby go ratować, czekałam 3 godziny, nie przyjechała. Dzisiaj mąż był na pogrzebie, rozmawiał z nimi. Trzynastoletni wnuczek uparł się że nie odda psa dziadka, podobno umieścili go na wsi u znajomych na tydzień, potem pojedzie z nimi do Sosnowca. Ale nie chcieli powiedzieć gdzie na wsi i do jakich warunków, nie odbierają telefonów. Boję się że trzynastoletniego chłopca łatwo jest jeszcze oszukać. Zmarły był strasznym psiarzem, kochały go wszystkie moje psy, kiedy był u nas 3 tygodnie temu, nawet dzika Fionka bez oporów podeszła do niego do głaskania, przytulała się do niego.[/QUOTE] O Jezu ..... Dorotka i co masz zamiar sprawdzić ,czy pies jest z nimi ? Quote
Jagoda1 Posted July 6, 2012 Posted July 6, 2012 Znajomy [*] Was prosił o pomoc, bo wiedział, ze nie może liczyc "swoich"... Smutne... Quote
yunona Posted July 6, 2012 Posted July 6, 2012 Zgadzam się z Jagodą. To była prośba o pomoc. Domyślał się , ze psiaka nie wezmą, ale może wnuczek będzie uparty ..... Quote
bianka0 Posted July 6, 2012 Author Posted July 6, 2012 (edited) [quote name='funia']O Jezu ..... Dorotka i co masz zamiar sprawdzić ,czy pies jest z nimi ?[/QUOTE] Funiu na razie pies jest podobno na wsi, prawdopodobnie w Momotach. ale nie wiem gdzie. To rozległe 2 wsie. Obdzwoniłam dzisiaj znajomych z tych wsi, może oni zauważą nowego psa u sąsiadów. Będzie trudno bo tam są gospodarstwa agroturystyczne. Dzisiaj wracając z pracy zatrzymałam się i poszłam do mieszkania zmarłego, myślałam że zastanę jego żonę, ale było zamknięte. Nie mamy do nich telefonów, żona i córka dzwoniły na nasz stacjonarny. Ja wcześniej dzwoniłam na nr telefonu zmarłego i wtedy odebrała córka. Teraz nikt już tego telefonu nie odbiera. Funiu to był znajomy, który miałam nadzieję że zaadoptuje rok temu Fabiana. Edited July 6, 2012 by bianka0 Quote
anica Posted July 6, 2012 Posted July 6, 2012 [quote name='Jagoda1']Znajomy [*] Was prosił o pomoc, bo wiedział, ze nie może liczyc "swoich"... Smutne...[/QUOTE] ja też , tak myślę :saint1:... tak to jest!... w tej niewytłumaczalnej sferze? :question:...zresztą miałam podobne... znaki? zwiastuny?.. może jeszcze się piesek znajdzie... Quote
Krysia Posted July 6, 2012 Posted July 6, 2012 To bardzo smutne :(Pies tak szybko nikomu nie potrzebny, przecież została żona i co? nie była zżyta z pieskiem?Smutne i tyle:( Quote
funia Posted July 6, 2012 Posted July 6, 2012 [quote name='bianka0']Funiu na razie pies jest podobno na wsi, prawdopodobnie w Momotach. ale nie wiem gdzie. To rozległe 2 wsie. Obdzwoniłam dzisiaj znajomych z tych wsi, może oni zauważą nowego psa u sąsiadów. Będzie trudno bo tam są gospodarstwa agroturystyczne. Dzisiaj wracając z pracy zatrzymałam się i poszłam do mieszkania zmarłego, myślałam że zastanę jego żonę, ale było zamknięte. Nie mamy do nich telefonów, żona i córka dzwoniły na nasz stacjonarny. Ja wcześniej dzwoniłam na nr telefonu zmarłego i wtedy odebrała córka. Teraz nikt już tego telefonu nie odbiera. Funiu to był znajomy, który miałam nadzieję że zaadoptuje rok temu Fabiana.[/QUOTE] Jeśli potrzebujesz mojej pomocy zadzwoń .Moze ustale to po swojemu ?mam pewien plan ,co prawda nie zbyt oryginalny aczkolwiek myślę skuteczny ......... Ps .Tak myślałam ,ze to ten ,,Pan od Fabianka ,,:roll: Ps2 .swoją droga to bezczelnośc i wielka podłośc dzwonić do Ciebie byś go zabierała .... A oni co do cholery ?Czyszczą pamiątki po zmarłym ? Pozbywaja się tego co kochał ? Po prostu żenada .... Wkurw...am się :angryy: Quote
holly101 Posted July 6, 2012 Posted July 6, 2012 :( Ja też jestem racjonalistką, ale czasem zdarza się coś, co sprawia, że dostajemy znaki... Quote
bianka0 Posted July 6, 2012 Author Posted July 6, 2012 [quote name='Krysia']To bardzo smutne :(Pies tak szybko nikomu nie potrzebny, przecież została żona i co? nie była zżyta z pieskiem?Smutne i tyle:([/QUOTE] Mieszkali w jednym mieszkaniu, ale od lat byli w separacji. Żona zjamowała się psem kiedy musiała, ale jak to bywa wśród skłóconych małżeństw, awersja przenosiła się również na psa. Zmarły kilkanaście lat miał ukochanego psa Drakusa zabranego ze schroniska w Zamościu. Rok temu Drakus zmarł z powodu mięsaka, a obecny piesek Kuba został zabrany ze schroniska w Sosnowcu. Początkowo był u córki i wnuka, ale po feriach został już z dziadkiem. Dziękuję funiu za chęć pomocy, ale myślę że najprościej nam będzie skontaktować się z żoną jak już wróci do domu i porozmawiać z nią osobiście, kiedy opadną emocje. Myslę że ze względu na wnuka psa tak szybko do schroniska nie podrzucili, tylko rzeczywiście gdzieś upchnęli na wieś. Quote
anica Posted July 7, 2012 Posted July 7, 2012 [quote name='funia']Jeśli potrzebujesz mojej pomocy zadzwoń .Moze ustale to po swojemu ?mam pewien plan ,co prawda nie zbyt oryginalny aczkolwiek myślę skuteczny ......... Ps .Tak myślałam ,ze to ten ,,Pan od Fabianka ,,:roll: Ps2 .swoją droga to bezczelnośc i wielka podłośc dzwonić do Ciebie byś go zabierała .... A oni co do cholery ?Czyszczą pamiątki po zmarłym ? Pozbywaja się tego co kochał ? Po prostu żenada .... Wkurw...am się :angryy:[/QUOTE] i ja też!!! .... przynajmniej teraz... trochę rozumiem... przypuśćmy? :thinkerg:... należę do ludzi bardzo rodzinnych!... więc dla mnie nie podlega w ogóle dyskusji , kto powinien zająć się Kubą!... ehhh lepiej zostawić... ocenę?!.... ale... może opowiedzieć? :knuje:... hmmm.... "rodzinie" ... że Pan... próbował?....szukał?...kontaktu?!!! że może właśnie BARDZO Mu zależało na znalezieniu domku dla Kuby!... może niech się dowiedzą!....może ruszy ich sumienie!....może???? Quote
Mika31 Posted July 7, 2012 Posted July 7, 2012 kocham takie rodziny straszna historia ale niestety często spotykana:-( Quote
bianka0 Posted July 7, 2012 Author Posted July 7, 2012 [quote name='anica']. ale... może opowiedzieć? :knuje:... hmmm.... "rodzinie" ... że Pan... próbował?....szukał?...kontaktu?!!! że może właśnie BARDZO Mu zależało na znalezieniu domku dla Kuby!... może niech się dowiedzą!....może ruszy ich sumienie!....może????[/QUOTE] Józio opowiedział i żonie i córce, tym bardziej powinni uwierzyć, że nie podali nam jeszcze wtedy godziny jego śmierci. A ja ją umiałam dokładnie określić, po zapisanym połączeniu telefonicznym do brata, kiedy zaczęłam obdzwaniać rodzinę. Po tej właśnie informacji mieli dowieźć Kubę do Krzemienia, do Murki ale nie dojechali.... Widocznie szkoda im się zrobiło pieniędzy. Quote
Jagoda1 Posted July 7, 2012 Posted July 7, 2012 Jeśli tego nie zrobia, to nie zaznaja spokoju:shake:. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.