_dingo_ Posted February 13, 2005 Posted February 13, 2005 Cholera JASNA ! :evil: Jak sobie radzicie z małymi upierdliwymi kundelkami ujadającymi na wasze psy ? :evil: Wczoraj uciekałem z Feliksem przed jamnikiem spuszczonym przez sąsiada ze smyczy... Dziś musiałem zmienić trasę spaceru bo okolicę mojej ulubionej zaspy teroryzował barrrrrdzo groźny kundelek wielkości pekińczyka i demonstrujący wszem i wobec swoją groźność... Właściciela oczywiście ani widu ani słychu... Już mnie cholera bierze, naprawdę... Ludzie u mnie na osiedlu puszczają te swoje "brytany" luzem, a one oczywiście na widok Feliksa już z dala ruszają do boju... Kota mozna dostać... :evil: Quote
Gonzo Posted February 13, 2005 Posted February 13, 2005 Fakt, kundelki to wredne psy. Ujadają, czuję się jagby były najważniejsze a jak przychodzi co do czego to spiepszają. Ja wraz z moim budyniem stosujemy metodę "mitozwisizm" ;). Przechodzimy obojętnie albo sie przestraszy go (częściej robie to ja niż budyń) butem albo warknięciem :D. Polecam metode "mitozwisizm" Quote
_dingo_ Posted February 13, 2005 Author Posted February 13, 2005 Wszystko pięknie, ale co by było gdyby taki mały ujadacz mimo wszystko zdecydowałby się zaatakować ? Quote
Matisse Posted February 13, 2005 Posted February 13, 2005 Nie wiem jak tam z reakcjami Feliksa ale Ath, mimo, że czasem wołamy na niego Seneka wybiera wtedy stoicyzm. Zazwyczaj ujadacz podbiega kłapiąc gębą i gdy zpotyka się ze zdziwionym, nieruchomym bulkiem to wybiera drogę ucieczki. A rada? Nie da się nic poradzić póki policja będzie się czepiać braku kagańca u psa na smyczy zamiast pozamiatać całe to kundelkowe towarzystwo. Quote
wi_wa Posted February 13, 2005 Posted February 13, 2005 U mnie na podwórku są dwa takie upierdliwce bez smyczowce, które atakują moją Tośkę, a ona nie od macochy, warczy i się rzuca. Żeby nie kolczatka, to by była jatka. Jak wychodzę z Tośką, to najpierw sie rozgladam, czy te potwory są i wtedy obieram kierunek spaceru. Na właścicieli nic nie można poradzić, bo jak tłumaczę, żeby wzięli psa na smycz, to nie dociera. Dopiero dotrze jak jakiś pies pogryzie te pupilki, to może zrozumieją. Nie mówię o mojej bulince, bo do tego nie dopuszczę, ale są i większe psy wałęsające się bez smyczy cały dzień. Quote
Gonzo Posted February 14, 2005 Posted February 14, 2005 Wątpie żeby zaatakował większego od siebie. W moim przypadku take łajzy lezą za mną i szczekają. gdy do chodze do lasu to juz spiepszają bo to nie jest ich środowisko naturalne. Szwędają się jedynie po własnej ulicy i ujadają na przechodnich. Denerwuje mnie tez jak biegają za samochodami... Piepsznie ich cos i co bedzie. Tak to wygląda na prowincji. Quote
Cruk Posted February 14, 2005 Posted February 14, 2005 w najblizszej okolicy naszej sa takie 3, w tym dwa chodza bez smyczy, a jeden na lince rozwijanej, babcia sprzetu nie opanowala, wiec generalnie mozna zalozyc, ze tak jakby bez smyczy chodzi.. najbardziej nienawidze jednego pryszcza, ktory leci kilometr by mojej Gieni obszczekac tyl, szczegolnie gdy ona - jak kazdy wrazliwy bull - miejsce na zrobienie - kupeczki - wybiera bardzo dokladnie i niebiosom rano dziekuje ze wlasnie sie zdecydowala zrobic ja tu (zawsze jest wybrzydzanie - z tej strony nie, bo wieje, tu nie bo za mokro, tam nie bo mnie widac, tu nie, bo brzydko pachnie, moze tu, ale nie bo nie widze co sie dzieje). A ta cholera w takim momencie leci i ujada jak moj pies robi kupe za przeproszeniem, a za chwile slychac dziadka -VIOOOOLAAAAA nieee wooooolnooo... Quote
dzurga Posted February 14, 2005 Posted February 14, 2005 Ja to zazwyczaj zbieram sucza pod pache i opedzam sie od szczekaczy. Sucz przewaznie patrzy zaciekawiona po co to male cos dzre ryj, ale jak sobie kundel za duzo pozwala to sie czasem odwarknie. Ostatnio mielismy taka akcje: Idzie pancia z bialym pseudo pudlem i malym jazgotem w kagancu. Jazgot jak zobaczyl rudi to oczywiscie rzucil sie na nia drac kalafe w nieboglosy. No i moj TZ wpadl na sposob. Skoro male g... moze biegac i sie rzucac na rottweilera to dlaczego rottweiler ma byc na smyczy skoro kundel nie jest. I odpial sucza (sucz w kagancu zeby nie bylo, ze sobie polowanie na kundla zrobilismy) a sucz urzadzil sobie zabawe goniac szczekacza po skwerku ku ogromnemu pzrerazeniu wlascicielki. Baby to nic nie nauczylo bo pare dni pozniej ten sam szczekacz rzucil mi sie na sucza. Tym razem jej nie odpielam ale uprzedzilam pania, ze jeszcze raz mi kundel suczke zdenerwuje to spuszczam ja bez kaganca i futro mu z doopy poleci ;) wiec niech trzyma agresora na smyczy. Zobaczymy co bedzie dalej. :evilbat: Quote
Cruk Posted February 14, 2005 Posted February 14, 2005 no, tez metoda.. tyle ze moje pierwej sie zacznie bawic niz zechce ujadaczowi futro z czegokolwiek urwac.. choc szczerze mowiac odczuwam wewnetrzny dyskomfort, gdy pies-spolecznie-powszechnie-uznany-za-morderce-i-agresora daje dyla na paluszkach z uszkami w tyl-na-przod postawionymi - dobra wersja dla prasy -oddala sie niespiesznie w przeciwnym kierunku - od jazgoczacego ze uszy bola pryszcza.. moja sucz nie przejawia oznak tchorzostwa wobec innych stworzen, jest zrownowazonym i socjalizowanym psem, nosic 26 kg bulla nie bede, szczegolnie zem w 6 miesiacu ciazy :-)) raz tylko wywijalam bullem na wysokosci glowy, jak sie na nas "pod smietnikiem" zasadzily dwie skundlone AST, wychodzace notorycznie bez smyczy - z takim wlascicielem sobie kurcze poradz... a te dwie cholery sa straszne i atakuja ludzi (pogryzly mnie i moja siostre ktora wpadla w gosci, w podobnej sytuacji - gdy mijasz psa w bramie ten laduje Ci na wysokosci twarzy z zebami na tym czym sie zaslonisz, w naszym przypadku byla to reka. Nadal te wariatki chodza bez kaganca, dzieki bogu na smyczy) Quote
dzurga Posted February 14, 2005 Posted February 14, 2005 No moja tez sie pobiegnie bawic. Ale licze na to ze baba sie wystraszy i nigdy tego nie sprawdzi czy z kundla poleci futro jak jej zdejme kaganiec ;) Quote
Kati Posted February 14, 2005 Posted February 14, 2005 Chyba wszedzie są takie małe upierdliwce. :evil: Na szczęście Raptus nie reaguje na takie małe coś, ignoruje, a jak podejdzie bliżej to z radością obwącha, nie zrażając sie groźnym warczeniem i szczerzeniem zębów. Jeśli "agresor" jest zbyt natarczywy, robimy z małym porządek :evilbat: Raptus pokazuje na co go stać, warczy i szczerzy swoje ząbki lub ja potraktuję go z buta. Właściciele takich miniaturek też są śmieszni, ale niestety nie dociera do nich, że psa trzeba nauczyć posłuszeństwa lub trzymac na smyczy. Jednak lubię widzieć to przerazenie na twarzy ludzi bezskutecznie wołających swoje pieski. :evilbat: Quote
Cząsteczka Posted February 16, 2005 Posted February 16, 2005 my mamy w sąsiedztwie , takiego gada co cały dzien lata po podwórku, i w dodatku ma cos ze skórą, wypada mu sierść i cały czas sie drapie, spierdzielamy przed nim , bo boję że to coś przejdzie na moją sunie, no i kundel się czuje bogiem :evil: bo uciekamy przed nim :evilbat: :evilbat: Quote
tommy80 Posted February 16, 2005 Posted February 16, 2005 Niko ma 18 miesiecy (amstaff) na kundelki w ogole nie reaguje za to do niektorych wiekszych przejawia agresje ale to chyba typowe u tych psow, wczoraj stalem z Nikiem pod winda czekajac na nia , Niko jak zawsze smycz kaganiec winda podjezdza wysiada sasiad ze swoim kundlem ( nienawidzi go szczerze caly blok bo to kawal zlosliwego gnojka jest , pies nie sasiad ) i widze ze leci na mojego z zebami, nie czekalem tylko wypalilem soczystego kopa w malego gnoja, moze sie kiedys nauczy ze ma nam dawac spokoj jak idziemy a nie rzucac sie z zebami :evil: Quote
Patka Posted February 18, 2005 Posted February 18, 2005 Tommy to nie wina psa, że jest szczekaczka i do tego niezbyt mądrą :-? :( Nie uwazam żeby kopniak był dobrą metodą :evil: (i wcale mnie uważam zeby agresja do psów była norma u ASTa szczególnie tak młodego ) Małe szczekaczki potrafia byc niezwyle upierdliwe u nas działa w 90% rzucanie smyczą blisko psa uciekaja az sie kurzy ... :wink: :evilbat: albo chodzenie z dużżzym kijem. Takie gówienka tez atakuja ast kolegi ma blizny na klejotach jamniczki uwiebiaja atakowac od tyłu i dziewne, że kundelki zawsze poczekaja az przejdziemy i wtedy próbują "czapnąć" Wrrrry uwielbiam to :evil: :wink: Quote
HUARES Posted March 18, 2005 Posted March 18, 2005 Witam, przyłączajac sie do tematu chciałabym zabytac jak sobie radzicie z socializacją szczeniaków z innymi psami. Sczerze powiedziwszy mam z tym mały problem :-? , mam staffika 4,5 miesiąca ma on kilka zaprzyjaźnionych psów z którymi może się śmiało pobawić , ale problem pojawia się kiedy w pobliżu pojawiają sie inne psy a ja nie wiem jak na niego zareagują. Zazwyczaj pytam o nastawienie , ale nawet jak Pan/Pani ( często) mówi że nie ma problemu , że szczeniaczki to on kocha i w ogólw - podchodzimy a tu warkot , czy nawet próba ataku :-? - coś okropnego.Zaczynam być przewrażliwiona i do końca nie wiem co lepsze izilacja , czy narażenie małego na stres. Mały jest w ogóle jak na razie dobrze nastawiony , nawet się zbyt płaszczy przy dużych psach i posikuje. A ostatnio to już przegiecie grupka ludzi z psami i jeden szczeniak większy od ON'a 5,5 miesiaca więc myślę że będzie OK , a tu gad jeden nachalnie na mojego staffika z łapskami ,no to mały myk na plecy ogon pod siebie ( zawsze się poddaje ) a ten skurczykoń z zębami - ja małego na smycz i do domu. Szlak mnie trafi. :x Jak to u was wygladało? pozdrawiamy Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.