kuleczka Posted September 23, 2009 Posted September 23, 2009 No i Bosek nie jest już taki chudy, nie ma na wierzchu żeber, tylko pod skórą tłuszczyk, na razie cieniutki, ale jest :) I niesamowicie merda tym swoim ogonkiem ... Nie wiadomo kiedy minęło tyle czasu, od kiedy Bosek z nami jest - i nie pamiętam już jak to było, gdy Jego nie było. I wreszcie można spokojnie korzystać z garażu, bo Bosek wie, że jak wyjadę to niebawem wrócę. Quote
epe Posted October 10, 2009 Posted October 10, 2009 Co u Was słychać? Jak chłopaki się sprawują?;) Quote
kuleczka Posted October 11, 2009 Posted October 11, 2009 A żyją, mają się dobrze, ostatnio codziennie Bosek przychodzi do domu na socjalizację, bo ciężko mu nadal pogodzić się z faktem, że w domu kotów się nie goni :) spią razem w budzie, nie nudzą się, bo ciągle wynajdują sobie zabawy i w ogóle jest super. Tyją, obrastają w sierść, rosną i ogromne ilości jedzenia pochłaniają :) Quote
epe Posted October 11, 2009 Posted October 11, 2009 Hi,hi:evil_lol: Ogromne ilości jedzenia to normalne -a o deserek się przypadkiem nie napraszają?;) Quote
wlowik Posted October 14, 2009 Posted October 14, 2009 epe napisał(a):Hi,hi:evil_lol: Ogromne ilości jedzenia to normalne -a o deserek się przypadkiem nie napraszają?;) O deserek to One się dopominają i przed jedzonkiem i po... :lol: Ale to wszystko pryszcz... Najważniejsze, co się wydarzyło, to przejęcie przywództwa przez Bosmana. Taki mały bunt na łajbie... A stało się to tak, że Oggie jak zawsze zapluwał grzywę Bosmanowi który właśnie trzymał zabawkę w pysku, ten odwarknął zamiast położyć uszy po sobie i doszło do walki... Wiadomo jakiej, ale groźnie brzmiącej i zakończonej skowytem ... Nie patrzyłem na psy, pozostawiając je same sobie, po prostu się odwróciłem i odszedłem. :cool1: Trochę się zdziwiłem, że pierwszy przybiegł do mnie Oggie, w dodatku kulejąc. Ale uśmiechnięty i zadowolony. Tyle tylko, że okropnie zapluty na szyi... Pogłaskałem, wytarłem kłaki i pomasowałem łapę. Był wyraźnie zadowolony, ale kiedy podbiegł Bosman, delikatnie się odsunął i pozwolił go głaskać. O dziwo, tym razem Bosman miał suchą grzywę, nie płaszczył się jak pokonany, tylko proponował zabawę podtykając kapeć... No więc się bawiliśmy... Oggiemu nie chciało się już biegać, ale wesoło sobie "hopsał" w kierunku rzucanej zabawki, a potem ustępował z drogi pędzącemu Bossowi. Wszystko na wesoło i z merdaniem ogonów... :cool1: Tej nocy Oggie spał w budzie... Nie wiem dlaczego, nigdy nie lubił w niej przebywać.... Ale spał i to jak suseł... A Bosman biegał od płotu do płotu i szczekał. Na wszystko i na nic... Rano był tak mokry i wytytłany, jak tylko może być pracujący pies. Wręcz miałem wrażenie, że słaniał się na nogach. Za to Oggie rankiem wylazł z budy i ostentacyjnie przeciągnął się od nosa po koniuszek ogona, ziewnął szeroko i spokojnie usiadł. Był cieplutki, suchutki i wypoczęty...:evil_lol: Nie wiem jakie są obecnie relacje stadne między nimi... Chyba przywódcą jest Bosman (dominuje szybkością, sprytem, zabiera zabawki kiedy chce, okazuje dominację skubiąc Oggiego za kark, zaczynając jedzenie jako pierwszy, pojawiając się przy drzwiach przed Oggim...), ale to Oggiemu nie przeszkadza, i sądzę, że przez większość czasu dzielą się obowiązkami przywódcy stada. Ta jedna noc była nauczką dla Bossa. Chcesz rządzić ? To proszę bardzo, ja sobie pośpię, a ty pilnuj...:eviltong: Teraz znowu Bosman sypia w budzie a Oggie przed nią, razem biegają do ogrodzenia, nie walczą o zabawki bo wszystkie są Bosmana, oba przybiegają na deser razem... No i generalnie, to jest spokojniej bo Oggie na kapitana to się specjalnie nie nadawał... Może jest doradcą ? :p Nowy samochód przypadł bardzo do gustu Bosmanowi... Wystarczy uchylić bagażnik, a już jest w środku. Choćby tylko posiedzieć... A z kotami ciągle jest jak "pies z kotem". Wczoraj próbował się dołączyć do leżącego na kanapie Frotka, ale kiedy już na nią wlazł (delikatnie jak trusia) i próbował przytulić, to Frotek dał drapaka do łazienki... I po zabawie...:loveu: Kończę, bo siada bateria a prąd wicher urwał... c.d.n. Quote
mitunia Posted October 19, 2009 Posted October 19, 2009 Fajnie, że u chłopaków wszystko ok. Tylko jakieś zdjęcia by się przydały. Martwi mnie tylko trochę ta wspólna buda. To chyba nie jest zbyt komfortowa sytuacja dla dwóch samców. Teraz jest jeszcze w miarę ciepło, ale co będzie jak będą duże mrozy? Quote
wlowik Posted October 19, 2009 Posted October 19, 2009 No i mieliśmy nowy przewrót... :evil_lol: Znowu nie wiadomo kto rządzi... A było tak. Wyszliśmy na niedzielny spacer na pole, oba piesy w kagańcach i na luzie, oba rozbrykane i radosne, tylko Oggiemu kaganiec zawadzał. Niby nic, ale jak tylko przystanął by skrobnąć łapą po nosie, to Bosman był już z warkotem na jego karku. I tak coraz częściej i agresywniej... Już chciałem odwołać Bosa na smycz, ale nie zdążyłem... Na moich oczach Oggie pozbył się kagańca zaczepiając pasek o kolczatkę Bosmana (sama wywraca się na lewą stronę co ma swoje zalety, ale nie w tym przypadku), i galopem puścił się w naszą stronę. Radosny jak skowronek ! Tego było za wiele dla Bosmana. Mimo, że był w kagańcu rzucił się na kark Oggiego próbując narzucić swoje przywództwo. Takie dosyć dziwne, bo miałem wrażenie, że chce Oggiego odpędzić od nas. :shake: Kilkakrotnie go zatrzymywał obwarkując i szturchając kagańcem i mimo, że zawróciliśmy po ten nieszczęsny, porzucony sprzęt, że próbowaliśmy odwrócić jego uwagę od Oggiego, zachowywał się po prostu zbyt agresywnie. Oggie jest spokojny i cierpliwy, ale wreszcie nie wytrzymał...:angryy: Nierówna walka nie mogła się skończyć inaczej jak porażką Bosmana. Tym razem nie odwróciłem się tyłem i nie odszedłem, udawałem tylko, że jestem czymś zajęty i nie obchodzą mnie ich porachunki. A porachunki wyglądały tak, że Bosman rzucał się na kark Oggiego, Oggie odgryzał się i odsuwał, Bosman atakował ponownie i ponownie zostawał powstrzymany, powtarzał to kilkakrotnie, aż Oggie postawił sierść na karku i z pełną pasją, jak lokomotywa natarł na Bosa... Szast prast i po krzyku... Kilka sekund potrzymał Bosa na ziemi i wystarczyło. Wprawdzie ten kłapał jeszcze pyskiem w kagańcu, ale był pokonany, o czym wiedział. Dalej spacer był już normalny, chodzenie na smyczy też i przyzwyczajanie do ulicy również. Normalne dwa kumple i już.;) Dopiero w domu wyszło na jaw, że Bosman ma "ranę kłutą" na jednej łapie, i "ranę szarpaną" na drugiej... A zachowywał się przez cały spacer jakby nigdy nic... Nawet przez chwilę nie pokazał, że jest poszkodowany. :-( Tak się już wcześniej zastanawiałem, dlaczego Oggie tak łatwo oddał władzę młodszemu Bosowi. Nawet nie został draśnięty... A tu pokazał, że nie zniesie takiego poniewierania. Bo faktycznie był ostatnio bardzo źle traktowany przez kumpla, podgryzany, zaczepiany i sztorcowany na każdym kroku. Od wczoraj znowu jest spokój, Bosman bardziej opanowany i mniej szczekania o nic na podwórku. Bos wciąż jeszcze nie zna realiów wsiowej wolności, nie wie kto obcy, a komu odpuścić, i jako przywódca niepotrzebnie się stresował. Ale przynajmniej poznał rolę której się domagał. Za jakiś czas pewnie ją przejmie ponownie...:p Z budą to rzeczywiście problem... Oggie, za nią nie przepada. Tylko dwa razy widziałem, że w niej spał (w noc po przejęciu przywództwa przez Bosmana i kilka nocy później, jak była wichura i grad, kiedy Bosman spał w garażu). Nie widziałem też nigdy by spały w niej oba, chociaż temperatury nocą spadały do -4*C. Będę chyba musiał zrobić przejście do garażu... Coś w każdym razie muszę wykombinować, bo obu do domu na noc raczej nie zaproszę (banda wymorduje nam koty...):diabloti: Na zdjęcia ciągle nie ma czasu, ale postaramy się to zmienić. c.d.n. Quote
mitunia Posted October 20, 2009 Posted October 20, 2009 Wesolo tam macie :loveu: wlowik napisał(a): Na zdjęcia ciągle nie ma czasu, ale postaramy się to zmienić. c.d.n. Czekamy z niecierpliwością. Quote
epe Posted October 20, 2009 Posted October 20, 2009 Faktycznie wesoło:evil_lol: Na nudę nikt nie narzeka:evil_lol: A faceci to faceci - jak mają coś do siebie,to zaraz dają sobie "po razie",a potem idą na piwo,tfu! do budy!:p Quote
wlowik Posted October 24, 2009 Posted October 24, 2009 Kapitan Oggie dowodzi bez wstrząsów. No i dobrze jest, bo najwyżej Bosman powarkuje a nie atakuje. Nawet przy witaniu się nie robi głupot, choć przy bramie jest pierwszy. Rany oczywiście nie były poważne (jak na psa...), ale opatrzyć było trzeba dzięki czemu miałem okazję poznać uległość Bosa wobec zapachu medycyny... Spirytus wylizał :crazyeye:, plastrem się okleił, a kompres jałowy wtrząchnął ze smakiem. Ale zabandażować się pozwolił, i do dnia następnego nie rozpaprał niczego. Wprawdzie chwilę później obsikał ścianę w pokoju... ale rozumiem... nabzdręgolił się tym spirtem. :cool1: W ciągu doby wszystko się zagoiło i opatrunek został zdjęty za pomocą nożyczek (odcięcie od futra), a nie zębisk Bosmana. Po tej "potyczce" Bosman odstąpił Oggiemu budę na noc... I oba spały obok budy... Oggie najwyraźniej nie rości sobie praw do spania w domku, woli otwartą przestrzeń. No, w ostateczności wciska się na materac między budą a ścianą domu. To mu pasuje tak bardzo, że wczoraj wygonił stamtąd Bosmana... ...miało być zdjęcie, ale za cholesterol nie chce się wkleić... Lepiej popatrzeć na wszystkie : http://www.mag.wrota.net/pazdz09/socjalizacja.html no może prawie ... Bo przeszły cenzurę Asieńki. c.d.n. Quote
kuleczka Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 mitunia napisał(a):Fajnie, że u chłopaków wszystko ok. Tylko jakieś zdjęcia by się przydały. Martwi mnie tylko trochę ta wspólna buda. To chyba nie jest zbyt komfortowa sytuacja dla dwóch samców. Teraz jest jeszcze w miarę ciepło, ale co będzie jak będą duże mrozy? Duże mrozy były i się okazało, że psiaki przychodzą do domu wieczorem, a potem ciągnie ich na zewnątrz ... mają dodatkową budę zrobioną z kartona po telewizorze :) i upchniętą pomiędzy porządna budę a ścianę domu i nadal Oggie śpi pod trampoliną, bo chyba ma klaustrofobię :) generalnie nie ma żadnych problemów z zimnem dla zwierzaków, dopóki wytrzymują w domu to siedzą przy kominku, potem ciągnie ich do chłodku. Quote
wlowik Posted January 4, 2010 Posted January 4, 2010 No to i ja się odezwę... :p Minęło kilka miesięcy od kiedy jest z nami Bosman. Prawie pół roku... I wygląda to tak, jakby był z nami od zawsze. No, prawie... Nie wszystko o sobie jeszcze zdradził. Ale widzę, że już nie ignoruje tego, co mu nie pasuje i gotów jest do kompromisów. To prawda, że "rozkręca się" w mgnieniu oka, jakby miał ADHD, ale da się to przeżyć. Trzeba z nim tylko dużo rozmawiać... Wiem, to zwyczajny monolog, ale jemu pomaga. I nie wystarczy powtarzać tego samego, on lubi nowe słowa. Zabawy Z Oggim już się rozumieją bez tłumacza. Sami wymyślają zabawy, warczenia i gonitwy. Hitem jest ostatnio żonglerka kolorowymi miskami. Pewnie dlatego, że zabawki poginęły w śniegu. Wygląda to tak, że Oggie podskubuje Bosa za łapy, Bos odwarkuje i biegnie po miskę, a z miską pędem wokół domu. Oggie za nim pełnym galopem... Jak za długo nie może dogonić, to przybiega po drugą michę, za nim Bos ze swoją w pysku, ale już chyba mało atrakcyjną, więc gonitwa teraz za Oggim... Oba psy z michami w pyskach, warcząc na siebie i szturchając się miskami, gubiąc je i odnajdując, biegają pędem po całym terenie... Chwilami wygląda to jak kolejka śmierci w lunapatku : lokomotywka Bosman i wagoniki Oggie, dyndające się na boki i zarzucające na zakrętach... Do upadłego...:lol: A ja potem zbieram te miski z całego podwórka, bo tam gdzie padną, tam zwykle zostaje sprzęt... Przy powtórce, którą prowokuje najczęściej Bosman, idą następne miski, potem zamarznięty czerwony sweter, potem oberwana gałąź sosny, potem drobne szczapy do kominka... a potem od początku... Tą zabawę powtarzają kilka razy na dobę, bo jak wracam z pracy, to wszystkie zabawki są "w terenie". No i po przywitaniu serwują mi następny pokaz... Byle co w pysk i w nogi ! :eviltong: Fajerwerki sylwestrowe. Oggie w domu położył się spokojnie przy kanapie i udawał, że śpi. Bosman koniecznie musiał obszczekać to coś, co strzela i błyska. Wyszedłem więc z Bosem przed dom i podziwiałem. Ja jemu tłumaczyłem z czego się to bierze na niebie, a on odganiał szczekaniem, by nie przyleciało za blisko. Chyba mu zaimponowałem tym spokojem, bo on chwilami bardzo się denerwował, ale przetrwał bez chowania się w budzie albo w domu. Tylko przychodził do mnie usiąść na stopie, przytulić do nogi i uspokoić.;) Koty. Generalnie, to one się boją Bosmana, bo jest okropnie ciekawski. No i ogłusza je jednym szczeknięciem. Siedzą wtedy w łazience na piecu i grzeją futra. I jest dobrze... :evil_lol: Samochód. Ciągle jest obiektem polowania... Choćby był i pół kilometra za polem... Co innego jak nim jedzie. Może jeszcze nie najspokojniej, ale da się już wytrzymać. Będzie z niego dobry podróżnik.:multi: pozdrawiam wlowik. Quote
epe Posted January 5, 2010 Posted January 5, 2010 Masz talent pisarski!;) Uwielbiam patrzeć na psie zabawy,to mnie relaksuje i zapominam o złych sprawach dnia codziennego - dzięki Twej relacji mogłam "zobaczyć",jak chłopcy szaleją:lol: To już pół roku -ale ten czas leci:evil_lol: Quote
wlowik Posted December 4, 2011 Posted December 4, 2011 ... Pamięta ktoś jeszcze ? Minęły dwa lata (ponad) jak Bosman jest z nami. I chyba jest szczęśliwy, tak jak i my. Lęki minęły, towarzystwo Oggiego mu dopisuje, żadnej choroby trzustki nie ma ... No i pracuje, tak jak chciał. Właśnie ładuję na Google znalezione z tych lat fotki całego stada, więc wkrótce podrzucę linka. No i pewnie coś nagryzmolę, bo pogoda nie nastraja do czegoś innego. pozdrawiam wlowik. ...noo, już jest adres: https://picasaweb.google.com/104797569744430696013/StadoDomowe?authuser=0&feat=directlink Quote
epe Posted December 4, 2011 Posted December 4, 2011 Ja na przykład pamiętam;) To chyba telepatia, bo od kilku dni myślałam co tam u Was słychać - no i proszę, są wieści i nawet fotki będą:lol: To było do przewidzenia, że u Was Bos znajdzie bezpieczny port! Z przyjemnością zobaczę foty - dużo ciepłych pozdrowień dla Was i Waszych "synków":razz: Quote
wlowik Posted December 4, 2011 Posted December 4, 2011 Adres już działa. Gdzieś mi wsiąkła jeszcze jedna karta pamięci, tak ze 2 GB, ale wrzuciłem w zamian fotki z telefonu, którym posługuję się na codzień, stąd kiepściejsze, ale są. Witaj epe, faktycznie coś w tym jest... Na dzisiaj koniec, bo wstać trzeba o 5... pozdrawiam wlowik. Quote
wlowik Posted December 5, 2011 Posted December 5, 2011 Witam. Każdy, kto adoptował zwierzaka ze schroniska wie, że jego wychowanie to nie "chleb powszedni"... A szczególnie gdy ten zwierz jest inteligentny, sprytny, silny i ... ma przeszłość. Nie wiadomo na jakim etapie życia coś go zmieniało, co i jak bardzo... Dajmy na to jedzenie... Bosman na początku rzucał się na michę z chrupkami jak opętany, jakby go głodzono od wieków. Łykał wszystko pełnym pyskiem, rozsypywał i nie zbierał, potem szybko zalewał drugą michą wody i gnał w podwórko. Nie interesowały go twarożki, mięska i skórki z kurczaka. Łykał chrupki... Często po takim daniu wtrząchniętym na szybko miał "cofkę", której już nie tykał. W ogóle, to nie zbierał niczego z ziemi (to dobrze), ale nie chciał też niczego z ręki (niby też dobrze, ale...). Nie było go czym przekupić. Zabawka w pysku i "nie oddam", a smakołyki "olewam". Od czego zacząć ? Kiedy dałem Oggiemu surowe jajko, to wziął ostrożnie do pyska, ogon w górę i w trawę. Tam ostrożnie, przytrzymując łapami, zrobił zębami parę dziurek i wylizał aż do suchych skorupek. Skorupki potem też wtrząchnął... Bosman z jajkiem w pysku spojrzał na mnie ze zdziwieniem i wypluł... Jajo spadło na podłogę, rozbiło się i rozlało, a on nic... Ominął. Jak próbowałem z kręceniem i toczeniem, to dopadł, rozdeptał i zostawił... Widać w życiu nie miał z czymś takim doczynienia. Podobnie z kubkiem od śmietany, surowym mięsem i innymi kuchennymi smakołykami. Jedynie mleko rozpoznawał i aż świecił oczami na widok kartonika. Do dzisiaj jest "wybredny" i niektóre szmakosy go nie nęcą, chyba, że zobaczy jak Oggie się zajada, to też jest gotów spróbować. Nie robiliśmy eksperymentów żywieniowych, oba dostawały to samo i tyle samo, o tych samych porach 2 razy dziennie. Teraz już Bosman je spokojniej, czasami coś zostawia na później, tak jak Oggie. Wie, że nie zabraknie. Zadziwiające jest to, jak niewiele o smakach wiedział taki roczny pies. Sadzałem go więc przy sobie przy stole w kuchni i jedząc na szybko spreparowany obiadek gadałem co i jak smakuje, próbowałem i częstowałem. Jak widział, że mi smakuje, to chętnie próbował, wylizywał talerze, nawet z łyżki jadł. Tu, mówiłem, jest jajecznica, dobra, prawda, a z tej strony musztarda, która nie jest dobra... pali w język. Prawda że nie dobra ? A on całe to gadanie wchłaniał jak gąbka. Nie należy do "dziadów", które ciągle pod stołem się ślinią, więc nasze kulinarne pogawędki musiałem jakoś aranżować. Oggie w tym czasie pilnował ogrodu i kotów. Bo normalnie, to Oggie ma pierwszeństwo "przy stole" . c.d.n. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.