Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Witajcie,

to dokładnie taka sytuacja jaka spotkała 02.09.2008 mojego Tuptusia i choć minęło juz tyle czasu to serce nadal krwawi....

Poczytajcie:

Poniedziałek wielkanocny, Jasne Błonia w Szczecinie. Pogoda piękna, spacerowiczów wielu, niektórzy przyszli z psami. Maleńką 7-miesięczną jamniczkę króliczą prowadzi na smyczy 17-letni chłopak. Widząc idącego naprzeciwko dużego psa - schodzi mu z drogi, skręca w boczną alejkę. Za późno.
Pies wyrywa się właścicielce, dopada do jamniczki, miażdży ją zębami. Właścicielka atakującego psa stoi obojętnie, nawet nie próbuje udzielić żadnej pomocy. Gdy zrozpaczony chłopak wydostał jeszcze żyjącą jamniczkę z zębów napastnika, przypadkowi przechodnie zawieźli ich do lecznicy. Inni zrobili zdjęcia, pomogli zidentyfikować właścicielkę psa. Ale jamniczki nie dało się uratować, umarła patrząc chłopcu w oczy. Jak dowiedziała się hodowczyni jamniczki, tego samego dnia ten sam pies, też w publicznym miejscu, ponownie zaatakował i pogryzł inną sukę, ugryzł także kobietę, usiłującą obronić swoje zwierzę.

To nie jedyne w ostatnich dniach zagryzienie psa przez psa. W połowie marca w Krakowie dwa psy wybiegły razem ze swojej posesji i zanim je odpędzono, zagryzły trzy psy sąsiadów. Przypadki pogryzień psa przez psa w publicznych miejscach, kończące się tylko interwencją weterynarza, nie trafiają na łamy gazet, rzadko kończą się sprawą o odszkodowanie, o zwrot kosztów leczenia bodaj. Opinia publiczna, reagująca zdecydowanie gdy pogryziony zostanie człowiek, ogranicza się do wyrażenia współczucia. Miłośnicy tej lub innej rasy szukają usprawiedliwień, wyjaśnień, dyskutują czy to normalne, że pies samiec zagryza sukę, szczeniaka lub innego psa. Zapewniają, że wina nie leży po stronie zwierzęcia, a ukarać należy tylko człowieka.

Nie ulega wątpliwości, że żaden pies, także ten ze Szczecina, nie zdaje sobie sprawy ze skutków swego postępowania, nasz kodeks prawny i moralny jest obcy zwierzętom. Owszem, u większości psów instynkt zabrania samcowi zagryźć sukę czy szczeniaka, a pojedynki dwóch obcych sobie zwierząt mogą mieć charakter tylko rytualny i skończą się wtedy demonstracją siły, wyrwaniem kłaków, przewróceniem, dziurą po wbitym kle lub przerwaniem skóry w miejscu uderzenia zębami. Ale żaden pies także nie ponosi odpowiedzialności za to, że pochodzi ze skojarzenia nadmiernie agresywnych przodków ani za to, że właściciel nie potrafi lub nie chce kontrolować zachowania zwierzęcia.

Wina zawsze jest po stronie człowieka i to człowieka należy ukarać. Tylko w jaki sposób? Jak ukarać za szok dziecka, na oczach którego ukochane zwierzę w koszmarny sposób traci życie? Symboliczną grzywną? Potępieniem przez sąsiadów? Jak uchronić inne psy przed śmiertelnie groźnym atakiem?

Posiadacze niebezpiecznych psów czują się bezkarni. Zagryzione zwierzę w chwili śmierci w myśl prawa staje się rzeczą. Jeśli ta rzecz nie przedstawiała większej wartości materialnej, właściciel napastnika może wykpić się 250-złotową grzywną. Na doprowadzenie do cywilnego procesu o odszkodowanie decydują się nieliczni. Pieniądze życia nie wrócą, a pies napastnik zostaje z właścicielem. Gdyby nawet zapadł wyrok o przymusowym odebraniu psa, co dalej? Psie schroniska są przepełnione. Nie ma praktycznych możliwości rehabilitacji czy szkolenia oddawanych tam zwierząt. Kto miałby to robić, za czyje pieniądze, skoro brakuje środków na dodatkowe kojce, szczepienia, sterylizacje? Jeśli tysiące bezproblemowych psów czeka na zmiłowanie, to otaczanie specjalną opieką niebezpiecznego dla otoczenia zwierzęcia nie jest dobrym pomysłem. Wydanie psa komuś przypadkowemu – a tak przeważnie wydaje się psy ze schronisk - oznacza ponowne zagrożenie, tyle że już w innym miejscu. Jeśli pies nie jest trwale oznakowany, nie da się sprawdzić, czy poprzedni właściciel sam nie odebrał go po kilku dniach. A dożywotnie trzymanie zwierzęcia za kratkami azylu z zakazem wydawania go komukolwiek jest oczywistym nonsensem. Bezbolesne zabicie niebezpiecznego dla otoczenia psa nie ma być dla niego karą. Ma chronić innych przed wychodzącą na spacer śmiercią.

Obowiązkowe ubieranie wszystkich psów, tak na wszelki wypadek, w jeszcze mocniejsze smycze i ciaśniejsze kagańce niczego nie rozwiąże. Nie ustawi się tabunu strażników dyżurujących przez okrągłą dobę na każdej psiej łączce czy spacerowych alejkach. Zresztą ogromna większość psów spotykanych na co dzień w miastach naprawdę nie wymaga dodatkowych zabezpieczeń. Pijani kierowcy stwarzają nieporównanie większe zagrożenie niż wszystkie psie zęby w Polsce. Nagonka na wszystkie zwierzęta pokazujące się na ulicach lub rygory na wszelki wypadek nie zrobią żadnego wrażenia właśnie na tych ludziach, którzy nie chcą kontrolować zachowania swoich zwierząt.

Dla zdyscyplinowania niebezpiecznych właścicieli niebezpiecznych zwierząt, niezależnie od rasy psa czy jej braku, konieczne jest najpierw wprowadzenie obowiązku trwałego oznakowania i rejestracji wszystkich psów. Tych w mieście i na wsiach – na koszt właściciela. I drakońskie kary, nieuchronnie egzekwowane wtedy, gdy pies wyrządzi komukolwiek krzywdę. Prawo nakazujące odebranie i zabicie psa, który w publicznym miejscu, nie prowokowany, ze śmiertelnym skutkiem atakuje inne psy lub poważnie pogryzie człowieka byłoby najskuteczniejszym środkiem zapobiegawczym. Ale musi być najpierw możliwość ustalenia, kto jest za zwierzę odpowiedzialny. Kto pokryje także wszelkie koszty leczenia, wszelkie straty, zapłaci nawiązki za ból i krzywdę.

Sprawa zagryzionej maleńkiej króliczej jamniczki znajdzie swój finał w sądzie. Oprócz nie do przecenienia wartości emocjonalnej dla swoich właścicieli, warta była także niemałe pieniądze. Suczką interesowali się nabywcy z zagranicy, jednak jako rzadkie zwierzę, jako wyjątkowa nadzieja hodowlana pozostała w Polsce. Można więc oczekiwać, że kobieta, która przyglądała się obojętnie, gdy jej pies zagryzał jamniczkę, zostanie bardzo boleśnie uderzona po kieszeni, choć każda kwota odszkodowania będzie o wiele za mała. Karą dodatkową powinno być orzeczenie odebrania psa, uśpienie go i zakaz posiadania jakiegokolwiek następnego zwierzęcia. Na zawsze.

  • 1 month later...
Posted

Tak, teraz już tylko pozostaje powiedzieć, że był..... . Powoli szukam nowego psiaczka i raczej nie będzie to yorek. Jamniki bardzo mi sie podobają, ale kiedyś już miałam jamnika. Niestety z powodu wypadniętego dysku / paraliż / i złego leczenia przez weta musiałam Nukę uspić. Nigdy nie zapomnę tych mętnych oczu z bólu i cierpienia.

Kasia

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...