Jump to content
Dogomania

14 lat w schronisku, czy ma szanse na ratunek - kto się zlituje nad starym psem?


Recommended Posts

Posted

 

Ten post miałam wkleić wczoraj, ale sił mi zabrakło :

Kolejne dni za nami. Ciężkie dni. Rudzia robi postępy póki co w drugą stronę😞. To nie jest zwyczajnie lękowa staruszka😞. Normalny lęk i wycofanie to miała np. Mania po 15tu latach w schronisku, zresztą po dziś dzień Mania ma wypracowany swój tryb funkcjonowania w rodzinie, swoją nienaruszalną przestrzeń i prowadzi swoje życie z nami i obok nas jednocześnie. Prócz Mani były u nas wiele lat temu psy baaardzo lękowe z Palucha, psy mocno wycofane, była Szarka i Flora, którą odkryli wolontariusze, bo nawet długo nie wiedzieli że wklejony w ścianę budy chowa się przed światem pies – ale to były inne przypadki, bo to były schorowane stare sunie, nie skakały przez kanapy, nie przeskakiwały przez przeszkody, nie niszczyły. Rudzia to inny przypadek, wykraczający poza moje doświadczenia 😢

Widzieliście pewnie nie raz post o zdziczałych psach, które urodziły się gdzieś na polu/w lesie, w wykopanej przez matkę norze, wychowały się z dala od ludzi i są nie do złapania - na widok człowieka pędzą jak błyskawica - to jest Rudzia mniej więcej - taki scenariusz jej psiego życia przychodzi mi na myśl. Na początku jak przybiegała do domu i biegała w panice, myślałam że mimo wszystko chce być blisko człowieka, ale to nie o to chodziło. Jej chodziło o stado – o psy. W domu są prawie wszystkie psy, zwłaszcza Wolf i Burton przy których chce być blisko - przy nich znajduje jakieś minimalne poczucie bezpieczeństwa. Zobrazują to trochę te zdjęcia –

387b4b52cc1a7.jpg

ffd2d5b98ac66.jpg

d1c226ea60b0f.jpg

wygląda słodko? 😞 – wygląda i bardzo bym chciała żeby tak było i tak zostało, tylko że Rudzia wkleiła się w Wolfika bo jego bliskość dawała jej poczucie bezpieczeństwa, Wolf był jej schronieniem, jej bezpieczną kryjówką przede mną, przed wszystkim. Gdy mówię o sytuacjach kiedy przebywa w domu, blisko psów i na każdy mój ruch zrywa się do pędu, to mówię o sytuacjach, kiedy cały czas są otwarte drzwi do domu (teraz jeszcze pozwala na to pogoda)- jest możliwość ucieczki, ale żadne stado nie sprawia, że można było zostawić ją z psami w domu, zamknąć te drzwi i zostawić bez nadzoru – zrobiłam tak ostatnio, musiałam wyjść na dwie godziny, zamknęłam drzwi i zostawiłam Rudzie w domu z psami, a kiedy wróciłam zastałam wygryzioną dziurę w kanapie i obgryziony mebel

e3cc1177c81be.jpg

d6ad13f45d62c.jpg

– bolało, bolało bardzo😢😢😢 . Wiele rzeczy, wiele mebli o podłogach nie mówiąc, miałam zniszczonych przez lata pomagania, można powiedzieć że to normalne, wpisane w życie w geriatrii, ale ta komódka jest dla naszej rodziny wyjątkowo ważna, jest pamiątką po bardzo ważnym i bardzo ciężkim odcinku życia, towarzyszką tych wielu lat. I nie chodzi o to że to można jakoś naprawić, ale o to że to już nie będzie to samo. Nie widać na tym zdjęciu wszystkich zniszczeń, noga obgryziona nie jest jedyna😢. Także zostawić Rudzi w domu nie można, w domku psim zamknięta też nie chce być, dziś ją rano wypuszczałam i zastałam pogryzione zasłonki i poduszki😞. Na dworzu też jej nie mogę zostawić z psami jak gdzieś wychodzę na dłużej, bo się zwyczajnie boję 😞

Nie mam warunków na takie ciężkie przypadki, nie wiem….jakiegoś odgrodzonego fragmentu obejścia gdzie można by zamknąć Rudzię na czas mojej nieobecności, żebym nie umierała na zawał za każdym razem, kiedy muszę wyjść z domu. Moją bajką są staruszki w rozumieniu słowa staruszek, jak nasz Wolficzek, Nuczka, Szyszunia i każdy przypadek/pies, dla którego nasze warunki są wystarczające, dlatego zawsze tak bardzo dopytuję o zachowanie i charakter psa, który ma przyjechać. I wiem, zawsze jest ryzyko, bo różnie bywa i ja jestem nastawiona na to, ze pies może być całkiem inny niż w schronisku, ale staruszek nawet w trudniejszym wydanie, zawsze był staruszkiem, a w tym przypadku......jest.....co jest 😢

Dobre jest to nasze stado, bardzo kochane, nawet Pola i Neri, które mają charakterki i nie wahają się ich wielokrotnie „użyć” , trochę sobie odpuściły i starają się ją ignorować, chociaz nie do końca to działa, bo Rudzia nie rozumie że nie każdy musi chcieć być "Wolfem" i tu pojawiają się kolejne ciężkie momenty 😞. Chłopaki jak widać pozwalają jej być tak blisko jak potrzebuje, Burton to dobry pies ❤️, ale Wolfikowi nikt nie dorówna ❤️, Niuniuś nasz cudowny, ma serce tak wielkie, że znalazłby w nim miejsce dla każdego, kto by potrzebował i szukał pomocy.

Moje kochane , cudne psiska❤️

I jeszcze wracając do Rudzi - to nie jest tak, że do niej w ogóle nie da się podejść, da się, bo jak leży taka przytwierdzona do kanapy czy legowiska, a ja pełznę skulona w jej stronę i już moja ręka wyciągana baaaardzo powoli wyląduje na jej futerku, to normalnie ją głaszcze - ona się wtedy nie wyrywa, nie ucieka, nie ma w niej cienia agresji, leży przyklejona do podłoża i nie reaguje.

Gdyby to co widzicie, mogło tak zostać, Rudzia leżałaby/spała :spokojnie” , to ja musiałabym już nigdy nie podnieść się z krzesła, nie odejść od stołu przy którym teraz siedzę i piszę do Was i generalnie już tak zostać w bezruchu na amen . To co warto dodać w tym miejscu, to Rudzia jest tu na lekach, w sensie że na tych zdjęciach działają leki.

Umówiłam wizytę w klinice, niech weterynarz myśli, może coś jeszcze wymyśli. Może macie podobne doświadczenia, leki które były skuteczne ? Mam nadzieję, że uda się nad tym wszystkim jako tako zapanować i za jakiś czas wieści będą lepsze.

 

Dziękuję z całego serca cioci Limonce za przesyłkę i wsparcie na uregulowanie długu Szyszuni, który mam do spłacenia w klinice ❤️❤️❤️. Serdecznie dziękujemy za każde słowo….❤️❤️❤️

 

 

A to post na dziś :

Dziś – dziś zniszczeń ciąg dalszy w psim domku, tym razem zabrała się za psią kanapę na której śpi😞. Po zamknięciu na noc, szczeka, ujada, potem się uspokaja bo zaczynają działać leki dane na noc, ale nad ranem słyszę ją od nowa. Pierwsze trzy noce były spokojniejsze, szczekała po zamknięciu, ale rano ja wypuszczałam i wszystko było normalnie, nic tez przez pierwsze noce nie zniszczyła, to niszczenie się włączyło po kilku nocach i nie wiem jak będzie dalej😞. Nie wiem też czy to przypadek czy brak spokoju i jej szczekanie które denerwuje Freje i Benka, którzy mieszkają tez w psim domku, ale któreś z nich (myśle że Freja ) pogryzła dziś w nocy wykładzinę w korytarzu😞. One nigdy nie były zamykane w pokoikach, bo nie było takiej potrzeby, ale zaczynam się bać tej całej sytuacji, bo Freja przyjechała z Krzeczkowa w złym stanie psychicznym i długo wyprowadzałam ja na prostą😞. Jest u mnie już dwa lata i zdążyliśmy zapomnieć jakie miała na początku problemy – oby frustracja powodowana przez ujadającą Rudzie, nie cofnęła Frei w psychiczną przeszłość.

 

W tym momencie, Rudzia wpadła do domu, wskoczyła na kanapę i leży, ale dopiero pół godziny temu udało mi się dać leki w pasztecie, bo jak tylko pokazywałam jej się na oczy, to leciała w amoku – uciekała, jak zdziczały pies. Ona wśród psów zachowuje się jak one – kładzie się na legowisko, na kanapę, na legowisko na balkonie (kiedy zamykam drzwi i nie może dostać się do mieszkania) – na pierwszy rzut oka wygląda to normalnie, z daleka, bo wystarczy że jej mignie kawałek mnie gdziekolwiek bym nie była i zrywa się do pędu. Dziś z podaniem leków pomogło mi kochane Wolfiątko – stał na balkonie, ona leżała na legowisku gdzie często leżą pod oknem psy (dużo jest takich zdjęć, głównie Wolfa i Neri), kucnęłam koło niego, zaczęłam tulić, głaskać, dawać mu smaczki i się z nim przesuwać w jej stronę, na tyle żeby położyć jej kulke pasztetu z lekami – no i się udało, leki zjadła metodą „na Wolfika”, ale to jest walka, ciężka walka...

Teraz leki działają, więc leży na tej kanapie jakoś, zaraz wstanę bo muszę robić co jest do zrobienia, to będzie biegać w panice, a jak leki stracą na sile, to wróci amok 😞

  • Like 1
Posted
Dnia 25.07.2025 o 17:40, rozi napisał:

Spać koło niej trzeba.
Znaczy "trzeba"
Przez spanie dziczki się oswajają.

To by było do ogarnięcia, gdyby była w domu jedyna, czy byłyby dwa, trzy psy, ale w mieszkaniu w takim wydaniu w jakim ona jest, nie może zostawać, bo cierpiałyby na tym pozostałe zwierzęta. Ja mam małą przestrzeń, wszyscy tu żyjemy  że tak się wyrażę " na kupie", jedyny dostępny pokój który mogę zamknąć , jest okupowany przez Neri i to Nerka go praktycznie zajmuje, bo jest jaka jest i musi mieć go na wyłączność...

Posted

Rudzia została zabrana za schroniska w Węgrowie k/Grudziądza, które od dawne ma niezbyt dobrą opinię.

Kiedyś bez wolontariatu, teraz  niby jakis jest - ale to pewnie gównie dla robienia zdjęc, a jeśli juz są jakieś spacery - to zapewne b rzadko,  od wielkiego dzwonu i wtedy  ida  psiaki, które znają smycz, a te niezsocjalizowanę są pozostawione same sobie.

Miała do Kasi jechać inna sunie, która jak chciałysmy ją zabrac ponoć wg schroniska poszła do adopcji i w miejsce tamtej została nam podsunięta Rudzia . Nic w zasadzie nie było wiadomo o Rudzi ponad to, że jako ok roczny pies wylądowała w schronisku bez wolontariatu i spędziła w schroniskach  ponad 8 lat.

Zostałyśmy żle poinformowane, a osoba, która pomagałą w tej adopcji, jak widac sama jest mało zorientowana jeśli chodzi o psy z tego schroniska, choć sama je ogłasza do adopcji.

Najbardziej przykra jest sytuacja Kasi  i w zasadzie teraz nie wiadomo, co dalej robić.

Stan psa kwalifikuje się praktycznie do opieki behawioralnej, tylko, ze to są astronomiczne koszty 😞,

na które nas nie stać.

Myślimy z Kasia o wydzieleniu ogrodzonego  miejsca z budą lub ew. o takim drewnianym domku,

gdzie można by  było izolować na jakiś czas Rudzie, gdyby Kasia musiała wyjść coś załatwić.

Tak myślę, że potrzebna byłaby taka o graniczona przestrzeń, gdzie na czas zamknięcia mogłby z Rudzią przebywać tam jakiś jeszcze psiak np. Wolfik, żeby Rudzia nie odczuwałaby stresu zw. z tą tymczasową izolacją i nie szukałaby drogi ucieczki/jakiegos podkopu, albo zeby nie szczekała na całą okolicę - bo wiadomo, że ludzi, okolicznych sąsiadów od razu będzie to denerwować

 

 

Posted
Dnia 30.07.2025 o 11:55, iwna5702 napisał:

Myślimy z Kasia o wydzieleniu ogrodzonego  miejsca z budą lub ew. o takim drewnianym domku,

gdzie można by  było izolować na jakiś czas Rudzie, gdyby Kasia musiała wyjść coś załatwić.

Tak myślę, że potrzebna byłaby taka o graniczona przestrzeń, gdzie na czas zamknięcia mogłby z Rudzią przebywać tam jakiś jeszcze psiak np. Wolfik, żeby Rudzia nie odczuwałaby stresu zw. z tą tymczasową izolacją i nie szukałaby drogi ucieczki/jakiegos podkopu, albo zeby nie szczekała na całą okolicę - bo wiadomo, że ludzi, okolicznych sąsiadów od razu będzie to denerwować

 

 

Wolficzka Rudzi nie oddamy  nawet na chwilkę ❤️,żaden pies nie może stracić na jakości życia i być narażonym na stres przez jej problemy,( no chyba że sam wyrazi wolę dotrzymania towarzystwa 🙂 ), także  kandydatów  do zamknięcia choćby na godzinę nie znajdziemy

Rudzia to taki pies dla którego człowiek może nie istnieć. Przestrzeń, stado psów i wystarczy 😞 .Gdybym miała moc sprawczą, to podwoiła bym przestrzeń  którą mam/którą mają do dyspozycji wszystkie psy, wspólnie. Jedna taka część wielkości naszej obecnej, to powinien być taki wieeeelki wybieg z miejscem do odpoczynku, do spania + do towarzystwa inny pies/psy w podobnym stanie, a przynajmniej takie, które nie czułyby się pokrzywdzone przez takie niedomowe warunki i czułyby się szczęśliwe - miałaby wtedy miejsce na życie jakiego potrzebuje, w pewnym sensie na wolności i w stadzie. Nie wiem czy ja dobrze myślę.... jestem w tej chwili tym tam umęczona i przerażona, że nie mam pojęcia  jak to ma dalej wyglądać 😞

Kojec  to chyba będzie niestety konieczność, tylko czy ona nie będzie w zamknięciu ujadać, jeśli ujada w pokoiku/w psim domku mimo że nie jest sama, bo  jest Freja i Benek, ale to będzie chyba jedyne możliwe rozwiązanie żebym ja sama mogła wyjść ze swojego "więzienia"

W tej chwili śpi koło Burtona, na kanapie i jakby ktos nie wiedział jak jest naprawdę, powiedziałby - super spokojny pies 😞 . Gdyby tylko Ci źli ludzie przestali istnieć...

Straszne to jest, straszne, że tak ogromnie skrzywdzone psy, muszą się przez ludzkie odpady, męczyć się tak przez całe życie 😞 . Szkoda suni, szkoda wszystkich takich jak ona, bo co to za życie w schronisku w takim stanie, po co takie życie 😞 . I szkoda, że nie mam warunków na psy takie jak ona, ale niestety nie mam.

Zobaczymy co dni kolejne przyniosą. Trzymajcie kciuki i zaklinajcie rzeczywistość .

  • Upvote 1
Posted

O boże, co za sytuacja 😞 Biedni Wy, biedna sunia. Kasiu, czy myślisz, że jakiś dobry behawiorysta mógłby coś tu jeszcze podpowiedzieć? Może jakiś taki spec właśnie od dzikich psów? Czy znalazłabyć kogoś takiego w okolicy? Nie możesz tak zostać sama w takiej trudnej sytuacji. Zrobię bazarek na zebranie kosztów.

  • Like 1
Posted

 Zagladam, bo przeczytalam o problemach na wątku zamojskim.Też miałam i mam takie psy. Przy dużym są większe problemy i straty. Współczuję, bo pozostałe psy mogą również czuć się zmęczone czy poddenerwowane jej zachowaniem i zmianami. Jeśli to był odchowany bez ludzi pies, to w tym wieku wiele się nie zdziała i to opinie znajomych doświadczonych szkoleniowcow. Najważniejszy jest drugi pies jako przewodnik i może z czasem będzie lepiej funkcjonować. Na tyle, że dostosuje się do warunków domowych i nie będzie tak męcząca. Niszczenie w celu wydostania się, powinno z czasem przeminąć, jak poczuje się bezpieczniej.  Nasz Jimmy przekręcił zębami klamkę w oknie i je otworzył. Zaalarmowana, cudem zdążyłam go zgarnąć zanim z piętra nie wyskoczył na betonowe schody. Rozbił sobą lustro bo myślał, że to okno i skoczył na nie. Też cudem nie pokaleczyl się jego odłamkami. To wszystko przy ponad 30 kg psie było koszmarne.

Kiedy przyjechała do nas nieżyjaca już Suvi to był problem i zrobiliśmy jej dużą zagrode z kojcem i budami, z wysokim betonowym murem i brukiem, wiec bez mozliwosci wydostania się. To był strzał w 10. Do niedawna zagrodę zajmowały  Zew i Koda. Po śmierci Kody, Zew został sam i zaczynamy pracować nad próbami połączenia go z domowym stadem, co idzie na razie kiepsko. Taka bezpieczna zagroda, kojec i buda oraz drugi pies do towarzystwa to chyba optymalne rozwiązanie w trudnej sytuacji, ale niestety bardzo kosztowne. To musi być miejsce na tyle spore, żeby nie wywoływało klaustrofobicznej paniki, ale i doskonale zabezpieczone przed ucieczkami górą lub dołem. 

Mam nadzieje, ze sunia trochę  wyluzuje i wykorzysta daną jej szansę. 

  • Upvote 1
Posted
Dnia 22.07.2025 o 10:01, katakka napisał:

Po Szyszuni mamy w klinice dług 400 zł za ostatnią wizytę😔 - usg i eutanazja. Mogę poprosić weterynarkę o taką informację, bo paragon dostane dopiero jak zapłacę

- to mamy niestety  nie uregulowane, bo ciągle było i  jest mnóstwo bieżących wydatków, w dodatku w bardzo krótkim czasie, a to są wszystko ogromne dla mnie kwoty 😔- w zeszłym tygodniu w klinice była Mania, bo coś niedobrego działo się z okiem - sama tylko wizyta Mani, badania + leki i leki Burtona, to był do zapłacenia rachunek 490zł , wcześniej sam pochówek Szyszki 550 zł 😔

Dziękuję za  pomoc❤️, jeśli Szyszunia dostałaby cokolwiek, to chociaż na raty spłacałabym powoli dług

Poproszę Skarpetę o pomoc.

  • Like 1
Posted

Dzień dobry Wszystkim

Tak się zastanawiam każdego dnia, co mam napisać… Zmian na lepsze na razie nie widać, to znaczy była nadzieja, nawet duża, bo po tym jak wet zwiększyła Rózi dawkę leku (wykupiony trazodon ) , to przez kilka dni było trochę lepiej – cudów nie było, ale te jej szaleńcze lęki zmniejszyły się na tyle, że mogłam w miarę normalnie przemieszczać się po mieszkaniu, a ona nie zrywała się co chwile z miejsca w którym akurat leżała i nie pędziła na oślep przeskakując kanapę, inne psy i wszystko co stało jej na drodze, byle uciekać w amoku  przed tym strasznym człowiekiem.

Problem polega na tym, że przedwczoraj jakby tabletki przestały działać – cofnęliśmy się do początku i znowu było bieganie w amoku jak tylko wypatrzyła mnie gdziekolwiek. No i sobie żyjemy na huśtawce nastrojów Rózi…Trzyma się mocno psów, od kilku dni jest cieniem Burtona i jeśli załóżmy robimy coś na dworzu i Burton do Nas przyjdzie, to ona też za nim biegnie, zajmuje miejsce daleko od ludzi, ale na tyle blisko, żeby mieć Burtona nieustannie na oku. No i szczeka - to jej się uruchomiło, bo nie szczekała na początku, szczeka zwłaszcza jak jest w domu a ja wracam z ogrodu – kiedy widzi że wchodzę, czy ja czy ktokolwiek inny, to szczeka jak na intruza.

Wczoraj mieliśmy ostre spięcie na linii Rózia- Pola, bo Rózia latała w swojej panice, a Poli irytacja przekroczyła granice przez Pole przyjęte i i kiedy któryś raz Rózia biegła na oślep przebiegając po Poli, to musiało się skończyć szarpaniną.

Mam do wykupienia jeszcze jakiś inny lek, nie wykupowałam obu recept, bo nie wiedziałam jak się będzie miała sytuacja na trazodonie i czy będzie potrzebny, ale jest jak jest, więc będę próbowała z tym innym lekiem.

Powoli myślimy  nad zorganizowaniem „kojca”, żebym mogła bezpiecznie zostawić ją pod swoją nieobecność, bez strachu, że zostanę bez stołu, krzeseł czy drzwi, kiedy musiałyby być zamknięte z nią w środku. Psy mają przed psim domkiem, zbudowany zadaszony taras, gdzie mogą sobie leżeć np jak pada deszcz, albo schować się przed słońcem, no i chyba nie mam większego wyboru i będę musiała taras zamienić na kojec, bo to będzie najszybsze rozwiązanie i nie zabierze dodatkowego miejsca koło domku, chociaż niestety zabierze reszcie psów fajne miejsce. Jeszcze nie wiem ile wyniesie materiał, żeby to zrobić dobrze i żeby wyglądało przyzwoicie, pomierzymy, policzymy i się okaże kiedy będzie można coś pokombinować. Wyjście do niego będzie miała prosto ze swojego pokoiku w którym spędza głównie noce, więc zostanie to co już zna powiększone o przestrzeń na zewnątrz, która będzie musiała jej wystarczyć na czas moich nieobecności

1ff62886aa0b4.jpg

c2861d7341397.jpg

c28985a744e59.jpg

trazodon 33,99 zł, reszta to Nebbud do inhalacji Matyldy

be4f1a274dd91.jpg

Posted
Dnia 30.07.2025 o 16:45, Jaaga napisał:

 Zagladam, bo przeczytalam o problemach na wątku zamojskim.Też miałam i mam takie psy. Przy dużym są większe problemy i straty. Współczuję, bo pozostałe psy mogą również czuć się zmęczone czy poddenerwowane jej zachowaniem i zmianami. Jeśli to był odchowany bez ludzi pies, to w tym wieku wiele się nie zdziała i to opinie znajomych doświadczonych szkoleniowcow. Najważniejszy jest drugi pies jako przewodnik i może z czasem będzie lepiej funkcjonować. Na tyle, że dostosuje się do warunków domowych i nie będzie tak męcząca. Niszczenie w celu wydostania się, powinno z czasem przeminąć, jak poczuje się bezpieczniej.  Nasz Jimmy przekręcił zębami klamkę w oknie i je otworzył. Zaalarmowana, cudem zdążyłam go zgarnąć zanim z piętra nie wyskoczył na betonowe schody. Rozbił sobą lustro bo myślał, że to okno i skoczył na nie. Też cudem nie pokaleczyl się jego odłamkami. To wszystko przy ponad 30 kg psie było koszmarne.

Kiedy przyjechała do nas nieżyjaca już Suvi to był problem i zrobiliśmy jej dużą zagrode z kojcem i budami, z wysokim betonowym murem i brukiem, wiec bez mozliwosci wydostania się. To był strzał w 10. Do niedawna zagrodę zajmowały  Zew i Koda. Po śmierci Kody, Zew został sam i zaczynamy pracować nad próbami połączenia go z domowym stadem, co idzie na razie kiepsko. Taka bezpieczna zagroda, kojec i buda oraz drugi pies do towarzystwa to chyba optymalne rozwiązanie w trudnej sytuacji, ale niestety bardzo kosztowne. To musi być miejsce na tyle spore, żeby nie wywoływało klaustrofobicznej paniki, ale i doskonale zabezpieczone przed ucieczkami górą lub dołem. 

Mam nadzieje, ze sunia trochę  wyluzuje i wykorzysta daną jej szansę. 

 Dziękuję za post 🙂 ❤️

  • Like 1
Posted

Dobry Wieczór, przykre to co się dzieje z Rózią, a najbardziej to to, że nie jest w stanie zrozumieć, że teraz zaczęło się jej nowe życie, którym powinna się cieszyć, a ona tego nie umie :(.

Przystosowanie miejsca na tarasie , to chyba dobry pomysł, ale zabezpieczenia będą musiały być pancerne, np. podłoga, chyba jest drewniana, a Rózia radzi sobie z gryzieniem drewna :(.

Zresztą Kasiu Ty wiesz, co mogą wykombinowac psy, różne już u Ciebie mieszkały.

Posted

Byłam wczoraj z Rózią na szczepieniu, bo wścieklizna była już po terminie. Z pomocą drugiej osoby, względnie spokojnie dojechałyśmy do kliniki, a w gabinecie przykleiła się do podłogi i tak została nieruchomo do czasu aż jej nie wyniosłam na rękach.

79897f0d3b16c.jpg

Z tym noszeniem na siłę, trochę zaczyna się psuć, bo Rózia zaczyna się coraz mocniej opierać, kiedy muszę ją przemieścić z miejsca w miejsce

Co się zmieniło, to tyle, że dużo szczeka, niestety, szczeka na nas-domowników, jak wchodzimy do domu, jak nas widzi z daleka gdziekolwiek. W dalszym ciągu jest cieniem Burtona…

ce7c87c05a529.jpg

Po rozmowie z weterynarką , dołożyliśmy do tradazonu gababentynę i mamy do wykupienia receptę na inny lek do spróbowania, może jakimś cudem lepiej na nią zadziała.

Na zdjęciu, wpis w ksiażeczkę -szczepienie - 70 zł/paragon i recepta do wykupienia

e145e81f2b4c0.jpg

Na co dzień sunia siedzi cały czas w domu, pilnuje Burtona….

Oczywiście zipie, bo stresy i lęki większe są od psa...

447598196854f.jpg

Ostatnio zaryzykowałam i nie odniosłam jej na noc do psiego domku – została w domu i spała na legowisku pod stołem . Nawet nie było źle, w sensie że spała grzecznie prawie całą noc, ale nad ranem kiedy zaczęła się kręcić i zobaczyła że drzwi na zewnątrz są zamknięte, to włączyła się panika i latanie w amoku. Wczoraj trzecią noc spała w domu i za każdym razem jest tak samo- wszystko jest dobrze do czasu, kiedy nad ranem ogarnie, że nie można wydostać się na zewnątrz…Pogoda jeszcze pozwala otworzyć jej te drzwi i tak zostawić, ale zmierzamy wielkimi krokami ku jesieni, a łapanie jej na siłę i zamykanie w psim domu za każdym razem kiedy trzeba, odrywając ją od Burtona który jest dla niej powietrzem… - tak źle i tak nie dobrze. Ciągle nie wiem jak to dalej będzie...

Posted

A ja w sprawie wsparcia Skarpety piszę. 

Skarpeta udzielila bezzwrotnego wsparcia  300 zl  na dołożenie docwydatkow na Szyszke.

Podałam Kasiu Twoje konto do przelewu i jak już wpłynie ta wpłata to daj znać proszę, żebym mogła potwierdzić na wątku Skarpety. 

Posted
Dnia 20.08.2025 o 17:56, Poker napisał:

A może nad ranem chce siusiu i też dlatego szaleje? 

Może na noc kłaść jej szmatkę z zapachem Burtona ?

 

chyba nie o siku jej chodzi, bo jak jej drzwi otwieram, to nie wychodzi 😞, zagląda tylko i wraca pod stół na legowisko, uspokaja ją sam fakt że "widzi wolność". Na dwór wychodzi dopiero jak wstają wszystkie psy bo i Burton wychodzi...

Posted
Dnia 20.08.2025 o 20:45, iwna5702 napisał:

A ja w sprawie wsparcia Skarpety piszę. 

Skarpeta udzielila bezzwrotnego wsparcia  300 zl  na dołożenie docwydatkow na Szyszke.

Podałam Kasiu Twoje konto do przelewu i jak już wpłynie ta wpłata to daj znać proszę, żebym mogła potwierdzić na wątku Skarpety. 

Dziękuję serdecznie ❤️❤️,  z wcześniejszym wsparciem cioci Limonki, dług w klinice za ostatnią wizytę Szyszuni, będzie spłacony  - dziękuję💗🙂💗

  • Like 1
Posted
Dnia 20.08.2025 o 20:45, iwna5702 napisał:

A ja w sprawie wsparcia Skarpety piszę. 

Skarpeta udzielila bezzwrotnego wsparcia  300 zl  na dołożenie docwydatkow na Szyszke.

Podałam Kasiu Twoje konto do przelewu i jak już wpłynie ta wpłata to daj znać proszę, żebym mogła potwierdzić na wątku Skarpety. 

Dostałam przelew 300 zł dla Szyszuni. Serdecznie dziękuję  Skarpecie 💗 za pomoc dla moich staruszków 

  • Upvote 1

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...