Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

przeczytałam pod jednym z reportaży na stronie uwagi, komentarz ;

''są po prostu chore. Z niewinnego dziecka robią "bandytę" i sieją, pośrednio, dzięki mediom, nieuzasadnioną nienawiść. Zamiast sprzyjać urojeniom niezrównoważonych fanatyków spod znaku "miłośników zwierząt" powinniśmy zmienić prawo tak, aby rozumiało, że to człowiek jest na 1 miejscu. Jeżeli ktoś zabija zwierzęta dla zysku, dobrze, jeżeli zabija, bo chce rozładować negatywne emocje, dobrze, lepiej niż gdyby miał z tego samego gniewu urządzać burdy, wybijać szyby, albo urywać lusterka na osiedlowym parkingu. Zwierzęta nie mają żadnej wartości, zawsze można namnożyć nowe, więc nie widzę problemu. Bez tej całej chorej "ochronki" medycyna, gospodarka i przede wszystkim dobre samopoczucie sfrustrowanej, przytłoczonej życiem młodzieży uległyby znacznemu polepszeniu. Odciążyłoby to też sądy, policję i publiczny budżet od marnotrawstwa na sprawy, których szkodliwość społeczna jest zerowa.
Wnioski nasuwają się więc same. Korzyści przewyższają potencjalne koszty (których w praktyce nie byłoby prawie w ogóle). Dlatego jestem za.

Okrucieństwo wobec zwierząt?
TAK!
LEGALIZE IT!

Pozdrawiam myślących :)
''

tyczyło się to filmiku na którym chyba 3 letnie dziecko rzucało kotem o sciane..

  • Replies 3.6k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Problem mojego przybłędy w pewnym sensie się 'rozwiązał', chociaż wcale mnie to nie pociesza. Okazało się, że jest to taki typowy podróżnik, nigdzie miejsca nie zagrzeje na dłużej. Ludzie mówią, że już od tygodni włóczy się po różnych osiedlach, gdzie dostaje jedzenie i odrobinę pieszczot. U mnie był przez chwilę, a zaraz potem po prostu znikł. Widocznie nie jest szczęśliwy w stałym domu, ale martwię się czy da sobie radę.
Mam jeszcze pytanie odnoście owczarka z Brodów. Obecnie jest u kogoś czy nadal bieega sam po okolicy? I czy w ogóle już ktoś się nim interesował?

Posted

niebo napisał(a):
Problem mojego przybłędy w pewnym sensie się 'rozwiązał', chociaż wcale mnie to nie pociesza. Okazało się, że jest to taki typowy podróżnik, nigdzie miejsca nie zagrzeje na dłużej. Ludzie mówią, że już od tygodni włóczy się po różnych osiedlach, gdzie dostaje jedzenie i odrobinę pieszczot. U mnie był przez chwilę, a zaraz potem po prostu znikł. Widocznie nie jest szczęśliwy w stałym domu, ale martwię się czy da sobie radę.

Niebo z całym szacunkiem, ale ile Ty masz lat?
Nie odpowiedziałaś na żadne z moich pytań Uważasz, że jest już po problemie, bo psa nie ma?

To proszę Cię bardzo - masz całą historię Kenzo:

A dla poważnie zainteresowanych adopcją Kenzo cała historia, którą już znamy, jest taka:
Dla Kenzo, kiedy zobaczyłam go pierwszy raz, fakt, że zainteresował się nim pierwszy lepszy człowiek był powodem do okazywania, co najmniej przywiązania. A zobaczyłam go wsiadając do samochodu, przez kilka sekund dosłownie, jak bawił się pod płotem prowadzonej przeze mnie firmy, z ok. 8mio miesięcznym owczarkiem niemieckim. Setki psów w tym mieście jest wypuszczanych samopas „na spacerki”, ale jego zachowanie mnie zastanowiło na tyle, aby „zawisnąć” przez chwilkę nad drzwiami samochodu. Ten pies w zabawie z ONkiem wyraźnie chciał się przypodobać „opiekunowi” psa. Chłopaka spotkałam za kilka godzin znów na spacerze z z ONkiem – powiedział, że psa widuje od kilku dni, ale go nie zna (w sensie nie zna właściciela, a pie nie mieszka w okolicy, ale psy się ładnie bawią razem) potwierdził, więc moje przypuszczenie, że pies potrzebuje ludzi.
Kenzo ….......... sam do mnie przyszedł dwa dni później. Siedział pod bramą prowadzonej przeze mnie firmy zrezygnowany, głodny i … chudy. Poszedł ze mną do sklepu i czekał pod nim, jakby wiedział, że zaraz go nakarmię, ale chwilowo nie mam czym. Bez problemu wszedł na teren firmy, tylko był jeden problem – zaczynał się weekend.
Kenzo ładnie przesiedział weekend (de facto dobę+/-4h) na terenie firmy.
Od rana w poniedziałek poszukiwaliśmy psa – tylko nikt z nas nie wpadł na to, że psiak się zadomowił na drugim piętrze u Panów z ochrony, co odkryłam chcąc przejrzeć nagrania z monitoringu. Stało się jednak: Panowie z ochrony, czyli aktualni „kumple” Kenzo wyjechali na interwencje, a on wyruszył za nimi. Mój mąż i pracownicy twierdzą, że szukanie Kenzo trwało ok. 2 h, dla mnie była to wieczność, ale Kenzo „po drodze”, na nieodległym skwerku, znalazł sobie nowych przyjaciół: wspomnianą Panią z wózkiem i kilku Panów sączących „browary”.
Wówczas udało mi się go definitywnie zabrać.
Psa zgłosiłam oczywiście do Urzędu Miasta ze względu na zobowiązanie, jakie przedstawiciele UM, złożyli wcześniej Stowarzyszeniu, które reprezentuję.
I ….... udaliśmy się do lekarza weterynarii. Pierwsza diagnoza atopowe zapalenie skóry spowodowane pogryzieniem przez pchły oraz znaczne wychudzenie. Mogliśmy go więc jedynie odpchlić i odrobaczyć. O szczepieniu, więc mogliśmy pomyśleć dopiero po dwóch – trzech tygodniach. Okazało się, też że pies był niedawno wykastrowany. A więc pierwsza myśl: sprawdzić, czy pies nie ma czipa i czy przypadkiem własnością UM Starachowice nie jest. I trafienie!!!!!!!!! Pies był zaczipowany i oczywiście w internetowej bazie danych widniał jako własność Urzędu.
Po otrzymaniu wszelkich dokumentów z UM, okazało się, że wszystkie zabiegi, czyli kastracja, chipowanie, odpchlenie (??????) i szczepienie p/wściekliźnie były wykonane w 1nym dniu, a więc było nieskuteczne – stąd potrzeba powtórzenia szczepienia (tym razem w wersji full) w najbliższych dniach. Z dokumentów UM wynika, że pies był wyłapany na koszt UM 11 lutego 2011 roku w konkretnym miejscu na zgłoszenie pracowników konkretnej firmy i wypuszczony!!!!!!!!!! 21 marca 2011 roku w tym samym miejscu. Dotarłam do Pracowników tej firmy i oto czego się dowiedziałam. Pies był wyrzucony kilka dni przed wyłapaniem. Wyglądał na cyt.: „nieszczęśliwego i potrąconego”. Ponieważ przez 2 dni nikt nie widział go poruszającego się, nie chciał nic zjeść, a zapowiadano ogromne mrozy, ze strachu przed jego zamarznięciem zgłosili go do wyłapania. I tak Kenzo pierwszy raz wylądował na ulicy, później u rakarza i później, w myśl decyzji UM, po prawie 1,5 miesiąca przebywania w bezpiecznym miejscu, znów wylądował na ulicy!!!!

Kenzo też próbował szukać swojego domu i swoich ludzi na ulicy!!!
Najważniejsze - nie sprawdziłaś, czy pies, który u Ciebie przebywał nie był "drugim Kenzo"!!!!! pomijam fakt zapewnienia mu bezpieczeństwa!

Co Ty, niebo, wiesz o psach, oprócz tego, że szczeniaki są śliczne, miłe i słodkie? A psy dzielą się na agresywne lub nie?

niebo napisał(a):
Mam jeszcze pytanie odnoście owczarka z Brodów. Obecnie jest u kogoś czy nadal bieega sam po okolicy? I czy w ogóle już ktoś się nim interesował?

Uwierz mi: Nikt się nim nie interesował i nie interesuje, a zdjęcia pojawiły się ot tak - czysty przypadek.
Ale rozumiem, że pytając o tego konkretnego psa, masz możliwość zapewnienia mu DT

Posted

megi345 napisał(a):

tyczyło się to filmiku na którym chyba 3 letnie dziecko rzucało kotem o sciane..

Megi345 dziwi Cię to? Mnie niestety już nie .... Za dużo "oszołomów w życiu widziałam" ...........

Posted

Majaa, nie znasz mnie i oceniasz po jednym komentarzu. Gdybyś czytała dokładnie, zauważyłabyś cudzysłów w mojej wypowiedzi. Z tym psiakiem było tak, że od początku wiedziałam, że nie będzie mógł u mnie zostać, ale mimo wszystko starałam się mu pomóc. Nie przewidziałam, że po prostu zniknie, wiem-mój błąd.
Przyłączyłam się do tego wątku, bo miałam nadzieję, że poznam ludzi mających ten sam cel co ja, jednak większe doświadczenie i większe możliwości i nauczę się czegoś od Was. Wierzyłam też, że razem lepiej i łatwiej. Bo ja jako 16letnia osoba z niewielkim podwórkiem i kilkoma zwierzakami mogę tylko tyle ile zrobię sama. I nie jestem osobą w stylu 'oh, jakie szczeniaczki są słodziutkie', bo gdyby tak było to poprosiłabym mamusię o psa z jakiejś 'cudownej hodowli'. Podziwiam was za to co robicie, ale widzę także, że wiele osób ma tutaj skłonności do wyrażania opinii na temat innych, nie mając do tego podstaw oraz wypominania sobie różnych spraw. Na pewno nie o to wam chodzi, ale mówię jak wygląda to z boku.
Wracając do ważniejszej sprawy - owczarka (nie rozumiem też, czemu w Twojej odpowiedzi na moje pytanie jest jakaś ironia) miałam pewną szansę na dom tymczasowy, albo nawet na stałe, ale że to na razie nic pewnego (i nie zależy to ode mnie) chciałam po prostu mieć jedynie jakieś info na jego temat. Ale jeśli i to jest niezrozumiałe dla ciebie, to może ja po prostu sobie stąd pójdę i będę robić to co robiłam do tej pory.

Posted

niebo napisał(a):
.
Przyłączyłam się do tego wątku, bo miałam nadzieję, że poznam ludzi mających ten sam cel co ja, jednak większe doświadczenie i większe możliwości i nauczę się czegoś od Was. Wierzyłam też, że razem lepiej i łatwiej.


może Cie rozczaruję ale cel tego wątku jest określony na samym początku i owszem ma charakter informacyjny tylko ,że problem polega na tym ,że ludzie ,którzy sie tutaj zjawiajają ograniczają swoją pomoc do podania informacji ,że na ich drodze zjawił się bezdomny pies/kot i wszystko co mogą zrobić to postukać w klawiature i o tym napisać , oczekując na złoty środek.
Nie ma takiego . Chcesz pomagać psom to pomagaj ,chcesz informację jak to powinno wyglądać - dostałaś od Majaa , chcesz tylko obserwować to czytaj różne wątki na dogo i myśl co możesz sama zrobić ,a nie co inni robią.
Jesteś młoda , możesz wiele zrobić i pomóc ale dostosuj to swoich możliwości , znajdź grupę młodych ludzi ,z którymi możesz wspólnie coś robić jeżeli lubisz pracować zespołowo.

Posted

Pies Wolny napisał(a):
Właśnie. A propos tego OFF'a czytam i myślę, czy to aby nie znany już osszołom - z tego co się naczytałem to mi pasuje.



;) no ,cóż przypadek kliniczny szkoda tylko ,że nie leczony przymusowo

Posted

niebo napisał(a):
Majaa, nie znasz mnie i oceniasz po jednym komentarzu. Gdybyś czytała dokładnie, zauważyłabyś cudzysłów w mojej wypowiedzi. Z tym psiakiem było tak, że od początku wiedziałam, że nie będzie mógł u mnie zostać, ale mimo wszystko starałam się mu pomóc. Nie przewidziałam, że po prostu zniknie, wiem-mój błąd.

Oczywiście, masz rację. Osobiście nie znam Cię, ale mam do Ciebie żal, że nie sprawdziłaś choćby faktu, czy pies nie jest psem UM (pisałam o tym) – wtedy Twój i tego psa problem można by było próbować rozwiązać inaczej, nawet nie mając DT. Cudzysłów widziałam, ale to niczego nie zmienia. Naprawdę umiem czytać ze zrozumieniem.

niebo napisał(a):
Przyłączyłam się do tego wątku, bo miałam nadzieję, że poznam ludzi mających ten sam cel co ja, jednak większe doświadczenie i większe możliwości i nauczę się czegoś od Was. Wierzyłam też, że razem lepiej i łatwiej. Bo ja jako 16letnia osoba z niewielkim podwórkiem i kilkoma zwierzakami mogę tylko tyle ile zrobię sama. I nie jestem osobą w stylu 'oh, jakie szczeniaczki są słodziutkie', bo gdyby tak było to poprosiłabym mamusię o psa z jakiejś 'cudownej hodowli'. Podziwiam was za to co robicie, ale widzę także, że wiele osób ma tutaj skłonności do wyrażania opinii na temat innych, nie mając do tego podstaw oraz wypominania sobie różnych spraw. Na pewno nie o to wam chodzi, ale mówię jak wygląda to z boku.


Mrs.ka już Ci odpowiedziała, jeśli chodzi o wątek, a do mnie przed chwilą dosłownie stwierdziła, że już nie ma siły odpisywać na tego typu posty i edukację młodzieży (co rozumiem) Ale ja wciąż jeszcze mam wiarę w ludzi, tylko znów czegoś nie rozumiem ….... Jeśli chodzi o Twoją chęć nauki i pomocy, czy był jakiś problem, abyś skontaktowała się z kimkolwiek z np. ze ŚTOZu mailowo lub telefonicznie i spytała, jak możesz pomóc, będąc osobą niepełnoletnią? Wiedzy nie czerpie się z forum, podobnie jak z seriali!!!!
Przypominam idiotyzm z któregoś polskiego serialu: idziesz na cytologię = zachodzisz w ciążę metodą in vitro! Z forum też można nabrać takiej idiotycznej wiedzy!

A pomoc przy psach i dla psów rozsądnej i odpowiedzialnej młodzieży jest nieoceniona, choćby właśnie przez sensowną działalność w internecie!
Masz wciąż otwartą drogę: starachowice.stoz@wp.pl

Nota bene: Twoja odpowiedź była niezła jak na 16stolatkę (chcę wierzyć, że pisałaś ją sama) – tylko dobrze to przemyśl, czy chcesz coś robić.


niebo napisał(a):
Wracając do ważniejszej sprawy - owczarka (nie rozumiem też, czemu w Twojej odpowiedzi na moje pytanie jest jakaś ironia) miałam pewną szansę na dom tymczasowy, albo nawet na stałe, ale że to na razie nic pewnego (i nie zależy to ode mnie) chciałam po prostu mieć jedynie jakieś info na jego temat. Ale jeśli i to jest niezrozumiałe dla ciebie, to może ja po prostu sobie stąd pójdę i będę robić to co robiłam do tej pory.


Info dotyczące ON miałaś na wątku. Kwestia logicznego myślenia – jeśli pies znalazłby inny dom tymczasowy, a tym bardziej stały, to ten który by ewentualnie zajmował, by się zwolnił. Pisz konkrety, a nie bzdety. Bo my zamiast tworzyć kolejne pisma urzędowe, maile do walki z tym, co się dzieje w Starachowicach, ogłoszenia psów, tworzymy odpowiedzi na takie posty.
Wiesz dlaczego wstałam dzisiaj w środku nocy? Bo gryzło mnie sumienie, że zasnęłam za wcześnie, a kilka pism i dokumentów miałam przygotować, i zaraz znów będę kontynuować biurokrację.
I jeszcze jedno: Niezrozumiałe jest dla mnie to, dlaczego ON miałby trafić do wspomnianego DT, a nie mógł tam trafić poprzedni psiak.


Już wyjaśniam, skąd ironia w mojej wypowiedzi. Na głupie pytania zazwyczaj udzielam głupich odpowiedzi. Wybacz, ale zadanie pytania w stylu „czy ktoś w ogóle się nim interesował” jest albo obraźliwe, albo głupie. Zakładałam, że jesteś młodym dzieckiem, choć oceniałam Cię o 3 lata mniej) i nie na celu miałaś obrażanie kogokolwiek.
Miałam tego nie pisać, co mnie w nocy wkurzyło, ale może jak przeczytasz to, co miałam ochotę Ci odpisać wczoraj, to zrozumiesz bezsens swojego pytania. A miałam Ci mniej więcej odpisać tak:
Nikt się psem nie interesował, więc postanowił przejąć inicjatywę. Znalazł najbliższy słup telefoniczny i ogonem podłączył się do internetu. Wyszukał forum dogomania.pl, znalazł mrs.ka, bo przeczytał, że Ona „na Brodach” działa. Zobaczył, poczytał, jak wygląda partyzantka w pomocy zwierzętom na tym terenie i wymyślił sobie, że jak już go wyrzucili na ulicę, to winny nie będzie, jak skonsumuje kilka kur, a to mu może pomóc w szybszym zabraniu go z ulicy. (Nie wziął tylko pod uwagę faktu, że akcja z kurami może zagrozić jego życiu) Po drodze jeszcze rąbnął komuś cyfrówkę i poprosił sukę sąsiada o zrobienie mu ładnych zdjęć. Znów wykorzystał swój ogon i słup, sam napisał o sobie zgłoszenie i czeka na kolejny „nasz” ruch.
Psy są bystre i inteligentne, ale takich umiejętności nie mają …..... czasami myślę, że „niestety” ;(




Zrobisz, co zechcesz. Mam nadzieję, że mój punkt widzenia, dotarł jakoś do Ciebie (szczerze to po ostatnim wpisie zyskałaś w moich oczach), a ja uważam dyskusję na forum za zakończoną – mam od cholery roboty!

Posted

Pies Wolny napisał(a):
Ta fotka do nagrody może stawać
Dokładnie to samo pomyślałam, jak ją ładowałam na fotosika :evil_lol::evil_lol::evil_lol:

Posted

Sama mam 16 lat i wiem, że mimo młodego wieku dużo można.. Chociaż możliwości są ograniczone, np. zazwyczaj deklarując się na pomoc finansową zazwyczaj trzeba liczyć się ze zdaniem rodziców i pozwoleniem, tak więc często ktoś kto nie pomaga materialnie jest już 'gorszy', ale jednak pomagam jak mogę, nie licząc się z opinią i oceną skierowaną w moją stronę, często tą bardzo agresywną i negatywną, nie raz już było rzucane w moją strone wyzwiska i kazano mi wracać do książek a nie się zajmować psami..

Posted

megi345 napisał(a):
Sama mam 16 lat i wiem, że mimo młodego wieku dużo można.. Chociaż możliwości są ograniczone, np. zazwyczaj deklarując się na pomoc finansową zazwyczaj trzeba liczyć się ze zdaniem rodziców i pozwoleniem, tak więc często ktoś kto nie pomaga materialnie jest już 'gorszy', ale jednak pomagam jak mogę, nie licząc się z opinią i oceną skierowaną w moją stronę, często tą bardzo agresywną i negatywną, nie raz już było rzucane w moją strone wyzwiska i kazano mi wracać do książek a nie się zajmować psami..

NIEBO - Jak widać MOŻNA!!!!

Megi345 (Ciebie też nie znam) można bardzo wiele, mając 16 lat, i naprawdę to nie musi być pomoc ani materialna, ani finansowa. Nie wiem, co masz na myśli pisząc o wyzwiskach i powrocie do książek
Chyba de facto ciągle najbardziej potrzebna jest psom starachowickim pomoc w "necie"

Posted

megi345 napisał(a):
Sama mam 16 lat i wiem, że mimo młodego wieku dużo można.. Chociaż możliwości są ograniczone, np. zazwyczaj deklarując się na pomoc finansową zazwyczaj trzeba liczyć się ze zdaniem rodziców i pozwoleniem, tak więc często ktoś kto nie pomaga materialnie jest już 'gorszy', ale jednak pomagam jak mogę, nie licząc się z opinią i oceną skierowaną w moją stronę, często tą bardzo agresywną i negatywną, nie raz już było rzucane w moją strone wyzwiska i kazano mi wracać do książek a nie się zajmować psami..


Megi (ładny nick) nie zauważyłem by za to ,ze ktoś nie deklaruje kasiory padały pod jego adresem jakieś kwaśne teksty. Jak na 'szesnastkę' piszesz tak, że o szkole dla Ciebie nie pomyślałem. Powiem Ci jednak w czym często jest problem. Otóż powstaje czasem post, ni z gruchy ni z pietruchy, bez składu i ładu, niejasny, niekonkretny, niedopowiedziany - a do tego nie ma często wizytówki autora. Nie piszę o Twoich postach - piszę ogólnie. I po takim 'wejściu' często potraktowanym poważnie z różnych powodów powstaje kocioł lub kaszana. Jeżeli jeszcze ktoś o coś chce dopytać - obraza sięga zenitu. To są najczęstsze powody do jazdy bez trzymanki. Mam na to radę - już pisałem - trzeba być twardym - liczy się cel.
I kolejna ważna rzecz - nikt tu nie gra roli Pogotowia od wszystkiego - tu każdy musi coś sam. Tyle ile może i najlepiej od razu dobrze. Pogadaj z Niebo - może będzie silna para. Para buch, tryby w ruch - do dzieła.

Posted

Majaa napisał(a):
NIEBO - Jak widać MOŻNA!!!!

Megi345 (Ciebie też nie znam) można bardzo wiele, mając 16 lat, i naprawdę to nie musi być pomoc ani materialna, ani finansowa. Nie wiem, co masz na myśli pisząc o wyzwiskach i powrocie do książek
Chyba de facto ciągle najbardziej potrzebna jest psom starachowickim pomoc w "necie"


Tzn. chodziło mi to, że często zostaje zmieszna z błotem za to, że pomagam jakimkolwiek zwierzętom. I nie mówię tu o ludziach, którzy na ogół pomagają czworonogom w Starachowicach, tylko o zwykłych, przypadkowych osobach; często o moich sąsiadach. Ilekroć pod moją klatką miały schronienie jakieś psy, były dokarmiane itp., to zawsze spotykałam się z jazgotem i wyzwiskami, że gówniara psy sprowadza pod klatkę, będą srać i będzie śmierdzieć.. Z takimi ludźmi w ogóle nie konwersuję..
Od osób pro-zwierzęcych ze St-c nie spotkałam się jeszcze z negatywną opinią o mnie (chyba, że o czymś nie wiem) ale wprost nikt mi nic nie powiedział.. Tak więc pomagałam jak mogłam, nawet deklarowałam ostatnio spacer z Żabką ale ona podobno jest wyprowadzana przez panią Helene.. Szczeniaki z constaru pomagałam wyłapywać, ogłoszenia robie w miarę czasu i możliwości..
Szkoda tylko, że tak mało osób w moim wieku chce mi w tym pomóc...

Posted

megi345 napisał(a):
Tzn. chodziło mi to, że często zostaje zmieszna z błotem za to, że pomagam jakimkolwiek zwierzętom. I nie mówię tu o ludziach, którzy na ogół pomagają czworonogom w Starachowicach, tylko o zwykłych, przypadkowych osobach; często o moich sąsiadach. Ilekroć pod moją klatką miały schronienie jakieś psy, były dokarmiane itp., to zawsze spotykałam się z jazgotem i wyzwiskami, że gówniara psy sprowadza pod klatkę, będą srać i będzie śmierdzieć.. Z takimi ludźmi w ogóle nie konwersuję..
....
Szkoda tylko, że tak mało osób w moim wieku chce mi w tym pomóc...

Megi, akurat prób zmiesznia z błotem każdy z nas doświadczył i to pewnie, z racji wieku, mamy o wiele więcej doświadczeń. Kiedyś Pies Wolny wyjął mi wręcz z ust tekst "trza być twardym, a nie miętkim"

A co do osób w Twoim wieku! Pies Wolny poddał pomysł Może się dogadacie?

Wracam do tego co napisałam wcześniej - każdy chętny do pomocy może się zgłosić do ŚTOZu

Posted

Majaa napisał(a):
NIEBO - Jak widać MOŻNA!!!!

Megi345 (Ciebie też nie znam) można bardzo wiele, mając 16 lat...


...ja znam osobiście i dlatego wiem ,że mając 16 lat też można mieć swoją wizje pomocy i rozumieć realia. Megi345 sama znalazła i zaproponowała zakres swojej pomoc,mój praktyczny udział w efektywności jej działania ograniczył się do jednego spotkania i dzięki Ci Megi bo tak jak powiedziałam Majaa ,ja naprawdę nie mam predyspozycji ,chęci ,czasu i w ogóle czegokolwiek ,żeby każdemu małolatowi z osobna tłumaczyć na czym polega pomaganie zwierzetom w potrzebie.
Może to za duża różnica wieku ,moje wypalenie,skoncentrowanie się wyłącznie na bezpośredniej opiece nad zwierzętami...może tak nie powinno być ale ...nie jestem "lekiem na całe zło" wręcz daleko mi do tego i tak jak zawsze próbuję zmierzyć się z psimi problemami ,tak ludzkie są mi całkiem obce i proszę niech nikt nie liczy(bez względu na wiek,płeć,orientacje...) na moje zrozumienie i empatie.
Jeśli nie jesteś PSEM (nawet Wolnym:) ) to naprawdę trudno dotrzeć do mojej psyche.

Posted

Majaa napisał(a):

Nikt się psem nie interesował, więc postanowił przejąć inicjatywę. Znalazł najbliższy słup telefoniczny i ogonem podłączył się do internetu. Wyszukał forum dogomania.pl, znalazł mrs.ka, bo przeczytał, że Ona „na Brodach” działa. Zobaczył, poczytał, jak wygląda partyzantka w pomocy zwierzętom na tym terenie i wymyślił sobie, że jak już go wyrzucili na ulicę, to winny nie będzie, jak skonsumuje kilka kur, a to mu może pomóc w szybszym zabraniu go z ulicy. (Nie wziął tylko pod uwagę faktu, że akcja z kurami może zagrozić jego życiu) Po drodze jeszcze rąbnął komuś cyfrówkę i poprosił sukę sąsiada o zrobienie mu ładnych zdjęć. Znów wykorzystał swój ogon i słup, sam napisał o sobie zgłoszenie i czeka na kolejny „nasz” ruch.
Psy są bystre i inteligentne, ale takich umiejętności nie mają …..... czasami myślę, że „niestety” ;(




!


takie to mamy zaredne psy na Brodach :) nie musimy nic robić , a one same rozwiązują swoje problemy ,karmią się,szczepią,sterylizują,robią sobie zdjęcia ,ogłaszają i znajdują domy ... my tylko opisujemy ich historie i czekamy na aplauz.

Majaa ,świetnie to opisałaś!
możecie wszystkim bezdomniakom przedstawić tę instrukcję działania,pewnie się zastosują .

Posted

Pies Wolny napisał(a):
Ta fotka do nagrody może stawać



ale mnie już głupio wstawiać fotki Dolarka na konkursy fotograficzne bo ... to jest pies ... "specjalnej troski" , a tutaj poprostu zasnął na kilogramowej Zojce (dobrze ,że ma kólko ratunkowe na szyi)

Posted

W sprawie owczarka z gminy Brody - śpi u mnie w stodole, więc ma ciepło i sucho, jeść dostaje 2 razy dziennie. Ma dostęp do internetu mobilnego bo tuz za stodołą stoi wieża ;-)...ale zdjęcia to ja mu zrobiłam - jemu nie wygodnie było trzymać aparat. Pozdrawiam.

Posted

uhuhu, na prawdę bardzo zabawna riposta-pytając czy ktoś się nim interesował, miałam na myśli raczej to czy ktoś oferował już domek dla niego. Ale wy tutaj szukacie jakiegoś kozła ofiarnego, jakiegoś wyładowania od mnóstwa pracy. A jedynym winnym są nasze władze.
Wracając do sprawy 'ile może szesnastolatek'- uwierzcie, że nie jest mi łatwo. Od KILKU LAT starałam się nagłaśniać sprawę schroniska w Dyminach. Dopiero, gdy zabrało się do tego więcej osób (+ media, bo nagle pojawiła się moda na pomoc zwierzętom) udało się coś osiągnąć. Kolejno chciałam u mnie w szkole zorganizować zbiórkę dla tego schroniska- dziesiątki osób pochwalało pomysł, przytakiwało,a gdy przyszło co do czego wszyscy się wypieli i zostałam z tym sama. Zero wsparcia,a nawet próby rzucania mi kłód pod nogi. Również tutaj traktujecie mnie jakoś z góry. I jeszcze przywołując sprawę tego nieszczęsnego przybłędy- jak tylko pojawiła się sprawa, napisałam o tym tutaj. Wszyscy dodaliście mi otuchy, ale tyle. Nikt mnie wspomniał o sprawdzaniu jakiś papierkowych spraw i ja tego nie wymagałam, ale i wy teraz nie możecie mi wypominać, że tego nie zrobiłam.Z resztą w moim pierwszym wpisie zaoferowałam swoją pomoc, ale tylko mrs.ka skontaktowała się ze mną, w poszukiwaniu dowodów i nagłaśnianiu całej tej sprawy z usypianiem psiaków. Po prostu do tej pory działałam może na mniejszą skalę, ale trzymając się z dala od takich sytuacji jak tutaj, gdzie jedyną i wystarczającą nagrodą był merdający ogon. I z takiego doświadczenia po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że pewne jest tylko to, co zależy jedynie ode mnie i tylko na siebie w 100procentach mogę liczyć. Bo tylko samodzielne działania do tej pory przynosiły oczekiwane skutki.
I to jest tyle z mojej strony, może po prostu nie możemy się zrozumieć dlatego, bo Wy oprócz 'cielesnej' pomocy, musicie też zmagać się z ciężką papierkową robotą i ułomnością naszych urzędników, a ja wybrałam inną ale także skuteczną drogę. I wierzę w to, że wreszcie uda się zakończyć wojnę z urzędem miasta, oczywiście naszą wygraną, bo tylko to tak naprawdę może pomóc tej sytuacji.
I w ogóle przepraszam za wywołanie tutaj takiej dyskusji- na prawdę nie to było moim celem.

Posted

niebo napisał(a):
uhuhu, na prawdę bardzo zabawna riposta-pytając czy ktoś się nim interesował, miałam na myśli raczej to czy ktoś oferował już domek dla niego. Ale wy tutaj szukacie jakiegoś kozła ofiarnego, jakiegoś wyładowania od mnóstwa pracy. A jedynym winnym są nasze władze.
Wracając do sprawy 'ile może szesnastolatek'- uwierzcie, że nie jest mi łatwo. Od KILKU LAT starałam się nagłaśniać sprawę schroniska w Dyminach. Dopiero, gdy zabrało się do tego więcej osób (+ media, bo nagle pojawiła się moda na pomoc zwierzętom) udało się coś osiągnąć. Kolejno chciałam u mnie w szkole zorganizować zbiórkę dla tego schroniska- dziesiątki osób pochwalało pomysł, przytakiwało,a gdy przyszło co do czego wszyscy się wypieli i zostałam z tym sama. Zero wsparcia,a nawet próby rzucania mi kłód pod nogi. Również tutaj traktujecie mnie jakoś z góry. I jeszcze przywołując sprawę tego nieszczęsnego przybłędy- jak tylko pojawiła się sprawa, napisałam o tym tutaj. Wszyscy dodaliście mi otuchy, ale tyle. Nikt mnie wspomniał o sprawdzaniu jakiś papierkowych spraw i ja tego nie wymagałam, ale i wy teraz nie możecie mi wypominać, że tego nie zrobiłam.Z resztą w moim pierwszym wpisie zaoferowałam swoją pomoc, ale tylko mrs.ka skontaktowała się ze mną, w poszukiwaniu dowodów i nagłaśnianiu całej tej sprawy z usypianiem psiaków. Po prostu do tej pory działałam może na mniejszą skalę, ale trzymając się z dala od takich sytuacji jak tutaj, gdzie jedyną i wystarczającą nagrodą był merdający ogon. I z takiego doświadczenia po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że pewne jest tylko to, co zależy jedynie ode mnie i tylko na siebie w 100procentach mogę liczyć. Bo tylko samodzielne działania do tej pory przynosiły oczekiwane skutki.
I to jest tyle z mojej strony, może po prostu nie możemy się zrozumieć dlatego, bo Wy oprócz 'cielesnej' pomocy, musicie też zmagać się z ciężką papierkową robotą i ułomnością naszych urzędników, a ja wybrałam inną ale także skuteczną drogę. I wierzę w to, że wreszcie uda się zakończyć wojnę z urzędem miasta, oczywiście naszą wygraną, bo tylko to tak naprawdę może pomóc tej sytuacji.
I w ogóle przepraszam za wywołanie tutaj takiej dyskusji- na prawdę nie to było moim celem.

Niebo chyba totalnie nie zrozumiałaś ani krzty sensu wypowiedzi, więc napiszę tak:
1. Nikt nie szuka kozła ofiarnego - mamy co robić
2. Fajnie, że starasz się pomagać zwierzętom. Tylko rób to z głową!
3. Dyminom nie tylko Ty pomagałaś.
4. Nabierz dystansu do świata, i przede wszystkim, siebie, a wtedy możemy podyskutować
5. Naucz się przyjmować krytykę.
6. Pamiętaj, że merdający dzisiaj ogon, któremu znalazłaś dom (za co Ci chwała) jutro, za tydzień, za dwa, czasami za 3 miesiące lub za rok, staje się ogonem podkulonym, a jego właściciel boi się zaufać ludziom - statystyki nie kłamią i doświadczenia też. Ludzie są perfidni!
7. Twoim celem nie było może wywołanie tej dyskusji, ale jak widać nic z niej nie wyniosłaś dla siebie. Dalej prezentujesz młodzieńczy bunt - za kilka lat sama nie uwierzysz, że aż o takie bzdury się stawiałaś, zamiast zabrać się za pomoc
8. Ale widać doszłaś już do jednego słusznego wniosku - nigdy nie oglądaj się na innych, licz na siebie. Kolejne wnioski też przyjdą ...... z czasem.

Mam nadzieję, że wymiana ostatnich zdań na forum między megi345 a niebo, zaowocuje wspólną, spójną działalnością, czego Wam obu i psom starachowickim życzę, a teraz zabieram się do roboty .......... zaraz będą foty husky'ego

Posted

ja może wyjaśnię tylko jeden mały szczegół , dla niebo i dla wszystkich ,którzy tutaj zagladają. Jeśli jest sprawa pilna i wątpliwości co do postępowania lub w wypadku osób niepełnoletnich brak pełnomocnictwa to w pierwszym poscie jest mój nr. telefonu . Mnie naprawdę łatwiej jest załatwić cos,wyjaśnić ,poradzić lub uzgodnić telefonicznie lub nawet umówić sie w Starach. niż wyjaśniać na wątku pewne kwestie.
Zresztą taka jest zasada ,o konkretach rozmawia się osobiście bo każda sprawa wymaga indywidualnego podejścia.
Staram się naprwdę prywatnie poświęcać tyle czasu ile mogę na osobiste spotkania i rozwiązywanie problemów. Na forum są tylko sygnalizowane pewne sprawy , w realu trzeba fizycznie wszystkim się zająć od początku do konca.
Majaa pewnie zaraz wstawi relacje z naszego dzisiejszego wypadu na Brody, trzy psy jutro do zgłoszenia do gminy. Oczywiście pisma pisze też Majaa :) jeden do natychmiastowej interwencji chirurgicznej ,jutro muszę go zawieść na zabieg .

Posted

Pisałam o psie w typie husky ........ no i jest ............. bardzo, bardzo w typie rasy. Rudo - biały, bardzo "drobny", jak na samca, ale ze wzrokiem "wilkołaka", przyjazny, choć powściągliwy w kontaktach z ludźmi. Z tym wzrokiem, to był tylko taki "pół-żart". Kilkadziesiąt psów husky znam o różnym umaszczeniu i różnobarwnych oczach, ale nigdy nie widziałam husky (żadnego psa!) o tak przenikliwym, wyrafinowanym spojrzeniu - mam świadomość, że pewnie jego budowa, umaszczenie i kolorystyka oczu, powodują takie wrażenie, ale chyba .............. się nie dziwię ludziom, że się go boją. Pies jest wyjątkowo delikatny w kontaktach z ludźmi. Obejrzałam mu szczękę, a ponieważ przy tak młodym wieku nie podobał mi się brak uzębienia, zwróciłam uwagę mrs.ka na ten problem, bo w końcu to mrs.ka jest specem od zębów. Sama napisze, które zęby psu nie wyrosły ..........
Ale okazało się również, że Husky nie pozostaje sam w tułaczce - towarzyszy mu Maksiu - mix - jak dla mnie, w dużej części, właśnie husky. Maksiu jest młodszy i sprytniejszy od Husky'ego. Niepozorny szary kundelek z brakującym ogonem - wygląda na to,że urodził się bez ogona.
Cytuję wypowiedź Karmicielki obu psów w odniesieniu do husky'ego: "Nigdy nie chcę husky'ego, choć są piękne. Co to za pies, że słucha młodszego psa, a nie mnie"
A Maksiu jest faktycznie bystry, przyjacielski i szybko się uczy. A jak się nauczy złego, to bardzo szybko, złego nauczy Husky'ego. Tak było z przetrzymaniem psów na podwórku u opiekunów .....
Mrs.ka stwierdziła, że tych przyjaciół trzeba próbować adopować razem. Ja jestem zdania, że jak najszybsze ich rozdzielenie, da im szansę na normalne domy - razem będą się " wzajemnie nakręcać" i dalej uciekać ...........

(zdjęcia robione komórką, kiepskie, bo kiepskie, ale są)













Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...