Juliusz(ka) Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 agata_lodz napisał(a):Wspomniałaś o czymś bardzo ważnym. Na szkoleniu na które chodziliśmy był zawsze ONka babki która je prowadziła. Suczka była wyszkolona chyba w każdej możliwej dziedzinie - robiła normalnie wszystko! To co mnie przeraziło to fakt że była właśnie jak maszyna. Siadała na komendę, na komendę przy nodze, na komendę biegła i przynosiła piłkę, na komendę tropiła, atakowała a następnie na komendę szła do klatki. Zero kombinatorstwa, zero robienia czegoś po swojemu... i przysięgam wam że było mi jej żal. O ile moje psy czasem doprowadzają mnie do białej gorączki swoimi pomysłami, o tyle nie chciałabym ich aż tak wyszkolić. Nie wiem - być może jestem odosobniona w swojej opinii ale chyba psu też przydałoby się trochę psiego życia... Pozdrawiam. Chwila, moment:diabloti:. Rozróżnijmy 2sytucje: 1.plac szkoleniowy, 2.życie codzienne. Na placu się rooobi:diabloti:, a nie wącha trawkę, ogląda ptaszki, czy biega za motylkami:mad:. Odpoczynek tysh konkretny - odłożenie w waruj, albo do klaty:diabloti:. Jak się pracuje, to się wymaga=konkrety. Druga opcja - zdecydowanie więcej luzu: ptaszki, trawka, kamyczki, motylki są dla psa;), a ewentualne komendy mają jeno życie ułatwić. Linka długaśna najlepsza do wspinaczki - na metry, cieniutka, a cholernie wytrzymała:diabloti:. Quote
an1a Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 agata_lodz napisał(a):Wspomniałaś o czymś bardzo ważnym. Na szkoleniu na które chodziliśmy był zawsze ONka babki która je prowadziła. Suczka była wyszkolona chyba w każdej możliwej dziedzinie - robiła normalnie wszystko! To co mnie przeraziło to fakt że była właśnie jak maszyna. Siadała na komendę, na komendę przy nodze, na komendę biegła i przynosiła piłkę, na komendę tropiła, atakowała a następnie na komendę szła do klatki. Zero kombinatorstwa, zero robienia czegoś po swojemu... i przysięgam wam że było mi jej żal. O ile moje psy czasem doprowadzają mnie do białej gorączki swoimi pomysłami, o tyle nie chciałabym ich aż tak wyszkolić. Nie wiem - być może jestem odosobniona w swojej opinii ale chyba psu też przydałoby się trochę psiego życia... Pozdrawiam. Ale szkolenie szkoleniem, a "życie" to inna bajka. Są oczywiście psy, które nie pobiegną, będą zawsze odwoływalne. ONki to specyficzna rasa i tak jak inne są stworzone "po coś", a Ty mając prawo wyboru rasy, nie jesteś skazana na Onkowy pracoholizm. Kwestia gustu i upodobań. A jak jest z samcami w okresie cieczek? Przecież nie każdy świruje i chodzi po ścianach, są też takie, które pomimo chęci dadzą się odwołać. Ale :diabloti: są też takie, którym zupełnie bije na mózg i nic do nich nie dociera (mój taki był). Quote
Rut Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 puli napisał(a):Dlatego linke skraca sie stopniowo az do 10 -15 cm nie wiem czy mnie dobrze zrozumialas chodzilo mi o to,ze pies moze na lince pracowac super,wykonywac komendy fantastycznie,ale jak juz bedzie luzem to moze byc inaczej. Quote
WŁADCZYNI Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 Rut napisał(a):nie wiem czy mnie dobrze zrozumialas chodzilo mi o to,ze pies moze na lince pracowac super,wykonywac komendy fantastycznie,ale jak juz bedzie luzem to moze byc inaczej. Dlatego Puli napisała o skracaniu linki, tak że na końcu zostaje z niej jedynie 10-15 cm dyndające sobie przy obroży. Wdrukowanie psu uwięzi podobnie do słoni - mały słoń ląduje na łańcuchu, duży jest już tylko na sznurku. ekhm mnie nie przeraża wykonywanie komend po ich wypowiedzeniu, kombinowania spodziewam się wtedy kiedy jest na to czas - jeżeli ja mówię to pies ma wykonać, zdanie psa mnie nie interesuje w takim momencie. Bo raz to może być pobiegnięcie za motylkiem i wszystko będzie niby cacy, a za drugim razem autko mi rozsmaruje psa po jezdni. Quote
Ewa&Duffel Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 Czytałam już chyba wszystko o przywoływaniu i nadal nie potrafię zrozumieć zachowania mojego psa. Duffel ma 1,5 roku, przywołania uczony jest rok. Z chwilą spuszczenia ze smyczy kompletnie przestaję się liczyć. Ma w nosie zabawki, smakołyki, piszczenie, chowanie się, uciekanie. Zwiewa w szalonym tempie, zazwyczaj nawet nie wiem, do czego. Jak zobaczy psa, to jest tragedia, z każdym chce się bawić, wiem, że to moja wina, bo kiedyś puszczałam go do każdego psa i nauczył się, że to najatrakcyjniejsza rozrywka. No ale jak ja mogę mu zapewnić rozrywkę, skoro mnie kompletnie olewa? Teraz chodzi cały czas na 20 metrowej lince, ale nie uważam, by było to rozwiązanie. Na niej też próbuje uciekać, dlatego cały czas muszę koniec trzymać w ręku. Na komendę też rzadko przychodzi, muszę korzystać z linki. Nawet zrobienie mu głodówki nic nie daje. Na spacerach nos przy ziemi, a każde moje wołanie traktuje na zasadzie "odczep się". Komend nie chce wykonywać. Mam powoli dosyć, spacery są prawdziwą męką... Quote
aina155 Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 WŁADCZYNI napisał(a): ekhm mnie nie przeraża wykonywanie komend po ich wypowiedzeniu, kombinowania spodziewam się wtedy kiedy jest na to czas - jeżeli ja mówię to pies ma wykonać, zdanie psa mnie nie interesuje w takim momencie. Bo raz to może być pobiegnięcie za motylkiem i wszystko będzie niby cacy, a za drugim razem autko mi rozsmaruje psa po jezdni. No wlasnie o tym myslałam i inaczej bym sobie to olała. Niby wszystko jest ok, mi naprawde nie przeszkdza to, ze ona tak bardzo lubi sie bawic. Mi przeszkadza to ze w tej zabawie kiedys cos jej sie moze stac. I to nie przez innego psa, ale przez to ze sie gdzies zapedzi i cos jej sie stanie. Niby nie puszczam jej tam gdzie jezdza samochody, ale boje sie ze ona kiedys zapedzona w zabaiwe moze poleciec gdzies, gdzie cos jej sie stanie. O to mi glownie chodzi. Reszta mi naprawdae nie przeszkadza, ja sie boje ze jej "gluchota" moze kiedys doprowadzic do tego ze cos jej sie stanie. Niby ona jest nakrecona na pilke, uwielbia pracowac i cieszy sie z tego, ale gdy dostrzeze psa (niewszytskie ale czesc) to czasem potrafi naprawde dlugo za nim biegac. A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że wszystko dotyczy tylko kilku psow. Czesci z nich Fionka nawet nie zna. Na szczescie jednym z tych psow, na ktore Fionka jest bardzo nakrecona jest pies mojej koleznaki i dzieki temu moge z nia trenowac, bo probuje ja odwolywac od zabawy z tamtym psem. No i teraz wychodzi nam juz nawet coraz lepiej. Quote
puli Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 [quote name='Ewa&Duffel'] Na komendę też rzadko przychodzi, muszę korzystać z linki. Nawet zrobienie mu głodówki nic nie daje. Na spacerach nos przy ziemi, a każde moje wołanie traktuje na zasadzie "odczep się". A jak długo trwała ta "głodówka"? Dwa dni? Cztery? Gdyby całą dzienną dawke żarcia dostawał wyłącznie za wykonywanie komend to biegłby na zawołanie z predkościa światła a po miesiącu nie chciałby sie odkleic od nogi. Quote
Juliusz(ka) Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 [quote name='puli']A jak długo trwała ta "głodówka"? Dwa dni? Cztery? Gdyby całą dzienną dawke żarcia dostawał wyłącznie za wykonywanie komend to biegłby na zawołanie z predkościa światła a po miesiącu nie chciałby sie odkleic od nogi. Hehe:diabloti:. Bajer w tym, że na początku to się chyba wszystkim wydaje, że głodówka=nie dostaniesz śniadanka;). Pies spoookojnie 2dni może NIC nie żreć i rooobić jak zegareczek:diabloti:. Jak mi na treningu szczególnie zależy, to diabeł nie żre kolacji, śniadania i dopiero wieczorkiem skarmiam troszeczkę jako nagrody - ło jesooo... jak się pinknie wszystko da zrobić:evil_lol:. A jeszcze co do tej linki - 'znieczulenie' psa na dyndającą/ciągnącą się linkę trwa;). Bywa, że tygodnie, bywa, że miesiące, a do odpięcia - lata. Jeśli komuś naprawdę zależy na bezpieczeństwie psa - psa, który 'ślepnie i głuchnie' w określonych sytuacjach - pozostaje uzbroić się po zęby w cierpliwość :D. Quote
aina155 Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 Juliusz(ka) napisał(a): A jeszcze co do tej linki - 'znieczulenie' psa na dyndającą/ciągnącą się linkę trwa;). Bywa, że tygodnie, bywa, że miesiące, a do odpięcia - lata. Jeśli komuś naprawdę zależy na bezpieczeństwie psa - psa, który 'ślepnie i głuchnie' w określonych sytuacjach - pozostaje uzbroić się po zęby w cierpliwość :D. To ześ mnie pocieszyla :roll: Quote
puli Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 [quote name='Juliusz(ka)']Hehe:diabloti:. Bajer w tym, że na początku to się chyba wszystkim wydaje, że głodówka=nie dostaniesz śniadanka;). Dokładnie. Widze jak na szkolenie przychodza znudzone psy które łaske robia ze przełkną nagródke a właściciele sie zarzekają ze piesek głodny bo zjadł wczoraj tylko lekką kolacje albo (jeszcze lepiej) dzisiaj niewielkie sniadanko. I jak takiego psa zmotywowac do czegokolwiek?? Szkoda czasu i pieniedzy właściciela i nerwów szkoleniowca... Pies spoookojnie 2dni może NIC nie żreć i rooobić jak zegareczek:diabloti:. Jak mi na treningu szczególnie zależy, to diabeł nie żre kolacji, śniadania i dopiero wieczorkiem skarmiam troszeczkę jako nagrody - ło jesooo... jak się pinknie wszystko da zrobić:evil_lol:. Jedna z moich suk głodowała przez cztery dni. Czuła sie tak odpowiedzialna za całośc stada ze komendy owszem, wykonywała, ale nagród z przejecia nie żarła tylko je zakopywała. Próbowałam po kilka razy dziennie przez trzy dni. Na czwarty dzien wieczorem głód zwyciezył, sucz sie odblokowała psychicznie, rozluźniła i poszło juz z górki. Teraz jezeli trening jest np w niedziele to ostatni posiłek w piatek. A w pozostałe dni w misce sa prawie same warzywa z olejem (i symboliczna iloscia miesa) a całą reszte miesa dostają podczas szkolenia. Quote
Ewa&Duffel Posted April 15, 2009 Posted April 15, 2009 [quote name='puli']A jak długo trwała ta "głodówka"? Dwa dni? Cztery? Gdyby całą dzienną dawke żarcia dostawał wyłącznie za wykonywanie komend to biegłby na zawołanie z predkościa światła a po miesiącu nie chciałby sie odkleic od nogi. Dwa dni pies nie jadł nic. Potem na spacerze i tak olewał mnie, mimo że na pewno był głodny. Dopiero na wieczornym zaczął trochę lepiej reagować, ale to i tak nie było zadowalające. On jest tak nakręcony wąchaniem, że nic innego się nie liczy. Poza tym nie mogę go ciągle głodzić, skoro kilka razy wypróbowałam i nie działa...a zresztą uważam, że pies nie powinien mnie słuchać tylko wtedy, gdy jest głodny. Aha, on ma spaloną miskę. Quote
Juliusz(ka) Posted April 16, 2009 Posted April 16, 2009 puli - ja te 2dni 'rzuciłam' na przykładzie mojego Jaga:diabloti: - wiecznie nienażarty;). Na pewno są psy, którym więcej czasu na 'przemyślenia' trza:evil_lol:. Ewa&Duffel - czy Twoje psisko to golden? Piszesz o wiecznym węszeniu - próbowałaś z nim śladów? Może w ten sposób on zaspokoiłby swoją potrzebę niuchania, a Ty - niejako przy okazji - mogłabyś wprowadzać elementy posłuszeństwa? Luźna myśl;), ale 'a nóż, a widelec'? ;) Quote
puli Posted April 16, 2009 Posted April 16, 2009 [quote name='Ewa&Duffel']Dwa dni pies nie jadł nic. Potem na spacerze i tak olewał mnie, mimo że na pewno był głodny. Dopiero na wieczornym zaczął trochę lepiej reagować, ale to i tak nie było zadowalające. On jest tak nakręcony wąchaniem, że nic innego się nie liczy. Poza tym nie mogę go ciągle głodzić, skoro kilka razy wypróbowałam i nie działa... Sorry ale nie wypróbowałaś. Instynkt samozachowawczy jest najsilniejszym motywatorem na swiecie i jeszcze nikt nie słyszał o przypadku zeby zdrowy i głodny pies wolał powęszyć i zagłodzić sie na smierć niz zaspokoic podstawową potrzebe bytową. a zresztą uważam, że pies nie powinien mnie słuchać tylko wtedy, gdy jest głodny. A i owszem. Tylko ze do tego etapu dochodzi sie dopiero po uwarunkowaniu komendy. A na razie nie moze byc mowy o uwarunkowaniu skoro komenda jest spalona i pies reaguje wtedy gdy nie ma nic ciekawszego do roboty. I tak bedzie dopóki nie udowodnisz psu ze wykonanie polecenia zawsze, wszedzie i w każdych warunkach jest bardziej opłacalne niz wszystkie inne zajecia razem wziete. A to bez odpowiednio silnej motywacji jest niewykonalne. W tej chwili taką motywacją nie moze byc tropienie ani zabawa bo te atrakcje organizuje sobie na własną łape. Gdy dojdzie do takiego uwarunkowania że pies na przywołanie bedzie reagował slinotokiem i uderzeniem endorfin to bedzie mozna myslec o wycofywaniu żarcia i zastepowaniu go innymi nagrodami. Aha, on ma spaloną miskę.Nie rozumiem.... Quote
zmierzchnica Posted April 16, 2009 Posted April 16, 2009 Ja tylko co do linki - z własnego doświadczenia wiem, że czasem pies łatwiej przyzwyczaja się do linki, kiedy przyczepia się ją np. do szelek zamiast do obroży. Albo na odwrót. Moja sucz nie uznawała linki przy szelkach. Stała jak wryta, co najwyżej chodziła jak zombie lub gryzła "to zwisające coś". I tak przez dwa miesiące - a zaległości w bieganiu odrabiała sobie w domu, niszcząc i świrując... Kiedy linkę zaczęłam przyczepiać do obroży (i szelki zdjęte) - jest o niebo lepiej, sucz nawet jej nie zauważa, biega, skacze, jest nakręcona na swój ukochany węzełek jak zawsze. Ale moja to dzikus. Bardzo trudno się przyzwyczaja do nowych rzeczy, szelki to w ogóle największe zło :shake: Nadal mamy problemy z bezwarunkowym przywołaniem. W większości przypadków przybiega do mnie z prędkością światła (a kiedyś wydawało się niemożliwe, że porzuci wąchanie śladów nornic albo saren!), ale pogoń jest zawsze najatrakcyjniejsza...:roll: Ćwiczymy dalej, ale chyba nigdy nie spuszczę jej z linki tam, gdzie są bażanty, za dużo już mnie to nerwów kosztowało... Quote
puli Posted April 16, 2009 Posted April 16, 2009 [quote name='zmierzchnica'] W większości przypadków przybiega do mnie z prędkością światła (a kiedyś wydawało się niemożliwe, że porzuci wąchanie śladów nornic albo saren!), ale pogoń jest zawsze najatrakcyjniejsza...:roll: Pogon jest samonagradzająca a w dodatku pies w stanie bardzo silnego pobudzenia "wyłącza sie" na otoczenie i nie słyszy wołania. Jedyny moment kiedy jest mozliwosc jego wyhamowania, to zanim zerwie sie do biegu. Czasami da sie to zrobic ale gdy ptak wystrzeli mu nagle sprzed nosa to szanse sa nikłe.... Quote
karjo2 Posted April 16, 2009 Posted April 16, 2009 To wroce do poczatku tematu. Agata, masz zaprzegowca, wiec specyficzne zwierzatko w wykonywaniu polecen, to nie onek, nastawiony na prace z czlowiekiem, na ogol wpatrzony, jak w obrazek ;). Pomysl nad bezwzglednym wykonywaniem komendy 'stoj', tak bys mogla szybko dobiec/doskoczyc do psa w sytuacji podbramkowej. To moze byc skuteczniejsze, niz wykonanie komendy 'do mnie' w typowo szpicowym, powolnym -laczonym z wachaniem kwiatkow po drodze - tempie. Quote
***kas Posted April 16, 2009 Posted April 16, 2009 a ja wrócę do kwestii wymagania od psa. Mam 2 psy w typie ras uznawanych za agresywne, nie muszę już chyba mówić jak ludzie reagują na kobietę z 2 takimi bydlakami. Ponadto NIE WYOBRAŻAM sobie spaceru z 2 psami, które nie reagują na komendy. Po to je wałkuje, powtarzam, ćwiczę w formie zabawy, wygłupów czy najzwyklejszej musztry, żeby nie było później sytuacji kiedy moje psy mnie oleją. Cała trójeczka ma możliwość szaleńczych gonitw, wygłupów tarmoszenia, są to normalne szczęśliwe psy. Jednak kiedy JA decyduję, jak maja się zachować one MUSZĄ komendę wykonać. Nie ma innej możliwości. To JA jestem przewodnikiem stada, i to ja DECYDUJĘ. Quote
agata_lodz Posted April 16, 2009 Author Posted April 16, 2009 karjo2 napisał(a):To wroce do poczatku tematu. Agata, masz zaprzegowca, wiec specyficzne zwierzatko w wykonywaniu polecen, to nie onek, nastawiony na prace z czlowiekiem, na ogol wpatrzony, jak w obrazek ;). Pomysl nad bezwzglednym wykonywaniem komendy 'stoj', tak bys mogla szybko dobiec/doskoczyc do psa w sytuacji podbramkowej. To moze byc skuteczniejsze, niz wykonanie komendy 'do mnie' w typowo szpicowym, powolnym -laczonym z wachaniem kwiatkow po drodze - tempie. :) Na ogół w sytuacjach podbramkowych (kiedy np. na horyzoncie pojawia się super-ciekawy piesek) Cukruś na "do mnie" wykonuje właśnie "stój" co daje mi możliwość przechwycenia go zanim poniesie go fantazja. Nie jest to do końca zadowalający rezultat i próbuję go jakoś mimo wszystko douczyć / przekonać do robienia tego co sobie życzę. Przyznaję, że od samego początku był koszmarny w szkoleniu. Gdy zdecydowaliśmy się na profesjonalne szkolenie był jeszcze mały i powiedziano nam że musimy się wstrzymać do momentu gdy skończy pół roku. Gdy skończył pół roku był chodzącym koszmarem. Normalnie non stop wisiał na smyczy. Jakoś udało nam się opanować tą dzikość i jest nieźle. Suczkę - Kiarkę zaczęłam szkolić gdy tylko pojawiła się u nas w domu - w wieku 3 miesięcy. Nauczyła się znacznie więcej w znacznie krótszym czasie. Myślę że wstrzymywanie z nauką do wieku pół roku było dużym błędem, a już w szczególności w przypadku tak trudnej rasy. Mały pies jest znacznie bardziej skupiony na właścicielu niż starszy i łatwiej się z nim pracuje. No ale nadrabiamy zaległości. Zobaczymy co z niego będzie. Pozdrawiam Quote
Ewa&Duffel Posted April 16, 2009 Posted April 16, 2009 puli napisał(a):Sorry ale nie wypróbowałaś. Instynkt samozachowawczy jest najsilniejszym motywatorem na swiecie i jeszcze nikt nie słyszał o przypadku zeby zdrowy i głodny pies wolał powęszyć i zagłodzić sie na smierć niz zaspokoic podstawową potrzebe bytową. Ale po tych 2 dniach, wieczorem na spacerze, pies naprawdę ładnie się sluchał i przychodził na wołanie. Zjadł całą porcję, a ja wróciłam uszczęśliwiona, że w końcu coś nam wyszło. Co z tego, jak rano było to samo, gdy już się najadł... puli napisał(a): Nie rozumiem.... To znaczy, że żarcie dostaje w czasie sesji szkoleniowych. Za namową szkoleniowca i paru innych osób zdecydowałam się na kastrację, odbędzie się prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że ułatwi nam pracę. Ćwiczymy też przywoływanie awaryjne na gwizdek, jesteśmy na etapie w ogrodzie, i łapy same zawracają, gdy usłyszy jego dźwięk;) Quote
puli Posted April 16, 2009 Posted April 16, 2009 [quote name='Ewa&Duffel']Ale po tych 2 dniach, wieczorem na spacerze, pies naprawdę ładnie się sluchał i przychodził na wołanie. Zjadł całą porcję, a ja wróciłam uszczęśliwiona, że w końcu coś nam wyszło. Co z tego, jak rano było to samo, gdy już się najadł... To akurat znam doskonale i dlatego prawie nigdy nie cwiczymy rano. :evil_lol: Zabawa, jakies wyglupy owszem ale żadne szlifowanie precyzji i/lub szybkosci To znaczy, że żarcie dostaje w czasie sesji szkoleniowych. Ale jak? Tylko podczas sesji czy po prostu kilkanascie/kilkadziesiat razy dziennie za przywołanie? Czy on sie aby nie nauczył ze w trybie pracy,podczas szkolenia wykonuje sie komendy a "w cywilu" można je olać? Za namową szkoleniowca i paru innych osób zdecydowałam się na kastrację, odbędzie się prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że ułatwi nam pracę.Na pewno ułatwi mu koncentracje Ćwiczymy też przywoływanie awaryjne na gwizdek, jesteśmy na etapie w ogrodzie, i łapy same zawracają, gdy usłyszy jego dźwięk;) No i dobrze. Gwizdek jest fajny bo ma zawsze taki sam dźwiek nawet gdy pańcia pieni sie z wściekłosci. Ja zrezygnowałam po zgubieniu kilku ... :roll: Quote
Ewa&Duffel Posted April 16, 2009 Posted April 16, 2009 puli napisał(a): Ale jak? Tylko podczas sesji czy po prostu kilkanascie/kilkadziesiat razy dziennie za przywołanie? Czy on sie aby nie nauczył ze w trybie pracy,podczas szkolenia wykonuje sie komendy a "w cywilu" można je olać? Podczas sesji i za przywoływanie, przy czym za przywoływanie zwykłe są też atrakcyjniejsze nagrody. Jeśli chodzi o olewanie komend...to w sumie z innymi oprócz przywoływania nie ma większych problemów, raczej wykonuje też poza sesjami. puli napisał(a): Na pewno ułatwi mu koncentracje Taką właśnie mam nadzieję;) puli napisał(a): No i dobrze. Gwizdek jest fajny bo ma zawsze taki sam dźwiek nawet gdy pańcia pieni sie z wściekłosci. Tylko nie wiem, jak teraz przejść do następnego etapu, żeby nie zepsuć tego, co już osiągnęłam... Quote
dunia77 Posted April 20, 2009 Posted April 20, 2009 Pies to nie robot, a pokusa jest czasem zbyt silna. Bardzo zależy to od rasy. Mój szelciak zatrzyma się w pół kroku w pogoni za kotemczy wiewiórą na moją komendę, a mix husky/ONka rodziców leeeeeeeciał w pole za sarną, lisem itp. Oba psy trenowałam ja, a różnica że hoho. Chyba każdy właściciel kilku psów zwłaszcza różnych ras powie to samo. Średnio rzecz biorąc inaczej będzie wyglądało przywoływanie bigla i kolaka (od każdej reguły są wyjątki). Jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo psa to czasem linka jest rzeczywiście jednym wyjściem (i nie sądzę, żeby pies na tym tak strasznie ucierpiał). Zapewnianie rozrywki na spacerach też pomaga - inaczej pies oddala się w poszukiwaniu atrakcji (wyżej wspomniany husko-ONek ma w nosie pogoń za zwierzyną gdy w grę wchodzi frisbee). Quote
an1a Posted April 20, 2009 Posted April 20, 2009 Ewa&Duffel napisał(a):Tylko co, jeśli pies ma w nosie zapewniane przez nas atrakcje? Widocznie atrakcje są zbyt mało atrakcyjne :razz: Ja miałam wieczny problem z zainteresowaniem swojego psa czymkolwiek jak nie był wykastrowany. Niedawno minął rok od kastracji i pies ostatnio zaczął dostawać świra na punkcie piłki (nigdy wcześniej nie aportował). To zależy czego tak naprawdę oczekujesz od psa.. Tobie może się wydawać, że zajęcia są ciekawe, a psu mogą nie odpowiadać. Quote
Ewa&Duffel Posted April 20, 2009 Posted April 20, 2009 dunia77 napisał(a):PZapewnianie rozrywki na spacerach też pomaga - inaczej pies oddala się w poszukiwaniu atrakcji (wyżej wspomniany husko-ONek ma w nosie pogoń za zwierzyną gdy w grę wchodzi frisbee). Tylko co, jeśli pies ma w nosie zapewniane przez nas atrakcje? Quote
WŁADCZYNI Posted April 20, 2009 Posted April 20, 2009 to znaczy że właściciel coś zawalił /za panią Sjosten/ każdy błąd psa wynika z błędu jego przewodnika. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.