Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 8k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Śliczny jest Mumiś :loveu: A jak się fajnie wtula w większego od siebie, cielpuszek z niego :D A co ten kot tak się przed nim wdzęczy :lol: ?

Gosia i Luka napisał(a):
Ale spójrz, ile dobrego robi ta mała, biała kulka! :loveu: Myślę, że tak właśnie miało być! :smile:

A ja nie wiem o co chodzi :oops: Wyjaśnijcie please.

Posted

Cockerek napisał(a):
A ja nie wiem o co chodzi :oops: Wyjaśnijcie please.

Chodzi o to, że Karka pisała, iż czasem żałuje, że Mumiś nie został u niej. Ale ja sądzę, że tak miało być, że poszedł właśnie do tych wspaniałych ludzi, którzy "zatrudnili" go do pracy terapeutycznej! :-)

Posted

Alutka napisał(a):
OOO:loveu: coś mi się widzi, że w Katowicach dogomaniacy będą prawie
w komplecie. .:klacz: :klacz: :klacz: My też się wybieramy:multi:

No właśnie... chodzi mi po głowie, żeby się też wybrać (bez Luki)... Kuszą mnie te zawody Flyball, chętnie bym sobie pooglądała.:lol: Ale ta podróż trochę mnie przeraża, więc muszę znaleźć jakieś towarzystwo.;)

Posted

To byłoby najlepsze wyjście :p Katowicka wystawa to jedna z moich ulubionych :loveu: na jednej z nich poznałam mamusię moich suczek wtedy nawet do głowy mi nie przyszło ,że jeszcze w tym samym roku zamieszka u mnie jej pierwsza córeczka Angelika:multi: życie płata różne figle :roll:

Posted

Karka napisał(a):
Ania Ty także będziesz w Katowicach ?


Zgłosiłam Gizmaka, :loveu: a Tomek powiedział że mnie zabierze :roll: :roll: , niech się tylko spróbuje rozmyślić :mad: :mad:

Posted

Słuchajcie, jestem załamana! Do tej pory nasze osiedle było wolne od ABS-ów z AST-ami, rottami, i tym podobnymi. Wprawdzie są 2 ASTy, staffik i pitbullka, ale nigdy nie latają luzem, właściciele normalni, pitbulka chodzi na smyczy w kagańcu. Mamy też parę rottów i dobków, ale wszystko jest pilnowane.
A dzisiaj wychodzę z białą z klatki, a moim oczom ukazuje się scenka grozy - dwa dresiki, jeden z wielkim rottem i ASTem na smyczy. Do ASTa doskakuje puszczony luzem mniejszy AST (może pitbull:roll: ). Doskakuje niby w zabawie, a jednak dość ostro warcząc i podgryzając. Z Luką prawie na nich wpadłyśmy, wyszłyśmy zza rogu i dzieliły nas od nich ze 3 metry. Myślałam, że dostanę zawału, zwłaszcza gdy zorientowałam się, że młody AST jest bez smyczy. CUDEM, zajęty zabawą, nie zauważył nas. A dresy spojrzały na nas tak, jakbym szła z fretką na smyczy i chyba mieli niezły ubaw. :angryy: Oczywiście nie kwapili się zapiąć młodego psa na smycz, szli dalej. Dopiero gdy zaczął dość ostro atakować starszego ASTa, zasmyczyli go. Ja starałam się zachować spokój, nie było możliwości odwrotu, bo nie chciałam, żeby AST bez smyczy nas zauważył, więc (specjalnie głośno, jedną komendą) kazałam Luce usiąść. Siedziała grzecznie, patrząc na mnie. Dresy chyba się z lekka zdziwiły. Byli w typie "odezwij się, a spuścimy psy". Makabra, dawno się tak na spacerze strachu nie najadłam...:shake:
Ha! To jeszcze nie koniec... Odeszli na jakieś 15 metrów w naszą ulubioną alejkę spacerową, więc powoli szłam za nimi. Patrzę i zdębiałam. Blisko mnie są dwie szkoły - liceum, do którego chodziłam i gimnazjum. Ułożone są tak, że w środku jest betonowy plac, z którego można przejść na boisko piaszczyste do piłki nożnej (to jest to "nasze" boisko) i na betonowe boisko do koszykówki (tam się fajnie rzuca kongiem ;) ). Godziny "szczytu szkolnego" - mnóstwo dzieciaków, przerwa. Wchodza i wychodzą ze szkoły. A dresy z trzema psami ładują się prosto na ten środkowy plac i... spuszczają pieski "niech się pobawią". :crazyeye: :angryy: Psy zaczęły się w trójkę kotłować, dzieciaki przerażone schodzą z placu. Specjalnie postałam chwilkę, obserwując, czy ktoś zainterweniuje. NIKT, żaden z nauczycieli ani woźnych nie pojawił się, aby zwrócić im uwagę! Gdybym nie szła z Luką, sama bym to zrobiła. Trudno, mogłyby mnie te psy zjeść, ale sytuacja była naprawdę kuriozalna. :roll: JA z moją LUKĄ nie chodzę na boisko w tych godzinach, bo wiem, że są dzieciaki. Aż mną tąpnęło... :angryy:
No i teraz zastanawiam się, czy towarzystwo było na naszym osiedlu gościnnie, czy mam nowych sąsiadów. :angryy: :shake: Już nawet nie starałam się zastanawiać, co by było, gdybym z Luką weszła na taki plac po zmroku (ostatnio chodzimy tam praktycznie tylko po zmroku...:roll: ). Do tej pory puszczałam Lukę i rzucam jej piłkę już w bramie, na boisku rzadko są psy, a jeśli już, to te, które znamy...
Chyba sobie melisę zaparzę, bo ciśnienie niebezpiecznie mi wzrosło...:roll:

Posted

:2gunfire: A ja myślałam że moda dresowa juz się skończyła, ależ naiwna byłam. Mnie brak słów na takich tępych człowieków :shake: A najbardziej to mi tych psów żal, bo zaraz się będzie znowu pisac że wściekły pies to i tamto :angryy:

Posted

Gosia_i_Luka napisał(a):
Godziny "szczytu szkolnego" - mnóstwo dzieciaków, przerwa. Wchodza i wychodzą ze szkoły. A dresy z trzema psami ładują się prosto na ten środkowy plac i... spuszczają pieski "niech się pobawią". :crazyeye: :angryy: Psy zaczęły się w trójkę kotłować, dzieciaki przerażone schodzą z placu. Specjalnie postałam chwilkę, obserwując, czy ktoś zainterweniuje. NIKT, żaden z nauczycieli ani woźnych nie pojawił się, aby zwrócić im uwagę! Gdybym nie szła z Luką, sama bym to zrobiła. Trudno, mogłyby mnie te psy zjeść, ale sytuacja była naprawdę kuriozalna. :roll: JA z moją LUKĄ nie chodzę na boisko w tych godzinach, bo wiem, że są dzieciaki. Aż mną tąpnęło... :angryy:

O rany - współczuję Ci Gosiu i mam nadzieję, że Ci dresiarze odwiedzili Twoją okolicę tylko gościnnie. We mnie też się zagotowało, bo na głupotę ludzką nie ma rady :angryy:
Myślę, że przykłady można mnożyć. Mną zatrzęsło dosyć mocno chyba 2 lata temu jak koleżanka, która poszła na spacer z małym dzieckiem widziała jak za Jelitkowem na wydmach, bez smyczy dresiarze drażnili pitbulla czy też AST-ka. Pies latał jak oszalały i atakował grubego kija, na którym go podnosili i kręcili karuzelę. Pomijam fakt, że niszczyli wydmy, natomiast jak koleżanka podeszła do SM, to usłyszała, że przecież nikomu nic się nie dzieje :crazyeye: No po prostu "płucka" opadają, ale gdyby zobaczyli starszą panią z pieskiem bez smyczy, to na 90% pewnie by ją ukarali :pissed:
W ostatni weekend jedna ze spotkanych pań na spacerze bardzo zdziwiła się jak zapięłam swoją sukę na smycz i nie pozwoliłam na zabawę z jej sunią - gończym polskim. Spytała się czemu nie chcę, bo z tego co widzi to z chęcią by się pobawiły, więc gdybym się zgodziła ... No to grzecznie wytłumaczyłam, że nie pozwalam swojemu psu na zabawę z innym, gdy widzę że ten drugi ma kolczatkę wywróconą kolcami na zewnątrz. Po prostu inny pies w zabawie może sobie zrobić krzywdę. Pani bardzo się speszyła i zaczęła przepraszać, że kolczatka sama się przekręciła. Suma sumarum skończyło się na krótkiej zabawie naszych psiaków - gończa do zabawy miała ściągniętą kolczatkę i śmigały aż miło :p Ale ta pani to wyjątek, a szkoda ...

Posted

Monika, kiedyś na molo w Brzeźnie oberwałam takimi kolcami od młodego boksera, który przybiegł się przywitać. wszystkie gwiazdy mi się pokazały, całe szczęście, że kolce trafiły w dłoń, bo palec chyba by przedziurkowały.:roll: Właściciele szli weekendowym krokiem hen! daleko, a ja od razu wyobraziłam sobie, że taki boksio przybiegłby przywitać się z dzieckiem i trafił kolcem np. w oko.:roll: Ludzie nie mają nic a nic wyobraźni...:shake: :-(

Posted

Gosia,

Smute i denerwujace to co piszesz, ale ja zapytam "gdzie mialas wtedy komorke?" Na moim osiedlu tez byl czas, ze domorosli dresiarze prowadzali sie w otoczeniu niezabezpieczonych smycza i kagancem (wlacznie) psow ras groznych ... Ale sie skonczylo ... WIELOKROTNE interwencje SM po telefonach mieszkancow, opiekunow budynkow, a nawet pracownikow ochrony osiedli zdzialaly cuda. Obecnie w obrebie mojego osiedla, a wlasciwie calych Kabat nie spotkasz luzno puszczonego psa w typie AST.
Jesli, to nie byla jednokrotna wizyta, to radze zaopatrzyc sie w nr telefonu do SM i skutecznie go wykorzystac :-)

Posted

Wind, to bardzo budujące, co piszesz...ale niestety- w smutnym mieście Łodzi na tego typu interwencje policja odpowiada- musicie sobie państwo poradzić z problemem sami. Świetne, co? A dresów z zestresowanymi, zaszczutymi psami tzw "groźnych ras" u nas nie brakuje...To tylko kolejny dowód na to, jakie w naszym kraju są podziały. Ale próbować trzeba, nawet jeśli te próby przypominają walenie głową w mur....:wallbash:

Posted

A jak to jest? Rozumiem, że zgłoszenie musi być imienne (nie można zgłosić bez podania nazwiska?)? I czy ponoszę jakieś konsekwencje, jeśli przyjedzie interwencja, a dresy w tym czasie zwyczajnie sobie pójdą...? Nigdy nic nie zgłaszałam na SM...:roll:

Posted

Agnieszko,

Przykre to co piszesz :( Uwazam, ze bez wzgledu na lokalizacje, SM czy Policja tak samo powinny realizowac swoje zadania ... W sumie mamy jedno prawo, placimy podatki, wiec mamy prawo oczekiwac takich samych standardow bez wzgledu czy zyjemy w Warszawie, Lodzi czy Pcimiu Dolnym :roll:


Gosiu,


Podajesz swoje dane (imie, nazwisko, ewentualnie adres) i wzywasz do interwencji ulicznej, czyli takiej ktora zmienia sie w sposob dynamiczny. Nikt nie bedzie oczekiwal, ze wlasnorecznie zatrzymasz zajmujaca rozmowa owych dresiarzy, aby nie umkneli w sina dal ;)
Ja mam na koncie pare tego typu "imprez" a tylko jedna zakonczyla sie tym, ze wylegitymowano i wlepiono mandat uciazliwemu wlascicielowi pita :cool1:

Posted

Jak myślicie :hmmmm: czy sędzia na wystawie może się cosik czepiać :motz: jeśli szczeniak będzie mieć jeszcze podwójne kły. Radar ma i wetka kazała jeszcze czekać do 8 miesięcy z operacyjnym usuwaniem, ale coś je tam już rozruszała ręcznie i istnieje szansa, że te też same wypadną. :sweetCyb: :sweetCyb:

Posted

Dziś wybraliśmy się na spacer nad morze :multi: :loveu: Było przecudnie! Wiatr nie urywał głowy, lekki mrozik, piach FANTASTYCZNY do zabawy z psem - ubity, dość gładki, nie lepił się do piłki, nie fruwał - cudo! No i nie było na nim lodowej skorupy, jak u nas na boisku. Ale, żeby nie było aż tak fajnie, na samym początku przytrafiło się nieszczęście - jedna z naszych ulubionych piłeczek wpadła do morza. W taki sposób, że była od nas 1, mooże 1,5 metra, unosiła się na falach, ale ZA NIC nie chciała podpłynąć bliżej! A grunt akurat w tym miejscu uniemożliwiał dojście do niej (musiałabym wejść po kostki), no a wiadomo, że psa po nią przy takiej temp. nie wyślę (zazwyczaj Luka sama ratuje swoje piłki w takiej sytuacji). I tym sposobem muszę znowu zamówić piłki na necie (u nas nie ma ich w sklepach, a są super - gumowe, extra się odbijają, miękkie, Luka spokojnie może je łapać w locie, a co najważniejsze - nie siepią się, jak inne "gumiaki"), teraz zamówię chyba 5 z góry...;) Ale dość gadania... foteczki!
To jest zdecydowanie lepsze od boiska :evil_lol: :loveu:

Ja laaaataaam!


Brzeg malowniczo oblodzony... Fotki nie oddają uroku dzisiejszej pogody.




Nawet ptasiora pogonimy.


I z piłeczką - sierotą. :-( ;)


Luka musi obsikać każdą napotkaną siatkę, każdy wystający kamyczek, każdą babkę z piasku... :cool1:


I chwila odpoczynku.


Idziemy?? Biegamy?? Pływamy?? :cool3:



ps. jeśli fotka po otwarciu jest mała, warto klinąć najpierw na nią, a potem zrobić WSTECZ - powinna pokazać się w większym formacie!

Guest
This topic is now closed to further replies.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...