Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

gusia0106 napisał(a):

Witam wszystkich uczestników według mnie najpiękniejszego wątku choć nie wszystkie przeczytałem, a już na pewno nie jestem obiektywny.


ja jestem obiektywna i tak, ten wątek jest najpiękniejszy ze wszystkich... przyciąga mnie niczym magnez i czytam go ciągle od nowa...i jeszcze ten ostatni post...dawno temu, chyba na wątku Marleja napisałam, że to najpiękniejsza historia miłości psa i człowieka, o jakiej czytałam, dziś wiem, że to historia miłości psa i dwójki ludzi. szacunek.

Posted

Przypomniało mi się jeszcze jak przychodził do nas Dzielnicowy. Fajny gość, psiarz.
Zachwycał się Variuchem zawsze, chociaż podchodził do niego z respektem.

Pamiętam, że Vario był bardzo chory - tylko już nie pamiętam na co - albo to było właśnie po tym krwotocznym zapaleniu żołądka i jelit, albo po wylewie. W każdym razie dostawał bardzo bolesne zastrzyki domięśniowe w tyle łapki. Bolało go tak bardzo, że później miał trudności z chodzeniem.
Szliśmy z parkingu do domu, krok po kroczku, w ślimaczym tempie, a ja w między czasie dzwoniłam po sąsiada, żeby pomógł mi go wnieść na górę.
I szło dwóch patrolowych policjantów, takich zwykłych krawężników i się przyczepili, że pies nie jest na smyczy i że oni będą wystawiać mandat karny.
Jak ja się wtedy wnerwiłam, jak wydarłam na nich ryja, że pomogliby a nie się jeszcze czepiają, że przecież widzą, że on ledwo idzie i jaka smycz, że on nie ma smyczy, nie chodzi na smyczy i nie będzie chodził.
Oni zaczęli wypisywać mandat a ja zadzwoniłam do Dzielnicowego - że baranów zatrudnia, że kto to w ogóle jest, że jak oni mogą, że Vario chory a Ci mi tu z mandatem. Poprosił tylko, żeby im dać telefon. Dałam. Po 30 sekundach kłaniali się w pas, pytali, na które piętro go wnieść i czy nie potrzebujemy transportu na następny dzień.
Wypięliśmy się na nich, sąsiad zaniósł go do domu, a Dzielnicowy zawsze był mile widziany.

Posted

tez często zaglądam na ten wątek bo Vario to był KTOS kogo sie nie zapomina, nawet jak nie znało sie go osobiscie a tylko z tych opowieści.

Posted

Ryczę, po prostu ryczę siedząc w pracy, łzy lecą ciurkiem i tak bardzo jeszcze raz przeżywam odejście Waszego Przyjaciela..... To byla piękna miłość i cała trójka miała niewiarygodne szczęście, że spotkaliście się i dane Wam było przeżyć tyle pięknych chwil, tyle miłości.... Są ludzie, którzy w całym swoim życiu tyle jej nie doświadczyli.
Takie wspomnienia przywracaja mi wiarę w to, że ludzie jednak potrafią być dobrzy...

Posted

Nie rycz, najważniejsze, że są wspomnienia, zdjęcia, schowana gdzieś w kopercie sierść, stare zabawki, znalezione za kanapą ciastko. Jak już tak sobie piszemy to powiem wam, że często łapię się na bardzo brzydkim uczuciu zazdrości, żalu, nie wiem jak to ubrać w słowa, ale mam taki wyrzut, że Wikosławie się nie udało, a inne psiaki z chłoniakiem żyją, mają się dobrze, wszystko jest ok. Wiem, że to chore, ale nic na to nie poradzę. Tak mam.

Posted

[quote name='Nutusia']Dziś mija pół roku od śmierci Tośki. I powiem Wam, że mam jedno przemyślenie - wszystko w życiu jest "po coś"...

Być może. Tylko co nam z tego, jeśli mielibyśmy się nigdy nie dowiedzieć "po co".

Cytat z Kołakowskiego mi się kołacze...

[FONT=Tahoma]"Mądrze, mówisz, urządziłeś ten świat, a tak mądrze, że biedni my ludzie mądrości tej przejrzeć nie możemy. Niechże i tak będzie! Ale czy nie starczyło Ci mądrości na to, aby tak mądrze urządzić świat, iżby nie tylko Tobie, ale i nam mądrość Twoja w nim się objawiała? Jestże to większa mądrość mądry świat stworzyć, ale na tę mądrość mieszkańców jego oślepić, aniżeli mądrym świat uczyniwszy mądrość jego ludziom ujawnić?"[/FONT]

Posted

Nutusia napisał(a):
Czasami jest nam jednak dane się dowiedzieć. Ja już wiem dlaczego Tosia w naszym życiu była...


Sens dobrych zdarzeń łatwiej nam dostrzec.
Trudniej sens cierpienia istot bezgrzesznych.
Najtrudniej - życia, w którym było tylko cierpienie.

  • 1 month later...
  • 3 months later...
Posted

Dzisiaj na pograniczu jawy i snu, nad ranem, widziałam Varia. Czekałam na mnie w samochodzie.
Strasznie się ucieszył jak mnie zobaczył. A jak ja....Otworzyłam oczy, głupia, i wtedy zniknął.

  • 3 weeks later...
Posted

Dzięki Ciotka...

Tak właśnie wracałam teraz z cmentarza i myślałam po drodze, kto będzie (mam nadzieję ;) ) na mnie czekał jak ja umrę.
Variucho będzie pierwszy. Nie będzie stał. Będzie leciał pędem i machał ogonem ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...