Nutusia Posted February 5, 2011 Posted February 5, 2011 gusia0106 napisał(a):Śnił mi się !!!! :):):) Był taki młody, taki zdrowy, taki mój!!! :) Bo taki jest i taki na zawsze pozostanie w Twoim sercu...:lol: Quote
gusia0106 Posted March 30, 2011 Author Posted March 30, 2011 Dwa lata.... A on niezmiennie na pierwszym miejscu.... Quote
Nutusia Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 Już dwa lata... Znów przyszła wiosna, znów z nadzieją patrzymy na budzące się życie, znów ubyło nam najbliższych, ale i przybyło kolejnych... Życie i śmierć - tak już będzie do końca. Quote
mala_czarna Posted March 30, 2011 Posted March 30, 2011 życie jest durne. I podłe :( Vario [*] [*] Quote
jola_li Posted April 3, 2011 Posted April 3, 2011 gusia0106 napisał(a):Dwa lata.... A on niezmiennie na pierwszym miejscu.... I zawsze będzie... Nawet gdy już jego oczy nie będzie tak wyraźne we wspomnieniach, nawet, gdy myśli o nim nie będą tak natarczywe. Pozostanie tęsknota i pragnienie, żeby tęczowy most nie był jedynie piękną bajką... Quote
gameta Posted May 4, 2011 Posted May 4, 2011 Gusiu, ale on jest z Tobą cały czas - przecież wciąż to czujesz! Quote
gusia0106 Posted May 7, 2011 Author Posted May 7, 2011 [quote name='gameta']Gusiu, ale on jest z Tobą cały czas - przecież wciąż to czujesz![/QUOTE] E tam. Tak to się nie liczy. Quote
gameta Posted May 7, 2011 Posted May 7, 2011 Gupoty gadasz, liczy się! Zobacz, ile osób nie miało TAKIEGO psa! Ja jestem pewna, że jak się bardziej skupisz, to zobaczysz więcej, niż ci się wydaje! A wtedy napisz o tym tutaj :) Quote
mysza 1 Posted May 7, 2011 Posted May 7, 2011 [quote name='gusia0106']Chcę z powrotem mojego psa[/QUOTE] Rozumiem Cię doskonale, a może gdzieś jest, może w innym futerku? Może się odnajdziecie... Quote
Nutusia Posted May 9, 2011 Posted May 9, 2011 Jest na pewno! W każdej bidzie, której pomogłaś znaleźć dom też jest cząsteczka jego duszy... Quote
gusia0106 Posted May 9, 2011 Author Posted May 9, 2011 Ja tam czekam na klonowanie masowe. Będę ich pierwszą klientką. Mysza pewnie będzie druga ;) Quote
mala_czarna Posted May 9, 2011 Posted May 9, 2011 Może nie powinnam tak na wątku nie mojej suni, ale tak mi się teraz przypomniało... Jak Wiki była już dość poważnie chora, w sensie, że zaczęło się walić wszystko (jakoś na 3 tygodnie przed jej śmiercią), w sobotni wieczór, a może to już noc była, nie pamiętam, zaczęłam oglądać Labirynt Fauna. Dobiłam się tym jeszcze bardziej, wyłam jak głupia, właściwie nie pamiętałam filmu juz na drugi dzień. Już sporo po odejściu Wiki, zbierałam na bazarek moje wszystkie filmy. Trafił mi się właśnie "Labirynt..". Pomyslałam sobie, że przed oddaniem na bazarek obejrzę go jeszcze raz. Wrzuciłam do odtwarzacza, obejrzałam może pierwszych 15 minut i nie dałam rady. Ten ostatni wieczór stanął mi przed oczami tak straszliwie, że nijak nie szło oglądać. I do dzisiaj pamietam takie i inne drobiazgi związane z Wikunia, a to już 2 lata minęły. Quote
gusia0106 Posted May 9, 2011 Author Posted May 9, 2011 A ja pamiętam jak się dowiedziałam o Wiki....Siedziałam w samochodzie, na działce bieszczadzkiej, w nocy, z laptopem na kolanach. Byłam pewna, że z tego wyjdziecie. Quote
Nutusia Posted May 9, 2011 Posted May 9, 2011 To i ja dodam, że pamiętam jak walczyliśmy z zapaleniem płuc u Tosiny, temperatura nie chciała spaść poniżej 4 st. przez prawie tydzień, a Gusia do mnie dzwoniła i mówiła: "nam lekarz zalecił to, podał tamto, zasugerował..." A potem był wpis na naszym wątku: "nam się nie udało, ale Wam musi". Szok, ale też wstyd, bo w tym obłędzie ratowania Tosi po prostu... zapomniałam o Vario :( A z klonowaniem... lepiej nie! Bo chyba każdy chciałby wskrzesić swojego psa (ja np. co najmniej dwa). Wystarczy chyba już na świecie tych, co są... Quote
mala_czarna Posted May 9, 2011 Posted May 9, 2011 [quote name='gusia0106']A ja pamiętam jak się dowiedziałam o Wiki....Siedziałam w samochodzie, na działce bieszczadzkiej, w nocy, z laptopem na kolanach. Byłam pewna, że z tego wyjdziecie.[/QUOTE] Gusia, a Ty pewnie juz tego nawet nie pamiętasz, ale pomimo tego, że w ogóle się wtedy nie znałyśmy, byłaś pierwszą i jedyną osobą, która zaoferowała mi wtedy pomoc, bo ja przecież w ogóle nie wiedziałam gdzie mam Wiki pochować.. Strasznie mną tą tąpneło. Pozytywnie oczywiście. Ale mi się zebrało dzisiaj jakos na wspominki. Głupia Kamila ;) Quote
gusia0106 Posted May 9, 2011 Author Posted May 9, 2011 [quote name='Nutusia']To i ja dodam, że pamiętam jak walczyliśmy z zapaleniem płuc u Tosiny, temperatura nie chciała spaść poniżej 4 st. przez prawie tydzień, a Gusia do mnie dzwoniła i mówiła: "nam lekarz zalecił to, podał tamto, zasugerował..." A potem był wpis na naszym wątku: "nam się nie udało, ale Wam musi". Szok, ale też wstyd, bo w tym obłędzie ratowania Tosi po prostu... zapomniałam o Vario :( A z klonowaniem... lepiej nie! Bo chyba każdy chciałby wskrzesić swojego psa (ja np. co najmniej dwa). Wystarczy chyba już na świecie tych, co są...[/QUOTE] To też pamiętam, bo nam się wtedy po tym antybiotyku polepszyło na trochę. I myślałam, że skoro nam i wychodzimy na prostą bo spadła gorączka, to i Wam. Quote
gusia0106 Posted May 9, 2011 Author Posted May 9, 2011 [quote name='mala_czarna']Gusia, a Ty pewnie juz tego nawet nie pamiętasz, ale pomimo tego, że w ogóle się wtedy nie znałyśmy, byłaś pierwszą i jedyną osobą, która zaoferowała mi wtedy pomoc, bo ja przecież w ogóle nie wiedziałam gdzie mam Wiki pochować.. Strasznie mną tą tąpneło. Pozytywnie oczywiście. Ale mi się zebrało dzisiaj jakos na wspominki. Głupia Kamila ;)[/QUOTE] A bo już wtedy wiedziałam w jakiej się jest dupie w takiej sytuacji... Quote
Ewa Marta Posted May 9, 2011 Posted May 9, 2011 Pamiętam ten moment, w którym Vario odszedł. Twoje Gusiu przepiękne, pełne miłości wspomnienia o nim. Tak bardzo chciałam Cię wtedy wesprzeć, mimo, że się nie znałyśmy. Twój ból czuło się z każdego pisanego tu słowa. I takiego bólu ja bardzo się boję. Bo skoro bolało strasznie, kiedy odszedł Idol, co będzie, kiedy coś stanie się Semikowi albo Barsie? Ale najbardziej jemu, bo to pies mojego życia bez dwóch zdań. Jesteśmy mocno, bardzo mocno zżyci, on jest zawsze przy mnie... Wprawdzie nie zbiega z góry przede mnie i nie podstawia mi łapek jak Vario Tobie, ale wiem, że kocha mnie mocno całym swoim psim sercem i że nigdy nie przestanie. Ja go kocham tak, że bardziej już się nie da. Rozpieszczam, poświęcam czas, żeby nadrobić te lata, w których go nie znałam, które straciłam w pewnym sensie. Bo tak naprawdę dopiero jak z nami zamieszkał, moje życie stało się szczęśliwe do końca... Quote
gusia0106 Posted May 15, 2011 Author Posted May 15, 2011 Pan pojechał do Varia. I wymyślił dla niego super pomnik - kamień. Variuśko kochał kamienie, to jego ulubiona zabawka. A ja mam pewność i spokój, że żaden wilk się do niego nie dobierze i chłop za 100 lat nie zaorze. Bo Variuśko ma swój własny psi pomnik. A na działkę przybłąkał się pies.......Biedny, chudy, z blizną....już jedzie do Warszawy Quote
mysza 1 Posted May 15, 2011 Posted May 15, 2011 gusia0106 napisał(a):Ja tam czekam na klonowanie masowe. Będę ich pierwszą klientką. Mysza pewnie będzie druga ;) Jeszcze może Cię ścignę ;) Fajny pomnik :) u Hugusia leży jego piłeczka, żaden pies nie ruszył jej od sierpnia. Quote
jola_li Posted May 15, 2011 Posted May 15, 2011 Mojej Tofi ukradli jej wielki kamień z imieniem :-(... Mąż wybrał najładniejszy z pobliskiej sterty.... Ale ten Varia jest w takim miejscu, ze na pewno się ostanie! Quote
gusia0106 Posted May 15, 2011 Author Posted May 15, 2011 jola_li napisał(a):Mojej Tofi ukradli jej wielki kamień z imieniem :-(... Mąż wybrał najładniejszy z pobliskiej sterty.... Ale ten Varia jest w takim miejscu, ze na pewno się ostanie! I waży ponad 700 kilo. I niech tylko ktoś spróbuje go ruszyć... Quote
gusia0106 Posted May 17, 2011 Author Posted May 17, 2011 Pan Varia miał na jego punkcie świra, nie wiem czy nie większego niż ja. Na jego prośbę wstawiam jego wspomnienia o Niuniu Witam wszystkich uczestników według mnie najpiękniejszego wątku choć nie wszystkie przeczytałem, a już na pewno nie jestem obiektywny. Dlaczego ? O tym za chwilę. Post ten nie jest chęcią dołączenia do grona piszących a raczej wyznaniem i wewnętrzną potrzebą podziękowania Wam za tak wspaniałe pełne współczucia i zrozumienia wsparcie. Jestem kimś kogo Gusia nazwała "panem" Varia, jednak nigdy nim nie byłem, co najwyżej semantycznie. Vario z pewnością nim był. Raczej wolałbym pretendować do roli jego najlepszego przyjaciela, jakim dla nas był i zawsze będzie. To On był panem samego siebie i chyba naszym też (owinął Nas sobie wokół łapki bez dwóch zdań) to On wybierał i decydował. To On Nas wybrał nie my jego, to On wybierał w którą stronę pójdzie na spacer, to On wybrał bieszczadzką działkę a tym samym miejsce w którym spoczywa. To On wybierał spokój kiedy inne psy ujadały dosłownie 10 cm od Jego pyszczka. Wyglądało to tak jak by miał nieuwarunkowaną wolną wolę. Jeśli chciał być spokojny to okoliczności nie miały znaczenia po prostu był. Przypomina mi się kilka rzeczy, o których Gusia nie napisała, a skoro tak wiele osób Vario fascynuje jestem Wam winien wspomnieć o tym. To może od początku. Z kąd wzięło się imię Vario? Vario imiennik.... Swego czasu spędzaliśmy wszystkie weekendy na aeroklubowych lotniskach uprawiając paralotniarstwo (pewnie nie wiecie ale Gusia jest świetnym pilotem). Wario to skrótowa nazwa urządzenia zwanego wariometrem, urządzenie to pokazuje prędkość wznoszenia lub opadania. Gdy pojawił się piesek chcieliśmy aby jego imię kojarzyło się z czymś ze sportu, który uprawialiśmy. Opcje były różne a nazwa wario kojarzyła się z urządzeniem elektronicznym w pierwszym archetypowym skojarzeniu. To imię wydawało mi się dziwne. To tak jak by nazwać swojego psa Radio albo Mikser. Jednak inne nazwy z nomenklatury paralotniowej brzmiały jeszcze bardziej bezsensownie. Stanęło na Vario. Od pewnego momentu gdy słyszałem jak ktoś wypowiadał nazwę urządzenia zwanym potocznie wario pierwsze skojarzenie już tylko dotyczyło psa i już nigdy nie było inaczej. Potem dorobiliśmy ideologię, że Vario to z łacińskiego Varius czyli zmienny lub różny choć zmienny nigdy nie był faktycznie powinien nazywać się Constans to odzwierciedlało by jego stałą naturę. Ale imię Vario z dnia na dzień coraz bardziej się Nam podobało. Czułem egotyczną dumę bo nigdy nie słyszałem żeby jakiś pies tak się nazywał i w dodatku pisane przez "V" a nie "W" (bo tak wymyśliliśmy) to był normalnie odlot. Kiedy ktoś pytał o Jego imię z dumą odpowiadaliśmy "Vario" pisane przez "V" tak jak by miało to jakieś znaczenie. Sami przyznajcie Vario pisane przez "V" to brzmi zajefajnie ach i jakie oryginalne hi hi. Vario odnajduje dom........ Gusia opisuje jak to się stało, że do Nas trafił, ale pewien moment należał do mnie. Jak wiecie Vario leżał zrezygnowany na środku drogi dojazdowej do osiedlowego parkingu-nie mogliśmy dojechać. Nie pamiętam dokładnie ale chyba za namową Gusi wstał i przeniósł się między bloki i położył przy piaskownicy. Po zaparkowaniu podeszliśmy do Niego ostrożnie i spokojnie On nic sobie z tego nie robił raczej był obolały i zrezygnowany. Powoli w pozycji na kucki zacząłem go głaskać a On się temu przyglądał. Trwało to dobrych kilka minut. Oczywiście pomysł żeby przygarnąć bidulkę pojawił się kilka tygodni wcześniej kiedy to zobaczyliśmy go przebiegającego przez podwórko. Po kilku minutowym głaskaniu wstaliśmy i zaczęliśmy go namawiać żeby z nami poszedł. Nie ruszył się ani na krok. Po kolejnych kilku minutach klepania się po udach w geście przywołującym zrezygnowani poszliśmy do klatki schodowej, która znajdowała się w zasięgu jego wzroku. Weszliśmy na górę i w kuchni rozpakowywaliśmy zakupy. Gusia podeszła do okna wyjrzała i odwróciła się w moją stronę. Nigdy nie zapomnę jej wyrazu twarzy. Wiecie to ten rodzaj spojrzenia , którym kobiety wywierają wpływ na facetów a oni nie potrafią się im oprzeć z resztą wtedy wcale nie chciałem się opierać. W końcu przemówiła "on podszedł pod klatkę " takim głosem, że poprzedzające go spojrzenie miało zaledwie kilka procent tego emocjonalnego ładunku, po prostu robisz co ci każą jak kamikadze. Poczułem przypływ adrenaliny, która przyspieszyła akcję serca oraz natłok myśli. Powtarzałem w kółko w swojej głowie "jest jeszcze szansa, jest jeszcze szansa, może się uda go namówić, żeby tylko nie odszedł spod klatki, boże ! żeby nie odszedł !" Poleciałem na dół z duszą na ramieniu pełen pragnień i obaw. Jest ! Jest! Stoi !!! Otworzyłem domofon i drugie drzwi. Trzymając oba skrzydła zapraszałem go do środka. Patrzyliśmy chwilę na siebie w końcu ruszył naprzód i wszedł. Ta interakcja wyzwoliła tyle uczuć, że oderwany od rzeczywistości puściłem drzwi, które zamknęły się z hukiem - zamarłem a On zatrzymał się i spojrzał na nie i na mnie - nie był zdenerwowany ale zawrócił tak jak by chciał wyjść. Otworzyłem ponownie domofon naiwnie oczekując, że zrozumie intencję. ryzyko było duże mógł wyjść i już nigdy nie wrócić, cholernie się opłaciło i wcale nie byłem naiwny zdobyłem iskierkę jego zaufania - nie wyszedł. Tym razem pełna koncentracja - zamknąłem delikatnie drzwi i ruszyłem na górę a On za mną, nie pamiętam dokładnie ale kilka razy przystawał i trzeba było go zachęcać w końcu dotarliśmy na górę ale to był dopiero początek. Otworzyłem drzwi do mieszkania i zostawiłem otwarte. Weszliśmy do przedpokoju i pod kuchnię. Po raz pierwszy spotkaliśmy się we trójkę wszyscy w tej samej ograniczonej przestrzeni to była magia jak by świat się zatrzymał. Czasem czas staje w miejscu znacie te momenty ? Pyszczek jednak po chwili zakręcił się i wyszedł zaczął schodzić na dół tym razem ja za nim z trzeciego na parter i czeka pod domofonem i patrzy czujnie. Poleciałem schematem - otwarcie drzwi w stylu zobacz stary kiedy chcesz możesz wyjść - nie skorzystał, za to zaczęliśmy iść na górę z powrotem do otwartego mieszkania po wejściu z powrotem na dół domofon pyk powrót na górę i tak z pięć razy w końcu został na górze jednak wciąż wychodząc na klatkę z mieszkania. Drzwi otwarte były przez ponad godzinę aż w końcu zdecydował, że zostaje. Vario honorowy...... Pewnego razu poszliśmy do sklepu we trójkę całą rodziną. Podczas gdy Gusia robiła zakupy my czekaliśmy na zewnątrz. Vario położył się a ja stałem kilka metrów obok tak, że nic nie wskazywało, że jesteśmy razem. W pewnym momencie ze sklepu wyłonił się człowiek z dość znacznie ogorzałą twarzą ale całkiem dobrze jeszcze trzymał się na nogach, podszedł do Varia nachylił z lekka i coś bełkocząc zaczął rozwijać jakąś paczkę. Po chwili w palcach prawej ręki wymachiwał soczystym i świeżym wielkości dwóch kobiecych dłoni plastrem szynki tuż przed Variuśkowym pyszczkiem. Stojąc z boku nie mogłem uwierzyć co widzę. Vario był u nas dopiero kilka tygodni i właściwie nikt go nie uczył żeby nie przyjmować prezentów od obcych. On mimo to patrzył na niego tzn na tego gościa chyba z politowaniem i odrobiną odrazy a ile potrafiłem rozpoznać jego wyraz pyszczka. Plastra soczystej szynki oczywiście nie zjadł a koleś długo nie odpuszczał w końcu kompletnie zdziwiony i rozczarowany wepchnął go do ust i przeżuwając poszedł w swoją stronę. Widząc tą scenę naprawdę nie wiedziałem co myśleć, przecież on jeszcze parę tygodni temu głodował no sami powiedzcie - jest tylko jedno wytłumaczenie to po prostu Vario - Pan Vario ! Vario kontroler.... Gusia wspomina o tym jak Variusiek po jedzeniu przychodził do nas pochwalić się, że zjadł wszystko czyli powycierać się w kanapę i na głaskanie prychał przy tym nierzadko plując na nas ryżem nie było to zabójczo miłe ale za tym też tęsknię, zaraz oczywiście wracał do misek żeby sprawdzić czy przypadkiem jedzonko na nowo nie urosło. Gusia wspomina, że nigdy nie urosło ale to nie prawda. Gusiu pamiętasz ? Przecież parę razy nagrodziliśmy jego wytrwałość i determinację. Podczas gdy Gusia głaskała chwaląc, że ładnie zjadł czmychnąłem do kuchni i troszkę nałożyłem do miski. Chyba był zdziwiony w każdym razie wziął się za dojadanie i potem znów przyszedł się pochwalić i ponownie skontrolować czy nie urosło. Dwa razy nie urosło nigdy. Vario spiżarnik...... Z jedzeniowych akcji była jeszcze taka śmieszna, że czasem gdy dostawał smaczka często kawałeczek drobiowego kabanosa próbował go zakopać w mieszkaniu. Wyglądało to tak, że kładł smaczka w rogu jakiegoś pokoju po czym nosem tarł o dywan czy podłogę tak jak by zagarniał ziemię aby ukryć i zakopać swój skarb. Oczywiście zagarniał tylko powietrze ale nie przeszkadzało mu to wcale. po kilku zagarniających ruchach odchodził jak gdyby nigdy nic nie przejmując się wcale, że smaczek jest wciąż widoczny - kochana mordka. Przypłacał to czasem jakimiś obtarciami noska ale Gusia aplikowała flucinar i wszystko wracało do normy. Vario przewodnik..... Kiedyś zabrałem Variuśka nad morze do Jastrzębiej Góry. Pojechaliśmy w kilku do brata na działkę pomóc mu się zwinąć po sezonie. Sami faceci, wiadomo, że nie rozmawialiśmy o literaturze :) jednego popołudnia Ryszard powiedział, że idzie do sklepu i wziął ze sobą Varia zgodziłem się pod warunkiem, że weźmie go na smyczy. Całe szczęście, że tak się stało. Pewnie myślicie, że Vario mógł się zgubić, otuż nie. Po kilku godzinach przyciągnął Rysia kompletnie pijanego, który z pewnością był by się zgubił gdy by nie smycz którą trzymał w ręku. Ryszard jak się okazało zawarł gdzieś nowe znajomości sam nie wiedział gdzie pytany na drugi dzień. Gdy już miał dość wstał i powiedział "Vario do domu!" no i Vario go przyprowadził w zasadzie przyciągnął. Teraz Gusia będzie na mnie zła. Przepraszam ale oni mieli pójść tylko do sklepu nie wiedziałem, że tak to się skończy. Vario ponad prawem...... Jak wiecie Vario prawie w ogóle nie chodził na smyczy chyba, że w duży skupisku ludzi lub w okolicach sylwestra (bał się wystrzałów) lub gdy sytuacja tego wymagała. Na spacery często chodziliśmy w stronę lotniska wzdłuż ulicy Żwirki i Wigury. Mijaliśmy tam bramę wojskowego portu lotniczego. Bardzo często stoi tam policja. Pamiętam zdziwienie policjanta gdy Vario podszedł do jezdni przy bramie owego portu i zatrzymał się czekając na mnie aż podejdę i pozwolę mu przejść na drugą stronę. Coś skomentował chwaląc jego zachowanie ale wspomniał też o smyczy. Powiedziałem, że coś mu pokażę i rzuciłem kamień którym się bawiliśmy na jezdnię. Vario całym pędem wyrwał za kamieniem lecz gdy ten spadł na jezdnię natychmiast wyhamował tuż przed krawężnikiem, spojrzał na nas i czekał. Powiedziałem faciowi żeby darował sobie gadki o smyczy bo sam widzi, że nie jest konieczna. Był tak zaskoczony, że przyznał mi rację. Od tej pory mieliśmy chody i gdy jeden z jego kolegów próbował zwrócić nam uwagę, że idziemy bez smyczy ten natychmiast przywoływał kolegę do porządku mówiąc, że ten pies może chodzić bez smyczy bo on go zna i zapewne opowiadał to co kiedyś zobaczył. W niedługim czasie wszystkie patrole nas znały i nikt się nas nie czepiał. Bo wiecie są równi i równiejsi. Vario - pies wilk czyli peso lupo..... Gusia wspomniała jak potrafił bawić się kamieniami, że podawał go łapką w zasadzie kopał i czekał aż mu podasz i tak sobie graliśmy. Wzbudzał tym podziw i sensację. Pewnego razu na wakacjach byliśmy na Riwierze Makarskiej w Chorwacji. Wieczorem wyszliśmy na deptak było mnóstwo ludzi. Vario z kamieniem w pyszczku gdy przystanęliśmy przy jakimś straganie wykorzystał sytuację wypluł go na ziemię i zaczął podawać zaczęliśmy wymieniać podania ludzie rozstąpili się i przyglądali radośnie, ktoś zaczął wołać "Peso lupo" lupo po włosku - wilk lub z łacińskiego lupus. "Peso lupo, peso lupo" - ogólna sensacja i zainteresowanie a my zawsze na drugim planie : ). Turyści pokazywali go palcami i mówili coś do siebie w swoich językach. Jeden straganiarz nie wytrzymał chyba podszedł i dał nam tzn Variowi w prezencie małą piłkę kompletnie za darmo. Za chiny nie chciał pieniędzy. Parokrotnie przez następne dni kiedy szliśmy różni ludzie wskazywali na niego mówiąc "peso lupo". Vario telepata..... Na samym początku tego wspaniałego czasu poszliśmy do sklepu. Vario dostawał komendę "połóż się" , kładł się i czekał. Lecz pewnego dnia nie wiem czemu ale podchodząc pod sklep nie powiedziałem nic tylko wyprostowałem dłoń na wysokości uda równolegle do ziemi tak na płask on spojrzał i położył się - rozumieliśmy się bez słów. Niektórzy w to nie wierzą ale wiem, że istniała jakaś pozawerbalna więź jakieś połączenie między nami czuło się to w takich momentach. Do dziś nie wiem czy ktoś go tak wyszkolił bo my przecież nie. I zastanawia mnie jakim cudem zasłużyłem na takiego wspaniałego psa. Chyba łatwiej wytłumaczyć teorie fizyki kwantowej. Vario owczarek...... Bywało, że wychodziliśmy z domu większą grupą. Towarzystwo schodząc schodami potrafiło się rozciągnąć tak, że jedni dochodzili już na parter a ostatni dopiero zaczynali schodzić. Vario zbiegał na sam dół i wracał na górę i tak w kółko aż wszyscy wyszli w komplecie i nikt się nie zgubił. Vario bohater...... Którejś nocy Vario ocalił nam życie. Spaliśmy już kiedy brat Gusi wrócił późno bardzo zmęczony. Chciał podgrzać coś w kuchni żeby zjeść. Jak tłumaczył na drugi dzień położył się tylko na chwilkę żeby poczekać aż jedzenie się podgrzeje. Niestety ze zmęczenia zasnął. Vario obudził nas kręcąc się niespokojnie po pokoju (drzwi były zamknięte) myśleliśmy, że chce pójść na spacer ale okazało się, że na kuchni jedzenie zaczyna się przypalać. Dzięki Variowi uniknęliśmy pożaru lub zatrucia dymem i kto wie czego jeszcze być może śmierci. Vario znany i sławny...... Wspomniałem, że zawsze przy Variu byliśmy na drugim planie. W środowisku paralotniowym rozpoznawano nas jako tych co maja Varia. Pewna sytuacja w beskidzie wyspowym dobitnie to pokazała. W kilka osób znajdowaliśmy się na jednym ze szczytów czekając na dogodne warunki do startu. Przez krótkofalówki mieliśmy łączność z grupką pilotów znajdujących się kilkanaście kilometrów obok na innym startowisku. Wymienialiśmy spostrzeżenia dotyczące pogody tzn siły wiatru i kierunku. Kiedy temat zszedł na to żeby dogadać się kim jesteśmy nie dało rady dopiero gdy zaczęła się gadka o psie Vario wszyscy wiedzieli o kogo chodzi. Ani modele czy kolory skrzydeł ani rodzaj samochodu nic nie było w stanie wyjaśnić kim jesteśmy. Zawsze na drugim planie :) Życie jednak bywa rzadko takie radosne jak tu opisuję. Pamiętam sytuację niezbyt miłą ale świadczącą o jego mądrości i naszym kontakcie. Kiedy zachorował na krwotoczne zapalenie żołądka i jelit usiadł pod drzwiami patrzył na nas i wymachiwał łapką w powietrzu wyjąc z bólu, wołał nas tą łapką żeby mu pomóc, natychmiast pojechaliśmy do weta uratowaliśmy go w ostatniej chwili. Od ponad dwóch lat nie potrafię złapać dystansu ani pogodzić się z jego stratą. Wraz z Nim utraciłem wszystko co kocham dosłownie wszystko. I wiecie co ? Nie zamierzam nikogo pocieszać czy oszukiwać, kiedy Was to spotka staniecie twarzą w twarz z ogromem bólu i cierpienia wprost nie do opisania w końcu każdy musi spotkać się z własną samotnością i zapłacić za lata spędzone w beztroskim braku świadomości o niej, te lata które dają nam nasi najwięksi przyjaciele, przyjaciele człowieka. Łączę się w bólu ze wszystkimi, którzy przed i w trakcie tego wątku utracili swoje czworonożne pociechy. Przedstawienie musi trwać dalej. A tęczowy most? - tak z pewnością jest taka przestrzeń gdzie jest im dobrze i dostatnio. Nie mniej jednak opłakujemy bardziej ideę bycia opuszczonym, zostawionym, samotnym a nie obaw o to co ich spotka po tamtej lepszej stronie. Czyż nie ? Kocham Cię Variuśku. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.