Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

kwiecień 2008 - pierwsze znalezienie Całusa
odbiera go właściciel

marzec 2009 - drugie znalezienie Całusa
pies zostaje pod moją opieką

kwiecień 2009 - kastracja

30 kwietnia 2009 - Całus pojechał do hotelu
zbieramy fundusze na hotel!!!!


Historia Całusa zaczęła się w połowie kwietnia 2008 roku, jedenaście miesięcy temu.

Znalazła go dobra duszyczka Dorota i nie mając serca odwieźć psa do schroniska, poprosiła mnie o pomoc. Wzięłam go do siebie, dałyśmy ogłoszenia do mediów. Zakochałam się w tym psie. Po tygodniu znalazł się właściciel. Bardzo nalegał na oddanie psa, obiecywał że będzie go szkolił (Całus jest typem dominanta, potrafi warknąć i chwycić zębami, gdy coś mu się nie spodoba), że przerejestruje czip na siebie, założy na obroży identyfikator itd.

Sielanka nie trwała długo, bo Całus temperament ma i niszczy wszystko, co znajdzie się w jego otoczeniu. W końcu więc wylądował na działkach. Wyobraźcie sobie, jaka to krzywda dla kontaktowego, energicznego psa. Ponowiłam prośbę o oddanie mi Całusa, ale właściciel nie chciał o tym nawet słyszeć. Było mi bardzo przykoro, że Całus tak skończył. Pamiętam, jak błyskawicznie się wszystkiego uczył, jak po jednym dniu uznał, że trzeba mnie bronić i pilnować...

To nasze ostatnie zdjęcia







Słuch po Całusie zaginął. Aż do dzisiaj. Minęło 11 miesięcy. Po południu telefon ze schroniska - został przyjęty mieszaniec amstaffa, jasny pręgowany, uszy niecięte, młody, ma czip na moje nazwisko. Od razu pomyślałam: Całus, albo Radoslav, tylko te dwa odpowiadają opisowi. No, jeszcze Junior, ale on jest zaczipowany na moją Mamę. Zadzwoniłam do opiekuna Radoslava, on szybko z pracy zadzwonił do domu, ale jego partnerka rozwiała obawy - Rate siedzi koło niej. Więc jednak Całus...

Wsiadłam w samochód, zrobiłam 140 km, w biurze powiedzieli boks K26 na kwarantannie. Siedział tam, skulony, jakby skurczony, zupełnie zrezygnowany. Podeszłam do krat, zawołałam go. Przez chwilę patrzył nieruchomo, a potem ogon zaczął mu chodzić coraz mocniej i mocniej. Poznał! Poznał mnie po 11 miesiącach! Stanął przy kratach, zaczął podawać łapę, wylizał mi ręce.

Wróciłam do biura, obiecałam że zorganizuję kontakt do właściciela, że postaram się, żeby ktoś przyszedł po Całusa. Usłyszałam 'pani Sandro, a może znajdzie mu pani dom'. Myślałam, że się popłaczę. Siedziałam chyba z pół godziny w samochodzie pod bramą schroniska i myślałam, co zrobić. Koleżanka, która znała właściciela Całusa, powiedziała że on siedzi w więzieniu, a rodzina zostawiła psa już na stałe na działkach, nikt go nie chce. Zadzwoniłam do znajomego gospodarza. Gospodarz zgodził się przechować Całusa kilka dni. Dobre i te kilka dni.

Zapłaciłam w biurze 40 zł (bo wg prawa pies zaczipowany na mnie stanowi moją własność) i wróciłam na kwarantannę. Całus leżał na gołym betonie zwinięty w kłębek, tyłem do kraty, we własnych odchodach. Widok nie do pomyślenia, bo pamiętam, jakim czystym psem był podczas pobytu u mnie! Jednak jego depresja była tak ogromna, że chyba było mu już wszystko jedno. Nie zareagował gdy podeszłam, nawet nie drgnął. Dopiero gdy zawołałam go po imieniu, poderwał głowę, patrzył jakby jeszcze nie mógł uwierzyć, że wróciłam. Ogon zaczął merdać szaleńczo, skoczył do krat.

Gdy tylko wyszliśmy za bramę schroniska, ruszył naprzód, jak parowóz... skąd ja to znam. Siłę ma ogromną. Widać, że nie był niczego uczony przez ten cały czas, ciągnie, wpada pod nogi, doskakuje do ręki ze smyczą i niby chwyta zębami smycz, ale czasem trafia rękę (oczywiście, że nie przypadkiem). Jest dokładnie na tym samym etapie nic-nieumienia, co 11 miesięcy temu, z tą różnicą, że to już nie młodzik, a dojrzały samiec.

W samochodzie umościł się, jak u siebie. Tanga i Łapa (moje pitbullowe córeczki) prowokowały go na wszelkie sposoby z przedniego siedzenia, stroiły miny, miażdżyły wzrokiem i warczały, ale on miał je gdzieś. Dla Całusa ważne było, że wyszedł z tego okropnego miejsca i jedziemy na jakąś fajną wycieczkę.

U gospodarza może zostać kilka dni, koleżanka zaoferowała 14 dni tymczasu (pod warunkiem, że będzie kennel klatka, bo w domu jest mocno starszy pan, a przy żywiołowości Całusa ich bliskie spotkanie pod nieobecność innych domowników jest wielce nieporządane), ale co potem? Na wtorek umówiłam Całuskowi kastrację, więc będzie w zasadzie gotowy do adopcji. Tylko gdzie ci chętni, by się nim zaopiekować...

Dziś nie jest tym samym psem, wygląda tak





Pobyt na działkach, porzucenie, schronisko - to wszystko zgasiło w nim radość życia. Ze względu na silny charakter i próby dominacji z człowiekiem, Całus wymaga doświadczonego opiekuna, który poprowadzi go konsekwentnie, ale łagodnie. Wychowywał się z małym dzieckiem, więc być może w nowym domu mogą być dzieci. Z innymi psami zazwyczaj się dogaduje. Na koty niestety znów próbuje polować. I kury u gospodarza też miał ochotę 'bliżej poznać'. Jego złe naywki pogłębiły się, ale wierzę, że u doświadczonego opiekuna wszystko da się jeszcze odpracować.

  • Replies 323
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...