Jump to content
Dogomania

Cudem ocaleni - Parys i Hilton juz w swoich domach stalych, na zawsze.


Recommended Posts

Posted

On chyba kojarzy p.Ewe z przykrymi doznaniami. Ja tez miewałam takie sytuacje z tymczaskami. Może nie kłapały zębami do mnie ,ale miałam wrażenie ,że mnie nie lubią.Natomiast uwielbiały męża. No bo kto im robił w ich poczuciu krzywdę? Ja. Kąpiel, pazury , wyciskanie gruczołów, zastrzyki , zdejmowanie szwów itd.

Nie dziwię ,że p.Ewie jest bardzo przykro.

Posted
1 godzinę temu, doris66 napisał:

Jeśli to tylko złe wspomnienia to moze kiedys zapomni. Pani Ewa smuci się jednak, ze Hilton jej nie akceptuje, bo nie tak miało byc.

Mam nadzieję.
Pani Ewa chyba niepotrzebnie bierze sobie do serca, że Duduś Jej nie akceptuje ... to na pewno bardziej złożony problem i  nie jest kwestią psiego "wyboru"  ... nie znam się, ale tak mi przyszlo do głowy. A może to obecność rezydenta? skoro poza domem zachowuje się zupełnie inaczej? 

Posted
4 godziny temu, doris66 napisał:

To raczej nie ten przypadek. Na poczatku on Pani Ewie pozwalał zrobić wszystko, zmieniała mu opatrunki na łapach, inhalowałą, wlewała do pyska lekarstwa. Wtedy był juz po pobycie w szpitalu ale jeszcze leczenie ambulatoryjne się odbywało. W pewnym momencie przestał Panią Ewe akceptować, unika spojrzenia o dotyku lepiej nie myśleć. Tak jest na w domu. W lecznicy jest dobrze, sam wchodzi na stół zabiegowy, bierze smaczki z ręki lekarzy i zachowuje się dobrze w stosunku do pani Ewy. Jak tylko wróca do domu od razu burczy i ucieka przed panią Ewą. Nie potrafie tego określić, Murka mówi, ze to próby dominacji, że on przejał/przejmuje przywództwo. Bo w tym wieku psy budują swoją tozsamosc i dążą do ustalenia hierarchi.  Generalnie to jest tak, ze jak pani Ewa go już weźmie na ręce i mocno przytuli Hilton kapituluje, poddaje sie, puszczony na podłoge od razu burczy , ucieka i łypie złym okiem. 

Jeśli to tylko złe wspomnienia to moze kiedys zapomni. Pani Ewa smuci się jednak, ze Hilton jej nie akceptuje, bo nie tak miało byc.

Tak jak napisałam, to była tylko moja opinia.

Skoro w pewnym momencie zmieniło się zachowanie Dudusia, to może coś się wtedy zmieniło w Pani Ewie - zachowanie (np. sposób podchodzenia, nachylanie się itp.), zapach (perfumy, proszek/płyn do prania), wygląd (np. furkocząca spódnica czy włosy wcześniej związane, a teraz rozpuszczone)...?

Może skojarzył sobie, że podejście do niego Pani Ewy oznacza zazwyczaj te "okropne" rzeczy, o których napisała Poker (pielęgnacja itp.) lub podnoszenie go, którego tak zwyczajnie nie lubi ?
A może wcześniej go nie bolało, a teraz zaczęło...?
Może dojrzewanie, jak mówisz Ty i Murka.

Tak tylko piszę, co mi się nasuwa - nie czuję się ekspertem, sama jestem ciekawa.

PS.
Czy tylko mi się wydaje, czy Duduś ma zeza (większego niż młodziuteńkie szczeniaczki)...?

Posted

Pewnie wszyscy po troszkę mamy rację. Na zachowanie Dudusia składa się zapewne cała jego przeszłość, która z pewnością była traumatyczna. Co do zeza to nie wiem czy to nie jest takie zwyczajne "łypanie" okiem, czy zez. W każdym razie lekarze nigdy nie sugerowali, że ma zeza. A tak w ogóle to jak się leczy zeza u psa?

Dziś Ewa Marta pojedzie do Pani Ewy i zrobi zdjęcia paragonów z lecznicy. Wtedy rozliczymy finanse Dudusia.

Posted
12 godzin temu, doris66 napisał:

A tak w ogóle to jak się leczy zeza u psa?

A po co? 
Gdyby Niemcy mnie gonili i musiałabym wybierać - wolę zezowatego Dudusia niż z takimi problemami o jakich tu rozprawiamy ;)

Posted

Byłam u Dudusia i Pani Ewy ponad godzinę. Zastałam zmęczoną, smutną i mającą poczucie porażki Panią Ewę i przyglądającego mi się bacznie Dudusia. Zawiozłam ciasteczka, które Duduś jadł przy mnie, a nawet dwa wziął z mojej ręki. Potem delikatnie zaczęłam go głaskać, po czym równie delikatnie, ale stanowczo wzięłam za szelki , lekko pociągnęłam i wzięłam na ręce. Duduś nie trząsł się, ale zesztywniał, żeby po chwili odprężyć się lekko. To nie był oczywiście wyluzowany pies, ale przesiedział u mnie na kolanach 4-5 minut. Głaskałam go, a on miał łepek odwrócony w drugą stronę. Kiedy po chwili przesunęłam go obok siebie, szybko zeskoczył z kanapy i wrócił do swojego kącika. Kiedy później wyciągnęłam rękę, zawarczał na mnie, ale popatrzyłam na niego i zapytałam spokojnie, po co warczysz? Przestał i pozwolił mi się pogłaskać. Pani Ewa powiedziała, że w sumie zazdrości mi, że mogłam go tak spokojnie wziąć na kanapę. Jej na to nie pozwala, ucieka, chowa się i nie chce wyjść:(

D01.jpg.bb4c58d041f884bcee8bb0eb01e97648.jpg

D02.jpg.f2344db8fb2035c553c6c1ed7b374026.jpg

D03.jpg.8abd0ad749d762d7c3c0f683ebd5f669.jpg

D04.jpg.5ebe6e641bc5d99e0c6205974bdfc035.jpg

 

Słuchajcie, nie pora na to, żeby oceniać dlaczego, kto zrobił dobrze, a kto źle... Jedno jest pewne - Pani Ewa robiła co mogła i starała się bardzo miłością cierpliwością wyciągnąć Dudusia z jego stresu. Nie udało się i na dzień dzisiejszy trzeba Dudusia pilnie przenieść. 

Nie tylko Duduś jest w stresie. Pani Ewa również przyjmuje leki na uspokojenie, a dzisiaj miała założony holter, bo zaczęła mieć problemy z sercem. Pewne jest, że Duduś potrzebuje zmiany, pomocy specjalisty, który będzie umiał dotrzeć do tego dzikuska. Za zgodą Pani Ewy wgram zdjęcia z mieszkania, żeby pokazać Wam co w tej chwili Duduś robi. Przede wszystkim usiłuje dostać się do akwarium. To powoduje zrozumiały wielki stres u Pani Ewy, bo akwarium ma 250 litrów i jak się zbije, to nie tylko Duduś zrobi sobie krzywdę i rybki zginą, ale też zalane zostanie całe mieszkanie Pani Ewy i sąsiadów. Pani Ewa zasłania fotelem dostęp do filtrów. Niestety Duduś wskakuje na fotel i widać po śladach, że wdrapuje się na oparcie, z którego ma dostęp do akwarium. 

Koło północy zaczyna szczekać, zawodzić, jakby kogoś wołał. Biega i niszczy kolejne partie tapety, zjadł Pani Ewie but skórzany. To nie jest łatwe, choć Pani Ewa nie ma do niego o to pretensji. Jest jej go bardzo szkoda, ale ma świadomość, że ona nie tylko nie podoła jego zsocjalizowaniu, ale jego dzikość będzie narastała. 

On powinien wychodzić na spacery, a jest to niemożliwe w tej chwili, bo Pani nie jest w stanie znosić go z 3 piętra i wnosić z powrotem. 

 

  • Upvote 1
Posted

Mieszkanie i zniszczenia:

 

Na ten fotel Duduś wskakuje i wdrapuje sie na oparcie, które Pani Ewa zasłania kocem, który okleja taśmą samoprzylepną:

P01.jpg

Próbuje dostać się do akwarium z drugiej strony

P02.jpg

Kolejna dziura

P03.jpg

i znowu:

P04.jpg

 

P05.jpg

Posted

Po tym co Ewa Marta napisała to Duduś potrzebuje wg.mnie normalnych spacerów i obycia ze światem zewnętrznym.W tej chwili Dudusia światem jest tylko mieszkanie P.Ewy i jego kąt.Stąd zaczynają się jego zniszczenia w mieszkaniu.On się nudzi,jest zamknięty w czterech ścianach tak się czuje jak w klatce.Każdy pies zapełnia czas jeszcze spacerem.Daje to mu radość i nowe bodźce.On powinien wychodzić i to na długie spacery bo faktycznie zdziczeje nie znając innego życia.Potrzebny jest inny DT a może nawet nie mieszkanie w bloku a dom z ogrodem.Nie wiem też czy dobrym rozwiązaniem będzie hotelik.Dla Dudusia musi być poświęcone więcej czas niż dla normalnego psiaka tam przebywającego.Jeszcze chodzi w grę dobra Lecznica w pobliżu aby zawsze był do niej dostęp.Trudna sytuacja ale może uda się mu coś sensownego znaleźć i przenieść go.

  • Upvote 2
Posted

Oj smutny ten wątek...

Tak czytam, oglądam filmiki i ciągle przed oczami mam "moją" Gandzię. Też trafiła do mnie w stanie agonalnym, więc zastrzyki, kroplówki, zaglądanie do wenfloonu, mierzenie temperatury, ważenie i masa innych czynności, które robiliśmy przy niej skończyła się rzucaniem zębami na nas. Ze strachu. Bo skojarzyła sobie nas z bólem.
Z jednej strony widać było, że chciałaby, ale nie jest stabilna emocjonalnie. To powodowało agresję lękową, paniczny lęk separacyjny, terroryzowanie zwierząt, niszczenie....

Ona na miejscu Dudusia, gdybym tak podeszła z aparatem i mówiła do niej, to by piszczała z przerażenia i probowałaby uciec, ot choźby rozpaczliwie drapiąc w kanapę - ew dziabiąc zębami, ale przy gryzieniu trzęsłaby się jak osika... to tak...trochę na pocieszenie...

Tak, jak pisałam - to był najtrudniejszy mój tymczas. Mój i moich rodziców. Mieliśmy wiele chwil załamań. Też wiele rzeczy niszczyła, zjadła nam wszystkie dywany, większość mebli i atakowała psa, znęcała się nad kotami. Wszystko wynikało z braku stabilizacji, ale nieraz rodzice mieli dość, mama w pewnym momencie powiedziała, że boi się suni...Pracowaliśmy dużo, efekty były mizerne, ale były. Jednak, po pierwsze - wiem, jakie to frustrujące, że mimo pracy, pies ma ciągłe cofki, że nie pozwala się dotknąc ni nic... dwa - sunia się odblokowała dopiero jak zmieniła miejsce, które nie kojarzyła z zastrzykami: DS poinstruowałam jak mają robić i u nich to zadziałało, niemal od razu było widać jakieś tam niewielkie sukcesiki.Tam praca trwała chyba rok, jak nie z 1,5 roku - taka intensywna. Teraz nadal trwa, choć sunia trafiła do siebie w 2013r. Sunia nadal jest lękliwa, ale... uważam, że gdyby u nas została, to byśmy nie osiągnęli tyle, bo nas sobie zapamiętała jako tych, którzy ciągle coś przy niej majstrują. Czasem ją odwiedzam, u siebie zachowuje się swobodnie, a jak raz przyszła do nas to była po prostu przerażona... Na początku się cieszyła, ale w pewnym momencie, po obwąchaniu wszystkich kątów, jakby sobie wszystko przypomniała. Nie bała się tylko mojej babci, bo babcia zawsze kojarzyła się jej jedynie ze smaczkami. I naprawdę, widok byłęgo tymczasa, który się Ciebie boi jest bardzo bolesny, zwłaszcza że nikt jej nie krzywdził, zwłaszcza że przez pierwszy miesiąc nie spaliśmy, robiliśmy dyżury, bo jej życie było zagrożone i wymagała opieki 24h/dobę. Na dworze czy w DSie cieszy się na mój widok, liże po rękach... ale w naszym domu - totalna cofka. Niektóre psy, zazwyczaj te najbardziej skrzywdzone są bardzo pamiętliwe.

Przepraszam, że tak znowu ja o sobie i o Gandzi... ale chciałam tylko powiedzieć, że rozumiem decyzję i rozumiem Panią Ewę. Uważam, że zmiana dla Dudusia może być dobra, a wiem też że ta zmiana przyda się i Panie Ewie, bo powiem Wam szczerze, że jak bardzo lubię tymczasować, tak Gandzię z ulgą oddałam (tzn martwiłam się o jej los mocno i bałam się czy dadzą sobie radę, ale po prostu to był jedyny tymczas, który kosztował całą naszą rodzinę tak dużo - jak wracam pamięcią do tymczasowania małej to pamiętam moją jedną wielką rozpacz, bo nigdy nie widziałam tak skrzywdzonego szczeniaka, bezsilność i niemoc.... i bezsenność).

  • Upvote 2
Posted

DZiekuje wszystkim za wpisy, rady, porady, przemyslenia, opinie, itp. Osobom deklarujacym sie do wpłąt na Hiltona ( Ewa Marta i mgog ) bardzo, bardzo dziękuje. Nie pojechałam dzis do pracy, rano zadzwoniłam i wziełąm wolny dzień, bo i tak nie mogłąbym pracowac wiedzac, że mam do wykonania dziesiatki telefonów i tyle zmartwień związanych z Dudusiem. Ale jak trzeba to trzeba,....... pisałąm zreszta kiedyś że jak ja jestem zdeterminowana to znaczy nastawiam sie max na działąnie i nic nie jest w stanie mnie powstrzymać, ide jak czołg, jak taran, wyrzucaja drzwiami, wchodze oknem, nie mam czasu na spanie, jedzenie picie, bo cel jest najwaznieszy.  Tym celem jest teraz znaleźć dobre miejsce dla Dudusia, pomóc psu i Pani Ewie, Udało się...............Hilton ( od teraz wracamy do jego pierwszego imienia, aby imie Duduś źle sie psu nie kojarzyło ) jutro jedzie do Łodzi do Hop!, która prowadzi domowy hotelik dla psó i która po zapoznaniu sie z wątkiem podjeła sie opieki i pracy z Hiltonem. Dodatkowo podjęła sie dalszej kontynuacji leczenia psa czego wiele hoteli odmawiało od razu. Znam Hiop! i Jej ufam, hotelowałm już psa u niej nasze relacje układają sie pozytywnie, wiec myślę ze tak dalej bedzie. Cena za pobyt i prace z psem jest niska uważam bo 10zł za dobę plus karma. Wyjdzie nam około 300zł i jedzenie. Na miesiac Hiltonowi jedzenia wystarczy, bo ma jeszcze zapasy od Zachary, które pojada razem z psem. Całe swoje wyposazenie Hilton zabiera ze sobą, legowisko, zabawki, obróżkę , gryzaczki i najwazniejsze dokumentacje medyczną. Zawiezie Hiltona do Łodzi Patrycja ( znana nam wszystkim Pati - C za cene 250zł ). Rozliczenie kosztów zrobię jak się ogarne trochę. To tak z grubsza wygląda, tyle udało sie załatwić.

  • Upvote 4
Posted

Dorotko, pamiętajcie o podkładach. Zawiozłam wczoraj Pani Ewie całą paczkę (30 szt.) Na pewno przydadzą się na początek. 

Marzę, żeby zobaczyć Hiltona spacerującego na trawce, ciekawego świata...  

 

Posted
2 godziny temu, Ewa Marta napisał:

Dorotko, pamiętajcie o podkładach. Zawiozłam wczoraj Pani Ewie całą paczkę (30 szt.) Na pewno przydadzą się na początek. 

Marzę, żeby zobaczyć Hiltona spacerującego na trawce, ciekawego świata...  

 

Dobrze. Pamietam.

1 godzinę temu, Gusiaczek napisał:

Trzymam kciuki 
Już nie będę zmieniała imienia na potrzeby bazarku, dobrze?

Jasne. wiadomo o jakiego psa chodzi.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...