Ludek Posted January 12, 2005 Posted January 12, 2005 Graf to taka ciepła klucha więc na pewno sobie da wejść na głowę. :lol:
aga_ostaszewska Posted January 12, 2005 Posted January 12, 2005 Flaire: Moze moznaby tak jak juz wczesniej sugerowalas wyczyscic ten temat... teraz stal sie nieczytelny. Poza tym, ludzie, ktorzy chcieliby adoptowac psiaka musieliby przekopywac sie przez tone zbednych informacji. Przepraszam, ze sie wtryniam :oops: Fuka: Napisz czy wyrazasz zgode, by Flaire troszke przerobila Twoj temat... przeciez to Ty go zalozylas.
Fuka Posted January 12, 2005 Author Posted January 12, 2005 Już jestem wreszcie!!!!!!!!!!!! Oczywiście, że wyrażam zgodę! Sama chciałąm to zaproponowac, ale mi trochę było głupio, żebvy nie wyszło na cenzure... Ja strasznie chaotycznie - przepraszam, ale przez tyle czasu nie miałam komputera, więc mam teraz spory problem z nadrobieniem zaległości. Szczegolnie, ze mam teraz tornado w życiu. :-?
Flaire Posted January 12, 2005 Posted January 12, 2005 Cześć, Fuka - dobrze, że dajesz znaki życia :wink: . Wysprzątam, ale dopiero najwcześniej wieczorkiem, bo teraz dzionek taki piękny, że muszę iść coś z psem porobić :D .
Fuka Posted January 12, 2005 Author Posted January 12, 2005 Rzeczywiście stron o lakelandach nie ma - ale pozwolę sobie ty wkleic Gośki opowieść o lakelandach w Polsce, ktora napisała do Terriera rok temu. Nie byłam i nie jestem jedyna... czyli rzecz o lakelandach w Polsce Kiedy przywiozłam Indię do Polski, byłam przekonana, że lakeland w naszym kraju to nowość. Kiedyś jakieś tam były – w bliżej nieokreślonym miejscu i czasie, dla mnie zupełnie bez imienia i bez właściciela. Wydawało mi się, że były to epizody kynologiczne w typowym wydaniu – ktoś kiedyś przypadkiem kupił i miał psa albo sukę, trochę tak jak kupuje się na pamiątkę z wycieczki w tatrach białego podhalana. I to wszystko. Utwierdził mnie w tym przeczytany wtedy w Psie artykuł Agnieszki Ewy Nowak – sugerujący, że lakeland to rasa w Polsce zupełnie nieobecna. Napisałam nawet wtedy list prostujący, że jest pierwsza pszeniczno-ruda suka, a ściślej 3 miesięczny szczeniak – zaczątek rasy u nas. W swej próżności byłam dumna jak paw, że jestem pierwsza i jedyna... A tymczasem okazało się, że nie, że lakelandy w Polsce to rzadkość, ale są. Na sześć lat przed moją Indią przyjechała z Czech, chyba pierwsza suka tej rasy w Polsce, CWITA Fleret, po INT.CH. ASOLAN v.d. Canis Burg i CH.CS. BORA Cert. Została sprowadzona przez pana Czesława Kotasa z Międzywodzia Żywieckiego z hodowli na Morawach. Z hodowli, w której szkolono i używano lakelandy do polowań na lisy! Suka w kolorze grizzle została Championem Polski oraz po obowiązującym wówczas przeglądzie hodowlanym zakwalifikowano ją do hodowli. Mało tego pokryta czeskimi psami w 1991 i 1992 urodziła po 5 szczeniąt, w tym nawet 3 pszeniczne. Wszystkie szczenięta zostały sprzedane w Polsce, czyli już wtedy było ich u nas co najmniej 11. Nie udało mi się ustalić ich losów, z wyjątkiem jednego psa z Bielska Białej. JACK z Ipsenicy ma się dobrze i - tak jak jego matka - żyje do dziś. Jest jak pisała mi jego właścicielka pani Gierasińska – „niezależny, wierny, wesoły, czasem wdaje się niepotrzebnie w bójki, nie toleruje na swoim terenie jeży, kotów i ptaków. Mimo, że skończył 10,5 roku (...) jest nadal w doskonałej kondycji”. Na czterech wystawach, które ma wpisane w rodowodzie, uzyskał tytuły CH.PL. i Zw.Kl. Nie dane mu było doczekać się potomstwa, bo nie było suk. Od niedawna ma towarzyszkę życia – młodą sukę z Czech – ANDĘ Iringa. Tak jakoś się złożyło, że jej rodowód sięga mojego Fox-Klanu – ANDA jest córką JANKI z Fox-Klanu i czeskiego INT.CH. CIRA Ceduha, a więc wnuczką mojej INDII. Kolejnym miejscem gdzie są lake i ludzie porażeni bakcylem wystawowym jest Warszawa. Tam trafiła opisywana już przeze mnie INT.CH. i Multi CH. SWADA z Fox-Klanu, która doczekała się czerwono - pszenicznych córek AFRODYTY i ATENY Top Terrier. O ich karierę wystawową jestem spokojna, wiem, że córki mojego OKLAHOMY v.d. Nachtweide nie znikną anonimowo. Moje szczenięta - podobnie jak wiele, wiele innych – trafiały w różne ręce. Ślad zaginął po JAŹWCU, sprzedanym myśliwemu gdzieś w okolicach Szczecina, nic nie wiem o CWANEJ. JANKA trafiła do Czech, odchowała miot szczeniąt i niestety zginęła w bójce. Czarna KAWA mieszka we Wrocławiu i uwielbia wystawy. KAWKA po półtorarocznej przygodzie z myśliwym – wróciła do mnie jako nieprzydatna w łowiectwie. Ciekawe, u mnie musiałam podwyższyć ogrodzenia, bo na widok zwierzyny przeskakuje każdy płot – taki ma temperament... Czerwony UGIER już szarpie niemieckie dziki i włazi do nory. Reszta miotu na - ‘U’ w Wałbrzychu, Grudziądzu i Wrocławiu – też uczy się polowania, zaczynają się też pokazywać na wystawach. Ruda UŻYWKA przewodzi gromadzie sznaucerów miniaturowych w Sosnowcu, a czerwony KARMAZYN żyje w Zabrzu i zamiast sznura medali i rzędu pucharów – ma rzecz dużo dla niego ważniejszą – cudowny dom z kochającą go rodziną. A zupełnie niedawno okazało się, że jest jeszcze jedno miejsce – gdzie wirus miłości do lakelanda poraził hodowcę. To hodowla Aluzja. Agnieszka Nowak przywiozła do Polski czerwonego CH. Holandii i USA, oryginalnego angielskiego psa - Saredon RED RIVER. Jest to dla mnie i myślę, że dla wszystkich lakelandziarzy miła niespodzianka. Piękny pies, z czołowej brytyjskiej hodowli, z doskonałym pochodzeniem, po rodzicach z równie znanej hodowli Rayfos – w zasięgu ręki. Myślę, że rokuje to lakelandom w Polsce bardzo dobrze. A doliczyłam się ich w Polsce ponad 30, całkiem nieźle jak na tak rzadką rasę...
Fuka Posted January 12, 2005 Author Posted January 12, 2005 Wygrzebałam kolejny tekst Goch sprzed roku o jej lakelandach: Lakelandy chodziły za mną od zawsze... Marzyła mi się czerwona suka, ale ponieważ nie miałam pomysłu jak i skąd takiego psa ściągnąć – przez długi czas poprzestawałam na foksterierach. Kiedy w 1992 roku pojechałam na Światową Wystawę w Walencji żeby pomóc znajomym przy czesaniu i wystawianiu ponów i czarnych terrierów – cały mój wolny czas spędziłam przy ringu lakelandów i foksów. Moja rodzina i znajomi oglądając zdjęcia z tej egzotycznej wyprawy pytali tylko - czy w Hiszpanii nie było nic oprócz foksów i tych rudych lakelandów? Niedługo potem, w 1995 roku, moja znajoma jechała ze swoją welsh terrierką do krycia w znakomitej niemieckiej hodowli Canis Burg. Uznałam, że to nic nie kosztuje i na pożegnanie rzuciłam jej hasło-zadanie, żeby spytała się czy Wilke, hodowca Canis Burgów, nie sprzedałby do Polski lakelandki i to pszeniczno-rudej koniecznie. Odpowiedź, jaką przywiozła, trochę mnie przeraziła – okazało się, że suka dla mnie jest, czeka i mam ją odebrać w lipcu. Pieniądze jakoś uzbierałam. To był pryszcz w porównaniu z zadaniem, które na mnie czekało. Musiałam o tym jakoś powiedzieć mamie, którą z pewnością musiała zachwycić perspektywa kolejnego szalonego terriera skaczącego po domu. A były już wtedy dwie szorstkie foksice i dwa koty. Moja święta matka przełknęła tę wiadomość całkiem spokojnie, a nawet pomogła i zadzwoniła do Wilke’go żeby, swoją perfekcyjną niemczyzną, ustalić jak i kiedy będzie można małą odebrać. W ten sposób pierwsza moja lakelandka przyjechała do mnie na początku lipca 1995. Była to czerwono – pszeniczna INDIAN BRIGHT von der Canis Burg, córka multichampionki O’SANDRY von der Canis Burg i Zantusa von der Canis Burg. Obiecałam Wilke’mu, że pomyślę o jej rozmnażaniu dopiero kiedy India skończy interchampionat i tak też się stało. Woziłam ją na różne wystawy, nawet na Światówkę w Wiedniu w 1996 roku, którą wygrał wtedy OKLAHOMA von der Nachtweide. Mała India startowała wtedy w młodzieży, nie została wprawdzie zwycięzcą świata, ale wcale mnie to nie zraziło. A Oklahoma poraził mnie wówczas swoją urodą. Nie marzyłam, że kiedyś wyląduje u mnie i też będę mogła go wystawiać. Kiedy India została Interchampionką i byłam już mądrzejsza o świadomość, że lakelandy są w wielu odmianach barwnych – postanowiłam pomyśleć o szczeniakach. Na męża wybrałam dla Indii czarnego Młodzieżowego Zwycięzcę Świata REAL BLACK JACKA von der Canis Burg. Wtedy też okazało się, że rozmnażanie lakelandów nie jest takie proste. Po pierwsze Jack mieszkał prawie 1000 km od Indii, po drugie, badania cytologiczne nie dają 100% pewności, że krycie będzie skuteczne. Szczeniaki – całe dwie suki – urodziły mi się dopiero w trzecim podejściu, były to SWADA (umaszczenie grizzle) i SADZA (czarne) z Fox-Klanu. Sadza została w hodowli, zgodnie z moim marzeniem o czarnym lakelandzie, a Swada pojechała do Warszawy. Niestety Sadzę straciłam, ale za to Swada ruszyła na podbój ringów i do tej pory jest już Interchampionem, Championem Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Rosji, Czech, Słowacji, ma Championat Bałtyku i mnóstwo innych ważnych tytułów. Kiedy tak walczyłam z Indią o szczenięta i marzyłam o czarnej suce – Wilke przygotował mi niespodziankę – miał dla mnie 5cio-miesięczną czarną MANDY von der Canis Burg. Było to już trzecie podejście do krycia Indii i zwątpiłam czy ona w ogóle coś mi urodzi, zdecydowałam się więc kupić Mandy. Wtedy oczywiście India zaszła w ciążę i urodziła mi te dwie suki, w tym oczywiście jedną czarną. No, ale los zrządził, że Sadzę straciłam, a Mandy została. Kolejne krycie Indii dało znowu dwie suki, obie grizzle – CUDNĄ i CWANĄ. Ich ojcem jest INT.CH. UMBERTO von der Canis Burg. W domu została Cudna, chyba najładniejsza z moich lakelandek, która właśnie teraz w Poznaniu skończyła swój intechampionat. Wtedy już mieliśmy dom i psiarnię, bo równolegle z lakelandami w domu zostawały co ładniejsze foksy, poza tym zamieszkała z nami Danka Hryniewiczowa ze swoją, zafoksioną Kordegardą i gdzieś to mało zgodne towarzystwo trzeba było pomieścić. Lakeland terriery - to taka wciągająca rasa, praktycznie każde szczenię ma inny kolor, są inne i do końca trudno przewidzieć jak się będą wybarwiać i jaki kolor będą miały kiedy dorosną. Swada, Cudna oraz dzieci Indii - z jej ostatniego miotu po angielskim psie Zwycięzcy Europy Kilvermin KILBURN – JULKA i JAZGOT są grizzle, ale każde z nich jest inne. Swada i Jazgot są beżowo szare, Julka pomarańczowa z małym szarym czapraczkiem na łopatkach, a Cudna ciemno-rudo czarna z soczyście pomarańczową pręgą na grzbiecie. India i syn Mandy KARMEL oraz córki Swady i Oklahomy – ATENA i AFRODYTA Top Terrier są pszeniczne. Ale Karmel jest czerwony, India pomarańczowa, a Atena i Afrodyta morelowe. Tylko czarna Mandy i jej czarne córki - miotowe siostry rudych Karmela i KARMAZYNA – KARA, KAWA i KAWKA są po prostu czarne, bez odcieni. Chcąc promować tę rasę, w miarę możliwości, staram pokazywać się moje lakelandy na wystawach. Każdy z moich psów jest co najmniej Championem Polski. India ma już zatwierdzony Interchampionat, Mandy i Cudna czekają już tylko na jego potwierdzenie, Julce brakuje czasu do zamknięcia tego tytułu, a Jazgot, Karmel i Kara są w trakcie spełniania wymogów. Swada w Warszawie szczyci się 34 CACIBami, a jej małe córki już w klasie szczeniąt zostały zauważone – zdobywając po vice BIS - Puppy każda. Podczas pobytu w Belgii, w 1998 roku, udało mi się wyciągnąć od Felixa, nieżyjącego już teraz hodowcy Du Bois Des Maitres, już nie pierwszej młodości, ale za to oryginalną angielską lakelandkę Lescareiot VICIOUS VIOLET, która w połączeniu z czarnym UNCLE BILLEM von der Canis Burg dała mi - jedną jedyną w miocie - czarno podpalaną ŻYWKĘ z Fox-Klanu. Po Żywce urodziły mi się w lipcu 2002 pierwsze Fox-Klany z Fox-Klanów. Pokryta Jazgotem dała siedem szczeniąt – 2 rude i 5 grizzle. Zawsze wydawało mi się, że jest jakiś klucz do przewidywania koloru planowanych szczeniąt, ale Wilke skwitował to śmiechem. Jego zdaniem owszem istnieje klucz do przewidywania kolorów – po prostu trzeba zakładać, że urodzić się mogą szczenięta w każdym z możliwych kolorów. I rzeczywiście z dwóch grizzle rodziły mi się rude, z dwóch czarnych rude i oczywiście grizzle z grizzle i czarne z czarnych. Ciekawe co wyjdzie z dwóch rudych, bo taką możliwość krycia też mam u siebie – ot choćby pszeniczną Indię czerwonym Karmelem, który jest synem czarnych rodziców. Może doczekam się błękitnych? Teraz właśnie o takim kolorze marzę. Szkoda, że ta rasa jest u nas tak mało popularna. Są to cudowne, rozbrajające łobuzy. Od małego ciągle ciekawe świata, wiecznie coś kombinujące. Ot choćby ostatni miot Indii na „J”, który chował się u mojej świętej mamy. Rezolutne parotygodniowe potworki, nieodrodne dzieci własnej matki, szybko nauczyły się, że mopa, którym wyciera się kałuże moczu, można szarpać do upadłego. Ba! Szybko się również nauczyły, że po wykonaniu kałuży należy pobiec do wiadra z mopem i czekać, bo ktoś zaraz go uruchomi i będzie można go zagryźć. Julka do dziś jest mopożercą. A Cudna? Cudak, bo tak ją w domu nazywamy, sypia namiętnie w koszu z brudną bielizną. Zresztą jako dziecko chętnie zasypiała w pustej misce. Nie będę się tu rozpisywała o Karmelu, Indii i całej reszcie, które na odgłos lecącej z węża wody przerwą każdą zabawę czy drzemkę, bo wodę też trzeba poskromić, czy o Swadzie, która podczas każdej wizyty u nas zawsze znajdzie jakiś sposób żeby się znaleźć przy klatce z królikami i siedzieć tam jak przed telewizorem.... I jak tu nie kochać takich urwisów? Żeby jeszcze tylko zechciały zgodnie żyć w gromadzie. No, ale to już niestety przerasta temperament lakelanda.
jborowy Posted January 23, 2005 Posted January 23, 2005 Fuka - Jeszcze w zeszłym roku deklarowałem chęć pomocy w adopcji przynajmniej jednej suni.W grę wchodzili ludzie z mojej rodziny, którym na początku mógłbym pomagać w obyciu z terierami. Sprawa ciągnęła się dosyć długo. Niestety, już jest definitywnie wyjaśniona: nie zdecydowali się na adopcję. Mocno podupadli na zdrowiu i jest wykluczone aby opiekowali się jakimkolwiek psem.Szkoda.
aga_ostaszewska Posted January 24, 2005 Posted January 24, 2005 Flaire: Przepraszam, ze marudze :oops: , ale... jakbys miala chwilke, to moze wyrzucilabys te zbedne informacje stad... nie wiem czy pszym (jak tu zawita) zorientuje sie co i jak.
pszym Posted January 25, 2005 Posted January 25, 2005 No właśnie trochę sie pogubiłam (tu żona pszyma - dalej nie mogę się zalogować na swojego nicka...). Czy są jakieś emerytki do pokochania? Rodzice raczej nie będą wystawiać suni..
Flaire Posted January 25, 2005 Posted January 25, 2005 pszymie, czy też żono pszyma :wink: , jestem niemal pewna, że jest foksiczka. Niestety Fuka, która jest właścicielką tego topiku i jedyną osobą, która może Ci udzielić wiarygodnych informacji, jest obecnie za granicą. Ale jestem pewna, że jak tylko wróci (chyba za kilka dni), to się tutaj odezwie, względnie skontaktuje się z Tobą. Co do wystawiania, to te pieski raczej w większości zakończyły juz swoje wystawowe kariery, więc na pewno nie ma obowiązku wystawiania ich! :D Tyle tylko, że są piękne :D .
Fuka Posted January 26, 2005 Author Posted January 26, 2005 Żono Pszyma- WITAJ! :D uffff, już jestem, na razie padnięta, ale jak troche odespie - obiecuje, że wpadne i bedziemy radzić nad piesem dla Twoich rodziców, mam nadzieje, że sie uda.... Bardzo bym chciała :roll:
Fuka Posted January 28, 2005 Author Posted January 28, 2005 Melduję, że już jestem! Napisałam Wam maila i priva!
Fuka Posted February 9, 2005 Author Posted February 9, 2005 A Julka się właśnie budzi jako nieco wybrakowana suka z narkozy :roll:
nikit1 Posted February 9, 2005 Posted February 9, 2005 Biedna mała myszka.... straszne to jest i naprawdę mi jej szkoda, ale z drugiej strony za dużo jest psów które szukają domu i lepiej uniknąć przypadkowych szczeniaków... Kurcze ale i tak mi jej szkoda...
Flaire Posted February 9, 2005 Posted February 9, 2005 nikit1 napisał(a):Biedna mała myszka.... straszne to jest i naprawdę mi jej szkodaA mnie - nie. Jako właścicielka suczki, która bez klasycznych psychicznych objawów ciąży urojonej i tak po ostatniej cieczce miała mleko i zachowaywała się tak, że wszyscy, którzy ją znali myśleli, że jest ciężko chora, nie mogę się doczekać, kiedy ją będę mogła wysterylizować i skończyć z tymi hormonami. Bo teraz właśnie niedawno w końcu doszła do siebie, jest wesolutka i chętna do pracy, a kolejna cieczka - lada dzień. :evil: Do doopy z takim psem :evil: .
Fuka Posted February 9, 2005 Author Posted February 9, 2005 mi jest je szkoda o tyle, o ile wiem, że narkoza jest nieprzyjemna, a dla psa jest o tyle gorsza ta cała sytuacja, że do tego nie wie co sie z nim dzieje i dlaczego - człowiek ma chociaz o tyle lepiej, no chyba że malutkie dziecko. ale Gośka sie nią dobrze zaopiekuje i za kilka dni bedzie wszystko ok. a co do całej reszty - to kazda suka jest inna - moja poprzednia at - po kazdej cieczce mial ciaze urojona i zachowywala sie jak staruszka, a Fuka tego nie ma, nasza pierwsza tez... dla mnie chyba najwazniejsze są dwie rzeczy - odpada koniecznosc sadyzmu smyczowego (dzisiaj pierwszy raz od tygodnia moglam spuscic Kawe ze smyczy - i wreszcie zamiast leciec szukac faceta i modlic sie pod furtkami znajomych - ptrzychodzi jak ja wolam), no i ryzyko niechcianej ciazy odpada - a tak jak nikit pisze - dosc juz jest niechcianydch psow, ktorym trzeba szukac domow - wiecej nie trzeba...
nikit1 Posted February 9, 2005 Posted February 9, 2005 No właśnie, gdyby społeczeństwo było edukowane, że jest coś takiego jak sterylizacja i zabieg byłby tańszy (np. dofinansowywany z budżetów samorządowych) i bardziej dostępny (szczególnie w małych miasteczkach i wsiach), myślę że byłoby dużo mniej błąkających się psów... A tak, to niestety mamy kupę psich i kocich sierot a ich produkcja nie maleje... Sterylizacja nie jest napewno miłym i fajnym zabiegiem, ale lepsze to niz potem usypianie/wyżucanie/topienie (nie będę sie juz rozwijała..) małych.
Flaire Posted February 9, 2005 Posted February 9, 2005 Do zalet sterylizacji dorzuć jeszcze wyeliminowanie ryzyka wielu chorób, z ropomaciczem (które inaczej zdarza się stosunkowo często) na czele. A co do kosztów, 19 marca jest ogólnokrajowa akcja sterylizacji, organizowana przez fundację ARKA, gdzie będzie można sterylizować psy i koty po bardzo zniżonych cenach. Dokładne ceny zależą od lokalizacji i indywidualnej lecznicy, ale z tego, co pamiętam, nie przekraczają 169 zł (a może nawet mniej).
nikit1 Posted February 9, 2005 Posted February 9, 2005 A czy oni propagują to w małych miastach? Czy rozwieszają informacje w gminach, ośrodkach zdrowia, urzędach, czy weterynarze informują o tym? W większych miastach ludzie maja większe możliwości, ale w małych mieścinach gdzie często jest jeden wet i jego znajomość zagadnienia skupia się głównie na porodach krówek bądź świnek to jest kiepsko...
Flaire Posted February 9, 2005 Posted February 9, 2005 [quote name='nikit1']A czy oni propagują to w małych miastach? Czy rozwieszają informacje w gminach, ośrodkach zdrowia, urzędachTak, starają się tak robić. Nawet rozwieszają plakaty pod kościołem. Topik o tym znajdziesz tutaj, a kliniki, które brały udział w zeszłym roku, tutaj.
nikit1 Posted February 9, 2005 Posted February 9, 2005 Super, ze są ludzie którym się chce. Oby było ich jak najwięcej! :angel: :angel: :angel:
pszym Posted February 9, 2005 Posted February 9, 2005 Flaire napisał(a):Do zalet sterylizacji dorzuć jeszcze wyeliminowanie ryzyka wielu chorób, z ropomaciczem (które inaczej zdarza się stosunkowo często) na czele. A co do kosztów, 19 marca jest ogólnokrajowa akcja sterylizacji, organizowana przez fundację ARKA, gdzie będzie można sterylizować psy i koty po bardzo zniżonych cenach. Dokładne ceny zależą od lokalizacji i indywidualnej lecznicy, ale z tego, co pamiętam, nie przekraczają 169 zł (a może nawet mniej). Niestety, ale nie sądzę żeby było wielu zainteresowanych... Czasami nawet za darmo nie chce się ludziom d... z domu ruszać. To dobrze, że są takie akcje, ale najpierw trzeba zacząć od dużych kampanii społecznych...Aha, też nie ma pewności że to coś da...
Flaire Posted February 9, 2005 Posted February 9, 2005 pszym, nie bądź takim pesymistą. To się zmienia i to dosyć szybko - może między innymi dzięki takim akcjom, czy też takiej dogomanii. :wink: Odkąd przyjechałam do Polski, zmiana jest bardzo znaczna i dla mnie - widoczna.
aga_ostaszewska Posted February 9, 2005 Posted February 9, 2005 Trzymamy kciuki za Julke! Czy cosik ruszylo sie z adopcjami?
Recommended Posts