Jump to content
Dogomania

Interchampiony (prosimy zakladac oddzielne tematy)!


Recommended Posts

  • Replies 303
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted
Czy Fuka była dziś może na forum?...
Ja jej nie widziałam od Sylwestra - albo się zaszyła gdzieś na wsi, albo jej komp padł (i o jednym, i o drugim gdzieś wspominałą).
Posted

Flaire, oczywiście ma rację - ze wsi wyszły nici, ale komp zaczął żyć własnym życiem i mimo najszczerszych chęci - nie miałam jak do Was wejśc. Do tego jeszcze żeby było całkiem super - w Nowy Rok moj chrześniak sie poparzył i był w szpitalu - dzisiaj wyszedł akurat na swoje pierwsze urodziny... Po prostu życ nie umierac....

Posted

Bardzo mi przykro, Fuko, 10 lat temu miałam podobny przypadek w rodzinie, w Boże Narodzenie; na szczęście obyło się bez szpitala, ale bólu i płaczu sporo...:-(.

Czy jesteś w stanie powiedzieć mi coś jeszcze o psach - czy Karmel (albo inny piesek) jest przyjaźnie nastawiony do kotów? Czy miał kontakt z dziećmi?

Posted

Moniko, zacznę może od tego, że nie ograniczałam się tylko do pisania, ze te psy są piękne... Inna rzecz, że rzeczywiście pisałam o nich dość oszczędnie - bo co tu kryć - dość trudno ubrać w słowa charakter psa, a warunki, w których one się wychowywały i mieszkają - nie są typowe. Powiem wiecej - gdyby ktoś poprosił mnie o opisanie moich własnych psów - też byłoby mi trudno... Poza tym - chciałam uniknac ckliwych opowieści w rodzaju - jak bardzo Julka nienawidzi psiarni, albo jak przylepny i serdeczny jest Karmel - ja nie chcę brać ludzi na litość.

A chyba najważniejsze jest to, że tak jak pisze Flaire - trudno z góry przewidziec zachowanie psa w nowym stadzie, szczególnie w domu takim jak Twój, w którym są dzieci i zwierzęta. Stąd bezpośrednia rozmowa i wzajemne wybadanie sie - wydawało mi sie najlepszym wstępem.

Z tego co piszesz - myślę, ze jesteś osoba, która może zapewnic dobry dom kolejnemu psu. Ale to Ty musisz wybrać czy chcesz próbować zaadoptować dorosłego psa czy po prostu kupić szczeniaka. I trzeba pamiętać o tym, że niezależnie od tego czy to będzie szczeniak czy dorosły pies - na pewno na początku trzeba będzie nowemu domownikowi poświęcić trochę czasu. I w tym widzę problem, bo skoro Ty nie masz nawet chwili na rozmowę telefoniczną....

Posted

A teraz spróbuję trochę więcej o Karmelu - tyle ile moge sama od siebie - bo Gocha jest teraz w drodze z lecznicy do domu i jak wróci - to ją złapię i dopytam o szczegóły.

Posted
I w tym widzę problem, bo skoro Ty nie masz nawet chwili na rozmowę telefoniczną....
Rozumiem, że dzieci, szczególnie te aktywne i gadatliwe, mogą uniemożliwić spokojną rozmowę - ale przecież nawet najaktywniejsze dzieci czasami śpią... Chyba... :niewiem:
Posted

Fuko, ja bardzo chciałabym porozmawiać (i mam nadzieję, ze w końcu mi się to uda, ale naprawdę nie jest to łatwe, gdy w domu są dzieci, które mają tysiąc spraw, jak tylko zadzwoni telefon.

Rozumiem, że pies różnie będzie się zachowywał w różnych warunkach - ale tak, jak o (chyba) dwóch pieskach pisałaś, że nie mogą trafić do domu z kotami, tak np. o Karmelu tego nie napisałaś - stąd moje pytanie - czy nie napisałaś, bo nie wiesz, czy też Karmel jest przyjaznie nastawiony do kotów. Zrozum, nie mogę go wziąć i "zobaczymy, jak zareaguje", bo jeśli się okaże, że goni koty "na serio", gryzie je czy próbuje przetrącić kark, to co mam zrobić? odwieźć do z powrotem do Wrocławia? Albo jeśli się okaże, że biegające, pokrzykujące dziecko to zbyt dużo na jego nerwy? To żywe zwierzę, nie zabawka, więc nie chcę i nie mogę go wziąć, a po miesiącu zwrócić, bo nowe otoczenie go wyprowadza z równowagi...

Na dobrą sprawę gdybym znała odpowiedź na te dwa pytania ( a w tej chwili właściwie już głównie chodzi o koty, bo mój synek jest na tyle ostrożny przy psach, że powinni jakoś dać sobie radę, jeśli tylko Karmel nie miał kiedyś jakiś przykrych doświadczeń z dziećmi...), to pozostaje mi tylko rozmowa bezpośrednia i umówienie się na "wizytę zapoznawczą" w lutym, albo gdyby się udało, nawet wcześniej.

Posted
I w tym widzę problem, bo skoro Ty nie masz nawet chwili na rozmowę telefoniczną....
Rozumiem, że dzieci, szczególnie te aktywne i gadatliwe, mogą uniemożliwić spokojną rozmowę - ale przecież nawet najaktywniejsze dzieci czasami śpią... Chyba... :niewiem:

Flaire, niestety mój 6-latek ma ostatnio problemy z zasypianiem i na dobrą sprawę chodzimy spać razem :cry:

Posted

1. Karmel i koty

Od razu po pierwszym Twoim poście zadzwoniłam do Gochy i na wiadomość, że masz koty GOśka skreśliła z listy potencjalnych psów do wydania - Julkę, Kafkę itp. Natomiast Karmel na niej został, dodała, że możliwy jest równiez Wicek - jej 7 letni szorstkowłosy fox, którego kupiła jako szczeniaka w Belgii- przed tem o nim nie wspominałyśmy, bo jest on starszy i nie byłyśmy pewne czy ktokolwiek byłby nim zainteresowany.

Gośka jest weterynarzem i na swoim strychu ma całe stado półdzikich kotów, które ludzie jej przynieśli do uśpienia. Mieszkają na strychu - bo część z jej psów nietoleruje kotów i bliższe kontakty mogłyby sie skończyć tragicznie.

Ale - z tego co z nią rozmawiałam Karmel nie zalicza się do grona kocich morderców. Oczywiście jak wszystkie psy (nawet te chowane z kotami) - za uciekającym kotem pogoni, ale z domowymi kotami powinien sie dogadac. W części domu zamieszkałej przez 90letnia Dankę Hryniewicz, którą się opiekuje Gośka - jest kilka kotów 'domowych' i pomyslałam włąśnie, że Gocha mogłaby je próbnie z Karmelem albo Wickiem pointegrować. O ile to nie miało miejsca juz wcześniej - muszę się spytać.

Posted

:oops: Moniko, zajęlam się pisaniem i nie nadążam z czytaniem Twoich postów. Do tego ta cholerna dwudniowa izolacja od komputera.

Tak - ja włąśnie dlatego nie wyraziłam kociego zastrzeżenia przy Karmelu - bo obie z Gochą sądzimy, że on się da z kotami zgrać. W przeciwieństwie do niekórych Gośki suk. Tzn, ja z własnych doświadczeń wiem, że nawet kociego wroga trzeba - można nauczyc nietykania kotów -ale inna jest sytuacja kiedy pies jest w nowym miejscu z nowymi włąścicielami - nie ma sensu ryzykować.

Posted

Och, Fuko, :iloveyou: ....Jeśli możesz, dopytaj jeszcze, czy Karmel nie miał przypadkiem jakichś złych doświadczeń z dziećmi w przeszłości...jakieś niespodziewane ciągnięcie za uszy czy ogon (moje dzieci tego nie robią, ale wiem, że to zostawia u psa urazy), jakieś galopady dookoła przestraszonego psa...

Ajajaj :D

Posted

Dzieci

Gośka dzieci własnych nie posiada niestety, stąd stałych kontaktów nigdy nie było. Od kilku lat - czyli przez całe życie Karmela - jej psy maja bliski kontakt z córką sąsiadów, która chodzi z nimi na spacery, jeździ z Gośką na wystawy, sama wystawia jamniki Pani Hryniewicz. ALe Patrycja jest starsza od Twoich dzieci, ma 14 lat, więc to nie to samo.

Podczas wizyt u mnie Karmel miał kontakt z moimi siostrzencami, ale znowu - to byly tylko wizyty, a najmłodszy z moich siostrzeńców tez już jest dość 'stary' - ma prawie 12 lat....

Jedno jest pewne - żaden z Gośki psów nie miał złych doświadczeń z dzećmi - co wydaje mi się bardzo ważne.

Jazgot - brat Julki - który w hodowli został całkiem przypadkiem - lakelandy sa mało znaną rasa, więc telefonów o szczeniaki nie ma za dużo, a wtedy kiedy był mały - jedynym zdecydowanym chętnym był mysliwy, który zaznaczył na wstępie, że ma nadzieje ze on nie będzie drogo kosztował, zeby nie było dużej straty jak zginie na polowaniu.... No i GOśce mimo, że w dobre rece oddalaby go nawet za symboliczną złotówkę - odeszła ochota od sprzedawania go i został. W zeszłym roku na wiosnę odezwał się Pan, który chciał psa do kochania i nie bardzo miał pieniądze na szczeniaka - Gośka zaproponowała mu Jazgota i sprawdziło się fantastycznie. Piszę o tym dlatego, że ten Pan ma małe dziecko - bodaj 2letniego syna.

Posted
Och, Fuko, :iloveyou: ....Jeśli możesz, dopytaj jeszcze, czy Karmel nie miał przypadkiem jakichś złych doświadczeń z dziećmi w przeszłości...jakieś niespodziewane ciągnięcie za uszy czy ogon (moje dzieci tego nie robią, ale wiem, że to zostawia u psa urazy), jakieś galopady dookoła przestraszonego psa...

Ajajaj :D

Moniko :oops: :D

Posted

Hmmm...wobec tego pozostaje mi tylko jeszcze raz porządnie przemyśleć wszystko i umówić się na telefon... dam znać w najbliższym czasie, dobrze? I proszę o ....takie wstępne...zaklepanie Karmelka...do czasu gdy go będę mogła odwiedzić.... Może udałoby mi się przyjechać z dziećmi do Wrocławia w któryś weekend jeszcze w styczniu i na miejscu sprawdzić, jak się całe towarzystwo sobie spodoba?...

Posted

Zanim napiszę coś więcej o Karmelu - o Wicku byłoby mi trudno bo go kompletnie nie znam....

Chciałabym dodać jeszcze parę słow o moich doświadczeniach z adopsją psów.

Przez całe moje życie w moim domu był pies i naogól była to airedalka :D Zawsze żyłam w przekonaniu, że psa należy miec od szczeniaka, wychowywać od małego i że wszystko inne to nie to, a do tego ryzyko, że trzeba będzie odrabiac czyjeś błędy wychowawcze...

I w tym przekonaniu zyłabym pewnie do dziś - gdyby nie to, że w ciągu ostatnich lat wlazłam głebiej w psy, poza tym zaprzyjażniląm się z Gochą - poznałam psy mieszkające w dużym stadzie w domu oraz te, które mieszkają w psiarni.

Potem pojechałąm do krycia z moją airedalką do hodowli w Niemczech gdzie spotkałam się z zupełnie nowym dla mnie podejsciem do trzymania psów, hodowli. To nie był duzy kennel - 10 psów, psy były dozywotnio, a sukom po jednym albo dwu miotach znajdowano rodziny. A oprócz tego kilka psów, które na warunkach hodowlanych mieszkały od małego z rodzinami - hodowca i włąściciel je tylko przygotowywał do wystaw, wystawiał oraz wykorzystywał w hodowli. Miesiąc po moim kryciu jedna z takich suk odchowała u niego miot, a potem wróciła do swojej rodziny. Parę miesięcy potem miałam nieszczęście pracować przez 3mce w fabryce psów w Belgii ( w hodowli, w kgtórej mieszkało około 200 psów). Zupełnie inne podejscie do hodowli niż to, kóre widziałąm w poznanej wcześniej hodowli w Niemczech. Psy chowane praktycznie bez kontaktu z człowiekiem. Dzikie. Poznając je- odczułam jak bardzo spragnione są człowieka. I że mimo, że dorosłe - jak bardzo są plastyczne i łatwo się adaptują do lepszych warunków. Oczywiście - trzeba im poświęcić trochę czasu - ale one dosłownie chłoną. To doświadczenie przekonało mnie jak ludzkie podejscie do psów miał pan Puls, u którego kryłąm Fuke.

Potem miałam szczęście trafić w lepsze miejsce - w Anglii. TO już nie była fabryka. Ale mimo wszystko hodowla kennelowa. I mimo starań żeby mieszkające tam psy miały jak największy kontakt z człowiekiem - nie może się równać ich sytuacja z sytuacją psów rodzinnych, domowych. Ale właśnie pracując u Judith - dowiedziałąm się więcej o adopcjach. Razem z rodziną jej syna mieszka irlandka, która połowę swojego życia spędziła w psiarni. Patrzac na nią - nikt by nie pomyślał, że nie była u Johniego od szczeniaka. U Judith nie ma starych psów - wszystkie w pewnym momencie trafiają na kanapę. Byłam świadkiem kilku takich adopcji. Znajomi Johnego, którzy od kilku lat mieli u siebie airedalke, w pewnym momencie stwierdzili, że ich 8letnia suka potrzebuje rozruszania - Johny zaproponował im lakelandkę, której nie służyło życie w psiarni. To była suczka zawsze na dystans jeżeli chodzi o ludzi. Co jak sądzę było wynikiem z jednej strony - tego, że jej opiekunowie się często zmieniali (nie byłam pierwszym praktykantem z zagranicy), a z drugiej - tego, że była podporządkowana swojej towarzyszce z kojca. Razem z Johnym przywieżliśmy ją do nowego domu (to miały być próbne 2 tygodnie), obserwowałam jak zapoznawała się z nową koleżanką ( która była matką jej dotychczasowej towarzyszki), widziałam jak nieśmiało podchodziła do swoich nowych państawa i ich dwójki dzieci. Widziałam ją też po paru tygodniach - to był inny pies - wesoły, otwarty, rozlużniony. Póżniej - obie były u nas w psiarni przez dwa tygodnie podczas wakacji włąścicieli - trochę się martwiłąm jak zniesie ten powrót, ale zachowała tę pewność siebie, a największą frajdę miałam kiedy patrzyłam na nią jak była odbierana przez swoich państwa.

Była też welszyca, która jak mówi Judith była najbrudniejszym psem na świecie - w pierwszym liście od jej nowych państwa była wiadomość, że ani razu się nie załatwiła w domu!

Była tez airedalka, kóra była trochę nietypowym przypadkiem - ona została sprzedana jako szczeniak, po prawie roku została oddana hodowczyni, potem spedzila jeszcze jakieś 3 lata w kennelu, a w lipcu poszła do ludzi. Serce rosło jak patrzyłam na zdjęcia szczęśliwego psa. Byłam do niej bardzo przywiązana - przez tydzień opiekowałam się nią po operacji. Mieszkałą wtedy ze mną.

Zresztą - przez ten czas przez moje mieszkanie przewineło się wiele psów kennelowych - na początku zaskakiwało mnie jak łątwo adaptuja się do nowych warunków. Airedale były bardziej ostrożne, ale małe terriery - welsze, lakelandy i foxy - od pierwszego dnia zchowywały się tak jakby całe zycie spedziły w domu.

Posted

:oops: rozpisałam się okropnie... :roll:

ale pisałam o tym dlatego, ze to wszystko co widziałam i praca z psami kennelowymi przekonała mnie do tego, że nowy pies wcale nie musi byc szczeniakiem. Powiem więcej - jak tylko moja sytuacja życiowa się ustabilizuje - sama kogoś takiego zaadoptuję. Zresztą już na poły to zrobiłam z Diukiem, który spędza u mnie bardzo dużo czasu. Niestety poki tyle jezdzę - nie moge obarczac mojej rodziny kolejnym psem.

Oczywiście sytuacja Gośki psów jest inna niz tych, które włąśnie opisałam. One nie mieszkają w tzw. "głebokim" kennelu, mają na ile to tylko możliwe w tak dużym stadzie - bliski kontakt z GOchą i jej facetem. Ale tak czy siak - wiele z nich potrzebuje kogoś na własność. W zeszłym roku całkiem przypadkiem kilkoro z nich znalazło nowe domy i sprawdziło się to idealnie. Owszem - cieszą się na widok GOśki i Andrzeja, ale najważniejsi są dla nnich nowi włąściceile. Całym sercem, całym życiem odwdzieczają się im za poświęconą im uwagę i serce.

Oczywiście takie psy potrzebują czasu na zaadoptowanie się do nowego życia. W przypadku psów - jest niestety pewne, że na początku będą znaczyć teren... Sukom tez to się może zdarzyć. Ale z moich obserwacji wynika, że to kwestia kilku dni. Zresztą przecież szczenieta też potrzebują czasu na naukę - a chyba żaden pies nie ma do zaoferowania tyle miłości - ile ma taki spragniony człowieka na wyłączność.....

Posted
Hmmm...wobec tego pozostaje mi tylko jeszcze raz porządnie przemyśleć wszystko i umówić się na telefon... dam znać w najbliższym czasie, dobrze? I proszę o ....takie wstępne...zaklepanie Karmelka...do czasu gdy go będę mogła odwiedzić.... Może udałoby mi się przyjechać z dziećmi do Wrocławia w któryś weekend jeszcze w styczniu i na miejscu sprawdzić, jak się całe towarzystwo sobie spodoba?...

Myślę, że to znakomity pomysł. Mam nadzieję, że się wszystko uda!

Oczywiście musimy jeszcze pogadać.. Nie wiem, może wygodniej by było przez GG na początek - bo tutaj jest niewygodnie o tyle, że jak piszę - to nie widzę bezpośrednio odpowiedzi.

I jeszcze jedno - ja myśle, że jeżeli się zdecydujecie - to tak czy owak trzeba potraktowac pierwszy tydzien-dwa jako okres próbny. Chodzi o to żeby i pies był szczesliwy w nowym miejscu i Wy z nim. A to wyjdzie dopiero w praniu. A poniewaz nie jest to przypadek psa bezdomnego - chodzi przecież o poprawę jego życia, ale gdyby nie wyszło, to on zawsze ma dokąd wrócić.

Posted
W przypadku psów - jest niestety pewne, że na początku będą znaczyć teren... Sukom tez to się może zdarzyć. Ale z moich obserwacji wynika, że to kwestia kilku dni.

Czy psom kastrowanym również się to zdarza? Bo, jak pisałam wcześniej, zależałoby mi na psie już wykastrowanym... Rozumiem, że piszesz o znaczeniu w domu, tak? Czy są jakieś środki, które mogą do tego psa zniechęcić, czy trzeba to przeczekać?

Posted

Nie mam za dużych doświadczeń z psami kastrowanymi więc nie mam pojęcia...

CO do niekastrowanych - to z moich doświadczeń wynika, że to jest kilka dni choć może wrócić przy okazji wizyt obcych psów w domu. Ale wtedy to jest juz tylko jedno dwa podniesienie nogi i chwatit. Ja robiłam tak, że w pierwszym momencie pobytu - kiedy pies nył bez dozoru - to albo był w klatce (w Anglii) albo zmykalam w pokoju kiedy mial byc - sam i tu na początku wyżywał sie na nodze od stołu. Az mu sie znudzilo. No a kiedy był ze mną - to go karciłam za każdym razem i zabierałam na dwór - i szybko załapał.

Osobiście bym się jednak zastanowila sie z kastrowaniem - jezeli chodzi o psa. Szczególnie, że Twoja suczka jest wysterylizowana. Chodzi mi o to, ze mimo wszystko zdarzaja sie po takim zabiegu przypadki nietrzymania moczu. I gdyby to zalezało ode mnie - tzn gdyby chodziło - o mojego psa, to ja bym najpierw sprawdziła jak sie sprawdza w domu - i dopiero gdyby się okazało ze sa problemy, ze strasznie przeżywa cieczki w okolicy itp...

Szczególnie, że było nie było to reproduktor, wprawdzie w tej rasie sa małe szanse na chętna suczkę, ale i tak sie moze trafić - ostatnio sie nawet zdarzyło i od kilku tygodni Karmel ma bodaj 6cioro dzieci w Katowicach.

Posted

ja tylko o tej kastracji, Zdarzają się przypadki, że po kastracji agresja u samców rośnie! Niestety tego wykluczyć nie można, a jesli pies ma dobrą psychikę, okaże się miły i przyjazny, to po co ryzykowac? A ze znaczeniem różnie bywa, z paru egzemplarzy tylko jeden podniósł nogę w domu, dostał klapa i więcej nie spróbował. Teraz mam 2 psy i nawet przez myśl im nie przejdzie nic w ogródku znaczyć.

Powodzenia, trzymam kciuki :D

Posted

Sajko, dzięki - ja właśnie dlatego pisałąm, że wydaje mi się, że najpierw lepiej wypróbowac jak to wyjdzie w praniu, a dopiero potem ciąć. Szczególnie, że nie ma problemu - Gocha jest wetem i dla niej to pestka.

Bo Karmel zawsze był przyjaznym psem. Ok z wiekiem sie to może zmienic, testosteron pracuje.

I prawdą jest że z psem z którym mieszkał wspołpraca mu w pewnym momencie przestała wychodzić, ale mieszkali w otoczeniu licznych suk i cieczki były częste. U Moniki mu to nie grozi, a z tego co pamiętam go - fakt praktycznie mam rok przerwy bo mnie nie było - to był pokojowo nastawiony do innych psów(samców). Nawet kompania przy piłeczce mu nie przeszkadzała, czego nie mogę powiedziec o jego siostrze - moja Kawa ma monopol na każdą zabawkę, którą w danym momencie lubi najbardziej.

Posted

No właśnie ja się trochę boję tej agresji, bo już jedna Gruszka szczerząca się na inne suki mi wystarczy, a gdyby jeszcze drugi pies miał być taki, to byłby kłopot...zwłaszcza, że wychodzenie "na sikanie" należy częściowo do obowiązków mojej córki, więc musi umieć sobie poradzić z psem....

Już sama nie wiem...wpadam ze skrajności w skrajność - od entuzjazmu do zwątpienia... Pisałam już gdzieś, że znam panią, hodującą airedale w Poznaniu, strzyże Gruszkę od czasu do czasu (Nie trymujemy jej, zresztą nie jest tak do końca rasowa, nie ma papierów, a strzyżenie wydaje się nam wygodniejsze ;-) ), ciekawa jestem, czy ją znacie - podejrzewam, że tak...Chyba muszę się jej poradzić... i ewentualnie wypytać o plany "szczeniaczkowe" na najbliższy czas...

Posted

na pewno znamy :D my jesteśmy mafia airedalowa :evil_lol:

Ale co do Karmela - to ja właśnie raczej bym się po nim nie spodziewała zachowań agresywnych wobec psów. On zawsze bardzo przyjazny był - a jak wiadomo różnie z tym bywa u małych terrierów. Spytaj Nitencji - razem z nim, swoim Alexem i jeszcze jedna lakelandką - była kiedyś na dalekiej wystawie - i z tego co pamiętam - sama zdziwiona była, że dwóch facetów na małej przestrzeni tak dobrze się dogadywało. Ja pamiętam jeszcze wystawę gdzies w Czechach, kiedy po zakończonym sędziowaniu Karmel razem z reszta naszych psów bawił sie luzem biegając po ringach. Psów było wokól sporo - i zapewniam Cie, że nie ryzykowalibyśmy gdybyśmy sie obawiali, że on zacznie startować. Popytam jeszcze Goche wieczorkiem - bo ja w ciagyu ostatniego roku nie miałam znim kontaktu. Ale nie sadzę żeby sie zmienił. Owszem z Pepkiem w mieszkaniu się przestał dogadywać ostatecznie - ale z tego co wiem - to nie to dlatego to on wylądował w psiarni, bo był agresorem, niechęć była obustronna - a Pepek ma nardzo delikatna psychikę i on by po prostu nie przeżył kojca, więc padło na Karmela....

Guest
This topic is now closed to further replies.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...